Na prze­ło­mie wie­ku XIX i XX rosyj­ski nauko­wiec, Iwan Paw­łow pro­wa­dził bada­nia na psach. Paw­łow  odkrył warun­ko­wa­nie  pie­sków. Pole­ga­ło to na tym, że psom koja­rzo­no odgłos dzwon­ka z poda­wa­niem pokar­mu i te śli­ni­ły się póź­niej na sam odgłos dzwon­ka, już bez pokarmu.

Ten pro­ces obser­wo­wa­ny jest u wszyst­kich wyż­szych ssa­ków, a pew­nie u niż­szych też. Kto­kol­wiek był w takiej sytu­acji, gdzie na przy­kład, jed­nej czyn­no­ści zawsze towa­rzy­szy dru­ga zna to z doświadczenia.

Ale Paw­łow odkrył też zupeł­nie przy­pad­ko­wo inną cie­ka­wą rzecz; mia­no­wi­cie, kie­dy wyla­ła Newa, jego peters­bur­skie labo­ra­to­rium ule­gło pod­to­pie­niu, woda wtar­gnę­ła do pomiesz­czeń z klat­ka­mi  psów. Wła­śnie wte­dy te warun­ko­wa­ne psy dozna­ły trau­my; choć część zdo­ła­ła się wydo­stać z kla­tek i ura­to­wać. Było to dla zwie­rząt prze­ży­cie graniczne.

Co się oka­za­ło? U postrau­ma­tycz­nych psów warun­ko­wa­nie znik­nę­ło; te wszyst­kie dzwo­necz­ki prze­sta­ły dzia­łać, psy prze­sta­ły się na nie ślinić.

Piszę o tym dla­te­go, że dzi­siaj w naszym życiu spo­łecz­nym mamy do czy­nie­nia z tym samym mecha­ni­zmem, z warun­ko­wa­niem ludzi. Wciąż  pada­ją jakieś argu­men­ty w dys­ku­sjach, ale coraz czę­ściej dla zro­zu­mie­nia tego, co się dzie­je wokół nas, trze­ba poroz­ma­wiać z… psy­cho­lo­ga­mi woj­sko­wy­mi. Ope­ra­cje, jakim pod­da­wa­na jest nasza zbio­ro­wa świa­do­mość przy­po­mi­na­ją te mili­tar­ne. Mówi się o tym wprost. W Kana­dzie ludzie, któ­rzy robi­li pro­pa­gan­dę w Afga­ni­sta­nie  zosta­li teraz skie­ro­wa­ni do dzia­łań lokal­nych.  (Pole­cam: https://www.goniec.net/2020/11/02/ka­na­da-woj­sko-wybi­je-nam-z-glo­wy-zle-mysli/).

Cytu­ję: Woj­sko wyda ponad  milion dola­rów na szko­le­nie funk­cjo­na­riu­szy  w zakre­sie tech­nik mody­fi­ka­cji zacho­wa­nia, takie­go same­go rodza­ju, jak sto­so­wa­ne przez fir­mę macie­rzy­stą Cam­brid­ge Ana­ly­ti­ca. Zgod­nie z doku­men­tem z paź­dzier­ni­ka 2020 r., nowa gru­pa ds. komu­ni­ka­cji stra­te­gicz­nej w dzie­dzi­nie obro­ny będzie wspie­rać „inte­re­sy naro­do­we poprzez wyko­rzy­sty­wa­nie dzia­łań obron­nych do wpły­wa­nia na posta­wy, prze­ko­na­nia i zacho­wa­nia odbior­ców”. Doce­lo­wy­mi odbior­ca­mi takiej ini­cja­ty­wy były­by: kana­dyj­skie spo­łe­czeń­stwo i popu­la­cje w kra­jach, do któ­rych wysy­ła­ne są siły zbrojne.

Cho­dzi o to, że w dzi­siej­szym świe­cie warun­ko­wa­nie to głów­ny spo­sób wpły­wa­nia nie tyl­ko na dzie­ci, lecz tak­że na doro­słych. Poprzez warun­ko­wa­nie wpro­wa­dza się w nasze mózgi  „haczy­ki”, za któ­re póź­niej moż­na pocią­gać; szla­ki sko­ja­rze­nio­we, któ­re słu­żą następ­nie do wpro­wa­dza­nia poglą­dów i idei, wywo­łu­jąc agre­sję lub akceptację.

Ludzie prze­sta­ją ważyć argu­men­ty, myśleć kry­tycz­nie, wycią­gać wnio­ski, bo zosta­ją uwa­run­ko­wa­ni do postrze­ga­nia świa­ta według wdru­ko­wa­nych pojęć, wyda­rze­nia koja­rzo­ne według tych sche­ma­tów są złe albo dobre w zależ­no­ści od poda­nych szla­ków asocjacyjnych.

Widać to, coraz wyraź­niej na przy­kła­dach z życia publicz­ne­go. Zmie­nia się też, posze­rza, lub zawę­ża, zna­cze­nie sta­rych pojęć o usta­lo­nych kono­ta­cjach. Jesz­cze do nie­daw­na  „ter­ro­ryzm” ozna­czał mor­der­stwa, pod­kła­da­nie bomb, strze­la­nie do ludzi.

