Obcho­dy 100 rocz­ni­cy odro­dze­nia pań­stwa pol­skie­go mobi­li­zu­ją do pozna­wa­nią naszej histo­rii  mię­dzy inny­mi poprzez pozo­sta­wio­ne  rela­cje  naszych przod­ków,  któ­rzy wal­czy­li o nie­pod­le­głość naszej ojczy­zny budo­wa­nej na zasa­dach euro­pej­skiej cywi­li­za­cji łaciń­skiej i chrześcijańskiej.

Wal­czy­li  w imię wol­no­ści głę­bo­ko zako­rze­nio­nej w pol­skim doświad­cze­niu histo­rycz­nym. Zapi­sy­wa­nie wspo­mnień z tych rela­cji może mieć duża war­tość poznaw­czą. Jed­no­cze­śnie zasta­na­wia­ją­ce jest, jak sil­ne są rodzin­ne  prze­ka­zy w naszym indy­wi­du­al­nym odbio­rze i czym są lub mogą być uwarunkowane.

Będąc leka­rzem i pro­fe­so­rem gene­ty­ki kli­nicz­nej na Uni­wer­sy­te­cie Medycz­nym w Bia­łym­sto­ku wybra­łam się w czerw­cu 2019    na kolej­ną 23 mię­dzy­na­ro­do­wą  kon­fe­ren­cje “Nauka, a jakość życia” zor­ga­ni­zo­wa­ną jak co roku w Wil­nie  przez  Sto­wa­rzy­sze­nie Naukow­ców Pola­ków na Litwie  oraz Sto­wa­rzy­sze­nie Leka­rzy Pol­skich. Posta­no­wi­łam  przed­sta­wić z punk­tu widze­nia gene­ty­ka pró­bę odpo­wie­dzi na pyta­nie, co może warun­ko­wać pamięć kul­tu­ro­wą w świe­tle aktu­al­nych  osią­gnięć mojej dys­cy­pli­ny. Podzie­li­łam się więc  czę­ścią moich wspo­mnień i prze­ka­zów histo­rii rodzin­nych jako zja­wi­ska pamię­ci kul­tu­ro­wej w odnie­sie­niu do odkry­wa­nych   regu­la­cji funk­cji genów  poprzez epigenetykę.

Do Giżyc­ka na Mazu­rach, gdzie osie­dli­ła się moja rodzi­na  z Wileńsz­czy­zny ucie­ka­jąc do nowej Macie­rzy przed wywóz­ką na Sybir, przy­by­wa­ło wie­lu krew­nych  z róż­nych stron świa­ta w odwie­dzi­ny do moich  dziad­ków i rodzi­ców. W mojej pamię­ci  pozo­sta­ły opo­wie­ści  ich losów. Tym spo­tka­niom towa­rzy­szy­ła przez lata tęsk­no­ta za ojczy­stą zie­mią i war­to­ścia­mi wynie­sio­ny­mi z domu. Wyra­zi­ła ją pięk­nie  moja kuzyn­ka, poet­ka i dzien­ni­kar­ka, Kry­sty­na Konec­ka, któ­rej sonet W Ostrej Bra­mie (1991) pozwo­li­łam wów­czas pod­czas kon­fe­ren­cji zacytować:

Ze wszyst­kich dróg, co uwio­dły  nas w stro­nę przeciwną .

Z zie­mi kosmo­po­li­tów. Z kon­ty­nen­tów klęski

wle­cze­my ran­ne ser­ca w to gniaz­do wileńskie

w ową trwa­łość nadziei jak sre­bra wotywne.

Obok cudze­go szlo­chu, któ­ry noc rozrywa

wśród twa­rzy zapi­sa­nych nędzą i szaleństwem

lub też ciszą poko­ry. Z gwiaz­da betlejemską

wciąż na pół­noc z zatru­tych ogro­dów oliwnych.

Cze­mu – Mrocz­na Madon­no — w twym smut­nym azylu

tyle łez przez stu­le­cia. Tyle głów się schyla

po świa­tło. I my tak­że po kamien­nych stopniach

wra­ca­my w mrok kapli­cy jak pta­ki powrotne.

A w skro­niach nurt krwa­wią­cy opusz­czo­nej rzeki.

