Przyroda jest cykliczna, ale nie tak zupełnie. Bo wiosna przychodzi niezawodnie, ale może być wiosna wczesna, wiosna deszczowa, wiosna chłodna, no i tak jak w tym roku wiosna późna. Mówi się, że tegoroczna wiosna jest w południowym Ontario co najmniej dwa tygodnie opóźniona, a przy takich raczej chłodnych temperaturach czerwca, to i opóźnienie się zwiększy. Opóźnienie na plony. Raczej nie na jesień i zimę. Tak się mówi jaka zima, takie lato. Czyli jeśli mamy kiepską zimę, to i kiepskie lato. Co to ‘kiepskie’ znaczy – to już inna inszość. Dla mnie kiepska zima, znaczy niższe rachunki za ogrzewania. Kiepskie lato także znaczy mniejsze rachunki za elektryczność za klimatyzację. Już druga połowa czerwca, a ja włączałam klimatyzację tylko raz, jak miałam gości. Z drugiej strony pamiętam takie lata, że nie potrzeba było klimatyzatora, jeśli już to odsuszacz powietrza, zwany u nas ‘dehumidifier’. Mieszkam nad jeziorem, więc wpływy jeziora są u mnie bardzo widoczne. Różnice, szczególnie latem, między temperaturami u mnie, a na północy Toronto są znaczne  – i po kilka stopni. Często prawie nie mam śniegu, kiedy u mojej znajomej w Scarborough zaspy po pas. A Scarborough nawet nie leży w pasie śniegu tak jak Barrie. Moja koleżanka, która mieszka w St. Catharines (na półwyspie Niagara), ma wszystko jakieś dwa tygodnie przede mną w południowo-zachodnim Toronto. A z kolei mój domek letniskowy w północono-wschodnim Ontario ma sezon opóźniony w stosunku do Toronto też o jakieś dwa tygodnie. Jeśli teraz weźmiemy pod uwagę fakt, że jesień zaczyna się od północy, to drzewa zaczynają nabierać kolorów u mnie na wsi już we wrześniu. A jesień następuje w kierunku odwrotnym niż wiosna, czyli najpierw na wsi, potem w Toronto a potem w St. Catharines.  Fakty oczywiste. Tak było także w Polsce. Znaczy to również, że krótszy okres wegetacyjny w północnym Ontario nie jest w stanie produkować plonów konkurujących z terenami w bardziej korzystniejszych strefach klimatycznych. Czasem kilkadziesiąt kilometrów czyni kolosalną różnicę w sferach klimatycznych i wegetacyjnych. Wymarły highway, czyli północna droga numer 7, jest jedną z niewielu naturalnie wytyczonych dróg w Ontario. Oddziela ona na północy kamienisty nieurodzajny teren od żyznych gleb na południe od 7-mki. Ci jeżdżący po Ontario, szczególnie ci wyjeżdżający na północny-wschód wiedzą o czym piszę, bo to widać gołym okiem. Na południe od 7-mki do dzisiaj rozciągają się bogate wielomilionowe farmy. Pionierzy, którzy dostali nadania ziemi na północ w skalistym terenie kanadyjskiego płaskowyżu, nie mogli z roli wyżyć. Im dalej na północ tym trudniej. Jedynie Kaszubi przetrwali na trudnej osiedleńczej drodze Opeongo w hrabstwie Renfrew. Dla nich tereny Kaszub Ontaryjskich były podobne do  terenów, które opuszczali pod koniec 19 wieku.  Kilka lat temu próbowałyśmy z córką uprawiać na północy pomidory. Z mizernym skutkiem, bo albo je coś objadło, albo przymrozki zwarzyły na wiosnę, albo nie było słońca. W roku 5-tym, już, już się wydawało, że będzie sukces ogrodniczy. Niespodziewanie jednak, jeszcze pod koniec lata, był przymrozek i koniec pomidorów.  Więc cieszymy się póki co, tym co mamy, i nie narzekajmy na chłodne do tej pory lato.

Poziom wody na rzece Humber przy ujściu do jeziora Ontario wyjątkowo  wysoki. Trudno dojść na wiszący most od strony miasta, takie rozlewiska. A moja dróżka nad brzegiem, którą spacerujemy od lat z psinką zalana zupełnie.  Psinka, rutyniarz spacerowy, bardzo jest smutna z tego powodu i zupełnie tego nie rozumie. Ja zresztą też nie.

Michalinka