We wschodniej Polsce, na przykład, jest wielka akcja takiego, można by powiedzieć, opieczętowywania nieruchomości; że ten dom należał do… I tu imię i nazwisko Żyda, albo ten obiekt należał do gminy żydowskiej, albo ten obiekt był współpracujący  z synagogą, można powiedzieć. Opieczętowywane są takie budynki. Mówimy tutaj  nawet o tysiącach nieruchomości, na pewno setkach w całej wschodniej Polsce. Tak jakby stawiano takie pieczęcie, że to należało kiedyś do Żydów, do społeczności żydowskiej.


 

Andrzej Kumor: Gratuluję wszystkiego co zrobiłeś w Jedwabnem, bo to daleko wykracza poza jakiekolwiek debaty internecie, a nawet publikowanie książek. Ten  fakt na gruncie, w ziemi jest o wiele trudniejszy do spostponowania i odrzucenia. I to jest wspaniałe, że istnieje nasze muzeum w tym miejscu, tak newralgicznym i tak ważnym dla naszej tożsamości.
Jedwabne to jest taki punkt podparcia tej dźwigni, na której się przeinacza historię Polski.  Dziękuję Ci bardzo i gratuluję! Chciałbym, żebyś o tym opowiedział. Co tam jest, co ostatnio zostało dodane. Wiemy, że były głazy z napisami. Też wspaniały pomysł, bo jest to trudno  usunąć w ciągu jednej nocy. No a teraz są dodatkowo pawilony, kontenery. Jak ten cały projekt wygląda w tym momencie i jakie są plany?
Wojciech Sumliński: Zaczęło się od tego, że z wiadomych względów bardzo nam zależało, żeby mieć ziemię w Jedwabnem. Jedwabne – wiadomo – prawdziwa tragedia, ale instrumentalnie wykorzystywana, rozstrzygająca bardzo wiele dla naszej przyszłości.
I tę ziemię udało nam się zdobyć. To nie było łatwe, ale się udało. Wymagało pewnych obejść, czyli jakby pokonać system, obchodząc ten system. Trzeba było tę ziemię nabyć na rolnika miejscowego, bo inaczej KOWR miałby prawo pierwokupu. Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolniczego,  może wykorzystać prawo pierwokupu. My baliśmy się, że w sytuacji Jedwabnego skorzysta z tego prawa. Zwłaszcza że mieliśmy pewne sygnały, że tak to się właśnie skończy.
Zaczęło się od tego, że kupiliśmy tę ziemię na miejscowego rolnika. Zresztą znałem tych rolników, bo to była rodzina państwa Wądołowski, rodzina Ryszarda, jego już dziś nieżyjącej mamy; zmarłej kilka miesięcy temu pani Ania Wądołowska, która była świadkiem tej zbrodni jako 13-letnia dziewczynka. Mówiła, że to byli Niemcy, to nie byli Polacy, to byli Niemcy ci zbrodniarze, którzy zamordowali tamtejszych Żydów.
Udało się tę ziemię kupić. Na początku na córkę Ryszarda, czyli wnuczkę pani Ani. Potem pod naporem żydowskich mediów i kłamców i wielkich oskarżeń,  wielkiej wielkiej nagonki, ta rodzina miała serdecznie dość tych ataków TVN u. Ataku Szymona Jadczaka, kiedyś TVN, Wyborcza, teraz Wirtualna Polska, który dzwonił systematycznie, ataku wielu innych.  Bali się, to byli ludzie, którzy rzeczywiście zrobili bardzo dużo, ale bali się. Grożono im więzieniem.  Ryszard zatem wziął to na siebie.
Ryszard to jest już twardy zawodnik, człowiek starszy, powiedział, co mi mogą zrobić, Pan Bóg nade mną, więc niech mnie tam zamykają. Będzie, co będzie.
Więc mieliśmy już tę ziemię mimo ataków. Nie bardzo wiedzieli, jak to ugryźć.
Postawiliśmy te głazy. To był lipiec ubiegłego roku, kiedy była kolejna rocznica niemieckiej zbrodni w Jedwabnem. Głazy, gdzie cytowaliśmy mocno żydowskich historyków, wielotonowe głazy, które, Andrzeju powiedziałeś, niełatwo ruszyć, bo pomysł był taki, by nie wiązać tego  z ziemią, bo przepisy nie pozwalają, ale jednocześnie były to głazy, których nikt nie weźmie na plecy i zabierze do domu albo gdziekolwiek bądź.
Opatrzyliśmy te głazy tablicami w języku polskim i angielskim, gdzie przedstawiliśmy historię relacji polsko-żydowskich w oparciu o historyków żydowskich i polskich, m.in. szeroko cytowaliśmy Ewę Kurek, która także Małgorzatę Grupę.
Z Ewą mają Żydzi problem, bo ona wyrosła z filosemityzmu, to znaczy wyrosła z zachwytu Żydami, więc nie można powiedzieć, że wyssała antysemityzm z mlekiem matki. Ona kiedyś była zafascynowana tą kulturą,  bogatą, tysiącletnią, niesamowitą. No ale im bardziej Żydów poznawała, tym bardziej rozumiała, że nie bardzo jest się czym zachwycać. A coraz bardziej dochodziła do wniosku, że jest się czego bać, bo to, co o nas mówią, to co nam przypisują, było rzeczywiście groźne.
W oparciu o wiedzę takich ludzi, ale także mocno cytując żydowskich historyków, postawiliśmy te głazy. No, rozpętał się straszny armageddon.
Zapowiedzieliśmy, że pójdziemy dalej, postawimy tam kontenery, gdzie będziemy realizować też lekcje; lekcje dla grup,  dla wycieczek szkolnych, dla innych wycieczek. Będziemy organizować debaty, rozmowy, spotkania;  że będzie to miejsce, które będzie żyło cały rok.
– Dlatego, że nie można nic wybudować na tym terenie,  nie może być żadnego stałego budynku?
– Właśnie. Pomysł był taki, podobnie jak z głazami,. Jest to ziemia ostatniej kategorii rolnej. My jesteśmy w trakcie przekwalifikowania jej, ale jak się łatwo domyślić, rzucane są kłody pod nogi z różnych stron.
Zapewne gdyby to nie było to miejsce,  nie byłoby takich problemów. Natomiast ponieważ jest to newralgiczne miejsce, problemy są nieustająco, więc musiały to być budynki niezwiązane z ziemią, podobnie jak te wielotonowe głazy. One są kamieniami, co prawda wielotonowymi, ale jednak kamieniami. Był nadzór budowlany. Nie znalazł argumentu, żeby się do nas przyczepić.
Szymon Jadczak to jest taki kapuś – sygnalista, jak to dziś mówią,  wszędzie na nas składał zawiadomienia do nadzoru budowlanego, kombinował chłopak jak mógł,  wychodził z siebie.
No ale wszystko robiliśmy zgodnie z prawem, obchodząc system, ale trzymając się litery prawa, więc nie bardzo wiedzieli jak nas stamtąd wyrzucić.
I na tej samej zasadzie zbudowaliśmy te kontenery, które kosztowały nas – same kontenery 310 000 zł. Na wszystko są faktury, potwierdzenia, bo Żydzi oczywiście twierdzili, że to kłamstwa, że pewnie te pieniądze zdefrauduję. Bóg wie co tam z tym zrobimy. Całość kosztowała nas prawie 500 000. Zebraliśmy ze zrzutki 400 tys. Dołożyliśmy prawie 100 000 od siebie, z własnych środków, z książek, z tego co robi wydawnictwo.
Więc nie dość, że nie zarabiamy, to do tego dołożyliśmy ile tylko mogliśmy. Te kontenery były budowane dość długo, były gotowe na przełomie roku. No ale była ostra zima i w ogóle ciężkie warunki, więc uznaliśmy, że zrobimy to, jak tylko puszczą mrozy, puszczą śniegi. I dokładnie tak zrobiliśmy.
Kontenery, które stoją na takich bloczkach, będą też zaopatrzone w koła. Troszkę na zasadzie wozu Drzymały, dlatego że w jednym miejscu mogą stać 180 dni i po 180 dniach trzeba je przemieścić, choćby jakiś fragment. No ale chodzi o to, by wykazać, że nie stoją literalnie w tym samym miejscu, w którym stały 180 dni temu. Więc do momentu zmiany właściwości tej ziemi czeka nas właśnie taka zasada  Drzymały
– Zapożyczona taktyka?
