Zbrod­ni­czy koro­na­wi­rus, któ­re­go epi­de­mia roz­wi­ja się pomyśl­nie i zgod­nie z pla­nem, jest wpraw­dzie bar­dzo wyro­bio­ny poli­tycz­nie, ale i jemu tra­fia­ją się wpad­ki. O wyro­bie­niu poli­tycz­nym zbrod­ni­cze­wo koro­na­wi­ru­sa świad­czy to, że o ile w Ber­li­nie poli­cja roz­go­ni­ła demon­stra­cję prze­ciw­ni­ków rzą­do­wych restryk­cji z powo­du nie­za­cho­wy­wa­nia przez uczest­ni­ków wyma­ga­ne­go “dystan­su spo­łecz­ne­go”, to na Bia­ło­ru­si uczest­ni­cy wie­lo­ty­sięcz­nych mani­fe­sta­cji nie tyl­ko nie zacho­wu­ją dystan­su spo­łecz­ne­go, ale nie noszą też mase­czek. I co? I nic. Widać wyraź­nie, że uczest­ni­ków demon­stra­cji w słusz­nej spra­wie zbrod­ni­czy koro­na­wi­rus tak­tow­nie nie ata­ku­je, nato­miast na demon­stru­ją­cych w spra­wie nie­słusz­nej, rzu­ca się z wyjąt­ko­wą zacie­kło­ścią. Inna spra­wa, że i z tym “dystan­sem spo­łecz­nym” mogą być kło­po­ty. Wyobraź­my sobie, że oto  zbli­ża się do nas jakiś sodo­mi­ta w tęczo­wych kale­so­nach z “pier­ni­ka­mi”, więc instynk­tow­nie się odsu­wa­my, a on woła poli­cję, że odsu­wa­my się od nie­go z powo­du “homo­fo­bii”. U nas poli­cja jesz­cze nie jest pew­na, co w takich sytu­acjach powin­na robić, ale w takim na przy­kład Kró­le­stwie Bel­gii, od razu by deli­kwen­ta aresz­to­wa­ła, a nie­za­wi­sły sąd przy­so­lił mu karę, jak się patrzy.

Toteż nic dziw­ne­go, że wła­śnie Amba­sa­da Kró­le­stwa Bel­gii w War­sza­wie przy­ję­ła na sie­bie rolę “koor­dy­na­to­ra” wystą­pie­nia amba­sa­do­rów-akty­wi­stów lGB­TI – bo ten skrót coraz bar­dziej się wydłu­ża, w ramach odkry­wa­nia coraz to nowych zbo­czeń sek­su­al­nych i psy­chia­trycz­nych odchy­leń. Amba­sa­dor­ska mię­dzy­na­ro­dów­ka z panią Żor­że­tą na cze­le, napięt­no­wa­ła Pol­skę, że dys­kry­mi­nu­je zboczeńców.

Tym­cza­sem – powia­da­ją amba­sa­do­ro­wie-akty­wi­ści —  nie cho­dzi tu o żad­ną “ide­olo­gię”, tyl­ko o “pra­wa czło­wie­ka”. Tak przy­naj­mniej uwa­ża pani Żor­że­ta Mos­ba­che­ro­wa, co to na sta­no­wi­sko amba­sa­do­ra zosta­ła posta­wio­na przez nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusznika.

reklama

Chy­ba się myli, bo jeśli cho­dzi o pra­wa czło­wie­ka”, to mamy do czy­nie­nia wła­śnie z “ide­olo­gią”.

Jed­na ide­olo­gia gło­si, że czło­wie­ki nie mają żad­nych praw, bo są tyl­ko “nawo­zem histo­rii”, kształ­to­wa­nej przez tyta­nów myśli, pod­czas gdy inna – że wła­śnie mają, bo są stwo­rze­nia­mi ukształ­to­wa­ny­mi przez Stwór­cę Wszech­świa­ta na Jego obraz i podobieństwo.

