Pol­scy folks­doj­cze nie posia­da­ją się z rado­ści, jak­by Donald Tusk zastą­pił do Pol­ski z nie­ba. Wpraw­dzie wie­lu ludzi nadal uwa­ża Niem­cy za rodzaj nie­ba na zie­mi, podob­nie jak USA (“to jest Ame­ry­ka, to słyn­ne USA, to jest kocha­ny kraj, na zie­mi raj!” — śpie­wa­li w Rada­wie koło Jaro­sła­wia tam­tej­si tubyl­cy w poło­wie lat 70-tych), ale do Nie­ba chy­ba im dale­ko, zwłasz­cza Niemcom.

        Tym­cza­sem Donald Tusk nie zstą­pił z Nie­ba, tyl­ko for­mal­nie z Bruk­se­li, gdzie zaży­wał repu­ta­cji praw­dzi­we­go i paten­to­wa­ne­go euro­pej­sa, a tak napraw­dę – z Nie­miec. Rzecz w tym, że jestem pewien, iż Donal­du Tusku samo­wol­ny powrót na pol­ską sce­nę poli­tycz­ną nie przy­szedł­by do gło­wy nawet w gorącz­ce – a dla­cze­go – opowiem.

        W poło­wie czerw­ca do Euro­py przy­je­chał ame­ry­kań­ski pre­zy­dent Józio Biden, mię­dzy inny­mi z inten­cją popra­wie­nia sto­sun­ków z Niem­ca­mi. Wia­do­mo, że jak się zamie­rza popra­wić z kimś nad­we­rę­żo­ne sto­sun­ki, to ad cap­tan­dam bene­vo­len­tiam trze­ba dać mu jakiś pre­zent. A jaki pre­zent może dać Ame­ry­ka Niem­com? Ta trop odpo­wie­dzi napro­wa­dza nas per­ma­nent­na woj­na, jaką pod róż­ny­mi pre­tek­sta­mi od roku 2016 pro­wa­dzą Niem­cy w Pol­sce. Jak nie o demo­kra­cję, to o pra­wo­rząd­ność, jak nie o pra­wo­rząd­ność, to o sodo­mi­tów, jak nie o sodo­mi­tów, to o migran­tów – ale cały czas cho­dzi o to samo, to zna­czy – o odzy­ska­nie wpły­wów poli­tycz­nych, utra­co­nych w roku 2015, kie­dy to Pol­ska, któ­ra wcze­śniej ponow­nie tra­fi­ła pod kura­te­lę ame­ry­kań­ską, doko­na­ła pod­mian­ki na pozy­cji lide­ra poli­tycz­nej sce­ny, zdmu­chu­jąc stam­tąd Plat­for­mę Oby­wa­tel­ską, a osa­dza­jąc PiS.

        To zna­czy – zdmuch­nę­ły Plat­for­mę Sta­ny Zjed­no­czo­ne, pro­ku­ru­jąc afe­rę pod­słu­cho­wą, któ­ra Plat­for­mę pogrą­ży­ła, toru­jąc dro­gę PiS-owi. Sko­ro tedy nawet my, bied­ni felie­to­ni­ści, wie­my, że Niem­cy dały­by wszyst­ko, a w każ­dym razie – bar­dzo wie­le, byle tyl­ko odzy­skać utra­co­ne w Pol­sce wpły­wy, to tym bar­dziej wie to pre­zy­dent Józio Biden  i  praw­do­po­dob­nie taki wła­śnie pre­zent zro­bił na “dzień­do­bry” Naszej Zło­tej Pani.

        Już sie nie kłóć­my, już się  pogódź­my, a na dowód dobrej woli pro­po­nu­ję ci podział wpły­wów w Pol­sce: 50 pro­cent ty i 50 pro­cent ja. Tak wła­śnie Sta­lin z Chur­chil­lem podzie­li­li się Jugo­sła­wią, a sko­ro tak, to dla­cze­go nie Polską?

        Naj­wy­raź­niej Nasza Zło­ta Pani pro­po­zy­cję przy­ję­ła, bo jesz­cze pre­zy­dent Biden nie zdą­żył odpo­cząć po tru­dach euero­pej­skiej podró­ży, a już gruch­nę­ła wieść o powro­cie do Pol­ski Donal­da Tuska. Ponie­waż Donald Tusk jest fawo­ry­tem Naszej Zło­tej Pani, któ­ra bar­dzo sobie w nim upodo­ba­ła i nie tyl­ko rato­wa­ła go z opre­sji, ale moc­ną ręką prze­nio­sła na euro­pej­skie salo­ny, gdzie po ocio­sa­niu został praw­dzi­wym czło­wie­kiem. Ale nic za dar­mo; za te wszyst­kie dobro­dziej­stwa Donald Tusk musi się Naszej Zło­tej Pani słu­chać i jak ona każe mu wra­cać do Pol­ski, to bez gada­nia wraca.

        Folks­doj­cze nie posia­da­ją się z rado­ści, cho­ciaż  powrót Donal­da Tuska w cha­rak­te­rze Wiel­kiej Nadziei Bia­łych, ma też swo­je plu­sy ujem­ne. Cho­dzi o to, że Tusk powró­cił na sto­lec sze­fa Plat­for­my, z któ­re­go musiał odejść Wiel­ce Czci­god­ny poseł Pup­ka. On zro­bił to z ulgą, bo pia­sto­wa­nie sta­no­wi­ska przy­wód­cy obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa przy­no­si­ło mu coraz wię­cej zgryzoty.