– Zapożyczona. Dokładnie. Mamy w naszej historii bohaterów, od których czerpiemy, więc po 180 dniach, czyli po pół roku, będziemy musieli wykazać, że  te kontenery zmieniły swoje miejsce, to będzie wymagało  pewnej logistyki i pewnych zmian,  by obchodzić system, Będziemy to robić do momentu, dopóki nie będzie można tej ziemi przekształcić już w taką, na której tego typu uniki czy obchodzenie systemu nie będzie po prostu konieczne. Te kontenery, dwa kontenery 45-metrowe są połączone w literkę L. Między nimi jest podest. Latem, wiosną, jeżeli pogoda będzie sprzyjała, to tam będzie można robić spotkania nawet na kilkaset osób. Natomiast w okresie zimowym czy deszczowym to zmieści się tam około 70 – 80 osób; autokar, powiedzmy dwa autokary, jeżeli będą tam wycieczki szkolne.
Odbieramy w tej chwili zaproszenia od tych firm, taką wolę uczestniczenia. W weekend majowy jeden – trzeci organizujemy kolejne dni otwarte, bo otwarcie kontenerów było 11 kwietnia, gdzie przybyło kilkaset osób, gdzie była uroczysta Msza święta, gdzie było poświęcenie tego obiektu, gdzie opowiedzieliśmy właśnie o tym, jak ten obiekt ma funkcjonować, gdzie przyjechali ludzie z całej Polski.  Przyjechałam – mówi pani z Francji – tylko i wyłącznie, by tu z wami być; przyleciałem z Anglii, przyleciałem z Norwegii,  przyjechałem ze Szczecina.
Jednym słowem, to byli ludzie, którzy pokonali czasami kilkaset, a nawet kilka tysięcy kilometrów, by uczestniczyć w otwarciu tego obiektu i ten obiekt już zaczyna żyć. To znaczy na początku będą to spotkania weekendowe, w maju będą to 2 weekendy 1, 3 maj i ostatni maja, w czerwcu też dwa weekendy. W dniach 9, 10 lipca robimy takie dwudniowe wydarzenie w Jedwabnym, gdzie pierwszy dzień chcemy poświęcić w duchu zadumy – bo oczywiście nie zrobimy z tego festynu, bo tam tragedia była prawdziwa, tylko jest instrumentalnie traktowana, więc nikt nam nie będzie śpiewał skocznych piosenek, tylko właśnie będzie taki wieczór liryczny, refleksyjny, w duchu zadumy, w modlitwie o pokój.
I to będzie jeden wieczór, drugi dzień – liczymy na to, że tym razem może uda się też odprawić Mszę świętą w kościele, bo ksiądz parafii jedwabiańskiej deklaruje, że z nami jest, ale troszkę się tych Żydów obawia. Dlatego robimy msze polowe. Liczę na to, że w tym roku i są przesłanki, żeby była msza także w kościele, nie tylko polowa,  9 lipca była w kościele, a 10 lipca była msza polowa w Jedwabnem.
Na drugi dzień to będzie dzień, gdzie właśnie będą rozmaite referaty, gdzie będą dyskusje. No i to będzie taki kolejny przełom, bo od tego dnia chcielibyśmy już działać codziennie. Jeżeli zbierzemy odpowiednie grono tych zorganizowanych grup, to będziemy je sobie ustawiać chronologicznie, żeby móc każdej grupie poświęcić odpowiedni czas, żeby był ktoś, kto by w języku polskim, a jeżeli trzeba, to w języku angielskim oprowadził taką grupę, gdzie będą przedstawione dokumenty, różne materiały dotyczące historii Polaków i Żydów, dotyczące prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w Jedwabnem, dotyczące prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w Polsce, dotyczących też tego fałszu, który niestety jest tam obecny ze strony, niestety Żydów, którzy prawdziwą tragedię wykorzystują instrumentalnie dla wiadomych celów, czyli dla pieniędzy, dla władzy, dla wizji Polin, dla budowania tej hagady żydowskiej.
O tym wszystkim będziemy tam opowiadać. Liczymy na to, że to będzie miejsce, które będzie żyło cały rok. I to jeszcze we współpracy z kolegami ze Stowarzyszenia Wizna, których zaprosiliśmy i powiedzieliśmy to publicznie, że to miejsce jest także ich miejscem. Mówimy wręcz, że to jest miejsce wszystkich Polaków.
– Stowarzyszenie Wizna, czyli upamiętniające to, co się stało w czasie II wojny światowej.
-Tak jest,  Wizna jest w linii prostej, 3 km.
– To są takie polskie Termopile. Czy ja to dobrze kojarzę?
– Polskie Termopile dlatego, że tam był na początku września był kpt. Raginis i porucznik Brykalski. To byli dwaj nasi wspaniali bohaterowie, to znaczy było więcej tych wspaniałych naszych żołnierzy, którzy we wrześniu 39 roku bronili Wizny przed korpusem Guderiana, zniszczono kilkadziesiąt niemieckich czołgów. Ale oczywiście lotnictwo, wielki napór artylerii i kolejne czołgi; nasi żołnierze w liczbie 1 do 40 w odniesieniu do Niemców nie byli dłużej w stanie utrzymać tego terenu, ale zatrzymali ich.   Było wielu zabitych, wielu rannych. Uznano, że trzeba się wycofać i kpt. Raginis razem z przyjacielem porucznikiem Brykalskim, wzorem bohaterów sienkiewiczowskiej trylogii, czyli Pana Wołodyjowskiego, przysięgli, tak jak Wołodyjowski i Ketling my się stąd nie ruszymy, trzeba będzie to tutaj zginiemy, ale będziemy trwać do końca. Zatrzymamy wrogów do ostatniego tchnienia naszego życia.
Dokładnie tak zrobili, kiedy Niemcy wchodzili do bunkra, w którym  byli na takim wzgórzu, z którego obserwowali cały teren, Jest tam takie wzgórze. W sercu tego wzgórza był bunkier. Dookoła mieli świetne rozeznanie i widzieli ten teren na przestrzeni wielu kilometrów. I razili wrogów bardzo skutecznie ogniem. No ale kiedy już nie było sił, żołnierze się wycofali. Oni zostali i kiedy Niemcy wchodzili do bunkra, to rozerwali się granatami, zabierając jeszcze ze sobą wielu niemieckich wrogów. Dotrzymali swojej przysięgi dokładnie tak, jak to zrobili bohaterowie Pana Wołodyjowskiego, Sienkiewicza, czyli Wołodyjowski i Ketling. Po wielu, wielu latach. Gazeta Wyborcza oczywiście, jak to Gazeta Wyborcza napisała, że Raginis był tchórzem i uciekł z pola walki. A Brykalskiego to sobie Polacy wymyślili. Później oczywiście przeproszono.

– Wyborcza zajmuje się dekonstrukcją naszej tożsamościowej dumy. Za każdym razem środowisko Gazety Wyborczej tam swój patyk wciska, żebyśmy tylko nie nabrali przeświadczenia, że jednak Polacy są dumnym narodem, że to są fajni ludzie, z niesamowitymi historiami. 

Wojciechu, wróćmy do Jedwabnego, bo myślę, że wielu ludzi dzisiaj, po tych wszystkich latach,  już nie kojarzy, że Jedwabne to jest właśnie ta oś, to centrum, które od czasu tej niesławnej książki Jana Grossa,  ma obrócić narrację, która do tej pory stawiała Polaków jako ofiary, powiedzmy gdzieś tam pod Żydami, jeśli chodzi o liczebność, cierpienie i tak dalej, ale jednak ofiary. A teraz ma uczynić z polskiego społeczeństwa, z Polaków współsprawców Holokaustu. A jak się czyta profesora Jana Grabowskiego z Ottawy, czy  ostatnio książkę o udziale burmistrzów miast Polski w Holokauście – to niemalże głównych sprawców Holokaustu na ziemiach polskich? Słyszymy takie słowa, że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemcy w Polsce, Czyli jesteśmy tymi głównymi winowajcami tej tragedii żydowskiej. Z tego się wyciąga odpowiednie konsekwencje historyczne i polityczne, które mają nas obciążyć tą zbrodnią. 
