Najważniejsze pytanie XIX wieku brzmiało: czy Bóg naprawdę umarł? Wiek XX pokazał, że to nie Bóg lecz człowiek umiera, do tego unicestwiany przez bliźnich w skali przemysłowej.

Unicestwiany w rzeźniach dla ludzi, dodajmy, znanych powszechnie jako „Konzentrationslagier Auschwitz” czy „Sonderkommando Treblinka”. Czy jakoś inaczej, ale nieodmiennie z niemiecka. Z kolei największym problemem XXI wieku wydaje się to, że w ludziach umiera rozum i że jest to zjawisko nader powszechne, skutkujące nabyciem trwałych defektów na poziomie intelektualnym. To samo krócej: ludzie traktowani jak dzieci nigdy nie dorastają. A oto jedna z możliwych ilustracji tytułowego „defekciarstwa”.

Polskie Radio, poranek, jakiś kwadrans po szóstej rano. Materiał poświęcony konsumentom oraz państwowym organom kontrolnym. Podsumowujący komentarz: „Tym bezpieczniejszy obywatel, im sroższy urząd”. No pewnie. Nie można trafić celniej. Wiadomo, że obywatelowi najbezpieczniej było w okolicach Urzędu Bezpieczeństwa. Mój wniosek: skoro przemawiasz do tak zwanego elektoratu jak do głupich kóz, ile lat potrzebujesz, by większość takich wyborców na głupie kozy przerobić? Im mniej, tym lepszy z ciebie treser i ostatecznie tym większa część powyborczych ochłapów tobie przypadnie w udziale. Nawet jeśli nie ty sam będziesz dzielił resztki, lecz twoi nadzorcy. Czy tam nadzorcy i właściciele.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

WBREW FAKTOM

O tym samym, ale kawałek dalej: skoro ten czy ów konsekwentnie pokazuje ludziom, czego chcą, jak wiele czasu musi upłynąć, by naprawdę tego zapragnęli? I tak dalej, i tak dalej. Tak dziś działa świat. Świat zdefektowany. Boć „człowieki” z defektami byli i są, i będą, i nic na to poradzić nie sposób. Kiedy jednak, z perspektywy aksjologicznej, mianowicie gdy oceniamy zagrożenia dla dobra wspólnoty na poziomie wartości, sytuacja zamienia się w krytyczną? Innymi słowami: kiedy wspólnota obstalowuje koparkę, spychacz i zaczyna dół szykować sobie samej, przy tym gromadząc tony gaszonego wapna?

Po pierwsze wtedy, gdy liczba defekciarzy w populacji przekroczy granicę jednej trzeciej aktywnych uczestników życia wspólnoty. Mniej więcej. Po drugie wtedy, gdy środowiskom wrogim procesom restytucji polskości w Polkach i Polakach, uda się przekonać defekciarzy do uczestniczenia w tak zwanych „procedurach demokratycznych”. Pół biedy, gdy w owych „dniach świętych dla demokracji” biorą udział incydentalnie. Gorzej, gdy „dorastają do demokracji” po wielokroć. Wreszcie po trzecie, wspólnota bezświadomie samej sobie dół kopie, gromadząc wspomniane zapasy wapna, czy tam innego napalmu, wtedy, gdy efekciarze postanowią „za wszelką cenę i wbrew faktom uchodzić za naród” (pyszne sformułowanie autorstwa Gabriela Maciejewskiego).

PRZERABIANI NA GLONY

O, to, to. Gdy defekciarze zapragną za wszelką cenę i wbrew faktom uchodzić za naród, a cała reszta zapomni, że logika demokracji jest inna, niż im się to oznajmia powszechnie.

Rzecz jasna, można powyższe ująć inaczej, to jest z odrobinę szerszej perspektywy (a propos: wszystko można ująć inaczej i z szerszej perspektywy, leksykalia to potęga). Skoro więc naród pozwala, by unijni biurokraci, na dodatek niewybieralni powszechnie, na dodatek jakże skutecznie udomowieni przez Berlin, decydowali o kwestiach gospodarczych czy obyczajowych wewnątrz naszego (?) państwa – to ani chybi sporo członków naszej wspólnoty szwendało się po ciemku po jakichś budowach, czy tam odbudowach, ale z odkrytymi czerepami, bez kasków. Najwyraźniej zatem coś ciężkiego łby ludziom tym uszkodziło, i stąd ta dezorientacja, stąd rosnąca liczba bezrozumnych defekciarzy. Bo niby skąd?

