Obchody 100 rocznicy odrodzenia państwa polskiego mobilizują do poznawanią naszej historii  między innymi poprzez pozostawione  relacje  naszych przodków,  którzy walczyli o niepodległość naszej ojczyzny budowanej na zasadach europejskiej cywilizacji łacińskiej i chrześcijańskiej.

Walczyli  w imię wolności głęboko zakorzenionej w polskim doświadczeniu historycznym. Zapisywanie wspomnień z tych relacji może mieć duża wartość poznawczą. Jednocześnie zastanawiające jest, jak silne są rodzinne  przekazy w naszym indywidualnym odbiorze i czym są lub mogą być uwarunkowane.

Będąc lekarzem i profesorem genetyki klinicznej na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku wybrałam się w czerwcu 2019    na kolejną 23 międzynarodową  konferencje “Nauka, a jakość życia” zorganizowaną jak co roku w Wilnie  przez  Stowarzyszenie Naukowców Polaków na Litwie  oraz Stowarzyszenie Lekarzy Polskich. Postanowiłam  przedstawić z punktu widzenia genetyka próbę odpowiedzi na pytanie, co może warunkować pamięć kulturową w świetle aktualnych  osiągnięć mojej dyscypliny. Podzieliłam się więc  częścią moich wspomnień i przekazów historii rodzinnych jako zjawiska pamięci kulturowej w odniesieniu do odkrywanych   regulacji funkcji genów  poprzez epigenetykę.

Do Giżycka na Mazurach, gdzie osiedliła się moja rodzina  z Wileńszczyzny uciekając do nowej Macierzy przed wywózką na Sybir, przybywało wielu krewnych  z różnych stron świata w odwiedziny do moich  dziadków i rodziców. W mojej pamięci  pozostały opowieści  ich losów. Tym spotkaniom towarzyszyła przez lata tęsknota za ojczystą ziemią i wartościami wyniesionymi z domu. Wyraziła ją pięknie  moja kuzynka, poetka i dziennikarka, Krystyna Konecka, której sonet W Ostrej Bramie (1991) pozwoliłam wówczas podczas konferencji zacytować:

Ze wszystkich dróg, co uwiodły  nas w stronę przeciwną .

Z ziemi kosmopolitów. Z kontynentów klęski

wleczemy ranne serca w to gniazdo wileńskie

w ową trwałość nadziei jak srebra wotywne.

Obok cudzego szlochu, który noc rozrywa

wśród twarzy zapisanych nędzą i szaleństwem

lub też ciszą pokory. Z gwiazda betlejemską

wciąż na północ z zatrutych ogrodów oliwnych.

Czemu – Mroczna Madonno – w twym smutnym azylu

tyle łez przez stulecia. Tyle głów się schyla

po światło. I my także po kamiennych stopniach

wracamy w mrok kaplicy jak ptaki powrotne.

A w skroniach nurt krwawiący opuszczonej rzeki.

Wilio, Wilio, pamiętaj o moich dalekich

Ta tęsknota za Wileńszczyzną były motywem organizowanych rodzinnych zjazdów. Na pierwszy zjazd krewnych, który był w Trokach w 2008 r przybyło ponad 80 osób z Polski, Litwy i Białorusi. Potem razem spotykaliśmy się już w Macierzy: w  Krzywonodze, Łomiankach, Giżycku czy ostatnio w Bęsi koło Kętrzyna. Mogliśmy przekazywać naszej młodzieży wiedzę o tym, jak nasi przodkowie walczyli o niepodległość opowiadając rodzinne historie o poszczególnych bohaterach, by podtrzymywać w nich  ducha patriotyzmu.

Jednym z takich bohaterów był  mój dziadek, Leon, ze strony mamy urodzony w 1895 roku w Gurelach koło Brasławia. Po studiach wojskowych odbytych  w Sant Petersburgu razem z późniejszym generałem Andersem walczył  w korpusie wojsk  gen. Dowbór Muśnickiego. Dziadka brat, Grzegorz, po wypuszczeniu z więzienia za działalność niepodległościową  przeszedł cały szlak bojowy z wojskiem generała Andersa. Dotarł tez do Egiptu. Walczył pod Monte Cassino, i pod  Bolonią, gdzie został ranny i cudem powrócił potem do zdrowia.

