Wzna­wiać nas będą. Eko­no­micz­nie. Zna­czy, do robo­ty pogo­nią. Dosyć bycze­nia się po domach, dosyć po cha­łu­pach szwę­da­nia się, dość chla­nia po sto­do­łach, obo­rach. Czy tam gdzie tam. Wzna­wia­my gospodarkę. 

Inny­mi sło­wa­mi: “Ludzie, dochto­ry we wsi! Leczyć ben­dom! Ucie­kaj­ta, ucie­kaj­ta!” – i tyle suche­go żar­tu na dobry począ­tek, boć żar­tów w sumie nie ma, mokrych czy suchych. Dobrych począt­ków też już nie ma, swo­ją dro­gą. Nie w cza­sach zara­zy. Jadwi­ga Emi­le­wicz, mini­ster od spraw roz­wo­ju, w minio­ny pią­tek (17. kwiet­nia): “Przez ostat­ni mie­siąc każ­dy dzień posto­ju kosz­to­wał pol­ską gospo­dar­kę sie­dem miliar­dów złotych”.

TO JAKIŚ OBŁĘD

No coś takie­go. To ci dopie­ro. Mie­siąc posto­ju i już 210 miliar­dów “w ple­cy”? No że ja cię nie mogę. Zasko­cze­nie jak dia­bli. Nie wie­dzie­li w lutym, co dzie­je się dooko­ła? Przed mie­sią­cem nie wie­dzie­li, co czy­nią? Czy też wie­dzie­li, ale osza­le­li i w odwło­kach mie­li? Czy jak? “Zostań w domu” – woła tele­wi­zor, ale ten sam tele­wi­zor woła za chwi­lę: “Wra­ca­my do pra­cy”? Prze­cież to jakiś obłęd.

Ech, te piel­grzym­ki decy­den­tów, uda­ją­cych się po rozu­my do głów, te zasko­cze­nia na obli­czach powra­ca­ją­cych, ten zaska­ku­ją­cy dlań i nie­spo­dzie­wa­ny łoskot zro­zu­mie­nia mię­dzy ich­niej­szy­mi usza­mi… Żeby nie ten poli­cjant za oknem, poło­żył­by się człek na traw­ni­ku, na łące by sobie legł, w par­ku na ław­ce usiadł­by, poob­ser­wo­wał decy­den­tów roją­cych pomy­sły szyb­ciej niż kara­bin maszy­no­wy wyplu­wa poci­ski, z przy­jem­no­ścią praw­dzi­wą poob­ser­wo­wał­by, z rado­ścią nie­kła­ma­ną. Zaraz stres poszedł­by precz.

Z dru­giej stro­ny nie dzi­wo­ta, że “gospo­dar­kę będzie­my odmra­żać”. Teraz moż­na. Zwol­na i z ostroż­na co praw­da, tak bar­dzo powo­li i ostroż­nie, żeby nawet dane doty­czą­ce pan­de­mii w tym wzna­wia­niu gospo­dar­ki pomo­gły. Gdy­by zaś pomóc nie chcia­ły, gdy­by zapra­gnę­ły, daj­my na to, zaszko­dzić, wów­czas, no cóż, wów­czas te czy tam­te mini­ste­rial­ne oczy pędzel­kiem pod­krą­ży się do fio­le­tu i będzie gites-ten­te­ges. No jak­że ina­czej? Widział kto rząd bez gospo­dar­ki? Bez gospo­dar­ki rzą­du nie ma, krop­ka. Bez gospo­dar­ki z rzą­dem koniec. Czy może­my do tego dopu­ścić? Jasne, że nie może­my. Że co, że szczyt zacho­ro­wań przed nami? A, tam.

GOSPODRAKA W SEMPITERNIE

Gospo­dra­ka w sem­pi­ter­nie to jesz­cze nie teraz. Raczej. To jest raczej gospo­dra­ka w Try­bu­na­le. Czy jesz­cze lepiej: wiel­ka dra­ka w Try­bu­na­le. Mia­no­wi­cie Łukasz Warze­cha powia­da, że po wybu­chu epi­de­mii: “Nagro­ma­dzi­ło się wie­le decy­zji i dzia­łań wła­dzy, któ­rych kon­sty­tu­cyj­ność jest wię­cej niż wąt­pli­wa”, po czym ukła­da na pniu kry­ty­ki mię­dzy inny­mi kwe­stę “mani­pu­lo­wa­nia ordy­na­cją wybor­czą tuż przed wybo­ra­mi, bez zacho­wa­nia naka­za­ne­go wcze­śniej wyro­ka­mi TK vaca­tio legis”.