Z drugiej strony, nie trzeba jakoś specjalnie prosić się o spadające na głowę coś tam, coś tam, by oszaleć od współczesności, dewastującej zbiorowy rozsądek ze szczętem i chyba już w każdej wspólnocie bez wyjątku, podczas gdy postęp i inni kucharze przerabiają mózgi gawiedzi na glony. Czy na kisiel. Czy tam na rozgotowane inne coś, nieważne na co.

CZYJE PORZĄDKI

Postąpmy teraz w przód, by rozpoznać kucharzy – łgarzy. Idźmy dalej by zapytać, co to za porządki, co to za zdefektowany świat, na którym nie sąd decyduje, czy „wypowiedzi dziennikarzy i eksperta oraz informacja na pasku towarzysząca komentarzowi redaktora prowadzącego dalece odbiegają od obiektywnego przekazu dziennikarskiego”?

Więcej powiedzmy: czyje to porządki, jak wielkie defekty i za czyją sprawą powstają, skoro sugestia, że Polska mogłaby zaspokoić roszczenia żydowskie w sprawie tak zwanego mienia bezspadkowego, to nie tylko przejaw antysemityzmu (co zadekretowała nadwiślańska Rada Etyki Mediów w sprawie skargi American Jewish Committee na TVP), ale, że to także naruszenie zasad etyki dziennikarskiej, zapisów Ustawy o radiofonii i telewizji oraz Karty Powinności Telewizji Polskiej (to z kolei zdaniem przewodniczącej związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich Klary Kołodziejskiej-Połtyn, naczelnego rabina Polski Michaela Schurdicha oraz p.o. dyrektora American Jewish Committee Central Europe Sebastiana Rejaka). Więc.

Czyje to więc porządki, jaki to świat? Co za kucharze i skąd? Bo że nie nasze porządki i nie w naszym świecie pichcone dla nas (i nam serwowane w medialnych korytach), to raczej bezdyskusyjne, prawda? Czy może dyskusyjne?

FUNERALIA

Więcej sobie jeszcze powiedzmy, bo przecież nie tylko do ludzi złej woli odnosi się wszystko powyższe. Spójrzmy choćby na Stary Kontynent, na Europę. Europy już nie ma, idea zjednoczenia w superpaństwo upadła – czemu? Ponieważ tę ideę ziścić chciały elity, a nie obywatele państw narodowych. Tych ostatnich bezczelnie oszukano. Przekonano, że wcale nie żyją z kaleką pamięcią i amputowaną wyobraźnią. Zaryzykowałbym twierdzenie, że skutecznie omamiono ich dwoma zaledwie pojęciami: pojęciem „wolność”, a już zwłaszcza terminem „demokracja” (tu przypomnę: logika demokracji jest inna, niż oznajmia się to nam powszechnie). I zaraz drugą stronę medalu wskażmy: wciąż nie widać chętnego, który prawdę tę, jakże przykrą, mógłby oznajmić Europejczykom.

To przynajmniej w części postawa zrozumiała. Historia nie zna przypadku, by jakaś wspólnota – czy to gnijąc, czy nawet wspólnota po ostatecznym rozpadzie – dobrowolnie położyła się do trumny, na dodatek żądając od grabarzy, by szczelnie domknęli wieko. Tak świat nie działa. Tym bardziej sprzeczać się z faktami byłoby głupotą: twory ponadnarodowe, w rodzaju Unii Europejskiej, wyłącznie w rzeczywistości pozbawionej konfliktów, funkcjonują w miarę bezkonfliktowo. Ewentualnie jedynie przez jakiś czas, to jest gdy warstwy przywódcze usiłują przekłamać rzeczywistość w sobie tylko wiadomych celach, innych niż deklarowane publicznie.

***

Jedno, o co warto i należy modlić się dzisiaj, obserwując upadek Starego Kontynentu, to by opisane funeralia nie przekształciły się w konflikt zbrojny. Było nie było, przedśmiertelnym konwulsjom daleko i do okazjonalności, i do estetyki, a wygląda na to, że grunt, na którym stoi Europa, już drży.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl