Samborski: Wspomnienia z podróży cz. 13: Na dziedzińcu Meczetu Umajjadów. Damaszek

Skąd się tam wzią­łem? Ano dzię­ki komu­ni­stycz­nym wła­dzom Pol­ski i wie­lu kra­jów opę­ta­nych przez tą zara­zę. Orga­ni­zo­wa­ne wte­dy były Dni Kul­tu­ry Pol­skiej np. w Mon­go­lii lub Syrii. Ani Mon­go­ło­wie, ani Syryj­czy­cy nie bar­dzo mie­li poję­cie o Pol­sce, że taka w ogó­le ist­nie­je ale wszę­dzie były wiel­kie pla­ka­ty rekla­mu­ją­ce Pol­skę, naj­czę­ściej w kolo­rze czer­wo­nym i ze znacz­ka­mi sier­pa i mło­ta. To wyraź­nie świad­czy­ło o zamia­rach ZSRR wobec Polski.

Tak czy ina­czej zna­la­złem się w pol­skiej eki­pie repre­zen­tu­ją­cej Pol­skę na obcho­dy ni Pol­ski w Syrii. Nie było żad­nych pro­ble­mów  w urlo­pem. Jak już wcze­śniej wspo­mnia­łem nauczy­cie­le w Pol­sce mie­li wte­dy trzy mie­sią­ce urlo­pu sto pro­cent płat­ne­go, jed­nak dosta­nie dodat­ko­we­go urlo­pu było­by nie­mal­że cudem. W grę jed­nak wcho­dzi­ły obcho­dy pol­skiej kul­tu­ry w ramach pla­nu socja­li­stycz­ne­go, więc dosta­łem urlop, nawet 100% płat­ny. Pani mini­ster kul­tu­ry okre­śli­ła to jako dele­ga­cję. Wylą­do­wa­li­śmy więc w Damasz­ku i zosta­li­śmy zakwa­te­ro­wa­ni w ele­ganc­kim hote­lu Szam Damasz prze­zna­czo­ny dla boga­tych szej­ków. Widzia­łem kil­ka razy szej­ków reje­stru­ją­cych się do tego hote­lu a za nim szły kawal­ka­dy jego służ­by nio­są­cych baga­że. Taki szejk zaj­mo­wał całe pię­tro. Powie­dział mi to Polak pra­cu­ją­cy w recep­cji. Następ­ne­go dnia rano posta­no­wi­łem odwie­dzić osie­dla roz­ło­żo­ne na wyja­ło­wio­nych zbo­czach gór Anty­li­ban.  W mia­rę upły­wu cza­su robi­ło się coraz gorę­cej. W mia­rę swo­jej dzien­ni­kar­skiej cie­ka­wo­ści zaj­rza­łem do kil­ku cha­łup zbu­do­wa­nych z gli­ny i paty­ków. Było to bar­dzo ryzy­kow­ne gdyż był­bym uzna­ny za intru­za lub złodzieja.

Kie­dy poczu­łem ozna­ki uda­ru posta­no­wi­łem wra­cać. Były po dro­dze kra­ny z zim­ną wodą ale uświa­do­mi­łem sobie, że w wodzie jest ame­ba, któ­ra dla miej­sco­wych jest bez­piecz­na ale dla Euro­pej­czy­ków jest po pro­stu zabój­cza. Pal­ce obję­ły prę­ty ota­cza­ją­ce kran i nie mogłem ich otwo­rzyć. Ostat­ni­mi siła­mi dotar­łem do hote­lu i w lob­by stra­ci­łem przy­tom­ność. Obu­dzi­łem się w poko­ju reani­ma­cyj­nym, ale lekarz nie dawał mi nic do picia ale sma­ro­wał mi usta czymś wstręt­nym. Zaufa­łem mu i po kil­ku godzi­nach dosze­dłem do sie­bie. Wte­dy dosta­łem coś do picia z zale­ce­niem abym to pił,  ale tyl­ko po jed­nym łyku.

Kolej­ną wypra­wą był naj­więk­szy bazar na Bli­skim Wscho­dzie tzw. Suk. Mia­łem tam dwie spra­wy do zała­twie­nia: wymia­na pie­nię­dzy i zakup ara­fat­ki, czy­li chu­s­ty na gło­wę  dwo­ma czar­ny­mi koła­mi do pod­trzy­my­wa­nia tej chu­s­ty, z tym, że ara­fat­ki są bia­ło czer­wo­ne a tam są popu­lar­ne bia­ło czar­ne. Jed­na kosz­to­wa­ła 5$ a ja kupi­łem 20 po 2$ z sza­lo­nym pomy­słem. Męska część zespo­łu chęt­nie odku­pi­ła te chu­s­ty ode mnie i po powro­cie do Pol­ski pod­je­cha­li­śmy pod hotel Unia w Lubli­nie. Tam kwa­te­ro­wa­li boga­ci Ara­bo­wie i peł­no było dziew­czyn do wyna­ję­cia. Ponie­waż byli­śmy moc­no opa­le­ni i mie­li­śmy oku­la­ry prze­ciw­sło­necz­ne, w tych chu­s­tach wyglą­da­li­śmy jak praw­dzi­wi Ara­bo­wie nie mówiąc już o tym, że na Okę­ciu byli­śmy obsłu­że­ni poza kolej­ką. Wszyst­kie te dziew­czy­ny natych­miast oto­czy­ły nasz auto­bus ofe­ru­jąc swo­je wdzię­ki. Tego jesz­cze nie było, cały auto­bus Arabów.