Moja babcia, Maria, ucząc mnie w dzieciństwie, jak kochać Polskę, pozostawiła mi na pamiątkę swoje zdjęcie zrobione w jej w latach młodzieńczych w stroju z konfederatką świadczącą o jej demonstracji polskości. Opowiadała mi, że kiedy brała ślub z  moim dziadkiem Leonem w 1920 r,  to wtedy kościół w Zalesiu na Wileńszczyźnie został ostrzelany przez napierające wojska bolszewików. Zdążyli jeszcze złożyć sobie przysięgę wierności na cale wspólne życie, zanim musieli uciekać od wroga. Zamieszkali najpierw w Druścianach koło Nowoświęcian na Wileńszczyżnie, w majątku ojca Józefa Pylińskiego, herbu Bełty. Tam przyszedł potem na świat ich pierworodny syn Zdzisław, a potem moja mama Alicja i jej siostra Wanda. Najmłodszy syn Witold  urodził się już w Wilnie, w szpitalu dominikanów przy kościele św. Jakuba. W późniejszych latach dziadek był zarządcą dóbr w Karolinowie w majątku rodu  Romerów, a w końcu  już gospodarował na własnej ziemi w Białym Dworku niedaleko rodzinnych Druścian. Biały Dworek musieli opuścić w 1947 r. ratując się przez wywózką na

Sybir. Ciężko było wyjeżdżać do nowej, nieznanej Polski. Razem z dziećmi osiedlili się na tzw. Ziemiach Odzyskanych,w Giżycku, nazywanym jeszcze wtedy Łuczanami. Mazury krajobrazem przypominały im utraconą Wileńszczyznę. Dziadek Leon, z wykształcenia nauczyciel, absolwent Świeciańskiego Seminarium Nauczycielskiego nie mógł pracować w szkołach bezpośrednio w Giżycku. Pamiętam, jak nawet konno dojeżdżał uczyć dzieci na wsi, najpierw w Siedliskach, a potem w Małych Sterławkach, do których  już potem  mógł dojeżdżać koleją. Ukrywał się, gdyż  nie chciał być rozpoznany  w związku z jego działalnością w organizacjach Polski Podziemnej. Nie opowiedział nam wnukom o swoich działaniach jako żołnierza niezłomnego pseudonim Orlicz. Chciał nas i rodzinę oszczędzić przed ubeckimi represjami. Tylko potem, jak go zabrakło, bo zmarł w 1959 roku, mogłam od nielicznych już krewnych tamtego pokolenia zbierać strzępy informacji o jego działalności i bezpośredniej współpracy np. z panem Wiadernym czy jego akowskich akcjach przerzutu broni dokonywanych z udziałem całej rodziny.

Pozostała pamięć haniebnej zdrady Markowa, dawnego kolegi dziadka z Seminarium Nauczycielskiego, ze Święcian, bohatera  rosyjsko-żydowskiej  partyzantki ograbiającej dwory polskich rodzin w ramach swych działań podczas niemieckiej okupacji.

Szczegóły zostały opisane przez mojego kuzyna ks. prof. Zdzisława Chlewińskiego “Groza i prześladowania na Wileńszczyźnie”.  Zasadzka zorganizowana przez Markowa na polski oddział partyzantów i wstrząsający  obraz powieszonego Andrzeja Burzyńskiego ”Kmicica” szczególnie mnie poruszyła, bowiem w moim  domowym archiwum zachowała się też fotografia  „Kmicica” z dokumentów pochodzących od mojego taty, Wiktora Siwickiego. I oddział  partyzancki pochodził z jego rodzinnych stron z okolic jeziora Narocz. Losy kolejnego oddziału dzielnego Łupaszki to także  losy mojego taty (pseudonim „Muchta”) i jego brata  Edwarda ( pseudonim „Doktor”)   Mama zaś,  Alicja, wraz z rodzeństwem też była zaangażowana w działalność konspiracyjną wspomagającą oddziały żołnierzy niezłomnych na Wileńszczyźnie.