Mamy zatem do czy­nie­nia z ide­olo­gią w posta­ci czy­stej, a spro­śny błąd, w jakim pogrą­ży­ła się pani Żor­że­ta i jej kole­dzy – akty­wi­ści, jest następ­stwem lek­ko­myśl­ne­go posta­wie­nia zna­ku rów­no­ści mię­dzy pra­wa­mi pod­mio­to­wy­mi i roszczeniami.

Tym­cza­sem róż­ni­ca jest istot­na; pra­wa pod­mio­to­we, to sfe­ra w któ­rej czło­wiek może postę­po­wać w wybra­ny przez sie­bie spo­sób, pod­czas gdy rosz­cze­nia pole­ga­ją na żąda­niu, by zgod­nie z naszy­mi ocze­ki­wa­nia­mi postę­po­wa­li inni ludzie.

Przy­kła­dem pra­wa pod­mio­to­we­go jest pra­wo wła­sno­ści, w ramach któ­re­go wła­ści­ciel może rze­czy uży­wać, roz­po­rzą­dzać nią, a nawet znisz­czyć i niko­mu nic do tego, nato­miast rosz­cze­nie pole­ga na tym, żeby na przy­kład taki wła­ści­ciel prze­niósł wła­sność swo­jej rze­czy na nas. Takie rosz­cze­nia mogą mieć pod­sta­wę, jeśli ów wła­ści­ciel zawarł z nami umo­wę przed­wstęp­ną, w któ­rej się do tego zobo­wią­zał – albo nie mieć żad­nej pod­sta­wy – jak to się ma w  przy­pad­ku rosz­czeń żydow­skich wobec Polski.

Jak widzi­my, takie roz­róż­nie­nie nie prze­kra­cza moż­li­wo­ści umy­słu ludz­kie­go, ale amba­sa­do­ro­wie sta­no­wią być może spe­cjal­ny gatu­nek czło­wie­ków, “kastę”, podob­nie jak nie­za­wi­śli sędzio­wie, więc nie może­my od nich zbyt wie­le wymagać.

Wra­ca­jąc tedy do sodo­mi­tów, to rów­ne pra­wa mają oni od 1932 roku, kie­dy z nowe­go kodek­su kar­ne­go znik­nę­ło prze­stęp­stwo w posta­ci upra­wia­nia sto­sun­ków homo­sek­su­al­nych mię­dzy oso­ba­mi metry­kal­nie doro­sły­mi – ale np. art. 201 aktu­al­ne­go kodek­su kar­ne­go nadal prze­wi­du­je karal­ność sto­sun­ków kazi­rod­czych, rów­nież mię­dzy oso­ba­mi metry­kal­nie dorosłymi.

Widzi­my zatem, że ta sfe­ra dozna­je pew­nych ogra­ni­czeń, więc dla­cze­go, amba­sa­do­ro­wie-akty­wi­ści ujmu­ją się za sodo­mi­ta­mi, któ­rzy żad­nej dys­kry­mi­na­cji nie dozna­ją, a roz­cią­ga­ją zasło­nę mil­cze­nia na cier­pie­nia kazirodców?

No a cze­go ocze­ku­ją sodo­mi­ci? Ano – że wszy­scy będą zmu­sze­ni do uzna­nia ich skłon­no­ści za szla­chet­ną “orien­ta­cję”, a nie za zbo­cze­nie płcio­we, a nawet ich za to podzi­wia­li. Nie cho­dzi im zatem o żad­ne “rów­no­upraw­nie­nie”, tyl­ko o przy­wi­lej dyk­to­wa­nia innym, jak mają myśleć i że z powo­du zbo­cze­nia, jakim oni są dotknię­ci, mają się do nich odno­sić z rewerencją.

A tak nawia­sem mówiąc, to czy amba­sa­do­ro­wie-akty­wi­ści nie dopusz­cza­ją się aby osten­ta­cyj­nej inge­ren­cji w spra­wy wewnętrz­ne Polski?

Nie mówię o pani Żor­że­cie, bo ona już zosta­ła przy­zwy­cza­jo­na, że może zacho­wy­wać się, jak amba­sa­dor Stac­kel­berg, czy Lebie­diew, ale o tych pozo­sta­łych eks­ce­len­cjach drob­niej­sze­go płazu.

