Kumor: Anty­pol­ska agit­ka za pol­skie pieniądze

Są obra­zy fil­mo­we, w któ­rych przed­sta­wia się ludzi w spo­sób tak kary­ka­tu­ral­ny i prze­ry­so­wa­ny, że jest to nie tyl­ko nie­praw­dzi­we, ale rów­nież szka­lu­ją­ce, i o ile twór­czość powin­na być jak naj­bar­dziej wol­na (stąd nasza tole­ran­cja dla por­no­gra­fii i wszel­kie­go rodza­ju odra­ża­ją­cych form eks­pre­sji), o tyle roz­po­wszech­nia­nie i pro­mo­cja takich „dzieł” powin­na być w oczy­wi­sty spo­sób ogra­ni­czo­na, tak jak to wła­śnie ma miej­sce w przy­pad­ku pornografii.

        Piszę o tym dla­te­go, że poru­szy­ła mnie infor­ma­cja, iż tutaj u nas, w Toron­to w trak­cie festi­wa­lu pol­skich fil­mów, spon­so­ro­wa­ne­go mię­dzy inny­mi przez pol­ski kon­su­lat i insty­tut pol­skiej sztu­ki fil­mo­wej przed­sta­wio­ny będzie film „Wese­le” Woj­cie­cha Sma­rzow­skie­go; film, któ­ry w spo­sób kary­ka­tu­ral­ny, by nie powie­dzieć rasi­stow­ski obra­zu­je Pola­ków przy­pi­su­jąc im cechy tarza­ją­cych się w moral­nym bło­cie podludzi.

        Jest to w nim tym bar­dziej widocz­ne, że skon­tra­sto­wa­ne z obra­zo­wa­niem Niem­ców czy Żydów, któ­rzy postrze­ga­ni są jako ludzie z kla­są, „nor­mal­ni”, „ludz­cy” i choć — jak to ma miej­sce w przy­pad­ku  Niem­ców — mają róż­ne welt­sch­mer­ce to jed­nak może­my cza­sem czuć do nich sympatię.

        Do Pola­ków z fil­mu Sma­rzow­skie­go trud­no mieć tego rodza­ju uczu­cia; są to po pro­stu odra­ża­ją­cy podludzie.

        Oczy­wi­ście, rolą arty­sty jest doko­ny­wa­nie spo­łecz­nej wiwi­sek­cji, uka­zy­wa­nie naro­do­wych wad,  kie­dy  nie ma przy tym uczci­wo­ści, a jest etnicz­na nie­na­wiść, sta­je się to po pro­stu budo­wa­niem czar­ne­go pijaru.

        Wła­dze w War­sza­wie cały czas ape­lu­ją do nas tutaj,  byśmy bro­ni­li dobre­go imie­nia Pol­ski i Pola­ków, tym­cza­sem w wyeks­pe­dio­wa­nym do Toron­to pakie­cie „pol­skiej sztu­ki fil­mo­wej” mamy film, po obej­rze­niu któ­re­go każ­dy Polak poczu­je, że ktoś splu­nął mu w twarz, a na doda­tek popra­wił kopem w tyłek.

        Są Pola­cy, któ­rzy powie­dzą, że „deszcz pada” i że reży­ser szo­ku­je, bo „chce nam zro­bić dobrze”. Znam takie osoby.

        Jeśli film Sma­rzow­skie­go obej­rzą — a pew­nie tak się sta­nie —  ludzie, któ­rzy o sytu­acji Pol­ski i Pola­ków w XX wie­ku mają poję­cie bli­sko-zero­we, to uzy­ska­ją z nie­go prze­kaz, iż  to naród tak zepsu­ty, że trze­ba wziąć go pod ostrą kuratelę.

        Czy taki prze­kaz to pro­mo­cja Pol­ski zagra­ni­cą?! Czy na dys­try­bu­cję i pro­pa­go­wa­nie tego rodza­ju fil­mów powi­nien łożyć pol­ski podatnik?!

        Prze­cież to są pyta­nia reto­rycz­ne, prze­cież to się rozu­mie samo przez się.