Dziadek Leon Pyliński, nam wnukom, umiejętnie przekazywał wiedzę historyczną, w tym swe fascynacje działalnością Marszałka Piłsudskiego i pamięcią o jego dokonaniach, gdyż w ówczesnej szkole nie mogliśmy zdobywać tej wiedzy.

To w Powiewiórce, gdzie był ochrzczony Józef Piłsudski, najstarszy brat mojej babci, Marii, ks. Stanisław Szczemirski był  proboszczem w czasie I wojny światowej i w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Tam w 1917r. przyjął swoich rodziców, Emilię i Bolesława. Obydwoje zachorowali  na tyfus i  niebawem zmarli. Matka  Emilia, pochodziła ze znanego rodu Chlewińskich herbu Radwan, którego członkowie walczyli o niepodległość biorąc udział zarówno  w powstaniu styczniowym jak i  listopadowym. Jej przodkowie byli też w armii u Króla Jana III Sobieskiego uczestnicząc w bitwie pod Wiedniem. Nawet w bitwie  pod Grunwaldem też powiewał sztandar herbu Radwan.

Ks. Stanisław Szczemirski po  śmierci  swoich rodziców zaopiekował się całą siódemka  osieroconego rodzeństwa w tym Marią, moją przyszłą babcią. Dwaj pozostali bracia – Edmund był już wtedy w Kazachstanie a Bronisław zginął walcząc w 1915 r. o twierdzę pod Przemyślem.

Potem babci bracia, podejmowali kolejne wyzwania w wojnie polsko-bolszewickiej. Dziś po 100 latach możemy też  odczuć   ich  polski patriotyzm. Na zachowanej  kartce imieninowej pisanej w drodze na front przez Witolda Szczemirskiego w dniu 29 06 1919  do brata Piotra  możemy to przeczytać: Winszuje Imienin , życzę z tej wojny wyjść całym, być odważnym i prawdziwym żołnierzem polskim.

Marzenia się nie spełniły. Zginął od kuli litewskiej 19.10.1920 w szarży pod Niemenczynem  mając 26 lat będąc już po doświadczeniach bitwy nad  Niemnem czy wyzwolenia Wilna. Witold, plutonowy 13 pułku ułanów wileńskich pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Virtuti Miltari.

Młodszy brat Witka – legionista Piotr był jak prawie wszyscy jego  bracia i siostry polskim nauczycielem.

Po I wojnie światowej na koniec pełnił funkcje  kierownika szkoły, którą wybudował  w Kołtynianach koło Święcian. Działał w grupie walczącej o wolność  np. przez działania dywersyjne na kolei wysadzając pociągi wojsk niemieckich jadących na wschód przez Podbrodzie. Został aresztowany w  wigilię 24 grudnia 1941 r. przez Litwinów w imieniu gestapo  i osadzony w wileńskim więzieniu na Łukiszkach. Pozostawił żonę Stefanię z czwórką małoletnich  dzieci. Najstarsza Alicja, zwana przez nas ciocią Licią, opowiadała mi to zdarzenie: „Ojca zabrano nad ranem. Przebudzeni płakaliśmy. Ojciec podał mi najmłodszego Andrzejka i siedziałam na kufrze kołysząc go. Była rewizja. Niczego nie znaleziono. W tym kufrze, na którym siedziałam była ponoć radiostacja”.

O losach więźniów z Łukiszek nie można było uzyskać żadnych wiadomości. Dopiero po 50 latach w 1993 r. dzięki książce Heleny Pasierbskiej Ponary – Wileńska Golgota w 1944 r. sprawa została wyjaśniona. To 13 VI 1942 r.  bohaterski Piotr pozostał w dołach ponarskich wg  scenariusza realizowanego przez oddział  egzekucyjny Litwinów  Ypatingas bűrys  tak, jak w Katyniu: „ kula w tył głowy” i upadek ciała do dołu. Razem ze stu tysiącami polskich i żydowskich ofiar Piotr pozostał w Ponarach.

