Donald Trump, jako prezydent USA, w wywiadzie dla Fox News z stycznia 2026 roku, wygłosił słowa, które wywołały międzynarodowe oburzenie. Powiedział między innymi, że Stany Zjednoczone “nigdy nie potrzebowały NATO” i że sojusznicy NATO w Afganistanie “wysłali trochę żołnierzy, ale trzymali się trochę z tyłu, trochę poza linią frontu” (“stayed a little back, a little off the frontlines”).
Te słowa zostały odebrane jako bagatelizowanie wkładu i ofiar sojuszników w misji w Afganistanie, gdzie przez 20 lat (2001–2021) zginęło łącznie 3486 żołnierzy NATO, w tym 2461 Amerykanów, 457 Brytyjczyków i 44 Polaków.
Trump od lat krytykuje NATO, oskarżając sojuszników o niedostateczne wydatki na obronę (cel 2% PKB) i sugerując, że USA niosą główny ciężar. W kontekście Afganistanu, gdzie misja NATO (ISAF i Resolute Support) obejmowała ponad 50 krajów, jego słowa uderzyły w weteranów i rodziny poległych. Trump powtórzył też wątpliwość, czy NATO wsparłoby USA w potrzebie, co podważyło zaufanie do sojuszu.
Oburzenie było szczególnie silne wśród weteranów, polityków i rodzin ofiar, którzy podkreślali, że sojusznicy walczyli ramię w ramię z Amerykanami, ponosząc ogromne koszty. Wypowiedzi Trumpa spotkały się z ostrą krytyką na całym świecie, zwłaszcza wśród członków NATO. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer nazwał je “obraźliwymi i przerażającymi”
Weterani i politycy, jak MP Calvin Bailey (były oficer RAF), podkreślali, że rzeczywistość na froncie była inna – Brytyjczycy walczyli na pierwszej linii. Inni, jak Tan Dhesi czy Emily Thornberry, nazwali to “obrazą dla poległych”.
Polska, jako aktywny członek NATO, wysłała do Afganistanu ponad 33 000 żołnierzy w ramach misji, z których 44 poległo, a setki zostało rannych. Wypowiedzi Trumpa zostały odebrane jako policzek dla polskiego wkładu, co wywołało falę krytyki wśród polityków, weteranów i opinii publicznej. Szef MSZ Radosław Sikorski skrytykował Trumpa, mówiąc, że “nikt nie ma prawa kwestionować ofiary polskich żołnierzy”. Podkreślił, że Polska zapłaciła “najwyższą cenę” w Afganistanie i Iraku.
Były dowódca polskich sił w Iraku i Afganistanie gen. Polko zażądał przeprosin od Trumpa, nazywając go “tchórzem” i stwierdzając, że jego słowa “przekraczają czerwoną linię”. Zarzucił Trumpowi „kompletne niezrozumienie, czym jest braterstwo broni”. Podkreślił, że takie słowa są „obraźliwe” i „bezczelne” wobec weteranów i rodzin poległych.
Inni wzywali polskiego prezydenta Karola Nawrockiego do reakcji, krytykując brak stanowiska: “Panie prezydencie, powinien Pan porozmawiać z Trumpem odnośnie jego wypowiedzi dot. żołnierzy NATO w Afganistanie.”
W przypadku Kanadyjczyków sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna, bo uczestnicy misji w Afganistanie zostali zbombardowani przez amerykańskie samoloty. Kanadyjscy żołnierze z 3. Batalionu Princess Patricia’s Canadian Light Infantry (PPCLI) prowadzili nocne ćwiczenia z ostrą amunicją (live-fire training) na poligonie w rejonie Tarnak Farms, ok. 25–30 km na południe od bazy w Kandaharze. W nocy z 16 na 17 kwietnia 2002 r. dwa myśliwce F-16 należące do Illinois Air National Guard wykonywały rutynowy patrol nad południowym Afganistanem. Piloci major Harry Schmidt i jego skrzydłowy zauważyli na ziemi serie świateł i wybuchy – uznali je za ogień przeciwlotniczy skierowany przeciwko nim. W rzeczywistości były to efekty strzelania kanadyjskich karabinów maszynowych i granatników w ramach ćwiczeń. Major Schmidt, bez uzyskania pełnej autoryzacji od kontrolera lotów (AWACS), poprosił o zgodę na użycie broni i po uzyskaniu „cleared to fire” zrzucił jedną bombę laserowo naprowadzaną GBU-12 Paveway II (500 funtów / ok. 227 kg). Bomba eksplodowała dokładnie w środku kanadyjskiego oddziału ćwiczącego. Zginęło 4 kanadyjskich żołnierzy:Sgt. Marc Léger Cpl. Ainsworth Dyer Pte. Nathan Smith Pte. Richard Green Rannych zostało 8 innych (kilku bardzo ciężko, z poważnymi obrażeniami).

































































