Oczywiście, że latem jeździ się najprzyjemniej, ale nieprawda, że najbezpieczniej, dzisiaj więc o zjawisku, na które każdy z nas wcześniej czy później się natknie, być może czasem na tak krótki czas, że go nie zauważy,  jeśli zauważy to być może za późno, i dlatego warto o nim ostrzec; mówię o – po polsku – akwaplanacji, czyli po angielsku hydropleningu.

Opona to jedyne miejsce, w którym nasz samochód styka się z drogą i jeśli nie jest w stanie odprowadzić wody, która jest na jezdni rowkami bieżnika poza koło – między oponą a powierzchnią drogi tworzy się cieniutka warstwa wody, podobna do tej jaka występuje przy poślizgu na lodzie. Problem tylko w tym, że latem nie spodziewamy się takiego ślizgania. Zdarza się to bardzo często podczas ulew i przy    szybkiej jeździe, na przykład, w deszczu na autostradzie. Sam doświadczyłem tego na północ od Orilli, właśnie w ulewnym deszczu zjeżdżając w dół po autostradzie; nagle zdałem sobie sprawę, że mój ruch kierownicą nie zmienia kierunku jazdy – momentalnie oblałem się potem.


Właśnie to uczucie to pierwsza oznaka akwaplaningu – kierownica staje się superluźna, kręcimy bez oporu. Oczywiście, nie powiniśmy nią ruszać, bo mamy się zachowywać tak samo jak przy poślizgu na lodzie; żadnych gwałtownych ruchów, noga z gazu i czekamy aż samochód wytraci prędkość.

Im bardziej zużyte opony, gorszy stan bieżnika tym większe prawdopobieństwo tego zjawiska; jeśli mamy opony naprawdę łyse to w deszcz należy się zatrzymać dla własnego i cudzego bezpieczeństwa.

Warto też obserwować zachowanie samochodów które jadą przed nami, bo jeśli ten przed nami zaczyna tańczyć po drodze to duże prawdopodobnie my również zaraz będziemy. Dlatego tak ważne jest zachowanie właściwej odległości w deszczu, na mokrej nawierzchni. Metodą radzenia sobie z tą sytuacją jest przeczekanie, no ale trzeba mieć na to miejsce, trzeba sobie też zdać sprawę z tego, że nie ma jednolitej reguły, kiedy zjawisko akwaplanacji się pojawi bo zależy ono od bardzo wielu czynników, między innymi stanu naszych opon i zawieszenia. Dlatego zawsze warto mieć bieżnik nie mniejszy niż 2 mm, a przy mokrej jezdni ograniczać prędkość dostosowując do warunków, a nie do ograniczeń na znakach.

I kolejna rzecz: ciśnienie w oponach; im niższe, tym łatwiej o poślizg na wodzie.

Innym zjawiskiem pogarszającym bezpieczeństwo podczas opadów jest mgiełka wodna, która się unosi nad drogą za samochodami. Niestety tutaj w Ameryce nie ma żadnego obowiązku posiadania fartuchów na kołach, w związku z czym za jadącym autem powstaje ogon wodny, który potrafi nagle znacznie ograniczyć widoczność zwłaszcza przy zmianie pasa i innych manewrach. Niestety temu w żaden sposób nie jesteśmy zapobiec; zamontowanie fartuchów w naszym własnym samochodzie niewiele zmieni. Trzeba więc szybko reagować wycieraczkami i to od razu na najwyższym biegu.

Niestety bogactwo różnego rodzaju systemów przyczepności zapewniających zwiększenie sterowalności samochodu daje nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

One, owszem, pomagają w pewnych sytuacjach, ale w innych są bezradne i właśnie niezależnie od tego jak dobre są elektroniczne systemy wspomagania przyczepności w naszym samochodzie akwaplanacja i tak może zaistnieć; system elektroniczny po prostu nas w takiej sytuacji o tym powiadomi; zapali się kontrolka utraty przyczepności .

O akwaplanacji może też decydować rzeźba bieżnika; są opony bardziej odporne i mniej. Przyjmuje się, że najlepsze pod tym względem są tzw. opony o bieżniku kierunkowym, czyli w kształcie litery V, a także te o bieżniku asymetrycznym; największey znaczenie ma wielkość rowków odprowadzających wodę oraz ich liczba, która powinna być większa, jeśli opona jest szersza.

O czym zapewnia

Wasz Sobiesław