Wiemy to. Mieliśmy tak też w Polsce. Ale to nam wcale nie przeszkadza pod koniec stycznia, w samym środku zimy narzekać. Na co? Na zimę. Dookoła świat się wali. Powstaje nowy porządek świata, niektórzy mówią, że tak szybko, jakby była rewolucja. Tylko taka inna rewolucja, bo wszystko w wymiarze historycznym jest inne, ale zarazem podobne do tego co już było. Tak jak z modą.

Moja kuzynka ciągle ma w szafie ubrania z Polski (a przyjechała w zeszłym wieku). Na pytanie po co trzymasz te łachy, odpowiada, że jeszcze przyjdzie taka moda. Nawet jeśli moda się wróci, to nie na stare rozlazłe łachy. Czas też ma wpływ na tekstylia, rozciągają się, tracą fason i kolor – robią się po prostu stare. Śmierdzą. I nie wszystka moda się wraca, bo ta z fiszbinami w gorsecie spinającym w talii  kobiety, żeby nie były podobne do pospólstwa, tylko do os, to chyba już nie wróci? Co za okrucieństwo! I to wymierzane w rodzinie. Moją prababcię w Poznaniu, jej matka (czyli moja praprababcia) kładła na podłogę i dociskała kolanem, żeby zasznurować na niej gorset. Nie ma się co wtedy dziwić, że ja po czterech pokoleniach jestem taka wątła i chorowita.

A co z tą zimą? Zapowiadali, że miały być tylko nie-zimy – ale wygląda na to, że znów się pomylili, tak jak z dziurą ozonową, która miała nas usmażyć, a się po prostu sama z siebie zasklepiła. Wyjątkowo paskudna jest zima  w tym roku. Zaczęła się wcześnie – już na początku listopada i nie popuszcza. Tradycyjna odwilż przemknęła prawie niezauważona – tylko dwa dni. Śniegu leży wszędzie pełno, ziąb wzbiera. A my narzekamy. Tak jak byśmy tego nie wiedzieli, nie przewidzieli, wielokrotnie nie przeszli. Przecież nie uwierzyliśmy, że to koniec zimy związany z globalnym ociepleniem, bo tak z zasady i nauczeni przez komunę, a wcześniej zaborców jesteśmy sceptycznie nastawieni do oficjalnie głoszonych prawd. Tak jak i prezydent Trump. Powiedział, że nie da pieniędzy na programy ocieplania klimatu, no i klimat przestał się ocieplać. To stąd ten powrót zimy. A i tak powinniśmy się cieszyć, bo na Kamczatce śniegu spadło do drugiego piętra (czyli naszej trzeciej podłogi). A przecież tam, w Pietropawłowsku Kamczackim mieszka prawie 180 tys ludzi. I to w mieście, a co z tymi w kamczackiej głuszy? Czy ktoś im pomoże? Wiem, że to nieładnie, pocieszać się tym, że inni mają jeszcze gorzej, ale trzeba jakoś przetrwać. Jeszcze tylko kilka miesięcy. Wielkanoc w tym roku jest z początkiem kwietnia, czyli jakieś trzy miesiące zanim zacznie się poprawa. A może wcześniej? Czasem już z początkiem marca, kiedy słonko przyświeci ostrzej i na dachu zwisają sople, to i kości przestają łamać i spokojnie można pójść na dłuższy spacer. Przy obecnych niskich temperaturach też można. Umówić się ze znajomymi na kawę w galerii handlowej (mallu). Pospacerować, a przy okazji coś kupić i wesprzeć te biznesy, które jeszcze się w galeriach ostały. Na pewno to lepsze niż ćwiczenie kciuka przy pilocie do telewizora. A zima? Jak przyjdzie jej czas to odejdzie. Chodzi o to, żebyśmy my do tego czasu nie uwierzyli w to, że zima nigdy się nie skończy – choć może się nam tak wydawać. I żebyśmy duchowo nie zamarzli.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Michalinka, Toronto, 20 stycznia, 2026