Podob­no potrze­ba pry­wat­no­ści, wła­sne poko­je dla dzie­ci etc, to cał­kiem nie­daw­ny wyna­la­zek; we wspól­no­tach ple­mien­nych ludzie żyli na kupie i robi­li więk­szość rze­czy na wido­ku, co moż­na zoba­czyć m.in. w zre­kon­stru­owa­nych indiań­skich dłu­gich cha­tach w Crowford.

        Nawet dzi­siaj ucho­wa­ły się w Pol­sce wio­ski, gdzie wszy­scy o wszyst­kich wie­dzą wszyst­ko — a przy­naj­mniej tak się wszyst­kim wyda­je. Oczy wio­ski czu­je się na ple­cach nawet prze­my­ka­jąc opłot­ka­mi, ale jakoś da się żyć, a są tacy, któ­rzy twier­dzą, że to w życiu poma­ga. Niby nie ma pry­wat­no­ści, ale jest spo­łecz­ność, jest „wio­ska”, jest sąsiedz­two, jest coś co daje poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i tożsamości.

        Ponoć dopie­ro zmo­to­ry­zo­wa­nie umoż­li­wia­jąc szyb­kie odda­le­nie się z miej­sca zamiesz­ka­nia i uła­twia­jąc migra­cję roz­luź­ni­ło cały pro­ces, (a wraz z nim oby­cza­je)  do tego stop­nia, że dzi­siaj ludzie w tym samym blo­ku, w tej samej klat­ce, na tym samym pię­trze nie zna­ją nawet imie­nia sąsia­da; pry­wat­ność posu­nię­ta do mak­si­mum czy­li depre­syj­na anonimowość…

Reklama

        „Wio­ski” już nie ma, ist­nie­ją co praw­da face­bo­oko­we ersat­ze, ale one są na niby i każ­dy kto mówi, że jest „przy­ja­cie­lem” na Face­bo­ooku sta­wia przy tym cudzy­słów. Tym­cza­sem trwa i nasi­la się z roku na rok pro­ces cał­ko­wi­te­go odzie­ra­nia nas z prywatności..

        Z budo­wa­niem nowej „spo­łecz­no­ści” nie ma to nic wspól­ne­go; prze­ciw­nie sta­wia nas nagich i odar­tych z naj­skryt­szych tajem­nic w świe­tle kor­po­ra­cyj­nych i pań­stwo­wych reflek­to­rów. Zebra­ne o nas infor­ma­cje spra­wia­ją, że sta­je­my się nie­wol­ni­ka­mi wysta­wio­ny­mi na targ — han­del dany­mi o naszych upodo­ba­niach, zwy­cza­jach, poglą­dach, gustach, spo­so­bie spę­dza­nia wol­ne­go cza­su, nało­gach, cho­ro­bach, pro­ble­mach psy­chicz­nych, marze­niach nale­ży dzi­siaj do naj­bar­dziej intrat­nych dzie­dzin gospodarki.

        Maszy­no­wo zbie­ra­ne, opra­co­wy­wa­ne i mode­lo­wa­ne dane, pozwa­la­ją wie­dzieć o nas wię­cej niż my sami wie­my o sobie, two­rzą obraz naszej oso­by w cza­sie; sami nie pamię­ta­my wybo­rów, jakie czy­ni­li­śmy 10 lat temu, ale pamięć maszy­no­wa wciąż je porów­nu­je; tu nie ma żad­ne­go kon­fe­sjo­na­łu, tutaj wszyst­ko jest skru­pu­lat­nie liczo­ne do koń­ca. Sztucz­na inte­li­gen­cja nie popuści.

        Ponoć dzie­je się to dla nasze­go dobra. Dzię­ki tym danym wia­do­mo, jak pla­no­wać gospo­dar­kę, mia­sta, ruch ulicz­ny, wia­do­mo cze­go nam potrze­ba, ale też — i przede wszyst­kim — jak na nas wpły­wać i zmie­niać nasze zacho­wa­nie i nawy­ki, sło­wem, jak nami manipulować.

        Piszę o tym dzi­siaj dla­te­go, że sys­tem bar­dzo szyb­ko się „domy­ka”; naj­pierw pan­de­mia, a obec­nie stan zagro­że­nia i czę­ścio­wej deglo­ba­li­za­cji dają zie­lo­ne świa­tło, do „pój­ścia na całość”. Oczy­wi­ście, od daw­na „na całość” idzie rząd Chin Ludo­wych, ale w tzw. libe­ral­nych demo­kra­cjach, w „wol­nym świe­cie”, total­na inwi­gi­la­cja do nie­daw­na mia­ła „złą pra­sę”. To zaczy­na się szyb­ko zmie­niać. Coraz czę­ściej przed­sta­wi­cie­le admi­ni­stra­cji, uczu­la­ją, że koniecz­ne jest kon­tro­lo­wa­nie algo­ryt­mów mediów spo­łecz­no­ścio­wych i obrób­ka szcze­gó­ło­wych danych o nas samych. Inwi­gi­la­cja posu­wa się na pozio­my, o któ­rych daw­ne  tota­li­ta­ry­zmy mogły jedy­nie marzyć; tele­fo­ny komór­ko­we umoż­li­wia­ją nie tyl­ko dostęp do danych loka­li­za­cyj­nych, ana­li­zę pod­słu­chi­wa­nych roz­mów, obra­zów video, czy zli­cza­nie tłu­mu, ale tak­że two­rze­nie map socjal­nych — na zasa­dzie, kto z kim, gdzie i ile razy.