Przypomnij – bo ty walczysz o prawdę Jedwabne, walczysz z tym kłamstwem jedwabiańskim już ładnych kilka lat – jak to było? Jak Ty się tym zainteresowałeś? I przypomnij swoją drogę do tego miejsca.
– Będąc na tej drodze rozmawiałem z takimi osobami, które interesowały się tym wcześniej, właśnie takimi jak ksiądz Waldemar Chrostowski czy Ewa Kurek. Patrząc na ten heroizm, ale także na zniszczenie ich, bo ksiądz Chrostowski został zniszczony, on się w pewnym momencie wprost nawet pozwolił mi zacytować siebie w jednej z książek o Jedwabnem; powiedział tak – Ja, dopóki mamy tak słaby episkopat, który ulega Żydom, przyznaję tak po ludzku –  troszkę podupadłem i dopóki mamy takich hierarchów, to bardzo ciężko będzie nam doprowadzić do ekshumacji.
Ta ekshumacja to jest słowo klucz. Punkt Kulminacyjny. To była właśnie książka Jana Tomasza Grossa, który będąc jedynym dysponentem dokumentów Urząd Ochrony Państwa musiał te dokumenty na początku odtajnić. Jako jedynego dysponenta uczyniono właśnie Jana Tomasza Grossa, polscy historycy nie mieli prawa wglądu do tych dokumentów, a on sobie z tych dokumentów wybierał to, co mu pasowało do tezy o mordercach Polakach, a resztę odrzucał.
I tak na przykład, pięciu świadków, w tym kilkoro Żydów, twierdziło, że taka Żydówka, wchodząc do stawu w Jedwabnem z dzieckiem na ręku, widząc, jak Niemcy się zachowują, chciała po prostu popełnić samobójstwo z tym dzieckiem dłużej nie cierpieć. Żydzi także świadczyli o tym, że kilku Polaków weszło za nim do tego stawu na zasadzie, co ty robisz kobieto, wychodź, pomożemy. Nawet Żydzi o tym mówili. Pięciu świadków, ale jeden powiedział; oni tam weszli, żeby ją utopić. No to oczywiście Jan Tomasz Gross wziął relację tego jednego, a pięciu, którzy mówili, że Polacy chcieli tę Żydówkę uratować, odrzucił. On tak sobie czerpał z tego źródła, będąc jedynym dysponentem tych dokumentów. Zrobił oczywiście bohatera, między innymi z niejakiego Eliasza Grądowskiego, który mówi: widziałem na własne oczy, widziałem, jak Polacy tych Żydów biednych mordowali i wymienia nazwiska, imiona tych Polaków. A się okazało później, po latach, że wtedy, jak już te dokumenty zaczęły wyciekać i stały się także dostępne dla polskich historyków, okazało się, że Jerzy Grądowski był wtedy na Syberii, bo go Sowieci tam zesłali za to, że ukradł patefon na jednej z popijaw z Sowietami. Kiedy wytrzeźwieli, zaczęli szukać tego patefonu. Znalazł się u pana Eliasza Grądowskiego, Żyda, który donosił na Polaków. Wysłali go zatem na Syberię i on 10 lipca 41 roku, w dniu tragedii w Jedwabnem, był na Syberii. Więc co mógł widzieć na własne oczy, skoro był  tysiące kilometrów od miejsca tragedii? Takich kłamców było wielu. I w oparciu o takie właśnie „świadectwa”, pan Jan Tomasz Gross zbudował swoją niesławną książkę pod tytułem „Sąsiedzi”, która stała się taką biblią żydowskich kłamców. W oparciu o tę książkę, między innymi, ale w zasadzie głównie w oparciu o tę książkę pan prezydent Kwaśniewski przepraszał; za nim przepraszał Leon Kieres, za nim inne autorytety moralne.
To przepraszanie „za polską zbrodnię w Jedwabnem” zaczęło iść taką falą. Uczyniono z tego symbol.
My zatem wiedzieliśmy, że to tam musimy być. Skoro to Jedwabne stało się takim rozpoznawalnym symbolem rzekomego polskiego nazizmu, tego, jak rzekomo Polacy postępowali z Żydami wszędzie, przez całą wojnę. A jest to symbol rozpoznawalny na świecie, to wiedzieliśmy, że tam się będzie ta bitwa o przeszłość i przyszłość toczyła.
Dokładnie zrobiliśmy tak jak zapowiadaliśmy, kupiliśmy ziemię, postawiliśmy, głazy, postawiliśmy kontenery.
Oczywiście zainteresowała się nami prokuratura. Na skutek donosów żydowskich , bo prokurator zainteresował się dlatego, bo Muzeum Holokaustu w Nowym Jorku zażądało publicznie, by zrobić porządek z tymi autorami, jak oni to określili, „haniebnych głazów w Jedwabnem”. Oczywiście, natychmiast został uruchomiony pan Radosław Sikorski, nazywany tutaj przez takich jak ja Zdradkiem, a nie Radkiem, Sikorskim. i odbył między nimi taką rozmowę z Tomaszem przeze mnie nazywanymi Judaszem Terlikowskim, który dzisiaj jest celebrytą lewackim, a jeszcze do niedawna udawał katolickiego eksperta, dziennikarza. Więc judasz  Terlikowski i Radek Sikorski na antenie Radia RMF rozmawiali, jaki to los czeka tych, którzy te haniebne głazy ustawili; jak można mówić, że Żydzi robili pewne rzeczy? Na przykład, że na początku wojny z Niemcami mieli symbiozę. A to przecież nie ja, ani Ewa Kurek, tylko żydowscy historycy tamtych czasów o tym piszą. Adam Czerniaków, burmistrz getta warszawskiego, Henryk Makower. Emanuela Ringelblum. Rumkowski.
Oni to piszą, że mieli z Niemcami symbiozę, że budują getta; Niemcy im dają autonomię, której nie chcieli dać Polacy. Jednym słowem,  cytowaliśmy żydowskich historyków. Nazwano to antysemityzmem i powiedziano, że będzie porządek.
W takiej sytuacji Prokuratura Rejonowa w Łomży rozpoczęła śledztwo. Był już pies, trzeba było znaleźć kij. Tym psem byłem ja, moi przyjaciele z Jedwabnego, mieszkańcy tego miasteczka, których rodzice byli świadkami, że to Niemcy dokonali tej zbrodni. Andrzej Pieńkowski, Ryszard Wądołowski kilkoro innych.  Prokuratura Rejonowa nie bardzo wie, jak nas z tego miejsca wygryźć, bo my tam cytujemy żydowskich historyków. Teren jest prywatny, nie łamiemy prawa, nadzór budowlany też był. Odeszli, mówiąc wszystko zgodnie z prawem. Więc powstał problem jak nas stamtąd wygonić.
Sprawę wzięła w swoje ręce prokuratura szczebelek wyżej; okręgowa w Łomży. Powołano specjalny zespół, bo takie zespoły są w Polsce. 11 specjalnych zespołów prokuratorskich.
Policjant z Łomży, który przesłuchiwał mnie w tej sprawie, po raz kolejny poinformował mnie: na początku jestem zobligowany, by pana poinformować, że nie zajmuję się już panem Prokuratura Rejonowa w Łomży, tylko specjalny wydział powołany do walki z antysemityzmem w Prokuraturze Okręgowej w Łomży, czyli szczebelek wyżej.
Śledztwo toczy się, jak to się mówi, „w tak zwanej sprawie”. To znaczy jestem świadkiem. Natomiast Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris, który mnie reprezentuje, jest moim adwokatem, obrońcą w tej sprawie jednoznacznie wskazuje. Zresztą policja też. To jednoznacznie wskazuje, że idzie to w kierunku postawienia mi zarzutów karnych, czyli potencjalnie teoretycznie grozi mi aż pięcioletnia odsiadka. Za co – i to jest piękne! – za zbezczeszczenie pomnika żydowskiego na odległość. Jerzy Kwaśniewski mówi, ja nie znam takiego prawa, jeśli to się stanie, to będziesz prekursorem, dlatego że do tej pory  zbezczeszczenie polegało na tym, że ktoś podszedł, uderzył kilofem, oblał farbą, zniszczył w jakiś sposób fizycznie pomnik. Prokuratura tutaj coś szykują. Wiedzą, że muszą coś zrobić. No przecież nie mogą mnie uniewinnić, powiedzieć no, no tak, postawili te głazy, postawili te kontenery. Wszystko jest w porządku. Róbcie panowie to dalej, dobrą robotę robicie. Nie tego oczekuje Muzeum Holokaustu w Nowym Jorku, które wiadomo, że to jest potężne, drugie co do wielkości muzeum na świecie miliony dolarów darowizny od rządu izraelskiego, amerykańskiego.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Nie po to Radek Sikorski i inni się gimnastykują, żeby nagle prokuratura powiedziała my nie widzimy w tym przestępstwa, takich rzeczy,  być nie może.
