Nakła­dem Wydaw­nic­twa Woj­ciech Sum­liń­ski Repor­ter uka­za­ła się doty­czą­ca rze­ko­mej pan­de­mii pra­ca „Zapis zara­zy”, w któ­rej dzien­ni­karz śled­czy Woj­ciech Sum­liń­ski i eme­ry­to­wa­ny major ABW Tomasz Budzyń­ski (auto­rzy ksią­żek sprze­da­ją­cych się w set­kach tysię­cy egzem­pla­rzy) suge­ru­ją czy­tel­ni­kom, że PiS o wspól­ne z komu­ni­stycz­ną bez­pie­ką roz­kra­da­nie Polski.

Jed­nym z tema­tów pod­ję­tych przez Sum­liń­skie­go i Budzyń­skie­go na łamach pra­cy „Zapis zara­zy” jest kwe­stia zaku­pu przez Mini­ster­stwo Zdro­wia (kie­dy sze­fem resor­tu był Łukasz Szy­mow­ski) od lubel­skiej fir­my han­dlu­ją­cej bro­nią respiratorów.

Z książ­ki „Zapis zara­zy” czy­tel­ni­cy dowia­du­ją się, że Mini­ster­stwo Zdro­wia z góry zapła­ci­ło 44.000.000 euro (200.000.000 zł) za 1240 respi­ra­to­rów czte­rech pro­du­cen­tów, któ­re mia­ły tra­fić do Pol­ski od kwiet­nia do lip­ca. Według auto­rów pra­cy lubel­ska fir­ma dostar­czy­ła tyl­ko 200, a milio­ny zapła­co­ne z góry zni­kły. Spra­wa zagar­nię­cia mie­nia publicz­ne­go jest, dla auto­rów pra­cy, tak bez­czel­na, jak­by spraw­ca był pew­ny swo­jej bez­kar­no­ści (np. poprzez kupo­wa­nie przy­chyl­no­ści poli­ty­ków). Auto­rzy pra­cy suge­ru­ją, że mamy do czy­nie­nia z ”zwrot­ką” czy­li prze­krę­tem, któ­ry umoż­li­wia­ją opła­ce­ni politycy.

Auto­rzy książ­ki „Zapis zara­zy” twier­dzą, że cena sprzę­tu dostar­cza­ne­go przez lubel­ską fir­mę była więk­sza (o ponad 100.000 zło­tych za jed­no urzą­dze­nie) od ceny tych samych respi­ra­to­rów na wol­nym ryn­ku, a kon­trakt był tak skon­stru­owa­ny, by za nie­wy­wią­za­nie się z nie­go nic się lubel­skiej fir­mie nie sta­ło. Lek­tu­ra kon­trak­tu uświa­da­mia­ła, w opi­nii auto­rów pra­cy, że lubel­ska fir­ma nie mia­ła jak się z nie­go wywiązać.

Według auto­rów książ­ki „Zapis zara­zy” respi­ra­to­ry zaku­pio­ne przez Mini­ster­stwo Zdro­wia tra­fi­ły do Agen­cji Rezerw Mate­ria­ło­wych, któ­ra kupi­ła takie same respi­ra­to­ry za cenę za każ­dy egzem­plarz o 100.000 zło­tych niż­szą. Zda­niem auto­rów pra­cy lubel­ska fir­ma respi­ra­to­ry kupi­ła nie u kore­ań­skie­go pro­du­cen­ta tyl­ko od fir­my z Paki­sta­nu – w kon­se­kwen­cji mia­ły one wtycz­ki do sie­ci angiel­skiej, a nie pol­skiej. Auto­rzy pra­cy twier­dzą, że do dziś nie wia­do­mo, jaki jest stan tych respi­ra­to­rów i czy są one na gwarancji.

Zda­niem auto­rów książ­ki „Zapis zara­zy” w spra­wie zaku­pu respi­ra­to­rów Mini­ster­stwo Zdro­wia mia­ło gło­sić sprzecz­ne wer­sje, a pro­du­cen­ci sprzę­tu twier­dzi­li, że nie han­dlo­wa­li z lubel­ską fir­mą. Kapi­tał lubel­skiej spół­ki ma według „Zapi­su zara­zy” wyno­si tyl­ko 1.600.000 zło­tych i tyl­ko do tej wyso­ko­ści rząd może win­dy­ko­wać pie­nią­dze, jakie spół­ka od rzą­du dosta­ła (a nie do sumy, jaką Mini­ster­stwo Zdro­wia z góry prze­ka­za­ło na respiratory).

Auto­rzy książ­ki „Zapis zara­zy” twier­dzą, że szef lubel­skiej fir­my tak hoj­nie obda­ro­wa­nej przez Mini­ster­stwo Zdro­wia to był taj­ny współ­pra­cow­nik wywia­du PRL, czy­li SB, o pseu­do­ni­mie „Zyg­munt”, a w III RP taj­ny współ­pra­cow­nik UOP.

W opi­nii auto­rów książ­ki „Zapis zara­zy” w III RP wywo­dzą­ce się z komu­ni­stycz­nej bez­pie­ki WSI i UOP zakła­da­ły fir­my han­dlu­ją­ce uzbro­je­niem – docho­dy tych firm były poza kon­tro­lą pań­stwa i szły na fun­dusz ope­ra­cyj­ny. UOP wal­czy­ła z WSI o kon­trak­ty dla swo­ich firm. Jed­ną z takich firm, jak twier­dzą auto­rzy książ­ki „Zapis zara­zy”, była lubel­ska firma.

Sum­liń­ski i Budzyń­ski w swo­jej pra­cy twier­dzą, że zało­ży­ciel lubel­skiej fir­my pod­padł Ame­ry­ka­nom, bo dostar­czał broń Ira­ko­wi i arab­skim ter­ro­ry­stom, miał też han­dlo­wać z Ira­nem. Według auto­rów pra­cy broń ta była dostar­cza­na za pośred­nic­twem kor­sy­kań­skiej mafii, a z racji na to, że lubel­ski biz­nes­men miał nie wypła­cić należ­nych mafii pie­nię­dzy, ta nasła­ła na nie­go albań­skich rekieterów.

Zda­niem Sum­liń­skie­go i Budzyń­skie­go jed­ną ze swo­ich spół­ek lubel­ski biz­nes­men na Sło­wa­cji zało­żył razem z agen­tem KGB. Według auto­rów pra­cy z lubel­ską fir­mą miał też współ­two­rzyć syn byłe­go komu­ni­stycz­ne­go dyplo­ma­ty, któ­ry skoń­czył liceum i stu­dia w Moskwie na uni­wer­sy­te­cie, na któ­rym przy­szłych dyplo­ma­tów (w tym i stu­den­tów z zagra­ni­cy) wer­bo­wał GRU i KGB. Auto­rzy pra­cy twier­dzą, że po powro­cie z Moskwy do PRL ów syn komu­ni­stycz­ne­go dyplo­ma­ty pra­co­wał w fir­mie han­dlu­ją­cej bro­nią, MO, a potem został szpie­giem PRL — ofi­cjal­nie zwol­nił się rok przed transformacją.

Zda­niem Sum­liń­skie­go i Budzyń­skie­go pod adre­sem lubel­skiej fir­my mie­ści się dru­ga fir­ma lubel­skie­go biz­nes­me­na, któ­ra miał dostar­czyć tro­tyl do pań­stwo­wej fir­my nad­zo­ro­wa­nej przez WSI — SKW. Zda­niem auto­rów pra­cy podob­nie jak w wypad­ku respi­ra­to­rów fir­ma dosta­ła zalicz­kę i dostar­czy­ła nie­wiel­ką część zaku­pio­ne­go tro­ty­lu. Spra­wa do dziś nie zosta­ła rozliczona.

Sum­liń­ski i Budzyń­ski uwa­ża­ją, że PiS, by chro­nić swo­ich poli­ty­ków przed odpo­wie­dzial­no­ścią praw­ną, wpro­wa­dził spec usta­wę zapew­nia­ją­ca bez­kar­ność poli­ty­kom w cza­sie pan­de­mii. W opi­nii Sum­liń­skie­go i Budzyń­skie­go lubel­ska fir­ma przed zawar­ciem kon­trak­tu z Mini­ster­stwem Zdro­wia była wery­fi­ko­wa­na przez CBA. Według Sum­liń­skie­go i Budzyń­skie­go PO nie chce nagła­śniać afe­ry z respi­ra­to­ra­mi, bo kon­tra­hen­ci Mini­ster­stwa Zdro­wia, to śro­do­wi­sko służb III RP, z któ­ry­mi zwią­za­na była PO (Komo­row­ski i Tusk).

Jan Boda­kow­ski