Dzi­siaj coraz czę­ściej mówi się o „ter­ro­ry­zmie wewnętrz­nym” poda­jąc przy­kła­dy orga­ni­za­cji, któ­re nie mają na swym kon­cie ani jed­ne­go mor­du. Nowi „ter­ro­ry­ści” po pro­stu wystę­pu­ją prze­ciw­ko wła­dzom, są kimś „god­nym naj­wyż­sze­go potę­pie­nia”; a robią coś, co jesz­cze ponad pół wie­ku temu ucho­dzi­ło­by za bier­ny opór. Według dzi­siej­szych kody­fi­ka­cji Mahat­ma Gan­dhi był­by terrorystą…

Daje­my sobie to wszyst­ko robić ponie­waż na ludziach pro­wa­dzi się takie same dzia­ła­nia, jak Paw­łow na psach. Z tego powo­du tak trud­no  przy­cho­dzi nam o czym­kol­wiek deba­to­wać, dys­ku­to­wać. Nasze argu­men­ty mery­to­rycz­ne, logi­ka, nie dzia­ła­ją na tych, któ­rych chce­my prze­ko­nać — mamy wra­że­nie rzu­ca­nia gro­chem o ścianę.

Dzie­je się tak dla­te­go, że zosta­li uwa­run­ko­wa­ni do przyj­mo­wa­nia jed­nych klisz myślo­wych za praw­dzi­we i dobre, a innych za złe. Prze­sta­li ważyć argu­men­ty, nie wie­dzą nawet jak to robić; i jedy­nie, jak psy Paw­ło­wa, reagu­ją na sko­ja­rze­nia  wdru­ko­wa­ne „tre­su­rą dzwonków”.

Te wytre­so­wa­ne reak­cje zosta­ły odci­śnię­te na ich mózgach przez ofi­cjal­ne pro­gra­my naucza­nia, mas­sme­dia, kul­tu­rę maso­wą, gry kom­pu­te­ro­we, a  wzmoc­nio­ne przez pre­sję środowiskową.Stanowią wyty­czo­ne i ozna­ko­wa­ne uli­ce zatwier­dzo­ne­go myślenia.

Aby je zmie­nić trze­ba było­by — tak, jak w przy­pad­ku psów Paw­ło­wa   „odwa­run­ko­wać” takich ludzi, musia­ło­by wystą­pić jakieś doświad­cze­nie gra­nicz­ne, jakiś wstrząs. Prze­ży­cia wstrzą­sa­ją­ce czło­wie­kiem mogą mieć naj­róż­niej­szą postać, dla jed­nych jest to śmierć bli­skiej oso­by, dla innych jest to prze­ży­cie cze­goś nie­sa­mo­wi­cie pięk­ne­go, jakiś moment „aha”, dla jesz­cze innych egzy­sten­cjal­ny dotyk nawró­ce­nia religijnego.

Tak więc, logi­ka nie wystar­czy… Praw­da sama się nie obro­ni, bo ludzie prze­sta­li tak myśleć, by ją dostrzegać.

Nasi rewo­lu­cjo­ni­ści nie są głu­pi, oni dopro­wa­dzi­li do tego sta­nu rze­czy; oni wła­śnie prze­szli przez insty­tu­cje zagar­nia­jąc je dla siebie.

Tak mia­ło być; o to nowym bol­sze­wi­kom cho­dzi­ło. Zmia­ny będą nastę­po­wać coraz szyb­ciej, zwłasz­cza że takie  wyda­rze­nia, jak wtar­gnię­cie tłu­mu na Kapi­tol,  posłu­żą za punkt pod­par­cia dźwi­gni rewo­lu­cji.  Reich­stag spło­nął w tym samym celu…

Ame­ry­kań­ski pre­zy­dent-elekt zapo­wia­da, że nie będzie „zmi­łuj się”; zresz­tą zaczę­ła się już łapan­ka. Tych, któ­rzy byli widzia­ni przed Kapi­to­lem wyrzu­ca się z pra­cy, pięt­nu­je,  docho­dzi nawet do medial­nie pod­świe­tlo­nych incy­den­tów a ’la Paw­ka Moro­zow, gdy osiem­na­sto­let­nia panien­ka dekla­ru­ją­ca się jako „libe­ral­na les­bij­ska” wska­zu­je dono­szą­cym  pal­cem wła­snych rodziców.

A dobry wujek Sta­lin pyka z fajki…

Co może­my robić? Cóż, przede wszyst­kim, my ludzie Zacho­du, dzie­ci Gre­cji, Rzy­mu i chrze­ści­jań­stwa po pro­stu „weź­my się pod ręce”.

Jest też i inny wnio­sek; wie­dza daje prze­wa­gę, nie daj­my się więc pogrą­żać w głu­po­cie, nie daj­my się pono­sić emo­cjom, spro­wa­dzać do instynk­to­wych reakcji.

To jest to mini­mum, któ­re każ­dy z nas może wyma­gać od sie­bie. Czyż nie jest to dobre nowo­rocz­ne postanowienie?

Andrzej Kumor