– Tutaj u nas coraz częściej  mówi się nie o negacji Holokaustu, o negacjonistach, tylko distortion, czyli jakby zakłamywaniu czy zniekształcaniu tej właśnie linii, która obowiązuje o Holokauście po to, żeby ta lansowana narracja nie była w jakikolwiek sposób podważana, więc domniemuję, że w Polsce też można tak znowelizować prawo;   jest zakaz negacjonizmu w tym momencie,  więc można go poszerzyć i wtedy można by było coś takiego zrobić. Też przychodzi mi do głowy, że zawsze ktoś może uznać teren za niesamowicie ważny z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa na przykład. 
– Szukają, jak by się tutaj do nas dobrać. Jeśli chodzi o prawo,  to wszystko jest zgodnie z prawem. Pilnują tego współpracujący z nami prawnicy. No ale trzeba z tym coś zrobić, bo Żydzi tego oczekują. A wiadomo, że jak Żydzi czegoś oczekują, tak potężni jak ci z Muzeum Holokaustu i inni tego typu, no to trzeba z tym coś zrobić. Więc kombinują już nie byle jacy prokuratorzy, tylko specjalnie powołani, bo 11 grudnia na stronach sejmowych została zaprezentowana uchwała. Taki projekt ustawy, która się nazywa strategia przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego, która ma zmienić porządek prawny. Są tam specjalne dyrektywy dla prokuratorów, jest mowa o tym, że muszą powstać specjalne powoływane zespoły prokuratorskie.
Pierwszy powstał właśnie w Łomży. Dlaczego w Łomży? Bo to jest koło Jedwabnego, więc taki zespół właśnie się zajmuje mną. Chyba jestem – z tego, co mi powiedział, zasugerował policjant przesłuchujący mnie w Łomży – „pierwszym pacjentem”, jeśli mogę użyć przenośni takiego słowa, czy klientem tego specjalnego zespołu, pierwszego z pierwszym klientem, pierwszego zespołu prokuratorskiego specjalnego do zwalczania antysemityzmu w Łomży.  No i budują nam właśnie nowy porządek prawny.
Pan minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że ta strategia wspierania życia żydowskiego w Polsce i przeciwdziałania antysemityzmowi na 100% wejdzie w życie w roku 2026, czyli w tym roku, który mamy obecnie. A zatem, można powiedzieć, że na naszych oczach buduje się nowy porządek prawny, w oparciu o który prawdopodobnie mówienie takich rzeczy, jakie tutaj mówimy – takie rozmowy będą przestępstwem.
Już dziś jest trudno, ale ta strategia  po prostu zmieni wszystko. Na przykład, jest mowa o tym, że mają być powołani specjaliści troszeczkę na kształt biegłych sądowych. To znaczy; sąd nie zna się na wszystkim, nie musi się znać, ale ma biegłych, którzy mówią, czy coś jest robione zgodnie z prawem.   Biegli powołani przez gminy żydowskie, którzy będą oceniać co jest antysemityzmem, co nie. Czyli jeżeli taki biegły wysłucha  naszej rozmowy i oceni, że popełniamy przestępstwo, że to jest antysemityzm, no to w sądzie on zezna; Wysoki Sądzie, tak w mojej opinii jako fachowca biegłego. Pan Sumliński, pan Kumor uprawiali antysemityzm. No i wtedy sąd ma skazać pana Sumlińskiego jako mieszkańca Polski. Nie wiem co będzie z panem Kumorem, który jest w Kanadzie.
– Obawiam się, że to samo, a nawet gorzej, dlatego, że u nas te same przepisy już  praktycznie funkcjonują. Jest nowa ustawa o zapobieganiu mowie nienawiści, która jest już w Senacie.  Do tej pory o wniesieniu sprawy w oparciu o zarzut mowy nienawiści decydował prokurator prowincji teraz będzie to na poziomie komisariatów. 
Zawsze zadaję sobie pytanie,   kiedy ludzie się ujmą za prawdą, kiedy przestaną chcieć albo zgadzać się na życie w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której prawda nie jest ważna; poszukiwanie prawdy nie jest ważne; metoda naukowa nie jest ważna, tylko ważne jest to, co powie pan X albo pan Y, dlatego, że on jest z takiej czy innej organizacji. 
Przecież to jest coś, z czym mieliśmy do czynienia,  za stalinizmu w systemach totalitarnych.  Każdy człowiek, który chciałby jakiejś obrony liberalnych wartości, możliwości debaty, przeciwko czemuś takiemu powinien protestować.
Gdzie są protesty środowiska naukowego w Polsce? Zastanawiam się, gdzie jest ta granica, do której można tego rodzaju wariactwo posunąć? Czy nie ma takiej granicy? Czy w Polsce są ludzie, którzy są gotowi walczyć w obronie prawdy? Oprócz Ciebie oczywiście.
– Mam głębokie przekonanie, bo jeżdżę dużo na spotkaniach. Na te spotkania przychodzi bardzo wielu ludzi. To są setki osób na każdym spotkaniu. Dzisiaj byłem Wysokiem Mazowieckiem, gdzie sala była przygotowana na 120 osób, było prawie 200 i takiej zasadzie wszędzie. I przychodzą też ludzie, którzy się nie zawsze ujawniają, ale gdzieś w kuluarowych rozmowach – prokuratorzy, sędziowie, nauczyciele – różni ludzie, księża oni chcą z tym coś robić, oni się nie zgadzają. Oni mają świadomość, że to są kłamstwa, że to jest taka nazywając rzeczy po imieniu hucpa żydowska.
– I to nie jest bez znaczenia, bo tak jak żeśmy zaczęli, to jest właśnie ten punkt podparcia czegoś, co będzie miało bardzo konkretne następstwa dla polskiego społeczeństwa, dla Polaków, dla państwa polskiego, bo przecież na tym będą zawieszone te wszystkie żądania promocji pewnej narracji, ale,  też być może odszkodowań dla organizacji i dla osób prywatnych.
– Tak, we wschodniej Polsce na przykład jest wielka akcja takiego, można by powiedzieć, opieczętowywania nieruchomości; że ten dom należał do… I tu imię i nazwisko Żyda, albo ten obiekt należał do gminy żydowskiej, albo ten obiekt był współpracujący  z synagogą, można powiedzieć. Opieczętowywane są takie budynki. Mówimy tutaj  nawet o tysiącach nieruchomości, na pewno setkach w całej wschodniej Polsce. Tak jakby stawiano takie pieczęcie, że to należało kiedyś do Żydów, do społeczności żydowskiej.
Ludzi to niepokoi. Byłem na przykład na spotkaniu parę dni temu, gdzie  w kuluarowych rozmowach z władzami miasteczka wynikało,  że starali się o dotację, ale dano im wprost do zrozumienia, że jeżeli nie opieczętują tu parę budynków,  to dotacji, wsparcia programowego na różne inicjatywy nie dostaną. No to są takie formy nacisku.
– Czy chodzi  o  odnotowania w dokumentach, czy stawianie jakichś znaków, czy umieszczenie tabliczek?
– O tym właśnie mówię, że stawiane są tablice, na budynkach, że ten budynek należał tam w latach takich i takich do rodziny Żyda takiego i takiego, a ten należał do gminy żydowskiej, czyli w dokumentach to jedno, ale opieczętowywanie w sposób widoczny dla każdego, to jest drugi element.