Ukła­da temat na pniu pan Warze­cha, powia­dam, i trach, kory­gu­je sie­kier­ką prze­my­śleń kształt uło­żo­ne­go. Warze­cha nie zauwa­ża jed­na­ko­woż powo­dów, z jakich zarzut mani­pu­la­cji ordy­na­cją tuż przed wybo­ra­mi tra­ci na war­to­ści do zera, domnie­ma­ną mani­pu­la­cję prze­ista­cza­jąc w cierp­ką co praw­da, nacią­ga­ną niczym guma w szor­tach, jed­nak nor­mal­ność naszą nie­szczę­sną. Już wyja­śniam: otóż powo­dem utra­ty war­to­ści jest prak­ty­ko­wa­nie przez Try­bu­nał, przez sędziów Try­bu­na­łu powiedz­my wprost, zasa­dy “chroń swo­ją sem­pi­ter­nę”. Tutaj: w posta­ci nie­pre­cy­zyj­no­ści orze­czeń. Wyso­ka Instan­cja przy­po­mi­na naj­pierw, że: “Doko­ny­wa­nie jakich­kol­wiek zmian w pra­wie wybor­czym po wej­ściu w życie kalen­da­rza wybor­cze­go jest nie­do­pusz­czal­ne, z wyjąt­kiem zmian o cha­rak­te­rze obiek­tyw­nym, takich jak np. spro­sto­wa­nie błę­du”. Z cze­go wnio­sku­je mię­dzy inny­mi, że nie wol­no doko­ny­wać “istot­nych zmian pra­wa wybor­cze­go w cza­sie bez­po­śred­nio poprze­dza­ją­cym wybo­ry”. Jesz­cze ina­czej: “Usta­wo­daw­ca nie może uchwa­lać istot­nych zmian w pra­wie wybor­czym w okre­sie co naj­mniej sze­ściu mie­się­cy przed wybo­ra­mi”. Co to są, całe te “istot­ne zmia­ny”? Otóż istot­ną zmia­ną jest, według Try­bu­na­łu, “zmia­na w wyraź­ny spo­sób wpły­wa­ją­ca na prze­bieg gło­so­wa­nia i jego wynik”.

BEŁKOTLIWOŚĆ DOSTATECZNA

Dla przy­kła­du, zmia­na try­bu gło­so­wa­nia z jed­no­dnio­we­go na dwu­dnio­we ma zna­cze­nie “zarów­no dla prze­bie­gu gło­so­wa­nia, jak i jego wyni­ków”, jest więc zmia­ną istot­ną. Nawet pro­za­icz­na z pozo­ru ewen­tu­al­na zmia­na godzi­ny otwar­cia loka­li wybor­czych ma “zasad­ni­cze zna­cze­nie”, a to “dla reali­za­cji pra­wa oby­wa­te­li do infor­ma­cji”, nie moż­na więc zmian takich wpro­wa­dzać do ordy­na­cji póź­niej niż do sze­ściu mie­się­cy przed wyborami.

Pod­su­mo­wu­jac wątek: czym­że więc ze stro­ny Try­bu­na­łu są tego rodza­ju zapi­sy, jeśli nie ewi­dent­nym “szy­ciem” pra­wa “pod zdol­ne­go kau­zy­per­dę”? Zmian godzin gło­so­wa­nia to zmia­na istot­na, zmia­na try­bu gło­so­wa­nia z jed­no­dnio­we­go na dwu­dnio­we to zmia­na istot­na, ale wpro­wa­dze­nie powszech­ne­go, naka­zo­we­go, gło­so­wa­nia kore­spon­den­cyj­ne­go, to nic istot­ne­go? No pew­nie, to zale­d­wie pryszcz na nosie pre­ze­sa Pocz­ty Polskiej?

 

“Chroń swo­ją sem­pi­ter­nę”, nie ina­czej. Śmia­łe wygi­na­nie cia­ła. Kau­zy­per­dycz­ne. Nad­to śmia­łe. Grzech praw­ni­czy nie do wyba­cze­nia, moż­na powie­dzieć kar­dy­nal­ny, boć try­bu­nal­ski. Moim zda­niem każ­dy podob­ny grzech sędziow­ski moż­na umie­ścić w kate­go­rii “beł­ko­tli­wość dosta­tecz­na”, kwa­li­fi­ku­jąc jako dzia­ła­nie w złej woli. To nie są wszak dur­nie, o nie.

Wnio­sek: zde­cy­do­wa­nie za dużo tym ludziom ofe­ru­je­my. Jako wspól­no­ta. Pre­sti­żu, sta­tu­su, pie­nię­dzy – i tak dalej, i tak dalej. Też mi “sędzio­wie”. Kasta spe­cjal­na i tyle. Idź­cie stąd precz, natych­miast. Albo naród rze­czy­wi­ście potrak­tu­je was specjalnie.

Z DOBRĄ WOLĄ

- Zostaw w koń­cu ten Try­bu­nał, mądra­lo, weź powiedz mi, skąd wia­do­mo, że dany ktoś umarł z powo­du Covid-19.