Inny kuzyn ze strony mojego dziadka Leona  Aleksander Januszewski walczył  o wolność również  w  13 pułku ułanów wileńskich, być może  razem z Witoldem.  Jego  losy potem zaniosły go do sowieckiego łagru  koło Kozielska.  Moja kuzynka Krystyna Konecka miała możliwość spotkania  jego syna Zbyszka mieszkającego w Anglii i przekazała nam informacje, że Aleksander trafił w roku 1940 do obozu NKWD w Juchnowie. W czerwcu 1941 wraz z innymi został wywieziony do Murmańska, gdzie 21 czerwca załadowano grupę na okręt „Klara Zetkin”. Wydarzenia polityczne kolejnych dni spowodowały odmianę losu niedoszłych ofiar.

Z ta gałęzią mojego rodowodu  Januszewskich,  po  mojej prababci Anieli Januszewskiej  herbu „Dąbrowa” jest związany bohater kolejnego pokolenia.

To Zbyszek Oziewicz tworzący we Wrocławiu „Solidarność Walczącą”. Po kilkuletnim więzieniu musiał opuścić nasz skomunizowany  kraj i wyjechał do Meksyku sławiąc teraz  swoją  meksykańską uczelnię poprzez znaczące dokonania naukowe z zakresu matematyki.

Moje pokolenie walczące, to także mój brat Leszek Siwicki,  były student wyrzucony z Wyższej Szkoły Morskiej za wykonywanie  w akademiku dokumentacji fotograficznej ze strajku  robotników w Gdyni w 1970 r. Działał również później w Solidarności w naszym rodzinnym Giżycku.

Badanie własnego rodowodu może być  bardzo inspirujące. Poprzez wspomnienia moich bliskich mogłam poznawać czasy, które minęły i porównywać  działania mojego pokolenia  w relacji do wartości polskiej wolności i tożsamości. Udział nasz w ruchu Solidarności  a potem  organizacja grup rekonstrukcyjnych przez moje dzieci i wnuki mogą wskazywać na genealogiczną obecność tych  wartości. Poprzez kształtowanie patriotyzmu można poszukiwać własnej tożsamości. Powinniśmy te wartości nadal rozwijać bądź kultywować dla dobra  naszej ojczyzny.

Podczas wspomnianej na początku tego artykułu  XXIII konferencji “Nauka a jakość życia” w Wilnie zadałam pytanie. Czy to niedające się wykorzenić z Polaków poczucie wartości naszej wolności i polskiej tożsamości w czasach zniewolenia  jest też  związane  pamięcią kulturową  czy może nawet z pamięcią genealogiczną zapisaną w oprogramowaniu genomu. Odpowiedziałam na nie następująco jak poniżej  co opisałam  też  i podałam wraz z bibliografią   w artykule pokonferencyjnym w wydanym niedawno 17 tomie   Studium Vilnense (ISSN 1648-7907), vol. 17, str 68-69, 2020)

Z prac znanego niemieckiego  egiptologa  Jana Assmanna  wynika, że pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytnych jest przejawem pamięci jako zjawiska kulturowego.  Prawo, obyczaj, system wartości kształtujące tożsamość zbiorową i obecną w pamięci  przez stulecia jest wzmacniana przez  aktywne wspominanie  i jej polityczną legitymizację. (Assmann J. 2015)

Badania nad pamięcią z punktu widzenia biologicznego może sugerować związek z transgeneracyjnym dziedziczeniem pojęcia wartości przekazywanych przez przodków. Czy taki  efekt pokoleniowy czyli przekazywanie z pokolenia na pokolenie zmian kulturowych jest możliwy?

Transgeneracyjne dziedziczenie obejmując  materiał komórek rozrodczych (plemniki lub komórki jajowe) może przekazywać zmiany  wyznaczników epigenetycznego  oprogramowania genomu  wskazujących jak będzie pracował dany gen w określonym organizmie nie wyłączając komórek układu nerwowego (Welberg 2001).

