Kim będziemy bez nich? Bez nich, ludzi niepełnosprawnych, bez nich inwalidów na wózkach, bez nich chorujących, cierpiących, bez nich odchodzących powoli, konających?

Czy nadal będziemy ludźmi, jeśli ich wszystkich zamieciemy pod dywan? Sterylnie zabijemy, oczywiście tłumacząc, że to dla ich własnego dobra, bo przecież ich życie nie jest warte, żeby żyć.

W Kanadzie wypuszczane są kolejne balony próbne, by rozszerzyć eutanazję o ludzi z demencją; tych, którzy już nie kontaktują, nie rozpoznają własnych dzieci i patrzą tylko w nieskończoność.

Bo przecież po co mają się męczyć? Po co my mamy się przy nich męczyć? Przecież dzisiaj musimy ich odwiedzać, opiekować się, karmić, zmieniać pieluchy, a moglibyśmy na przykład pojechać na wakacje, albo przeczytać dobrą książkę… Po prostu „normalnie” żyć?

Eutanazja byłaby rozszerzona w taki sposób, że ludzie mogliby zawczasu  wydać dyspozycję, że kiedy już będą w stanie mentalnego uśpienia to po prostu dostaną  zastrzyk. I po krzyku.

Bo przecież marnujemy na nich gros wydatków służby zdrowia, ponoć 10 mld rocznie, a jeszcze na dodatek, ci starzy ludzie z demencję mają i inne przypadłości, inne choroby, które też się im leczy, a oni przecież i tak nie kontaktują…

Moglibyśmy zaoszczędzić środki, użyć ich do leczenia małych dzieci czy przeznaczyć na inny zbożny cel…

Problem w tym, że gdy zaczynamy w szpitalach „leczyć” przez zabijanie, to szybko okazuje się, że jest to najtańsza metoda leczenia. Bo czemuż to mamy eliminować choroby genetyczne, starać się wynajdywać drogie leki skoro można „chorych” wyeliminować już w łonach matek, albo gdy się nadto męczą?.

To samo dotyczy demencji; po co prowadzić kosztowne badania i wyrugować tę chorobę (a jest wiele obiecujących tropów) skoro można tych ludzi „ładnie” wyeliminować z naszego krajobrazu, tym bardziej że już są w wieku „poprodukcyjnym”; już w niczym się do naszego społeczeństwa nie przyczyniają.

Eugenika to jest największa zaraza, a zarazem największe kuszenie ludzkości; jest to przekonanie, że Panu Bogu wiele rzeczy nie wyszło i możemy Go poprawić  stwarzając sobie na Ziemi lepszy świat, prawie raj. Będziemy w nim wszyscy żyli szczęśliwie, zajmując się sami sobą.

No właśnie, bo czyż w tym wszystkim chodzi o tych, którym wmawiamy, że ich życie jest nie warte, aby żyć, czy też może o nas samych; że oni nam „przeszkadzają” w codzienności robienia kariery, zarabiania pieniędzy, cieszenia się światem, że cierpimy patrząc jak ktoś nam jęczy na łóżku, ktoś wymaga posprzątania, przewinięcia.

Tymczasem człowieczeństwo odkrywamy właśnie wtedy gdy świadomie, z własnej woli żyjemy dla innych. Niestety dzisiaj po to, by nas rozpruć, zatomizować i przebudować społecznie usiłuje się nam wmówić, że powinniśmy się skupić na sobie samych.

W kreskówce Warner Brothers Duffy Duck spuszcza roletę, aby nie widzieć wiszącego za oknem Porky Piga mówiąc: „nie mogę patrzeć na cierpienie innych, to mnie rani”.

No właśnie, czy my nie zachowujemy się dzisiaj podobnie? Czy jeszcze będziemy ludźmi, kiedy pozabijamy wszystkich, których uznamy za mniej wartościowe „egzemplarze”; których życie uznamy za niewarte życia?

Kilka razy w historii  przestraszyliśmy się siebie samych mordując miliony tych „niewłaściwych”, tych gorszych, tych „jak zwierzęta”.

Dzisiaj chcemy robić to samo, ale bardziej estetycznie, czysto, przekonując własne sumienie ich podpisaną zgodą na eutanazję.

Andrzej Kumor