Przy­po­mi­na­my: Dla­cze­go maso­ni w Kana­dzie zbie­ra­ją DNA naszych dzieci?

Amy Mac­Pher­son, zasta­na­wia się na łamach Huf­fing­ton Post dla­cze­go loże masoń­skie zbie­ra­ją dane DNA naszych dzie­ci w ramach pro­gra­mu Maso­ni­Chip. Wie­lu rodzi­ców jest prze­ko­na­nych, że pro­gram ten jest wspie­ra­ny przez wła­dze pro­win­cji czy pań­stwa; maso­ni orga­ni­zu­ją spo­tka­nia part­ner­skie z agen­cja­mi bez­pie­czeń­stwa i poli­cją a nawet sta­ra­ją się rekla­mo­wać swo­je usłu­gi w Ame­ry­ce Pół­noc­nej poprzez kura­to­ria szkol­ne. W Mas­sa­chu­setts ten masoń­ski pro­gram był pro­mo­wa­ny przez CBS News ze stop­ni tam­tej­szej legi­sla­tu­ry, co cie­ka­we poka­za­no w nim psa poli­cyj­ne­go — tu zbieg oko­licz­no­ści — o imie­niu Mason. W rela­cji zabra­kło jed­nak wzmian­ki, że jest to ini­cja­ty­wa pry­wat­na i rząd ma z tym nie­wie­le wspólnego.

Tak więc zwo­len­ni­cy teo­rii spi­sko­wych nie muszą już wię­cej teo­re­ty­zo­wać gdyż mają tu do czy­nie­nia ze zda­rze­nia­mi niczym wprost z powie­ści sen­sa­cyj­nych o tym jak to maso­ne­ria prze­ni­ka na kory­ta­rze władzy.
Maso­ni sami o sobie mówią, że są “ezo­te­rycz­nym sta­ro­żyt­nym brac­twem, któ­re­go człon­ko­wie ini­cjo­wa­ni są w celu oświe­ce­nia poprzez nauki dla innych mniej zna­ne”. Nie są orga­ni­za­cją reli­gij­ną, ale wyż­szy sta­tus moż­na uzy­skać przez zapro­sze­nie do róż­nych rytów, tak­że legen­dar­nych tem­pla­riu­szy, któ­rych peł­na nazwa brzmi Uni­ted Reli­gio­us, Mili­ta­ry and Maso­nic Orders of the Tem­ple and of St. John of Jeru­sa­lem, Pale­sti­ne, Rho­des and Mal­ta nie­któ­rzy utrzy­mu­ją, że posia­da­ją­cy swo­je korze­nie w histo­rycz­nym chrze­ści­jań­skim zako­nie, któ­ry swe­go cza­su o mały włos nie zban­kru­to­wał Watykanu. (…)
Na por­ta­lu inter­ne­to­wym Wiel­kiej Loży Kana­dy może­my prze­czy­tać że “Wol­no­mu­lar­stwo jest sto­wa­rzy­sze­niem bra­ter­skim męż­czyzn podzie­la­ją­cych dobre i wyso­kie ide­ały, któ­re jed­nak nie jest sto­wa­rzy­sze­niem publicz­nym. Bar­dziej sto­so­wa­nie okre­śla je nazwa “pry­wat­ne” niż “sekret­ne”, choć “tak jak w wie­lu innych orga­ni­za­cjach pew­ne infor­ma­cje są zare­zer­wo­wa­ne jedy­nie dla członków”.

A więc dla­cze­go taka zamknię­ta gru­pa zbie­ra DNA naszych dzie­ci przy wspar­ciu poli­cji i pań­stwa w Kana­dzie i USA?

Zna­ni są jako MasoniCh.I.P.
. Wie­lu rodzi­ców jest prze­ko­na­nych, że pro­gram ten jest wspie­ra­ny przez wła­dze pro­win­cji czy pań­stwa; maso­ni orga­ni­zu­ją spo­tka­nia part­ner­skie z agen­cja­mi bez­pie­czeń­stwa i poli­cją a nawet sta­ra­ją się rekla­mo­wać swo­je usłu­gi w Ame­ry­ce Pół­noc­nej poprzez kura­to­ria szkol­ne. W Mas­sa­chu­setts ten masoń­ski pro­gram był pro­mo­wa­ny przez CBS News ze stop­ni tam­tej­szej legi­sla­tu­ry, co cie­ka­we poka­za­no w nim psa poli­cyj­ne­go — tu zbieg oko­licz­no­ści — o imie­niu Mason. W rela­cji zabra­kło jed­nak wzmian­ki, że jest to ini­cja­ty­wa pry­wat­na i rząd ma z tym nie­wie­le wspólnego.