No i ludzi to niepokoi. To się robi metodą taką odgórną, takiego nacisku, że   idą za tym na przykład jakieś wsparcia programowe dla tych, którzy się temu  podporządkowują, zaś dla innych samorządów, to tego wsparcia nie będzie. I te naciski są formułowane  indywidualnie. No i właśnie ludzie z miasteczka, gdzie rozmawiałem, mówili mi, że było im bardzo przykro, bo było nam to obiecane. Przeszliśmy wszystkie konkursy, wszystkie możliwości i nagle się okazuje, że powstał tylko jeden mały problem;  że tutaj na paru obiektach musicie tablicę zamieścić i nie będzie problemu,  pieniążki będą wypłacone.
Oni mówią, no nie; po pierwsze, to my mamy inną wiedzę, że tak nie było, że to nie należało do gminy czy tam do kogoś. To się trochę kłóci z naszą wiedzą. No mamy z tym pewien problem. No i tak to właśnie wygląda, tak to się toczy i to się toczy na zasadzie stopy w drzwiach, czyli od rzemyczka do koniczka takimi małymi krokami. Nie jest tak, że nagle jednego dnia ogłaszają, że wszędzie będą opieczętowywać. To można powiedzieć jest taki proces, który jest pozornie niezauważalny, ale ludzie miejscowi go widzą.
We wschodniej Polsce takich obiektów są już tysiące. Opieczętowywanie tych obiektów, wprowadzanie strategii wspierania życia żydowskiego, zmiana programu nauczania, gdzie na przykład nauczyciele języka polskiego   tłumaczą, że w zasadzie cała nauka, jeśli chodzi o literaturę już teraz, przed wejściem w życie strategii wspierania życia żydowskiego, sprowadza się do martyrologii Żydów. Nie ma już Dywizjonu 303, nie ma już Kamieni na Szaniec, nie ma już literatury, która mówiłaby o Armii Krajowej. W zasadzie cały ten okres, jeśli chodzi o literaturę, no to jest można powiedzieć, martyrologia Żydów, a jeszcze nie weszła ta strategia wspierania życia żydowskiego. Kiedy ona wejdzie, to już będzie tsunami, można powiedzieć. Druga wojna światowa, to będzie martyrologia Żydów, a pozostali to mniej czy bardziej byli nazistami albo współpracującymi z nazistami. I tak w takim duchu mają być wychowywane następne pokolenia.
Czyli można powiedzieć to jest realizowane na naszych oczach. To się dzieje dziś. Ludzie, którzy przychodzą na te spotkania, którzy przybyli do Jedwabnego w liczbie około tysiąca, bo to trwało cały dzień, kiedy otwieraliśmy te kontenery, 11 kwietnia, czyli dopiero co oni o tym wszystkim opowiadali. Oni mówili, że się na to nie zgadzają, że chcą protestować.
My wierzymy w to, że Jedwabne będzie takim rozpoznawalnym centrum edukacyjnym, gdzie codziennie będą na ten temat spotkania, będą przyjeżdżać wycieczki, będą prelegenci.
Ja powiedziałem w imieniu kolegów z Jedwabnego; jeżeli Żydzi chcą debatować, znajdą w sobie dość złości i odwagi, to proszę bardzo, przyjeżdżajcie, stawiajcie swoją kamerę – my stawiamy swoje, dyskutujemy, mierzmy się na argumenty, powołujemy się na źródła, Rozmawiajmy.
Problem w tym, że te organizacje żydowskie, różne stowarzyszenia, na przykład takie stowarzyszenie Czulent, które oprotestowało naszą książkę napisaną z Ewą Kurek w listopadzie – Porozmawiajmy o Żydach – Oni nie chcieli rozmawiać. Oni od razu wezwali – nie wiedziałem, że tyle stowarzyszeń żydowskich jest w Polsce, ponad 100 różnych organizacji żydowskich – było tam oczywiście poparcie dyrektora Muzeum Auschwitz Piotra Cywińskiego, dyrektora Muzeum Polin, Michaela Szudricha, naczelnego rabina Polski i wielu, wielu innych autorytetów żydowskich, którzy zażądali od wszystkich większych, mniejszych i średnich sieci księgarskich, by wycofały naszą książkę z dystrybucji. Niektóre uległy naciskom, niektóre nie. Natomiast nacisk był potężny.
Teraz, kiedy wejdzie ta strategia w życie, a zapowiadają, że wejdzie lada chwila, to nie będą potrzebne protesty stowarzyszenia Czulent czy innych stowarzyszeń żydowskich, bo to strategia będzie takim tsunami, które załatwi wszystko. To znaczy takie książki po prostu nie powstaną, zostaną zablokowane,  nie na etapie drukarni, która nie odważy się ich drukować, bo popełni przestępstwo, tylko na etapie powstawania. Jeżeli ja gdzieś w programie powiem pracuję nad książką taką i taką, no to zrobią mi wjazd, przepraszam za potoczne słowo, do domu, wyciągną o szóstej rano w kajdankach, zabiorą dokumenty, postawią przed prokuratorem, posadzą; inni będą mieli przykład, że tak robić nie wolno.
Ludzie to widzą; ludzie zaczynają to rozumieć. Ludzie się przeciwko temu buntują. Ludzie mówią, nie może tak być.
Znamy wielu policjantów, mam kolegów, przychodzą do księgarni, rozmawiamy – mówią policjanci – na dole są tacy jak wy, normalni ludzie, Polacy, żołnierze. My się na to nie godzimy. Tam na górze przygotowują nam to szaleństwo. Ludzie, którzy nami rządzą, właśnie te Zdradki Sikorskie  czy fałszywi publicyści, jak Judasz, Terlikowski. To oni nam to wszystko robią, bo współpracują, bo działają przeciwko własnemu państwu, własnemu narodowi. Ludzie na dole są naprawdę za nami i to się czuje. Natomiast, niestety ten nacisk odgórny jest potężny. No i pytanie teraz, czy zwycięży ten odgórny nacisk, czy to oddolne działanie?
– Czy Polacy są w stanie odwojować Polskę? To jest to odwieczne pytanie. Mówi o tym też Grzegorz Braun po to, żeby odzyskać niepodległość? Mój problem jest taki, że w polskim jest takie określenie wybić się na niepodległość; o niepodległość trzeba się bić, bo się jej inaczej nie uzyska. A to,  z czym mamy do czynienia dzisiaj, to jest właśnie system powolnego gotowania żaby, gdzie kawałek po kawałeczku odbiera się Polakom to, do czego wcześniej byli przyzwyczajeni jako do czegoś oczywistego, bo uczyli się o tym w szkołach. Była to polska tożsamościowa narracja, polska historia. I te historie w tym momencie przekształca się właśnie kawałek po kawałeczku, żeby to dokończyć jakimś takim, tak jak mówisz, tsunami w postaci ustawy, która praktycznie wprowadzi nie tyle cenzurę w Polsce, co autocenzurę. Bo tak jak mówisz, ludzie i to nie tylko piszący książki, ale w ogóle w rozmowach, w pracy pewnie będą się bać poruszać pewnych tematów. To będzie temat tabu. Nikt nie będzie na ten temat mówił, to wiesz, to będzie tylko coś takiego, że no sądzę to samo co pan, ten i ten, bo  tak należy sądzić.
– No właśnie temu poświęcone są te spotkania, te rozmowy, co możemy zrobić? No, padają różne pomysły, różne dyskusje. Wiadomo, że byłoby idealnie, gdybyśmy mieli swoją reprezentację.
Za półtora roku będą wybory parlamentarne w Polsce. Może szybciej zobaczymy. No ale powiedzmy, że ustawowo to półtora roku, gdzie jest wielka nadzieja, że będzie to wyglądało inaczej niż wyglądało dotąd, bo były dotąd, jak wiadomo, dwa wielkie bloki oparte o Prawo i Sprawiedliwość i Platformę Obywatelską czy Koalicję Obywatelską.
Tak czy inaczej były to dwa wielkie bloki, ale one w paru sprawach się nie kłóciły, tylko zgadzały. Taką sprawą była kwestia covidowa – oszustwa wszechczasów, kwestia wojny na Ukrainie, no i oczywiście kwestia żydowska, bo nie było specjalnej różnicy w narracji czy to TVN, czy Telewizji Republika, czy telewizji TVP
– Wszystko to, o co prosiły środowiska żydowskie. Wykonywano to w podskokach  niezależnie od tego,  czy rządziły rządy z prawa, czy z lewa.
– Tak jest jeśli chodzi właśnie o kwestie żydowskie, to oba te środowiska działały tutaj zgodnie pod dyktando organizacji Żydów czy szeroko rozumianych Żydów.
No i jest wielkie oczekiwanie, że teraz to się zmieni, że w tym nowym Parlamencie będą wreszcie ugrupowania nie na zasadzie kwiatka do kożucha, tylko na zasadzie znaczącej, bez których nie da się zbudować,  szeroko rozumianej koalicji, powiedzmy, prawicowej, które jednak będą tą reprezentacją Polaków, tych, którzy od dołu próbują się przeciwstawiać tej hucpie żydowskiej, bo tak to trzeba nazwać po imieniu.
I bardzo wiele osób na to właśnie liczy, że ugrupowanie Grzegorza Brauna, że może ugrupowanie pozostałych kolegów z Konfederacji, że widać te głosy oddolne nawet ze strony tych, którzy do niedawna, no, byli tacy bardziej poprawni, gdzieś tam bardziej ostrożni. Jeżeli teraz,  powiedzmy, Berkowicz pokazuje, że to, co się dzieje w Palestynie.
Ja mam takie przekonanie z tych spotkań, które odbywam prawie codziennie w różnych rejonach Polski, bo tak jak mówię, przedwczoraj była to północ, wczoraj było południe, dzisiaj znowu był środek. Jeżdżąc na te spotkania, na które przychodzi bardzo dużo ludzi, potem są rozmowy kuluarowe. Tam przychodzą ludzie z kamerami, którym jeszcze nie zablokowano YouTube’a jak mnie.
– Dla mnie to nic dziwnego. To znaczy  że to, co robisz, ma znaczenie. Gdyby to nie miało znaczenia, to byś miał zasięgi typu 1/4 kanału 0. Niestety walczymy o Polskę w tym momencie. To znaczy Ty walczysz o Polskę, bo jest to   teren, który jest w zainteresowaniu bardzo wielu możnych ludzi, bo to jest kraj mlekiem i miodem płynący, położony strategicznie w obdarzone przez Pana Boga olbrzymimi surowcami naturalnymi, posiadający wykwalifikowaną kadrę, która jest w stanie pracować w bardzo wielu różnych dziedzinach. I chodzi o to, żeby kierownicy byli inni, żeby kierownicy byli skądinąd. I wtedy ta kadra pracuje na te 30%, oddając tym, którzy nią kierują. Zawsze chodzi o to, kto na kogo pracuje. I dlatego tu nie będzie przeproś. Jeżeli ludzie się nie zmobilizują, widząc w tym naprawdę zagrożenie dla bytu swoich dzieci i wnuków, no to Polska zostanie całkowicie rozparcelowana pomiędzy te interesy. Już jest rozparcelowana. Wiesz, Warszawa wypiękniała, więc się pytamy No dobrze, ale czyj jest ten wieżowiec? A czyj jest tamten wieżowiec? Tam nie ma polskich pieniędzy, w tym centrum Warszawy.
– Nie ma polskich pieniędzy w centrum Warszawy. I napływają te obce pieniądze też na szeroko rozumianą prowincję. I bardzo wiele osób właśnie to widzi. Wiele osób – tak wynika z tych moich spotkań i rozmów oddolnie. Chcą coś robić, chcą przeciwko temu protestować, pytają, na co ja odpowiadam no nie wiem, czy jest taka recepta, która na zasadzie wciśnięcia guzika  i to działa.
Wierzę w to, że niestety jest to długa droga, ale być może skuteczna praca organiczna, praca od podstaw, czyli; zacznijmy wybierać do następnego parlamentu, już dziś się do tego przygotowujemy, Polaków, o których wierzymy, że oni będą takim punktem oporu, jeśli chodzi o ludzi na wysokich stołkach.
Ale niezależnie od tego wykonujmy pracę oddolną; czyli uświadamiajmy, czyli rozmawiajmy, czyli przekonujmy, czyli przeciwstawiamy się, wykorzystujmy te wszystkie zawiłości prawne, tak jak właśnie Drzymała to robił. Jak dziś widzimy lukę, lukę do protestu, to róbmy to. Jeżeli będzie trzeba, to wyjdźmy po prostu na ulice, tak jak ludzie wychodzą na ulice, protestują, organizują manifestacje przeciwko różnym programom edukacyjnym, które mają zmieniać myślenie naszych dzieci. Tak samo wychodźmy na ulicę w obronie polskości. Jeśli chodzi o te różne strategie wspierania życia żydowskiego czy przeciwdziałania antysemityzmowi, które są hucpą, to nawet policjanci, prokuratorzy, sędziowie. Jak rozmawiamy gdzieś tam w kuluarach to mówią.

Wojciechu, umówmy się, że to ten prawdziwy antysemityzm. To  wzbudza niechęć do ludzi, którzy posługują się tego rodzaju metodami. Czasem można sobie zadać pytanie, czy to nie o to chodzi? O pewnego rodzaju polaryzację, która może być później wykorzystywana do wymuszania jakiegoś scalenia   środowisk żydowskich? Że  ten sposób się  wzmaga niechęć wobec tych ludzi, żeby nie było asymilacji, po to, żeby ten interes żydowski był scentralizowany i bardzo konkretnie określony.
– To z całą pewnością jest obliczone także na to, żeby móc pokazać „zobaczcie, antysemityzm odżywa” i to wygląda tak i tak.
My staramy się tego bardzo pilnować. Ja też na spotkaniach bardzo na to uczulam, by w tej walce, bo to jest walka o Polskę – tak, jak Andrzeju powiedziałeś – być lisem i lwem, to znaczy próbować być skutecznym; to znaczy, na przykład, jeżeli robimy coś w Jedwabnem, stawiamy głazy, organizujemy wydarzenie, stawiamy kontenery, bardziej pawilony niż kontenery, bo tak właśnie ludzie mówią, to są bardziej pawilony, to rzeczywiście wygląda ładnie, to rzeczywiście wygląda jak miejsce, gdzie można organizować duże spotkania, to rzeczywiście wygląda jak takie prawdziwe centrum – my się staramy to robić w tym duchu. Czyli na przykład, jeżeli organizujemy coś, to ja zawsze poprzedzam to wizytą na policji, gdzie nie trzeba mnie wzywać. Ja sam informuję, jadąc do Łomży zawiozę podanie; mamy zaplanowane w dniu tym i tym wydarzenie polegające na tym i na tym, będą prelegenci. Proszę bardzo, tu macie państwo scenariusz. Jeżeli chcecie możecie przyjechać filmować mile to widzimy jak najbardziej. Nikt nie będzie wznosił jakichś tam antysemickich okrzyków.
Robimy to merytorycznie, robimy to w duchu prawdy. Powołujemy się na źródła. Jeżeli będą chcieli przyjść porozmawiać przedstawiciele takiego czy innego środowiska – zapraszamy, stawiamy kamery, dyskutujemy, czyli jednym słowem staramy się robić to w takim duchu, by nikt nie powiedział o, proszę bardzo, tutaj, wzorem tych niesławnych nazistów z lat 40.  oni tutaj to kontynuują. Nie, nie my tego nie robimy.
My robimy to właśnie w takim duchu że nie bardzo wiedzą, jak się do tego przyczepić.
Pytał mnie niedawno właśnie policjant podczas kolejnego przesłuchania na zlecenie tego specjalnego zespołu prokuratorskiego z Prokuratury okręgowej, już nie rejonowej w Łomży.
Czy myśmy brali udział, powiedzmy, w zamieszkach jakichś czy blokowaliśmy, – mówimy nie, nie – my bierzemy udział w organizacji wydarzenia, które poprzedzone jest Mszą świętą, modlimy się za wszystkie ofiary II wojny światowej, żydowskie, polskie.
Mówimy o tym, co naprawdę wydarzyło się w Jedwabnem, powołujemy się na źródła, mówimy o tym, że tragedia była prawdziwa, ale jest instrumentalnie wykorzystywana przez Żydów do fałszowania historii, do tego, by zbudować fałszywy wizerunek Polaków, powołujemy się na dokumenty, materiały, świadectwa, relacje świadków i tak dalej, i tak dalej. Ma to taki wymiar, że nie bardzo wiedzą, jak się tutaj do nas dobrać. Liczymy na to, że właśnie takie działanie nie będzie obliczone na dostarczanie im amunicji. W  jednej z książek z Ewą Kurek piszemy o tym, jak na przykład wykorzystano tzw. pogrom w Przytyku, gdzie zaczęło się od tego, że Polak chciał handlować, no to Żydzi go nie dopuścili, bo uznali, że to ich teren. Pobili, pogonili, a on wrócił z większą grupą. Rozpoczęły się protesty. Żydzi sięgnęli po broń. Żydzi zaczęli strzelać do Polaków. Pierwsza ofiara to była ofiara polska. Później, kiedy zginął jeden Polak, no nastąpiła retorsja, w odpowiedzi na działania Żydów. Doszło do dramatycznych wydarzeń.
