Rewolucja to gwałtowne zmiany. Dziś jest tak, jutro zupełnie inaczej.

Są to zmiany skokowe i jakościowe. Zmienia się cały system. Następuje przestawienie zwrotnic i resetowanie. Jedziemy w innym kierunku – nie koniecznie wiemy dokąd. Tak jak teraz. Przyczyną tej skokowej zmiany nie musi być polityka i zmiana rządu. Może być wirus.  Tak jak ten obecnie nas nękający.

12 marca (czwartek) byłam na spotkaniu z moim ulubionym felietonistą z Polski redaktorem Witoldem Gadowskim w siedzibie Gminy 1-szej Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie, przy 71 Judson w Toronto. Zaraza już szalała gdzieś tam, i było wiadomo, że zagrożeni się szczególnie ludzie starsi. Tak jak grypa hiszpanka zabijała głównie młodych mężczyzn, tak ten wirus upodobał sobie seniorów. Na wszelki wypadek, bo jestem prezeską klubu seniora działającego przy Gminie 1-szej, odwołaliśmy dwa kolejne poniedziałkowe spotkania. Nie chciałam brać odpowiedzialności za ryzyko, że ktoś przywlecze wirusa na spotkanie i wielu z nas się pochoruje (albo i gorzej). Odwołanie spotkań na dwa tygodnie spotkało się z dość ostrym protestem ze strony niektórych członków – sądzili, że to przesada z tą epidemią, poza tym to w Chinach, a nie u nas w Ontario, i nie mam  prawa się szarogęsić i odwoływać spotkań bez porozumienia z członkami. Ha! A właśnie, że mam, bo sprawa może być poważna, a szczególnie my musimy się strzec i unikać wirusa jak zarazy. No właśnie jak zarazy, od powietrza wody i ognia. W piątek poleciałam do Ottawy w sprawach zawodowych, wróciłam w poniedziałek  wieczorem. A tu…

Rewolucja. Wszystko w Gminie, a jest ona domem dla wielu organizacji, odwołane! A ja zamiast nagany, otrzymuję pochwały, że tak szybko zareagowaliśmy, aby nie narażać seniorów. I to są te zmiany rewolucyjne. Ciach, prach i wszystko inaczej. Odwołaliśmy spotkania klubu seniora, aż do odwołania zagrożenia, i czasu kiedy siedziba Gminy zostanie ponownie udostępniona do spotkań naszej polonijnej społeczności. No i to wszystko w splocie obostrzeń, restrykcji i zakazów w Toronto, Ontario, Kanadzie i na całym świecie. Gospodarka stanęła. Szkoły pozamykane, nagle musimy się podporządkować nowemu dystansowi społecznemu (‘social distancing’) – 2 metry jeden od drugiego. Nie powinniśmy wychodzić, zakupy robić raz na dwa tygodnie, itp, itd. Gdybym napisała felieton w grudniu o tym jak  będzie wyglądać nasze życie tak jak obecnie, to nikt by mi nie uwierzył, i pewnie sam Naczelny by się palcem postukał w czoło, że coś ze mną nie tak.

No cóż. Tak to już z rewolucjami jest, że wiadomo, że mogą się zdarzyć, ale nikt tego dokładnie nie wie kiedy. A wielu po prostu nie dopuszcza do siebie nowej prawdy. Tak jak pewne lewackie grupy do dzisiaj nie widzą w Leninie mordercy, tak i niektórzy zaprzeczają, że ten wirus jest groźny, i wierzą, że po odblokowaniu drakońskich restrykcji, wszystko wróci do normy.

Sorry Zorro –  już nie będzie tak jak było. Ach przepraszam, to nie Zorro tylko Agnieszka Holland (reżyserka) łkała histerycznie na jednym z wieców opozycji, że chodzi o to ‘aby było tak jak było’. A nie będzie. Turystyka i podróże samolotowe długo nie dojdą do siebie. Tak jak nam się świat ostatnio skurczył, tak i się ponownie rozciągnie. Do widzenia na długo moje pielgrzymki i wędrówki po świecie. Statki wycieczkowce zadokują gdzieś w jakimś porcie na długo. To nic – z tym się da żyć, będę wędrować w pobliżu, dookoła domu.

Każda rewolucja oprócz zmian strukturalnych w skali makro, odbija się przede wszystkim na życiu ludzkim. Ludzie potracili pracę, dzieci nie chodzą do szkoły, nie ma z czego zapłacić hipoteki, czynszu, podatku.

Małą pociechą są nagle niskie ceny benzyny, bo i tak przecież nigdzie się nie jeździ. W moim domu, wymieniamy rzeczy na schodku. Jak ktoś czegoś potrzebuje, a drugi to akurat ma, to się zostawia tę wymianę na schodku. Istny powrót do czasów prostej wymiany handlowej. Czasem sobie pomachamy przez okno. Ci odważniejsi wchodzą do ogrodu, ale trzymamy dystans, nawet wschodzące kwiaty oglądamy po kolei. Dokąd to zmierza? Jak długo to będzie trwało?

W Ontario wygląda na to, że ząb epidemii się stępił, bo jest codziennie mniej zachorowań i śmiertelnych przypadków. Oby! Teraz wdrażany będzie plan stopniowego odkręcania, tego wszystkiego to zostało zakręcone z dnia na dzień. Jednak jakie będą reperkusje i koszta tej rewolucji, tego nikt jeszcze rzetelnie nie potrafi podsumować. Polska radzi sobie wyjątkowo dobrze, a minister zdrowia Łukasz Szumowski stał się prawdziwym liderem walki z pandemią. Skuteczne podejście w Polsce do walki z wirusem jest doceniane w świecie. Polska pomaga Hiszpanii, i wysyła lekarzy do Chicago. Ale nie wszystkim się to podoba. Tomasz Lis naczelny Newsweeka Polska dał zdjęcie ministra Szumowskiego na okładce, z zapytaniem ‘Czy te oczy mogą kłamać. To tylko na jakiejś zapyziałej wysepce jest możliwe, aby naśmiewać się z przemęczonej twarzy człowieka. Szczyt złego wychowania. Ciekawe gdzie się wychowywał i na jakich wzorach? Ale ktoś się na to łapie i kupuje. Im bardziej złośliwie tym lepiej – byle dokopać, w myśl zasady ‘ale mu zasunęli’. No i co z tego? To poprawi cyrkulację Newseeka? Wątpię.

W Kanadzie na szczeblu federalnym w związku z wirusem skandal ze skandalem. Niestety, te skandale narażają obywateli Kanady na niebezpieczeństwo. Przygotowuję listę i próbuję otrzymać odpowiedzi/potwierdzenia od mojego posła federalnego – members of parlament (MP). Podzielę się, jeśli otrzymam coś więcej niż tylko chrząkanie wicepremier Christii Freeland, i westchnienia naszego premiera Justina, oraz zamotane i zmienne wypowiedzi głównego kanadyjskiego biurokraty odpowiedzialnego za zdrowie Theresy Tam.  Obecny czas to czas liderów. Niestety na poziomie federalnym wydaje się ich brak.

Alicja Farmus