Osiemdziesiąt lat minęło od lutego 1940 roku. Wtedy zaczęły się wywózki. A czy ktoś pamięta, że pierwsze listy proskrypcyjne z nazwiskami i adresami Polaków powstawały przed 17. września?

„Golgota Wschodu”. Gehenna. Setki tysięcy indywidualnych dramatów. Tragedia narodowa. Hektolitry łez. Głód, zimno, tygodnie i miesiące w bydlęcych wagonach, bagnety sowieckich nadzorców z NKWD, doły śmierci wzdłuż torów, poniewierka bez końca. Śmiertelność wśród wywożonych: niepoliczalna. Może dwadzieścia pięć procent? Może piętnaście? Szatańska statystyka, tak czy owak.

***

W mediach nadwiślańskich temat obecny skromniej niż skromnie. Z perspektywy niżej podpisanego nawet blisko godzinny program Jana Pospieszalskiego na antenie TVPinfo raczej rozsierdził niż skwitował wątek. Inne telewizje zabablukały, że „świętujemy rocznicę”. Czy tam, że obchodzimy. A świętujcie sobie. Czy tam obchodźcie. Byle byście obchodzili daleko ode mnie. Gdzie kości moich Przodków, ja się pytam? Czemu państwo polskie pozwoliło Nieludzkiej Ziemi pochłonąć te kości na zawsze?

– Czepiasz się. Byliśmy zbyt słabi.

– A ty co, adwokat od sędziego Juszczyszyna?

– Państwa nie mieliśmy, sam wiesz.

– Nie mieliśmy. I osiemdziesiąt lat minęło. Poszło nasze państwo po rozum do głowy i znowu wróciło z niczym? To mówisz? Czy może teraz potrafimy już upominać się o swoje? Nie gdacz do mnie, proszę, z pozycji umoszczonego na grzędzie telewizyjnego tresowańca. Aż taki naiwny jesteś?

…Się okazało: mówiłem do ściany.

***

A propos sędziów juszczyszynopodobnych. W każdym demokratycznym państwie europejskim, podkreślam: w każdym demokratycznym, spór dotyczący kształtu tamtejszego wymiaru sprawiedliwości byłby de facto sporem politycznym. Dosłownie. I to niezależnie, w jak wielkiej balii ów spór próbowano by wykąpać. Czy tam utopić. Mam na myśli balię ze słów i ze słowami. Stałoby się tak niejako z definicji, ponieważ nie kto inny tylko politycy meblują obywatelom portfele. I wnętrza łepetyn. To ostatnie poprzez media. Tego rodzaju meblowanie – czy to portfeli, czy to łepetyn – i tak dalej i tak dalej, to nic innego jak ustawiania nam życia poprzez kształtowanie zasad funkcjonowania jednostek w przestrzeni publicznej wspólnoty. Ale o rytualnym grzmocie na temat „bycia niepolitycznym” w polityce, to już przy innej okazji.

***

Zmieniamy ton, wprowadzamy barwy. Czy tam kolory. Chociaż na chwilę. Choć odrobinę. Jak wiadomo kolory nie szkodzą, a nadzieja nie hańbi, przynajmniej dopóki żyjemy tak, jakby naprawdę istniała. To znaczy kolory nie szkodzą, aż ich nie umażemy w pseudo-tęczowość z LGBT rodem. To bardzo ważne dopowiedzenie.

Teraz do rzeczy: jak wykazały kosztowne badania na szczurach, picie kawy może chronić przed cukrzycą. Nie szczury wszelako, lecz ludzi. Ho-ho, tak-tak, podkreślmy sobie dla żartu. Ho-ho, powtórzmy radośnie skoczną frazę, całkiem poważnie zauważając, że wyniki badań nad poziomami deficytu rozumności u tych i owych znane są już dziś – i to bezkosztowo. To ostatnie, ponieważ w tej sprawie nie ma potrzeby przeprowadzania jakichkolwiek badań. Oszczędności, da się rzec, stuprocentowe. Żeby nie powiedzie, że zyski. A szczury niech sobie żyją na zdrowie, niebadane. Czy tam szczury, myszy, króliki i wszystkie inne zwierzaki testowe. Do czego piję, pyta ktoś, i po co to przynudzanie? Już wyjaśniam.

***

„Zamień kopciucha na zdrowszy piec” – tak telewizornie namawiają Polki i ich mężów. Zamień czym prędzej, a zaraz „zyskasz lepszy komfort życia”. Każdy, nieprawdaż, chciałby zyskać, nic przy tym nie tracąc, co nie? A już lepszy komfort? No przecież.