Moż­na więc zapy­tać co to jest? MasoniCh.I.P. zaczął wystę­po­wać jako pro­jekt iden­ty­fi­ka­cji dzie­ci na wypa­dek gdy­by zosta­ły one upro­wa­dzo­ne. Rodzi­ce zna­ją zesta­wy domo­we, w któ­rych powin­ni zano­to­wać wszyst­kie zna­czą­ce infor­ma­cje o dziec­ku, na wypa­dek jed­ne­go z naj­więk­szych nie­szczęść jakie może dotknąć rodzi­nę — zagi­nię­cia, czy też upro­wa­dze­nia. Zazwy­czaj jest to wzrost, waga, kolor wło­sów i oczu, a cza­sem odci­ski pal­ców i bie­żą­ca foto­gra­fia. Jed­nak człon­ko­wie lóż posu­nę­li tę ini­cja­ty­wę o krok dalej i w związ­ku z postę­pa­mi tech­no­lo­gicz­ny­mi zaczę­li ofe­ro­wać pobie­ra­nie cyfro­wych odci­sków pal­ców, cyfro­we­go zdję­cia, cyfro­we­go wideo, a tak­że odci­sku zębów oraz wyma­zu z ust w celu usta­le­nia DNA. Dane te są następ­nie wpro­wa­dza­ne i prze­twa­rza­ne przez ich wła­sne opro­gra­mo­wa­nie, któ­re ma być kom­pa­ty­bil­ne z wymo­ga­mi pra­cy poli­cyj­nej. Sto­su­nek pro­gra­mu do władz pań­stwo­wych jest bar­dzo ści­śle okre­ślo­ny. Maso­ni w oświad­cze­niu zwią­za­nym z tym pro­jek­tem piszą, że to oni są wła­ści­cie­la­mi całe­go pro­jek­tu, tak jak jest on ofe­ro­wa­ny przez róż­ne Maso­nic Grand Lod­ge Juris­dic­tions. To oni koor­dy­nu­ją i orga­ni­zu­ją zwią­za­ne z nim wyda­rze­nia, dostar­cza­ją sprzęt, mate­ria­ły oraz orga­ni­zu­ją wolon­ta­riu­szy koniecz­nych do prze­pro­wa­dza­nia tych wyda­rzeń. Wszyst­kie inne gru­py oraz oso­by indy­wi­du­al­ne mogą z nimi współ­pra­co­wać, ale nie są one “spon­so­ra­mi”, a jedy­nie orga­ni­za­cja­mi wspierającymi.
Twier­dzą rów­nież że ich usłu­gi są lep­sze niż to co rodzic może uzy­skać w domu same­mu nagry­wa­jąc dane swo­ich dzie­ci i pro­sząc zna­nych sobie pra­cow­ni­ków służ­by zdro­wia o pobra­nie pró­bek DNA.

Tak więc pro­gram pro­wa­dzo­ny jest przez wyna­ję­tych spe­cja­li­stów, któ­rzy pod­le­ga­ją Wol­no­mu­la­rzom, albo sami są człon­ka­mi loży i któ­rych dane są chro­nio­ne przez orga­ni­za­cję; nie ma żad­nej moż­li­wo­ści zagwa­ran­to­wać co z nimi dzie­je się za zamknię­ty­mi drzwia­mi, choć na inter­ne­to­wej stro­nie kana­dyj­skiej moż­na prze­czy­tać, że wszyst­kie infor­ma­cje oso­bo­we nie są przez pro­gram MasoniCh.I.P. prze­cho­wy­wa­ne, choć prze­cież wia­do­mo, że żad­na infor­ma­cja raz zapi­sa­na kom­pu­te­rze nie jest per­ma­nent­nie usu­nię­ta do cza­su ponow­ne­go sfor­ma­to­wa­nia całe­go sys­te­mu. Mówi się więc rodzi­com, by mie­li zaufa­nie do pry­wat­ne­go brac­twa o intry­gu­ją­cej prze­szło­ści, któ­re obie­cu­je speł­nie­nie wszyst­kich stan­dar­dów jako­ści i ochro­ny pry­wat­no­ści, przy jed­no­cze­snym bra­ku jakie­go­kol­wiek nad­zo­ru. Ponie­waż wol­no­mu­la­rze w 100% finan­su­ją­cą tę ini­cja­ty­wę nie ma moż­li­wo­ści prze­dys­ku­to­wa­nia kwe­stii wła­sno­ści pobie­ra­nych danych ani też dowie­dze­nia się co oni sami mówią o tych spra­wach pod­czas spo­tkań. Każ­da loża może przy­łą­czyć się do pro­gra­mu i pro­wa­dzić go oddziel­nie — nie ma ogól­no­kra­jo­we­go pozio­mu zarzą­dza­nia, któ­ry wyzna­czał­by jakieś zasa­dy. Jedy­na wspól­na plat­for­ma to stro­na www, na któ­rej obie­cu­je się, że te infor­ma­cje są kasowane.