        Mimo, że my sami nadal nic nie wie­my o sąsia­dach, „sys­tem” wie o nich i o nas wszyst­ko. W komu­ni­ka­cji „pozio­mej”, mię­dzy sobą, pozo­sta­je­my ano­ni­mo­wi, ale za to w tej wer­ty­kal­nej jeste­śmy zupeł­nie obna­że­ni —  nie mamy się gdzie i jak scho­wać przed system/władza/korporacje. Jest to sytu­acja bar­dzo podob­na do wię­zien­nej, gdzie odar­cie osa­dzo­ne­go z pry­wat­no­ści jest czę­ścią upo­ko­rze­nia i pod­po­rząd­ko­wa­nia, a nagość fizycz­na na przy­kład pod­czas prze­słu­chi­wa­nia — for­mą tortury.

        Tele­fo­ny komór­ko­we nie są ide­al­nym narzę­dziem inwi­gi­la­cji,  moż­na je zosta­wić w domu, wyłą­czyć nie­któ­re funk­cje, o wie­le bar­dziej szczel­nym jest sys­tem roz­po­zna­wa­nia twa­rzy. Tutaj nie ma jak uciec, tym bar­dziej, że roz­po­zna­wa­nie nie doty­czy wyłącz­nie twa­rzy, ale spo­so­bu cho­dze­nia, czy gło­su. Sztucz­na inte­li­gen­cja uczy się nas roz­po­zna­wać maszy­no­wo, na tej samej zasa­dzie, jak my roz­po­zna­je­my innych, i to nawet wów­czas, gdy są zakap­tu­rze­ni, zama­sko­wa­ni, czy noszą ciem­ne okulary.

        O ile jesz­cze do nie­daw­na „na Zacho­dzie” ofi­cjal­nie odże­gny­wa­no się od takiej inwi­gi­la­cji o tyle teraz Unia Euro­pej­ska two­rzy jeden z naj­więk­szych (być może po chiń­skim) sys­te­mów czy­ta­nia twa­rzy. Ale nie tyl­ko Unia, kie­dyś już przy­ku­ły moją uwa­gę wóz­ki z kame­ra­mi przed wej­ściem do nie­któ­rych skle­pów Wal­Mart, co cie­ka­we bły­ska­ją­ce stro­bo­sko­po­wo, przez co więk­szość wcho­dzą­cych i wycho­dzą­cych osób mia­ła odruch popa­trze­nia się w kamerę…

        Przez wie­le lat obsłu­gi­wa­łem wyda­rze­nia w szko­łach polo­nij­nych; kon­kur­sy, aka­de­mie rocz­ni­co­we etc. w tym roku po raz pierw­szy zapo­wie­dzia­no, że aby przyjść do szko­ły muszę mieć poli­cyj­ne świa­dec­two nie­ka­ral­no­ści. Kie­dyś, bar­dzo daw­no, sta­ra­łem się o takie, by zro­bić wywiad z Pola­kiem odby­wa­ją­cym karę w murach nie­czyn­ne­go już sław­ne­go wię­zie­nia fede­ral­ne­go w King­ston. Wte­dy było to „na fax”. Rozu­miem, że szko­ła nie chce, by wokół dzie­ci krę­ci­li się podej­rza­ni osob­ni­cy, więc w sumie nie mam nic prze­ciw­ko… Klik­ną­łem w poda­ny link sto­sow­nej agen­cji i bodaj­że po trzech kro­kach uka­zał mi się przed ocza­mi nastę­pu­ją­cy cyro­graf: I under­stand and con­sent fre­ely that my pic­tu­re will be col­lec­ted and pro­ces­sed on behalf of Certn via a bio­me­tric sys­tem based on facial reco­gni­tion tech­no­lo­gy to iden­ti­fy me in pho­to­gra­phs for the pur­po­ses of veri­fy­ing my iden­ti­ty as part of my application.

        Pro­szę sobie teraz dopo­wie­dzieć całą resz­tę — czy­li, jakie są moż­li­wo­ści takiej iden­ty­fi­ka­cji oraz gdzie i kie­dy może być sto­so­wa­na, bo wyglą­da na to, że zawsze i wszędzie.

Andrzej Kumor