Regulacja  pozagenowa (epigenetyczna ) określa, czy i kiedy dochodzi do ekspresji  poszczególnych genów. To aktualnie intensywnie badany  swoisty  korektor instrukcji zapisanej w DNA. Steruje procesami odpowiadającymi za włączanie i wyłączanie  odczytu poszczególnych genów (ekspresja) i odpowiada za ich  regulację. Miedzy innymi  geny mogą być modyfikowane przez przyłączanie  grupy metylowej, powodując  metylację  danego odcinka DNA, która  działa jak wyłącznik uniemożliwiając odczyt informacji genetycznej z tego odcinka. (Bird 2001) Metylacja DNA może być resetowana w komórkach rozrodczych  podczas przekazywania genów kolejnym pokoleniom Okazuje się, ze niektóre grupy metylowe są w stanie przetrwać proces resetowania i pozostać w genomie, a tym samym przedostać się do kolejnego pokolenia przenosząc  zmiany regulacji funkcji genów  wywołane środowiskowym wpływem  wydarzeń na poprzednie pokolenie.

Przez to dzieci osób, które przeżyły traumę, są mniej odporne na stres i bardziej skłonne do depresji, choć nie mogą pamiętać traumy rodzica.

Wiadomo, że takie ślady w kolejnych pokoleniach mogą powstawać po wyjątkowo traumatycznych przeżyciach  rodziców jak na przykład po doświadczeniach wojennych i  prowadzić  do  zmienionej gospodarki neurohormonalnej, na przykład zaburzeń w wydzielaniu kortyzolu, hormonu stresu.

Obserwacje amerykańskich weteranów wojennych z objawami stresu potraumatycznego spowodowały wprowadzenie nowego nazewnictwa zespołu tych objawów  jako Gulf War syndrome. Patogenezę działania  tzw. stresu psychologicznego w indukcji chorób psychiatrycznych, pourazowych zmian osobowości czy zespołu stresu pourazowego dziś  można rozpatrywać już na poziomie zmian epigenetycznych  i ich znajomość wyznacza możliwości poszukiwań oddziaływań terapeutycznych.  Badania Klengera  i wsp 2013 mózgów  pokolenia mężczyzn z depresją dokonujących samobójstw wykazały zmiany w obrębie intronu 2- regulatora  genu FKBP5  kodującego białko z grupy immunofilin w hipokampie i w leukocytach. Ograniczyły  one  możliwości radzenia sobie ze stresem  i zostały  nabyte w okresie prenatalnym. Matki  tych mężczyzn w tym okresie przezywały długotrwały  stres wskutek  głodu panującego w Danii w okresie w II wojny światowej.

Jak dowiodło badanie prowadzone w Holandii na dzieciach matek, które w czasie drugiej wojny światowej cierpiały głód, organizmy dzieci pamiętały traumę głodu – Ponieważ  ich metabolizm zmieniał się w taki sposób, aby zachować jak najwięcej energii, dlatego większość z nich miała w dorosłym życiu podwyższone ryzyko otyłości. Najnowsze badania duńskie nad wskaźnikami  epigenetycznymi potwierdzają taką  zależność.

Zmiany dziedziczone nabyte po kilku pokoleniach mogą się jednak  cofnąć. Wyniki badań wzajemnych relacji genów w dialogu  ze środowiskiem i odwrotnie pozwalają stwierdzić, że kształtuje nas zarówno natura jak i kultura  Poznawany wpływ środowiska na działanie genów i sposób jego wykorzystania (wychowanie !!) nakłada na nas ogromną odpowiedzialność za losy (zdrowie) przyszłych pokoleń. Z tego wynika tez  nasza odpowiedzialność za właściwe wychowanie kolejnych pokoleń dla dobra naszej ojczyzny w imię odziedziczonych wartości składających się na nasz patriotyzm i człowieczeństwo. Zachowanie  pamięci o tym, co było, o co walczono przez pokolenia i jakie tradycje nam wpajano pozwala stawać po stronie dobra i piękna, a nie zła i nienawiści. Genealogiczna pamięć tych wartości zasługuje na szczególna uwagę. Ogromny rozwój epigenetyki ostatnich lat, która jest  swoistym oprogramowaniem materiału genetycznego reagującym na środowisko otwiera  możliwości badania  takiego założenia. Istnieje tu potrzeba śledzenia genealogii  poszczególnych rodów ze zwróceniem uwagi na potomków tych, którzy walczyli o wolność w imię polskiej tożsamości .

Pamięć o nich mogła  być zachowana w archiwaliach bądź  przekazywana w tradycji rodzinnej i służyć takim badaniom z udziałem współczesnych pokoleń.

Alina T. Midro