Tym­cza­sem pan mini­ster Rau, zamiast uznać ich wszyst­kich za per­so­nae non gra­tae i dać im eskor­tę do gra­ni­cy, tłu­ma­czy się przed nimi, że nie jest wiel­błą­dem. Dale­ko w ten spo­sób nie zaje­dzie­my, bo na pochy­łe drze­wo wszyst­kie kozy skaczą.

Wróć­my jed­nak do zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa i wpa­dek, jakie przy­tra­fia­ją mu się mimo poli­tycz­ne­go wyrobienia.

Oto oka­za­ło się, że zbrod­ni­czy koro­na­wi­rus rzu­cił się na pana Ada­ma Bod­na­ra, pia­stu­ją­ce­go ope­ret­ko­wą posa­dę rzecz­ni­ka praw oby­wa­tel­skich i to zaraz po tym, jak od kapi­tu­ły tak zwa­nej Koro­ny Rów­no­ści — do któ­rej wcho­dzi m.in. pani prof. Moni­ka Pła­tek, co to uwa­ża, że z jed­no­pł­cio­wych związ­ków rodzi się wię­cej dzie­ci, niż z róż­no­pł­cio­wych – dostał Nagro­dę Spe­cjal­ną za opie­kę nad sodo­mi­ta­mi, razem z nie­ja­kim panem Gan­cia­rzem —  akty­wi­stą, któ­ry wyna­ję­tą cię­ża­rów­ką jeź­dził trop w trop za samo­cho­dem  mani­fe­stu­ją­cym sprze­ciw wobec roz­wy­drze­nia i pano­sze­nia się sodo­mi­tów na uli­cach miast.

Ksiądz Bro­ni­sław Bozow­ski, nie­ży­ją­cy już kazno­dzie­ja z kościo­ła Panien Wizy­tek przy Kra­kow­skim Przed­mie­ściu w War­sza­wie sta­le powta­rzał, że nie ma przy­pad­ków, są tyl­ko zna­ki. Czyż­by zatem pan Adam Bod­nar, pia­stu­ją­cy… — i tak dalej — otrzy­mał pierw­sze poważ­ne ostrze­że­nie od  Stwór­cy Wszech­świa­ta, by prze­stał w ten spo­sób dokazywać?

Wyklu­czyć tego nie moż­na, ale gdy­by tak wła­śnie było, to by ozna­cza­ło, że zbrod­ni­czy koro­na­wi­rus jest nie tyl­ko poli­tycz­nie uświa­do­mio­ny, ale też nie przy­tra­fia­ją mu się żad­ne wpad­ki, dzię­ki cze­mu może być – no i jest – z jed­nej stro­ny wyko­rzy­sta­ny instru­men­tal­nie przez pro­mo­to­rów komu­ni­stycz­nej rewo­lu­cji, ale z dru­giej rów­nież – przez Stwór­cę Wszech­świa­ta, któ­ry w ten spo­sób daje wyraz swo­jej dez­apro­ba­ty dla komu­ni­stycz­nej rewo­lu­cji. Pan Bod­nar komu­ni­ku­je, że mimo inwa­zji zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa czu­je się dobrze. Jeśli to praw­da, to nie­omyl­ny to znak, że Stwór­ca Wszech­świa­ta tyl­ko dobro­tli­wie pana Bod­na­ra ostrze­ga, żeby dać mu szan­sę popra­wy. To bar­dzo ład­nie ze stro­ny Stwór­cy Wszech­świa­ta, cho­ciaż praw­dę mówiąc, w przy­pad­ku pana Bod­na­ra nie liczył­bym na popra­wę, bo jak­że moż­na ocze­ki­wać opa­mię­ta­nia od czło­wie­ka pia­stu­ją­ce­go ope­ret­ko­wą posa­dę rzecz­ni­ka praw obywatelskich?

                 Sta­ni­sław Michalkiewicz