O nie­zwy­kłej książ­ce Hen­ry­ka Radec­kie­go opi­su­ją­cej mało zna­ny frag­ment dzie­jów Pol­ski roz­ma­wia­my z Autorem.

Goniec: Skąd pomysł i jak to było z Pana pra­cą badaw­czą czy trud­no było dotrzeć do „dzie­ci Andersa”?

Hen­ryk Radec­ki: Cała spra­wa pole­ga na tym, że wszy­scy byli­śmy zesłań­ca­mi; w Związ­ku Sowiec­kim uda­ło nam się dostać jakoś do tych for­mo­wa­nych szkół, któ­re były zało­żo­ne przez gene­ra­ła Ander­sa iwła­śnie z pomo­cą gene­ra­ła Ander­sa u boku armii uda­ło nam się wyje­chać, ewa­ku­ować z Rosji sowiec­kiej do Persji.

Reklama

To były dzie­cia­ki od lat 10 wzwyż, ale poni­żej wie­ku pobo­ro­we­go; nie mogli wstą­pić do woj­ska, więc stwo­rzo­no dla nich te szko­ły. W Rosji te szko­ły ist­nia­ły tyl­ko w sen­sie nazwy, tam nie było nauki, nie było pod­ręcz­ni­ków, to dopie­ro zaczę­ło się w Pale­sty­nie w 42., 43. roku.

Orga­ni­za­cja była pod egi­dą gene­ra­ła Ander­sa; były oczy­wi­ście bar­dzo róż­no­rod­ne szko­ły, były szko­ły kadec­kie dla uczniów, któ­rzy byli przy­go­to­wy­wa­ni do służ­by w woj­sku pol­skim, były szko­ły ochot­ni­cze, któ­re kształ­ci­ły w pie­lę­gniar­stwie czy innych służ­bach, były szko­ły mecha­nicz­ne, któ­re rów­nież słu­ży­ły woj­sku, były szko­ły lot­ni­cze któ­re mia­ły uzu­upeł­nić załogi.

  — To wszyst­ko orga­ni­zo­wał rząd Pol­ski na wychodźstwie?

- To orga­ni­zo­wa­ło woj­sko pol­skie, a wła­ści­wie Anders miał cią­gle opie­kę nad tym. Dopó­ki woj­sko pol­skie było czyn­ne we Wło­szech, my byli­śmy wszy­scy pod opie­ką armii Andersa.

     — Ile tych dzie­ci, ile było tych dzie­ci Andersa?

Jemu uda­ło się ura­to­wać oko­ło 5000 mło­dzie­ży, część natych­miast zosta­ła ode­sła­na do sie­ro­ciń­ców, były byli za mło­dzi żeby słu­żyć, część wró­ci­ła do rodzi­ców, któ­rzy się jesz­cze ura­to­wa­li, a ci któ­rzy pozo­sta­li oko­ło 4000 zosta­li ode­sła­ni na Środ­ko­wy Bli­ski Wschód, część szkół była czyn­na w Pale­sty­nie, część była czyn­na w Egipcie.

Tam osta­tecz­nie było oko­ło 20 szkół, każ­da z nich mia­ła inne zadania.

Te szko­ły mia­ły 3 waż­ne cele:

Pierw­szy to było wykształ­cić mło­dzież w sen­sie pol­skiej szko­ły — gim­na­zjum czy w lice­ach dać jak naj­lep­sze wykształ­ce­nie tej młodzieży.

Dru­gi cel to żeby przy­go­to­wać tę mło­dzież do służ­by albo w pie­cho­cie, albo w mary­nar­ce, albo w lotnictwie.

Trze­ci i chy­ba naj­waż­niej­szy cel to było przy­go­to­wa­nie tej mło­dzie­ży, aże­by pod­ję­ła swo­ją rolę w oswo­bo­dzo­nej Pol­sce już po woj­nie; żeby powró­ci­ła do Pol­ski i zaję­ła swo­je miej­sce i była odpo­wie­dzial­ny­mi obywatelami.

Jed­nym z takich pod­sta­wo­wych wyma­gań to było żeby­śmy byli pol­ski­mi patrio­ta­mi, żeby­śmy napraw­dę wie­rzy­li w Pol­skę, żeby­śmy słu­ży­li Pol­sce. I to było wła­śnie w tych szkołach.

  — A jaka była Pana dro­ga do Kanady?

- Ja zaczą­łem szko­łę jako młod­szy junak, potem awan­so­wa­łem do szko­ły kadec­kiej, następ­nie jako ochot­nik posze­dłem do lot­nic­twa, do szko­ły lot­ni­czej. Zawsze marzy­łem żeby być pilo­tem. Moja szko­ła zosta­ła zli­kwi­do­wa­na w Egip­cie w 1946 roku i prze­wieź­li nas do Anglii.

W 1946 roku lot­nic­two pol­skie zosta­ło roz­wią­za­ne i nas wcie­li­li do lot­nic­twa bry­tyj­skie­go, — słu­ży­łem 2 lata w lot­nic­twie angiel­skim i potem zosta­łem zde­mo­bi­li­zo­wa­ny w 1948 roku. Pozo­sta­łem 6 lat w Anglii. Miesz­ka­łem prze­waż­nie w Lon­dy­nie, wyko­ny­wa­łem pod­rzęd­ne pra­ce bo jako mecha­nik lot­nik było bar­dzo mało moż­li­wo­ści zatrudnienia.

Moja rodzi­na w więk­szo­ści wyemi­gro­wa­ła do Kana­dy i dla­te­go dołą­czy­łem do nich. W 1954 roku przy­je­cha­łem tutaj z żoną Angiel­ką i zosta­łem już Kana­dyj­czy­kiem do obec­ne­go cza­su — taka jest moja historia.

        — Pro­szę powie­dzieć gdzie książ­kę moż­na kupić?

Zachę­cam wszyst­kich do zapo­zna­nia się z książ­ką, moż­na ją kupić albo od Pol­skie­go Fun­du­szu Wydaw­ni­cze­go albo w Muzeum Orliń­skie­go pad Wawel Villa.

        Noto­wał ak