        Ina­czej Rafał Tra­skow­ski. On zamie­rzał się z Donal­dem Tuskiem skon­fron­to­wać na wybo­rach. Ale widocz­nie ktoś star­szy i mądrzej­szy przy­wró­cił mu poczu­cie rze­czy­wi­sto­ści, że nie moż­na wierz­gać prze­ciw­ko oście­nio­wi Naszej Zło­tej Pani, toteż na kon­wen­cji pod­mian­ko­wej PO był już cichy i pokor­ne­go serca.

   Kie­dy tyl­ko Donald Tusk osa­dził się w sio­dle, natych­miast roz­po­czął nie­ubła­ga­ną woj­nę z PiS-em, a Jaro­sła­wem Kaczyń­skim – w szcze­gól­no­ści. Jestem pewien, że ta woj­na jest dla Naczel­ni­ka Pań­stwa praw­dzi­wym darem Niebios.

        Rzecz w tym, że pro­wa­dzo­na z takim natę­że­niem – po pierw­sze – dopro­wa­dzi opi­nię publicz­ną w Pol­sce do sta­nu onie­przy­tom­nie­nia z powo­du emo­cjo­nal­ne­go roz­huś­ta­nia jak nie w tę, to w dru­gą stro­nę, toteż nie trze­ba będzie już nic mówić, tyl­ko char­czeć na sie­bie nawza­jem, a nawet osią­gać nie­za­mie­rzo­ny efekt komicz­ny i wymy­ślać sobie od zło­dziei i agen­tów Puti­na, któ­ry, jak wia­do­mo, jest dobry na wszystko.

        Po dru­gie – woj­na z Tuskiem może Naczel­ni­ko­wi Pań­stwa pomóc sku­pić PiS wokół sie­bie. War­to bowiem zwró­cić uwa­gę, że na ostat­niej kon­wen­cji PiS pre­ze­sem par­tii został oczy­wi­ście wybra­ny Jaro­sław Kaczyń­ski, ale jed­no­cze­śnie wybra­no aż sied­miu wice­pre­ze­sów! Ten embar­ras de riches­se poka­zu­je, jaka w PiS-ie odby­wa się fer­men­ta­cja w ocze­ki­wa­niu na zapo­wie­dzia­ną abdy­ka­cję Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go, któ­ra, według jego zapo­wie­dzi, ma nastą­pić w roku 2023. Czy PiS z sied­mio­ma wice­pre­ze­sa­mi prze­trwa ten eks­pe­ry­ment – nie wiadomo.

        Widocz­nie podob­ne wąt­pli­wo­ści nur­tu­ją rów­nież Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka, sko­ro jesz­cze przed wybo­ra­mi pre­zy­denc­ki­mi  doko­nał wyna­laz­ku  w posta­ci pana Szy­mo­na Hołow­ni. Oczy­wi­ście pan Hołow­nia jest tyl­ko na fasa­dzie, za któ­rą ukry­wa się cie­niu praw­dzi­wy impre­sa­rio, pan Michał Kobo­sko z wpły­wo­we­go waszyn­toń­skie­go think-tan­ku, Rady Atlantyckiej.

        Kie­dy zatem Donald Tusk nie tyl­ko przy­był, ale rów­nież otrzy­mał inwe­sty­tu­rę na  sze­fa Plat­for­my, pan Kobo­sko na chwi­lę wychy­lił się z cie­nia by powie­dzieć, że owszem, współ­pra­ca z Tuskiem może być inte­re­su­ją­ca. Na czym taka współ­pra­ca mogła­by polegać?

        Z punk­tu widze­nia Tuska, no i oczy­wi­ście – Naszej Zło­tej Pani – było­by naj­le­piej, gdy­by prze­jął on kon­tro­lę nad pozo­sta­ły­mi seg­men­ta­mi obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa, to zna­czy – Lewi­cą i PSL-em. Ale pan Cza­rza­sty, podob­nie zresz­tą jak pan Kosi­niak-Kamysz z PSL, oświad­czył, że współ­pra­ca – owszem – ale nie ma mowy o pod­da­niu się komen­dzie Tuska. W takiej sytu­acji Donald Tusk nie może zjeść wszyt­kie­go, tyl­ko musi nadać prak­tycz­ny kształt uzgod­nie­niom Józia Bide­na z Naszą Zło­tą Panią. To oczy­wi­ście wyma­ga roze­gra­nia tej par­tii z panem Hołow­nią, któ­ry jest wyna­laz­kiem ame­ry­kań­skim. Cho­dzi o to, że gdy­by PiS wspo­mnia­ne­go eks­pe­ry­men­tu nie prze­trzy­mał, nie szu­kać dopie­ro wte­dy jakie­goś jasne­go ido­la, tyl­ko zawcza­su pra­co­wi­cie go lan­so­wać, żeby był jak znalazł.

        Wyglą­da tedy na to, że Donald Tusk nie ma wiel­kie­go wybo­ru, jak przy pomo­cy woj­ny z PiS-em napę­dzać klien­tów panu Hołow­ni, bo wybor­cy PiS w razie cze­go nie pój­dą ani do Lewi­cy, ani do Plat­for­my, ani do PSL, tyl­ko do pana Hołow­ni – może z wyjąt­kiem tych, któ­rzy przej­dą do Kon­fe­de­ra­cji. Jeśli tedy uda się wypeł­nić uzgod­nio­ne 50 pro­cent, to wszy­scy będą zadowoleni.

        Nasz Naj­waż­niej­szy Sojusz­nik – bo pan Hołow­nia przy­chy­li nie­ba Żydom.

        Nasza Zło­ta Pani – bo będzie mia­ła, cze­go chciała.

        A Pol­sce, przez tych ser­decz­nych przy­ja­ciół, zosta­ła prze­zna­czo­na rola zającz­ka z baj­ki pozba­wio­ne­go złu­dzeń księ­dza bisku­pa Igna­ce­go Krasickiego.

           Sta­ni­sław Michalkiewicz