        Jak pisze recen­zent lewac­kiej „Kry­ty­ki Poli­tycz­nej”, któ­ry to maga­zyn trud­no posą­dzać o sym­pa­tię dla pol­skie­go patrio­ty­zmu, w „Wese­lu” Sma­rzow­skie­go „Pol­ska jest garem, w któ­rym kipi obrzy­dli­wość”. Autor recen­zji przy­wo­łu­je  zesta­wie­nie naro­do­wo­ści  z komik­su „Maus”, w któ­rym Pola­cy to po pro­stu świ­nie. Ktoś, kto przy­kła­da ręki do dys­try­bu­cji tego rodza­ju anty­pol­skie­go gnio­ta musi mieć albo syn­drom sztok­holm­ski i sado­ma­so­chi­stycz­ne cią­got­ki, albo mieć cel w doko­pa­niu Polakom.

        Nie wiem kto i dla­cze­go ten film tutaj spro­wa­dził, nie wiem kto i dla­cze­go wpadł na pomysł nakrę­ce­nia takie­go fil­mu, ale nie­wąt­pli­wie jest  to obraz zro­bio­ny i spro­wa­dzo­ny tutaj „po coś”.

        Zasta­na­wiam się czy jaki­kol­wiek sza­nu­ją­cy sie­bie naród tole­ro­wał­by podob­ne zacho­wa­nie? „Wese­le” Sma­rzow­skie­go swo­imi kli­sza­mi przy­po­mi­na bowiem wypisz, wyma­luj hitle­row­ską pro­pa­gan­dów­kę „Żyd Süss” z 1940, w reży­se­rii Veita Har­la­na, gdzie nega­tyw­ne cechy, takie jak chci­wość, skąp­stwo, mści­wość, prze­stęp­cze skłon­no­ści, oby­cza­jo­we dewia­cje oraz fizycz­na brzy­do­ta noszą wyłącz­nie Żydzi. Nie­miec­cy boha­te­ro­wie są zaś bez wyjąt­ku uczci­wi i kie­ru­ją się szla­chet­ny­mi pobud­ka­mi, a jeże­li popeł­nia­ją nie­do­bre uczyn­ki, to tyl­ko w wyni­ku intryg Żydów.

        Tak­że kon­struk­cja fabu­ły i spe­cy­ficz­ne posu­nię­cia z zakre­su tech­ni­ki fil­mo­wej (kadro­wa­nie, oświe­tle­nie posta­ci, muzy­ka ilu­stra­cyj­na) słu­żą two­rze­niu opo­zy­cji dobrzy Niem­cy – źli Żydzi. Dla­te­go, pomi­mo opar­cia fabu­ły fil­mu o histo­rycz­ne posta­ci i wyda­rze­nia, Żyd Süss pozo­sta­je fil­mem pro­pa­gan­do­wym — czy­ta­my w Wikipedii.

        No ale to był film nakrę­co­ny przez hitle­row­ską machi­nę pro­pa­gan­do­wą;  to krę­ci­li Niem­cy o Żydach, a nie Niem­cy o Niem­cach! Tym­cza­sem podob­ne chwy­ty mamy w „Wese­lu” tyl­ko, że uży­te w obra­zo­wa­niu Polaków.

        Czy wyobra­ża­ją sobie pań­stwo, by — na przy­kład — Izra­el finan­so­wał  anty­se­mi­tyzm i wspo­ma­gał roz­po­wszech­nia­nie anty­ży­dow­skich kłamstw?! A tym­cza­sem przy anty­pol­skim „Wese­lu” na pla­ka­cie mamy stem­pel­ki pol­skie­go kon­su­la­tu i pol­skich instytucji!

        Po pro­stu rzy­gać się chce.

        Ostrze­gam więc  Pola­ków, któ­rzy pój­dą  obej­rzeć „Wese­le”, że dosta­ną w kinie po pysku anty­pol­skim kłam­stwem i anty­pol­ską pro­pa­gan­dą, ostrze­gam, że jeśli dodat­ko­wo zapro­szą na ten obraz nie mają­cych pol­skie­go pocho­dze­nia sąsia­dów i zna­jo­mych, to ci mogą po pro­jek­cji dziw­nie się na nich patrzeć.

Andrzej Kumor