Wskazuję przez to, że w epoce najnowocześniejszego postępu i najpostępowszej nowoczesności, taki zwykły po prostu komfort, to już zdecydowanie za mało, więc satysfakcji przynieść nijak nikomu nie potrafi, choćby chciał. Interesujące zwierzę, swoją drogą, ten komfort nie przynoszący satysfakcji. No chyba, że mniejszy. Że zupełnie malusi. Czy tam, że gorszy. Może wtedy?

Kpię rzecz jasna, uwypuklając między innymi, że ludzie wychowywani przez media okazują się głupsi, bywa, od zardzewiałych imadeł. Dodam zaraz, powiedzmy z ostrożności procesowej, że tacy okazują się niektórzy. Żeby nie było, że mową nienawiści zionę. Czy tam, że przemawia przeze mnie antysemityzm. Znowu.                 Czy że coś tam, coś tam. Więc.

Więc ludzie wychowani przez media, więc zardzewiałe imadła, a efekty? Proszę bardzo: oto znany powszechnie na Wisłą ze wszystkiego złego, centralny organ michnikoidzki, znowu zakrztusił się czarcim kaszlem, tym razem na okoliczność dotykającego piersi piętnastolatki księdza, dziś na stolcu biskupim. Generalnie: kolejny tak zwany zonk, to jest zakalec, jak wiele mu podobnych, sprzed ponad dwudziestu lat. Piętnastolatka też nie ta sama co onegdaj, dodajmy. Piętnaście plus dwadzieścia parę? Oho, jeszcze miesiąc. Aha, jeszcze rok czy dwa – i “moj pojezd uszoł”, jak uczy nieśmiertelna Ałła. Tak, że ten, tego. Doprawdy żal, że nie każda kobieta tyle poczucia własnej wartości potrafi w sobie uhołubić, co „Madam Broszkina”. To jest Pugaczowa Ałła właśnie.

***

Znowu mamy słowo przeciwko słowu. Widać to? „Do czasu wyjaśnienia sprawy nie będę podejmował żadnej pracy duszpasterskiej” – oznajmił biskup. Niemniej nie wydaje się, by anonimowa pani, jakoby wymolestowana przed ponad dwiema dekadami, traciła na wartości jakoś radykalnie, wyznawszy to co wyznała. Kto wie, jak jej wartość wywindują media zapatrzone w sensację? Dla odmiany jednakowoż, w przypadku biskupa i Kościoła, mówić będziemy wyłącznie o stratach. Bez względu na finalne rozstrzygnięcie. O to nie warto się zakładać. Mało tego, gdyż wszystko, co aktualnie obserwujemy, to próg magla zaledwie. Na tym etapie michnikoidzi zwykle zaczynają się dopiero rozkręcać.

„Kościół jest złyyyyy…” – mamroczą tymczasem, wciąż głośniej i głośniej, tę sama od lat mantrę. Dowodząc, że dobrze jest wychować sobie prawdziwie niezależnego odbiorcę przekazu – niezależnego w znaczeniu, że odpornego na poziom przekazu niczym imadło na uderzenia gęsim piórem, to po pierwsze. I po drugie, że „poprawnie zasiejesz, wiele zbierzesz”. Co oznacza, że przez dekady rozsiewali dookoła siebie głupotę, szeroko, jak najszerzej, a że pichcili ją w nadmiarze, nie żałowali sobie. Wieloletnim, konsekwentnym demontażem rozsądku i upartą relatywizacją przekazu (nazywam to moralizatorstwem dialektycznym), wychowali sobie tłum głupców, a teraz do owego tłumu kierują powtórki tych samych treści – jak to w chwili szczerości przyznał swego czasu jeden z nich.

A idźcie wy wszyscy do czarta. Czy tam gdzie sobie chcecie idźcie, nieważne. Ale do ludzi przyzwoitych nigdy nie wracajcie. Wara wam.

***

Zdezorientowanym przypominam: nic nie mówi o Kościele postępowanie kreatur w sutannach, sprzeniewierzających się nauce Chrystusa. Może tyle, że uczestnictwo we wspólnocie wiernych wymaga przyzwoitości, natomiast nieprzyzwoitość z Kościoła wyklucza. Kapłanów tegoż Kościoła również. Czy może powiedzmy: zwłaszcza ich.

Z drugiej strony powinniśmy i musimy koniecznie pamiętać, że ze strony wrogów Kościoła w „trosce o Kościół” tyle znajdziemy prawdy, co wody do picia w kloace, i że dzisiaj umieć żyć to nauczyć się skutecznie odróżniać rzeczywiste zatroskanie od fałszywie zatroskanego wroga. Od człowieka złej woli. Od notorycznego łgarza po prostu. Gwarantuję, że ludziom grzesznym acz aspirującym do przyzwoitości, ludzie z charakterów michnikoidalni w tym nie pomogą. Co to, to nie. Mowy nie ma. Cała reszta należy do nas.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl