Sytuacja powoli zaczyna się wyjaśniać. 15 maja pan marszałek Kuchciński, który za młodych lat zasłynął pseudonimem „Penelopa”, zdjął z porządku obrad Sejmu projekt ustawy blokującej realizację żydowskich roszczeń dotyczących tzw. własnosci bezdziedzicznej”, o której mówi amerykańska ustawa nr 447 JUST, jaki klub Kukiz 15 złożył niedawno do laski marszałkowskiej, co zgodnie z polskim prawem uruchamia procedurę legislacyjną.
Nie ulega wątpliwości („nie ulega watpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej… no, mniejsza z tym), że za tą decyzją pana marszałka Kuchcińskiego, podobnie jak za wszystkimi innymi decyzjami dygnitarzy sejmowych, senackich, a zwłaszcza rządowych, stoi Naczelnik Państwa, czyli prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński – ten sam Jarosław Kaczyński, który na wiecach wykrzykiwał, że nie odda Żydom ani guzika.
Czym innym jednak są wiecowe deklamacje, które żadnych skutków prawnych dla nikogo nie rodzą, a czym innym – ustawa, zwłaszcza, gdy zawiera sankcje karne za próby realizacji tych roszczeń. Jak przy innej okazji pisał poeta: „Tak wylazła z Archanioła stara świnia…” – bo gdy przyszło do konkretów, to projekt ustawy został zdjęty z porządku obrad, podobno „w panice” spowodowanej obawą „pogorszenia stosunków międzynarodowych”, to znaczy – stosunków z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem, jakim formalnie są Stany Zjednoczone no i stosunków z Sojusznikiem Naszego Sojusznika, czyli bezcennym Izraelem, w którym gwoli jeszcze większej ironii losu, tego samego dnia został przez jakiegoś krewkiego Izraelitę znieważony i pobity ambasador Rzeczypospolitej Polskiej, pan Marek Magierowski.
Gdyby pan Magierowski nie reprezentował tam majestatu Rzeczypospolitej, to powiedziałbym, że dobrze mu tak, za to, co zrobił na początku ubiegłego roku podczas swojej wizyty w USA, kiedy też występował oficjalnie, jako wiceminister spraw zagranicznych i – jak przypuszczam – namawiał działaczy Polonii Amerykańskiej do zbojkotowania konferencji w Waszyngtonie, której celem było lobbowanie w Kongresie przeciwko ustawie nr 447 JUST – ale skoro pan Magierowski jest Ekscelencją, to oczywiście tak nie powiem.
Ciekawe, jak skomentuje to pan redaktor Sakiewicz w „Gazecie Polskiej” – o ile oczywiście uzyska na to pozwolenie od starszych i mądrzejszych. Pewnie ogłosi, ze zdjęty projekt ustawy został tak naprawdę napisany przez Putina, podobnie jak ustawa nr 447 JUST – że Putin nakazał Kongresowi USA jej uchwalenie, a prezydentowi Donaldowi Trumpowi – jej podpisanie – by w ten sposób ruscy agenci w naszym nieszczęśliwym kraju mogli sięgnąć po fałszywe argumenty przeciwko kierowniczej roli PiS-u i oczywiście – przeciwko sojuszom – podobnie jak w swoim czasie robili przedstawiciele reakcyjnego podziemia. Ale może już nie nie będzie mówił, podobnie jak telewizyjny biuletyn rządowy pod dyrekcja pana Jacka Kurskiego, który zwyczajnie nie zauważył 20-tysięcznej manifestacji w centrum Warszawy przeciwko ustawie nr 447 JUST, podobnie zresztą, jak telewizyjne i prasowe biuletyny obozu zdrady i zaprzaństwa, gdzie miesza w kotle brat prezesa Jacka Kurskiego, pan red. Jarosław Kurski, który właśnie zaprasza na debatę pod tytułem: „Przyszłość wolnych mediów”.
W ten sposób familia Kurskich obstawia wszystkie niezależne media, które chyba będą musiały skorzystać ze wsparcia cenzury, jak za pierwszej komuny – bo wtedy też trzeba było kłamać, ale cenzura sprawiała, że podejrzliwcy nie mieli argumentów, których teraz dostarczają im media społecznościowe.
To może zapoczątkować etap świetlanej przyszłości „wolnych mediów” i pani Barbara Engelking nie będzie musiała wycofywać się ze swojej freudowskiej pomyłki, kiedy mówiąc o „Gazecie Wyborczej”, użyła określenia: „gazeta żydowska”.


Rację tedy może mieć pan poseł Jakubiak, który podczas konferencji prasowej Konfederacji, zwołanej już po zdjęciu przez marszałka Kuchcińskiego projektu ustawy przeciwroszczeniowej z porządku obrad wyraził przypuszczenie, że mimo wiecowych deklaracji, rząd jednak prowadzi z Żydami tajne rozmowy, których efektem będzie „kompleksowe ustawodawstwo”, o którym 14 lutego wspominał w Warszawie sekretarz stanu USA Michał Pompeo – ale oczywiście – dopiero po jesiennych wyborach. Wtedy nie będzie już można ukrywać prawdy, więc Jarosław Kaczyński powie swoim wyznawcom: macie rację, zdradziliśmy was, ale to dobrze, że to my was zdradziliśmy, bo w przeciwnym razie zdradzić by was musiał Donald Tusk, a to dopiero byłaby katastrofa.
W tej sytuacji możecie uważać się za szczęściarzy, bo Polska odniosła kolejny sukces. W tej sytuacji nie można wykluczyć, że połajanki Izraelitów pod adresem Polski i Polaków, a nawet pobicie pana ambasadora Magierowskiego, mogło być zaplanowane, by pan Morawiecki nie tylko mógł odprosić izraelską delegację, ale również zademonstrować inne przedstawienia, jak to broni interesów Polski i godności narodowej.
Czyżby w tej operacji maskującej został wykorzystany również pan Sekielski ze swoim filmem „Tylko nie mów nikomu” – o pedofilii w szeregach duchowieństwa?
Tego też wykluczyć nie można, by Pan Sekielski i wcześniej uprawiał „prowokację dziennikarską”, będącą elegancką nazwą łajdactwa. Razem z panem red. Morozowskim, który legitymuje się pierwszorzędnymi korzeniami, wynajął panią Renatę Beger z Samoobrony, żeby zwabiła pana Adama Lipińskiego z PiS, gwoli składania mu rozmaitych propozycji, a oni to wszystko nagrają i puszczą w swojej nierządnej telewizji. Skoro pan red. Sekielski już wtedy nabrał takiej eksperiencji w realizowaniu leninowskich norm na odcinku organizatorskiej funkcji prasy (media nie tyle mają relacjonować wydarzenia, co je kreować według zaplanowanego scenariusza, a potem ciskać gromy i palić kadzidła), to skąd możemy mieć pewność, że i teraz nie został przez nikogo wynajęty? Na taką możliwość wskazuje okoliczność, że księża, do których pan Sekielski „dotarł”, byli tajnymi współpracownikami SB. Skoro w korcu maku natrafił akurat na tych, to możliwe, że mięsisty nos („wszędzie mięsiste węszą nosy, w powietrzu kłębią się donosy…”) wetknęły mu w świeży trop stare kiejkuty, które przecież wynalazły pana Roberta Biedronia, a być może – również pana Jażdżewskiego, którzy właśnie proklamowali wojnę z Kościołem, jako program wyborczy. Ano – nie da się ukryć, że wojna z Kościołem w obliczu nadchodzącej żydowskiej okupacji Polski, ma na celu pozbawienie mniej wartościowego narodu tubylczego nawet takiego przywództwa. Nawet takiego – bo pan Sekielski niewiele by wskórał, gdyby nie tolerowanie rozmaitych łajdactw wśród duchowieństwa. Zaczęło się – jak pamiętamy – od tolerancji dla konfidentów, co to „bez swojej wiedzy i zgody”, co inni odebrali, jako rodzaj przyzwolenia na wszystkie inne łajdactwa. Myślę, że za prymasa Wyszyńskiego takiego przyzwolenia, by nie było, co pokazuje, jak głęboki jest dzisiaj kryzys przywództwa. Obawiam się, że bez drakońskich środków dyscyplina nie zostanie przywrócona. Właśnie zwrócił się do mnie znajomy ksiądz z pytaniem, co bym w tej sytuacji zrobił, będąc biskupem. Odpowiedziałem, że zwołałbym duchowieństwo swojej diecezji i kazałbym każdemu złożyć przysięgę na Trójcę Przenajświętszą, że nie jest ani konfidentem, ani sodomitą, ani pedofilem – a następnie dyskretnie zbadał, czy przypadkiem nie doszło do krzywoprzysięstwa. Winny krzywoprzysięstwa wylatywałby ze stanu kapłańskiego bez żadnych ceregieli, a wtedy zajmowałyby się nim już organy państwowe – bo zgodnie z zasadą rozdziału Kościoła od państwa, Kościół nikogo do więzienia wsadzić nie może. To właśnie dlatego tak się aktywizują rozmaite „aktywistki” w rodzaju pani Elżbiety Podleśnej, która już została ukarana za swoje wybryki, bo całe męczeństwo, które tak dobrze się zapowiadało, cały show, został pani Elżbiecie zmarnowany przez pana marszałka Kuchcińskiego, no i pana red. Sekielskiego.
Stanisław Michalkiewicz