- Zgło­sił obja­wy, został prze­ba­da­ny, wynik testu na obec­ność wiru­sa Sars-Cov‑2 wyszedł dodat­ni, a potem czło­wiek wziął i dostał zapa­le­nia płuc, i umarł. To niejasne?

- Każ­de­go zmar­łe­go wcze­śniej bada się pod kątem obec­no­ści wirusa?

- O co ty mnie pytasz?

- Prze­sa­dzasz ze swo­ją omni­po­ten­cją. To są pyta­nia reto­rycz­ne. Spójrz: naj­pierw mini­ster­stwo zdro­wia pod­pie­ra się kostu­rem wyni­ków, wpie­ra­jąc nam nic nie war­te licz­by zara­żo­nych. Mówiąc “nic nie war­te” mam na myśli że mało bądź nawet zero­wo wia­ry­god­ne poznaw­czo, bo takie są wyni­ki zależ­ne prze­cież wprost od ilo­ści prze­pro­wa­dzo­nych testów. Następ­nie, gdy pacjent umie­ra z wyni­kiem pozy­tyw­nym, zgon zali­cza się na kon­to Covid-19. A pozo­sta­łe przy­pad­ki śmier­ci? Czło­wiek wziął dostał zapa­le­nia płuc, umarł, ale skąd wie­my na co, sko­ro nie prze­pro­wa­dzo­no testu wcze­śniej czy w trak­cie sek­cji zwłok?

- W trak­cie sek­cji zwłok to w sumie nie ma po co. Ofia­ra nie żyje i nie oży­je przecież.

- Dobrze mówisz. Pod­po­wiedz jesz­cze, jak, choć­by w przy­bli­że­niu, że tak powiem dla potrzeb indy­wi­du­al­nych, pry­wat­nych, jak osza­co­wać fak­tycz­ną licz­bę zaka­żeń, zacho­ro­wań, i tak dalej?

- Przyj­mij na począ­tek opis Szu­mow­skie­go z dobrą wolą. Wyko­naj pięć tysię­cy testów dzien­nie, odno­tuj 250 czy 300 zaka­żeń, policz z tego 10 pro­cent zgo­nów. Zga­dza się?

ORANGUTANY W SZÓSTYM

- To mniej wię­cej rzę­dy wiel­ko­ści w ofi­cjal­nych danych.

- Wła­śnie. Ofi­cjal­ne dane zga­dzać się muszą i zga­dza­ją się, a każ­dy głu­pi może te war­to­ści spraw­dzić sobie same­mu, to jest na wła­sną rękę. Inny­mi sło­wa­mi gra muzy­ka, zwy­cię­ża­my na wszyst­kich fron­tach, odmra­ża­my gospo­dar­kę. Naj­pierw powo­li, jak żółw, ocię­ża­le, wsze­la­ko loko­mo­ty­wa rusza.

- Ospa­le.

- Zanim roz­bie­gnie się na dobre, zanim pot, oli­wa i tło­ki co tło­czą, nim gru­ba­sy z trze­cie­go wago­nu zje­dzą swo­je kieł­ba­sy, a sześć for­te­pia­nów w pią­tym wago­nie roz­nie­sie w pył sta­do oran­gu­ta­nów z wago­nu szó­ste­go, zanim to wszyst­ko, powtó­rzę, plus żyra­fy i bana­ny, wyko­naj ćwi­cze­nie umy­sło­we wery­fi­ku­ją­ce wła­sną inte­li­gen­cję, mia­no­wi­cie pójdź dro­gą państw, któ­re upar­ły się wdro­żyć reko­men­da­cje Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia i wyko­ny­wać testy na ska­lę maso­wą. Załóż, że pań­stwo pol­skie wyko­nu­je tych testów dzie­sięć razy wię­cej. Czy­li nie pięć tysię­cy dzien­nie, lecz tysię­cy pięć­dzie­siąt. Masz? Teraz odno­tuj pro­por­cjo­nal­nie tyle samo zaka­żeń i tyle samo, pro­por­cjo­nal­nie, zgo­nów… Zapi­sa­łeś licz­by? Przeczytaj.

- Pięć­dzie­siąt tysię­cy testów, dwa i pół do trzech tysię­cy zara­żo­nych, dwie­ście pięć­dzie­siąt do trzy­stu zmarłych.

BEZ SZACOWANIA

- W ska­li doby. I co, zatrzy­masz loko­mo­ty­wę, sko­ro ruszy­ła? Gdy krę­ci się, krę­ci się, koło za kołem, a ta bie­gu przy­spie­sza, i gna coraz prędzej?

- Nie zro­bisz ze mnie samobójcy.