Żydzi to oczywiście przedstawili na świecie odwrotnie. Czyli że to Polacy byli prowokatorami, że to oni wszystko zaczęli, że to oni pierwsi strzelali. Tak nie było. Policja bardzo gruntownie to zbadała. I tak jak w Przytyku, tak w wielu innych miejscach w Polsce przedwojennej, to Żydzi byli tymi, którzy inicjowali tego typu rzeczy, a potem mówili, że Polacy dokonują pogromów.

Przypomnijmy, że to było środowisko bardzo asertywne, ono miało umocowanie zagraniczne, miało dostęp do różnego rodzaju publikatorów, również zagranicznych, właśnie i było bardzo dobrze zorganizowane. Polska na to pozwalała. To nie było coś takiego, że nie wiem. Biedne uciemiężone środowiska, lecz normalna grupa etniczna, która rozpycha się na tyle, na ile mogła w tej przedwojennej polskiej rzeczywistości. Mówię o Drugiej Rzeczypospolitej.
– Tak jest, tak jest i my to właśnie też pokazujemy. Jak to wyglądało w przeszłości, jak wykorzystywano znowu instrumentalnie różne wydarzenia, żeby fałszować ich przebieg i na tej kanwie budować alternatywną w odniesieniu do prawdziwej rzeczywistość.
I abyśmy w tej historii, w tej, nazwijmy to, rozgrywce w cudzysłowie czy bez, byli mądrzy, czyli abyśmy bronili się faktami, abyśmy bronili się prawdą, abyśmy nie dali się prowokować. Bo tu trzeba też mądrości.
Mamy przeciwnika bardzo chytrego, przebiegłego, który ma potężną przewagę, ma przewagę medialną, ma przewagę finansową, ma przewagę geopolityczną, ma odniesienie na całym świecie do wydarzeń na Bliskim Wschodzie. To pokazują, gdzie w sytuacji, w której wiadomo kto jest agresorem, a kto ofiarą. Tak się to odwraca kota ogonem, by ludzie już nie wiedzieli, kto jest kim.
Choć każdy, kto ma oczy i logikę i posługuje się logiką i zdrowym rozsądkiem, to widzi, kto w tej wojnie jest ofiarą, a kto  napastnikiem. No ale tak się to przedstawia, by ludzie właśnie mimo że widzą co widzą, nie do końca byli zorientowani. I dokładnie na tej zasadzie robi się to w Polsce, gdzie przygotowuje się ten teren. Nie ma wątpliwości, że to jest rozstawianie pionków na szachownicy, że cała ta strategia ma zamknąć usta, przygotować teren Polski pod Polin. Czyli że w sytuacji, gdyby coś na Bliskim Wschodzie poszło nie tak, to mają tutaj teren.

– To nawet można na to popatrzeć w ten sposób, że   to jest uzupełnienie ideologii Wielkiego Izraela. W sytuacji zaniku siły Ameryki, Wielki Izrael jest dla syjonistów jedyną możliwą i sprawną  organizacją państwa żydowskiego – bo jest w stanie się  sam utrzymać. Ale i tak nawet wtedy nie ma głębi strategicznej. Dlatego tę głębię strategiczną może mieć w Polin. może mieć na terenach Ukropolu, czyli tego organizmu, który de facto już powstał, bo widać scalenie na wielu różnych poziomach między Ukrainą a Polską. 
Przykładem tego wykorzystywania głębi strategicznej w Polin jest chociażby  to przebazowanie samolotów do Radomia.  
Więc ja bym nawet nie  ograniczał tego do czegoś takiego, że jak Izraela nie będzie, to te miejsca, które nam są drogie, bo są Polską, będą wykorzystywane do jakiegoś transferu ludności żydowskiej w odwrotną stronę. 
Ja myślę, że to może funkcjonować równolegle. Kontrola Lewantu i Europy Wschodniej- kluczowych terenów między Azją a Afryką i Europą.
Premier Netanjahu wprost powiedział, że obecna wojna toczy się o to, czy Izrael będzie supermocarstwem. 
Myślę, że to taka opcja, w której z jednej strony jest mocarstwo chińskie, ale z drugiej strony jest supermocarstwo żydowskie, izraelskie, gdzie  będą przeniesione aktywa z upadających Stanów Zjednoczonych typu ubezpieczenia, waluty, finanse, ochrona cyberterrorystyczna. Kontrola ludności  przez Internet; te wszystkie rzeczy, które w Stanach Zjednoczonych są bardzo często w posiadaniu firm  zakładanych przez różnych oficerów izraelskiego wywiadu na przykład, bo startupy w ten sposób powstają. 
Myślę, że trzeba sobie uświadamiać tę większą, szerszą grę, która jest prowadzona między innymi na terenie Polski, bo wielu Polaków żyje w przeświadczeniu, że „moja chata z kraja” – mam dom, samochód, jeżdżę na wakacje do Chorwacji i gdzie indziej to jest  dobrze. I tak będzie cały czas. No niestety jest tutaj rozgrywka o bardzo ważny teren, strategicznie położony teren świata, na którym którym Pan Bóg  dał nam pieczę.
– Dokładnie tak. I ja na te wszystkie wydarzenia, które dzieją się w Polsce, a którym przeciwstawiamy się właśnie tak jak potrafimy, jak możemy najlepiej. Między innymi właśnie w Jedwabnem, głazami i kontenerami, gdzie pokazujemy prawdę.
Dla mnie i to nie tylko dla mnie, bo tak jak mówię, jestem często listonoszem; rozmawiam i z wojskowymi, z policjantami, i z prokuratorami, i sędziami gdzieś tych kuluarowych rozmowach. I to są bardzo ciekawe wymiany myśli, gdzie ludzie z różnych środowisk dochodzą do takich wniosków, o jakich ty tutaj mówisz.  Jaką rolę tu nam przypisano jak nasz kraj będą rozbierać kawałek po kawałku, co ja mówię, już rozbierają, bo to się przecież już dzieje.
Jeżeli minister sprawiedliwości Waldemar Żurek mówi, że ta strategia wspierania życia żydowskiego to jest piękne, bo będą  specjalne szkolenia dla prokuratorów, dla sędziów, dla policjantów, specjalne dyrektywy,
Na to na przykład nakłada się takie wydarzenie dla mnie jako katolika i wielu innych,  tragiczne, – ten głośny, znany list, Konferencji Episkopatu Polski, pod którym co ciekawe nikt nie podpisał się z imienia i nazwiska, ale wiadomo, że ksiądz kardynał Ryś i inni biskupi byli jego autorami –  który de facto zanegował… Męczennicy się mylili przez 2000 lat. Apostołowie się mylili.

– Naprawdę aż szkoda o tym mówić Ja kiedyś napisałem, że to może nie trzeba nam do zbawienia chodzić do kościoła, tylko zobaczyć, czy czasem w genach nie mamy więcej tych genów żydowskich, bo to może już nas z zasady predestynować do bycia zbawionym i nie trzeba by się było tam  „męczyć”. 
To są kuriozalne rzeczy. No i też wiesz, ta krytyka z drugiej strony mówi no tak,  ale co ty się znasz na na religii. Przecież to jest stanowisko biskupów. To jest stanowisko w sprawie wiary. Niestety ci ludzie też mogą błądzić. I czasem nawet błądzić „na zamówienie”, że tak powiem. Więc w tym jest bardzo duży problem.
– Tak jak mówię, nie znam się na wszystkim, natomiast ten nasz zawód sprawia, że my dziennikarze jak nie wiemy, to wiemy, gdzie pytać. No właśnie dlatego pytałem. Rozmawiałem z paroma, powiedzmy, biblistami. No nie mogę wszystkiego wszystkim, bo oni też mogą mieć kłopoty, ale powiedzmy tyle, ksiądz Chrostowski.