Zasta­nów­my się zatem po co zbie­rać dane DNA? Czy gdy dziec­ko zagi­nie czy poli­cja będzie zbie­ra­ła DNA ze szkla­nek czy kamie­ni na jakiejś tra­sie? Prze­cież w takim przy­pad­ku to ubiór, w któ­rym ostat­ni raz dziec­ko było widzia­ne dostar­cza wię­cej śla­dów. DNA to nie jest zapach, jaki może pod­chwy­cić pies tro­pią­cy, a jedy­nie coś co pozwa­la jed­no­znacz­nie ziden­ty­fi­ko­wać dziec­ko lub zwło­ki w momen­cie kie­dy zosta­nie zna­le­zio­ne. Ale nawet wów­czas to DNA rodzi­ców pobie­ra­ne jest przez akre­dy­to­wa­ne labo­ra­to­ria poli­cyj­ne i jedy­nie takie jest dopusz­cza­ne do takie­go pro­ce­su. Tyl­ko tak pobra­ne DNA może być dołą­czo­ne do bazy danych FBI w ramach DNA Iden­ti­fi­ca­tion Act of 1994.
Pro­jekt masoń­ski nie ma opar­cia w rzą­do­wych bazach danych DNA, a więc jest jed­nym z naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych kom­po­nen­tów masoń­skiej ini­cja­ty­wy, bo prze­cież tak jest to przed­sta­wia­ne rodzi­com i administracji.
W Kana­dzie sytu­acja wyglą­da jesz­cze cie­ka­wiej, bo rząd fede­ral­ny nie wyra­ził zgo­dy na two­rze­nie ofi­cjal­nej bazy danych DNA osób zagi­nio­nych wska­zu­jąc tutaj na kwe­stie ochro­ny pry­wat­no­ści, jak rów­nież koszt i róż­ne inne ograniczenia.
Tak więc 50 000 rodzin, któ­re do tej pory udo­stęp­ni­ły bio­me­trycz­ne mar­ke­ry wol­no­mu­la­rzom uczy­ni­ło to bez żad­ne­go waż­ne­go powo­du. Dla­te­go jest co naj­mniej dziw­ne że Maso­nic Grand Lod­ge of Cana­da nadal utrzy­mu­je, iż pra­cu­je wspól­nie z agen­cja­mi bez­pie­czeń­stwa Kana­dy, zysku­jąc w ten spo­sób zaufa­nie rodzi­ców. Łącz­nie w pro­gra­mie zare­je­stro­wa­no już 1,5 mln dzie­ci. A akcja się roz­wi­ja, co jasno widać po ogła­sza­niu kolej­nych wyda­rzeń, kolej­ne w Onta­rio ma się odbyć w mar­cu br. Poczy­na­jąc od super­mar­ke­tów po biblio­te­ki i świe­tli­ce, a nawet oddzia­ły ban­ków, pry­wat­ne brac­two zbie­ra infor­ma­cje na temat naszych dzieci.

Jeśli cho­dzi o dobro dzie­ci więk­szość z nas uczy­ni wszyst­ko aby je chro­nić, ale być może powin­ni­śmy bar­dziej trzeź­wo spoj­rzeć na to co kon­kret­nie czy­ni­my pod­pi­su­jąc kon­trakt z wol­no­mu­la­rza­mi. Tym­cza­sem pro­gram pobie­ra­nia danych ma być wkrót­ce roz­sze­rzo­ny na oso­by nie­peł­no­spraw­ne oraz eme­ry­tów. Jakie z tego mają być korzy­ści, sko­ro dane te są nie­moż­li­we do wyko­rzy­sta­nia przez jakie­kol­wiek cer­ty­fi­ko­wa­ne rzą­do­we reje­stry i dla­cze­go two­rzy się takie pozo­ry mie­sza­jąc w to szko­ły publicz­ne czy poli­cję? Dla­cze­go wpro­wa­dza się w błąd rodzi­ców umoż­li­wia­jąc pobie­ra­nia odci­sków pal­ców czy innych danych bio­me­trycz­nych pry­wat­nej orga­ni­za­cji? Ze wzglę­du na nasz wła­sne bez­pie­czeń­stwo powin­ni­śmy doma­gać się, aby dzia­ło się to w spo­sób trans­pa­rent­ny i regu­lo­wa­ny — koń­czy Amy Mac­pher­son. (gon)