Jody Wilson-Raybould i Jane Philpott nie reprezentują już partii liberalnej. Premier Justin Trudeau wyrzucił je mówiąc, że ani on im nie ufa, ani one jemu, i nic się już nie da w tej kwestii zrobić. Posłowie liberalni spotkali się w Ottawie we wtorek wieczorem.

„Zaufanie, które było między tymi dwoma osobami a pozostałą częścią liberalnej ekipy zostało poważnie nadszarpnięte, bo jak można nagrywać kogoś bez jego zgody (Wilson-Raybould nagrała rozmowę z szefem rady doradczej Michaelem Wernickiem) albo wielokrotnie powtarzać, że się nie wierzy w rząd i lidera partii rządzącej”, powiedział Trudeau. „To jasne, że pani Wilson-Raybould i dr Philpott nie mogą dłużej należeć do naszego ugrupowania”. Dodał, że przez takie działania członków partii Kanadyjczycy zaczynają wierzyć, że dla polityków ważniejsze są jakieś wewnętrzne sprawy niż służenie obywatelom. Nasi wrogowie triumfują, gdy u nas tworzą się podziały. Nie możemy sobie pozwolić na taki błąd.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Trudeau podkreślił, że podszedł do całej sprawy ze zrozumieniem i starał się być cierpliwy, ale ostatecznie zdecydował, że dla obu pań nie mogą reprezentować partii liberalnej. Został nagrodzony przez swoich posłów owacją na stojąco.

Wilson-Raybould napisała wcześniej na twitterze, że została usunięta z klubu parlamentarnego partii liberalnej i nie będzie kandydatką partii w następnych wyborach parlamentarnych. Napisała, że musi się zastanowić nad tym, co zrobił Trudeau, ale nie poddaje się i może patrzeć na siebie w lustrze bez żalu i wstydu, wiedząc, że zrobił to, co powinna. „Powiedziałam prawdę i dalej będę tak postępować”.

Phillpott z kolei oświadczyła, że zamiast przyznać się do niewłaściwego postępowania i po prostu za nie przeprosić, postanowiono raczej zaprzeczać oczywistościom, atakować Wilson-Raybould i zrzucać na nią winę. W chwili obecnej więcej uwagi poświęca się temu, czy Wilson-Raybould powinna nagrywać rozmowę z urzędnikiem czy nie, niż temu, dlaczego uznała, że powinna to zrobić.

Lider konserwatystów Andrew Scheer stwierdził, że liberałowie wyrzucają tych, którzy mówią prawdę, by uratować przytłaczanego skandalem premiera. A Kanadyjczycy i tak wiedzą o co chodzi – dla nich usunięcie Philpott i Wilson-Raybould z klubu partyjnego to zdrada sprawiedliwości. Lider NDP Jagmeet Singh zauważył, że obie posłanki chciały stanąć ponad partyjnymi interesami, a Trudeau pokazał, co sądzi o przejrzystości i spójności działań polityków.

Wilson-Raybould napisała dwustronicowy list do posłów liberalnych. Napisała, że jest zła, czuje się zraniona i zawiedziona, ponieważ uważała, że pozostaje wierna zasadom, które dla wszystkich powinny być słuszne. Starała się pomóc chronić premiera i rząd przed całym bałaganem. Podkreśliła, że to nie ona ingerowała w postepowanie sądowe, nie mówiła o tym publicznie i to nie ona zaprzeczała, że coś takiego miało miejsce. Przypomniała, że liberałowie stawiali sobie za cel zerwanie z dawnymi cynicznymi zwyczajami centralizacji władzy w rękach niewielu i marginalizowania posłów z tylnych ław. Jeśli jako posłowie reprezentujący partię liberalną w parlamencie chcemy być odzwierciedleniem społeczeństwa, to musimy zastanowić się, czy będziemy akceptować innych, czy odrzucać, szukać porozumienia czy zamykać usta tym, którzy mają odmienne poglądy.