- Sam widzisz. Nikt na torach sta­nąć nie zechce, loko­mo­ty­wy zatrzy­my­wać nie spró­bu­je. Ale pies trą­cał paro­wóz, zauważ inne moż­li­we podej­ście, takie bez sza­co­wa­nia. Tym spo­so­bem też zorien­tu­jesz się, na jakim świe­cie żyjesz. Wystar­czy wie­lo­let­nią śred­nią zgo­nów odnieść do aktu­al­nej, na dowol­nym obsza­rze Pol­ski. To nie będzie ide­al­ne wska­za­nie, ale dosta­tecz­nie zna­czą­ce statystycznie.

- …

- Rozu­miem, że zamarłeś?

- Czy­li boją się?

- To podej­rze­wam. Że wid­mo stra­chu mate­ria­li­zu­je się dziś nad rzą­dzą­cy­mi. Czy pre­cy­zyj­niej: pre­zes kie­ru­je, ale i pre­ze­sem, i feraj­ną pre­ze­sa, rzą­dzi strach. Nie skąd­inąd wzię­ła się decy­zja o nie prze­kła­da­niu wybo­rów, pan­de­mia nie pandemia.

dokoń­cze­nie ze str. 9

Gdy­by nato­miast jakimś cudem mini­stro­wi Szu­mow­skie­mu omsknę­ła się lojal­ność i wydał reko­men­da­cję kry­ty­ku­ją­ca bez­pie­czeń­stwo w wybo­rach kore­spon­den­cyj­nych, a nie omsknę­ła się, dia­błu niech będą wdzięcz­ni, nie­chyb­nie pre­zes Kaczyń­ski zarzą­dził­by prze­pro­wa­dze­nie wybo­rów inter­ne­to­wych. Wła­dza już wie: pan­de­mii dłu­go nie da się zdu­sić, trze­ba więc nauczyć naród z pan­de­mią współ­żyć, co zno­wu pro­ste nie jest, prze­ciw­nie, co z każ­dym mija­ją­cym dniem i każ­dym tygo­dniem sta­je się coraz trudniejsze…

TYLKO STRUPY

…Co oczy­wi­ste, bycie ofia­rą gwał­tu, codzien­ne­go dodaj­my, musi odbić się wię­cej niż czkaw­ką na wyni­kach wybor­czych i to wcze­śniej raczej niż póź­niej. Pod­su­mo­wu­jąc, wybo­ry o każ­dy tydzień póź­niej to ryzy­ko utra­ty wła­dzy, tym­cza­sem zegar tyka coraz prę­dzej. Gdy zaata­ku­je dia­bo­licz­ny, racz­ku­ją­cy dopie­ro co, kry­zys gospo­dar­czy, a wia­do­mo już, że zaata­ku­je, o wygra­niu jakich­kol­wiek wybo­rów mowy nie będzie. Żad­ne sło­wa pie­rza­ste wów­czas nie pomo­gą. Wnio­sek: wyłącz­nie utrzy­ma­nie wła­dzy przed kry­zy­sem gwa­ran­tu­je trwa­nie u wła­dzy pod­czas kryzysu.

- Toś się naga­dał. Mówisz więc, że pan­de­mia może zamor­do­wać pra­wi­co­we rzą­dy nad Wisłą?

- Takie one pra­wi­co­we, te rzą­dy, jak dżdżow­ni­ce bywa­ją jastrzę­bia­mi. Nie tyle sama pan­de­mia, co kon­se­kwen­cje pan­de­mii odło­żo­ne w cza­sie. Albo­wiem pan­de­mia zmie­ni świat nie­od­wra­cal­nie i zmia­ny te prze­ta­czać się będą przez glob w spo­sób nie­prze­wi­dy­wal­ny. Pyta­nie: jaka stąd pły­nie nauka dla byle żuka?

- Że co, że mam kon­klu­zję wskazać?

- Dawaj.

- Nie z dobre­go ser­ca wła­dza mówi nam to, co nam mówi, a w celu meblo­wa­nia nam rze­czy­wi­sto­ści. Czy­ni to wedle kry­te­riów nie­do­stęp­nych tak zwa­ne­mu elek­to­ra­to­wi, kry­te­riów prze­zeń nie­spraw­dzal­nych. Inny­mi sło­wa­mi: wła­dza wie swo­je, wła­dza swo­je poka­zu­je, ale gdy w usta wła­dzy od lute­go tego roku zaglą­dać, widzi­my tam tyl­ko stru­py. Stru­py mani­pu­la­cji socjo­tech­nicz­nych, kro­sty prze­mil­czeń, wągry drob­nych fał­szerstw oraz rop­ne czy­ra­ki oczy­wi­stych łgarstw. Stąd nauka jest dla żuka, żuk niech wie­dzy tam nie szu­ka. No prze­cież, że nie w ustach władzy.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z autorem:

widnokregi@op.pl