– Jest tutaj dobrym autorytetem, bo stał na czele tej Rady dialogu, przecież on dialogował z judaizmem, prawda?
– Tak, to ksiądz Waldemar Chrostowski, ale też i wiele lat znajomości z księdzem profesorem Pawłem Bortkiewiczem.  Człowiek nie wie, to wie, gdzie pytać. Powiedzmy, że z tych różnych kręgów gdzieś tam napływały,  co ksiądz X, ksiądz Y o tym myśli. Ja nie spotkałem księdza, który by nie był przerażony, mówiąc, to jest czysta herezja.
Ja łączę te kropeczki. Ten list czytam tak i tę strategię w obliczu wojny na Bliskim Wschodzie, że z jednej strony za chwilę nam wprowadzą –  bo do tego to zmierza – sankcje karne za bronienie się prawdą i powiedzą będziesz dalej to robił, będziesz dalej to mówił, będziesz dalej to pisał, to po prostu pójdziesz siedzieć, a z drugiej strony powiedzą, a po śmierci pójdziesz do piekła. Czyli jesteśmy załatwieni z każdej strony

– Wiesz, ta ustawa kanadyjska, która jest w Senacie  C9 ona zabrania między innymi obrony przed zarzutem mowy nienawiści poprzez powoływanie się na pisma religijne. Czyli ja nie mogę się bronić tym, że  jestem katolikiem i zacytuję fragment Pisma Świętego, który jest o miłości i tak dalej, bo ci ludzie uznają ten fragment za nienawistny, w związku z czym nie mogę tego cytować. 
Do tego dochodzi to, że mówienie pewnych rzeczy po prostu będzie kryminalizowane, pomimo tego, że to jest prawda i coś, z czym nasza cywilizacja, że tak powiem, działała przez setki lat. 
Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i myślę, że trzeba bronić prawdy, bo jeżeli nie będziemy mogli mówić prawdy, że nie będziemy mówili prawdy, to się zdehumanizujemy. To jest po prostu nieludzkie nie móc mówić prawdy. 
Życie w zakłamaniu jest przeciwko naturze ludzkiej. I myślę, że to jest podstawowa rzecz, żebyśmy w tym całym zgiełku i w tym, w tym wszystkim, z czym mamy do czynienia, nie bali się bronić prawdy. Bo jeżeli nie teraz, to kiedy?
– Piękna puenta. Musimy bronić prawdy na każdym odcinku i tam na wysokich stołkach, jeżeli ktoś będzie mógł i tutaj na dole. Ja wierzę w to, głęboko. Człowiek musi wierzyć, żeby funkcjonować. Ja wierzę w to. Spotykam naprawdę tysiące – jak się takie spotkania zsumuje – to mówię o tysiącach ludzi, którzy myślą w podobnym duchu jak my tutaj rozmawiamy.
Trzeba bronić prawdy. My wiemy, gdzie ta prawda leży. Nie chcemy stać z boku, chcemy się angażować. To naprawdę dodaje ducha, dodaje sił. Bo człowiek widzi, że czy to jest na północy Polski, czy na południu, czy gdzieś indziej, spotykam tysiące ludzi, którzy myślą tak jak my i chcą coś robić. Nie chcą być bierni. Widzą, co się dzieje, widzą, dokąd to zmierza. To jest to światełko w tunelu. Ja wierzę w to, że to światełko będzie rosło, że nie będzie tak, że gdzieś tam na końcu tego tunelu będziemy patrzeć i światła już nie ma.
Wierzę w to, że ono, że ono na szczęście będzie coraz mocniejsze.
I tej wiary się trzymam i dlatego robimy to, co robimy. I tutaj korzystając z okazji zapraszam wszystkich Państwa, którzy będą oglądać ten program do Jedwabnego, gdzie będziemy kontynuować te nasze prace. To jest to serce tej walki, dlatego że miejsce prawdziwej tragedii, instrumentalnie wykorzystywane do fałszu, czyli do przedstawiania Polaków takimi, jakimi nie byli, w pewnym określonym, konkretnym celu, o którym dzisiaj mówimy; budowania tej głębi strategicznej przez Izrael, przez Izraelczyków, przez Żydów. To ma właśnie ten bardzo konkretny, bardzo dla Polski niebezpieczny wymiar. Dlatego bronimy się i jeżeli Państwo uznajecie, że możecie, warto zapraszam do Jedwabnego. No i oczywiście zapraszam na wielkie wydarzenie dwudniowe 9 – 10 lipca tego roku.

– Wojciechu, dziękuję Ci bardzo. Daj Boże, żeby tak było. O to się też trzeba modlić. A na koniec powiedz, jak można wesprzeć te Wasze projekty? Czy można dokonywać, wpłat? Jest jakieś konto? Jest jakaś strona internetowa?
– Po straszliwej  nagonce na nas Wyborczej TVN u, Szymona Jadczaka i wielu innych kłamców, naciśnięto też na taki profil, za pośrednictwem którego zbieramy środki na różne przedsięwzięcia. No przede wszystkim na te wydarzenia jedwabiańskie, więc na „zrzutkę” też wezwano prokuraturę. „Zrzutka” nas skontrolowała, kontroluje nas do tej pory, tak jak to robi Urząd Skarbowy. Proszę fakturę na to, fakturę na to potwierdzenie zapłaty, czyli można powiedzieć tak punktowo.
Natomiast po tej nagonce, no to kontrola była na takim poziomie – ja nie słyszałem, żeby kogokolwiek tak kontrolowano co do złotówki. Nawet poproszono nas o jakiś podmiot z nami współpracował, na przykład firma produkująca kontenery; czy moglibyście państwo w duchu dobrej współpracy, bo to sprawa poważna, dostarczyć nam całą swoją korespondencję mailową, czyli po prostu wszystkie maile, jakie z tą firmą od początku prowadziliśmy. Musieliśmy oczywiście mieć na to zgodę firmy, ale ponieważ my to robimy legalnie, transparentnie, nie boimy się. No, są firmy, które się boją, bo mają różne interesy i tak dalej. No ale tutaj w duchu, powiedzmy dobrej współpracy, za zgodą dostarczyliśmy wszystko, czego oczekiwano. „Zrzutka” nam wszystko odblokowywała. Jesteście w porządku. Przekazaliśmy wszystko, całą dokumentację prokuraturze. Nie ma się czego czepić, więc mamy odblokowane w tym momencie to wszystko, bo widzą, że to, co obiecujemy, to robimy.

– Czyli zrzutka.pl i tam jest hasło jaka, na jaką fundację.
– Na stronie sumliński.pl jest informacja, gdzie można wpłacać darowiznę, jeśli ktoś chce, bo będziemy robić taką tablicę  w Jedwabnem – wszystkich darczyńców, oczywiście tych, którzy sobie tego życzą, bo są darczyńcy, którzy wspierają działalność, różne dzieła, ale z różnych powodów niekoniecznie chcą się ujawniać. Ja to rozumiem, bo mogą mieć różne obawy, więc nie robimy niczego bez zgody ludzi.
Natomiast jeśli ktoś by chciał wesprzeć na stronie sumliński.pl można wszelkie informacje uzyskać. My  takie osoby będziemy chcieli  uhonorować, by tworzyć takie tablice, dzięki którym tego typu dzieła mogą powstawać, funkcjonować, utrzymywać, realizować swoją działalność.
Więc jeżeli ktoś uznaje, że może chce, no to pokornie o to prosimy. Zawsze też wsparciem dla nas jest kupowanie naszych książek, które wysyłamy też do Kanady. No i jeżeli Państwo jesteście w Polsce, serdecznie zapraszamy do Jedwabnego. Też zapraszamy do naszej księgarni w Warszawie, która funkcjonuje od wtorku do piątku, przez 4 dni w tygodniu, ale przez sześć dni prowadzimy sprzedaż wysyłkową.
Robimy co możemy, na miarę skromnych możliwości. Tylko dzięki Państwu możemy realizować to, co robimy.

– Wojciechu, jeszcze raz dziękuję. Dziękuję za to, co robisz. Dziękuję jako Polak. No i do zobaczenia w Jedwabnym.
– Dziękuję, do zobaczenia w Jedwabnym. Z całego serca dziękuję za to dzisiejsze spotkanie.