Wilio, Wilio, pamię­taj o moich dalekich

Ta tęsk­no­ta za Wileńsz­czy­zną były moty­wem orga­ni­zo­wa­nych rodzin­nych zjaz­dów. Na pierw­szy zjazd krew­nych, któ­ry był w Tro­kach w 2008 r przy­by­ło ponad 80 osób z Pol­ski, Litwy i Bia­ło­ru­si. Potem razem spo­ty­ka­li­śmy się już w Macie­rzy: w  Krzy­wo­no­dze, Łomian­kach, Giżyc­ku czy ostat­nio w Bęsi koło Kętrzy­na. Mogli­śmy prze­ka­zy­wać naszej mło­dzie­ży wie­dzę o tym, jak nasi przod­ko­wie wal­czy­li o nie­pod­le­głość opo­wia­da­jąc rodzin­ne histo­rie o poszcze­gól­nych boha­te­rach, by pod­trzy­my­wać w nich  ducha patriotyzmu.

Jed­nym z takich boha­te­rów był  mój dzia­dek, Leon, ze stro­ny mamy uro­dzo­ny w 1895 roku w Gure­lach koło Bra­sła­wia. Po stu­diach woj­sko­wych odby­tych  w Sant Peters­bur­gu razem z póź­niej­szym gene­ra­łem Ander­sem wal­czył  w kor­pu­sie wojsk  gen. Dowbór Muśnic­kie­go. Dziad­ka brat, Grze­gorz, po wypusz­cze­niu z wię­zie­nia za dzia­łal­ność nie­pod­le­gło­ścio­wą  prze­szedł cały szlak bojo­wy z woj­skiem gene­ra­ła Ander­sa. Dotarł tez do Egip­tu. Wal­czył pod Mon­te Cas­si­no, i pod  Bolo­nią, gdzie został ran­ny i cudem powró­cił potem do zdrowia.

Moja bab­cia, Maria, ucząc mnie w dzie­ciń­stwie, jak kochać Pol­skę, pozo­sta­wi­ła mi na pamiąt­kę swo­je zdję­cie zro­bio­ne w jej w latach mło­dzień­czych w stro­ju z kon­fe­de­rat­ką świad­czą­cą o jej demon­stra­cji pol­sko­ści. Opo­wia­da­ła mi, że kie­dy bra­ła ślub z  moim dziad­kiem Leonem w 1920 r,  to wte­dy kościół w Zale­siu na Wileńsz­czyź­nie został ostrze­la­ny przez napie­ra­ją­ce woj­ska bol­sze­wi­ków. Zdą­ży­li jesz­cze zło­żyć sobie przy­się­gę wier­no­ści na cale wspól­ne życie, zanim musie­li ucie­kać od wro­ga. Zamiesz­ka­li naj­pierw w Dru­ścia­nach koło Nowo­świę­cian na Wileńsz­czyż­nie, w mająt­ku ojca Józe­fa Pyliń­skie­go, her­bu Beł­ty. Tam przy­szedł potem na świat ich pier­wo­rod­ny syn Zdzi­sław, a potem moja mama Ali­cja i jej sio­stra Wan­da. Naj­młod­szy syn Witold  uro­dził się już w Wil­nie, w szpi­ta­lu domi­ni­ka­nów przy koście­le św. Jaku­ba. W póź­niej­szych latach dzia­dek był zarząd­cą dóbr w Karo­li­no­wie w mająt­ku rodu  Rome­rów, a w koń­cu  już gospo­da­ro­wał na wła­snej zie­mi w Bia­łym Dwor­ku nie­da­le­ko rodzin­nych Dru­ścian. Bia­ły Dwo­rek musie­li opu­ścić w 1947 r. ratu­jąc się przez wywóz­ką na

Sybir. Cięż­ko było wyjeż­dżać do nowej, nie­zna­nej Pol­ski. Razem z dzieć­mi osie­dli­li się na tzw. Zie­miach Odzyskanych,w Giżyc­ku, nazy­wa­nym jesz­cze wte­dy Łucza­na­mi. Mazu­ry kra­jo­bra­zem przy­po­mi­na­ły im utra­co­ną Wileńsz­czy­znę. Dzia­dek Leon, z wykształ­ce­nia nauczy­ciel, absol­went Świe­ciań­skie­go Semi­na­rium Nauczy­ciel­skie­go nie mógł pra­co­wać w szko­łach bez­po­śred­nio w Giżyc­ku. Pamię­tam, jak nawet kon­no dojeż­dżał uczyć dzie­ci na wsi, naj­pierw w Sie­dli­skach, a potem w Małych Ster­ław­kach, do któ­rych  już potem  mógł dojeż­dżać kole­ją. Ukry­wał się, gdyż  nie chciał być roz­po­zna­ny  w związ­ku z jego dzia­łal­no­ścią w orga­ni­za­cjach Pol­ski Pod­ziem­nej. Nie opo­wie­dział nam wnu­kom o swo­ich dzia­ła­niach jako żoł­nie­rza nie­złom­ne­go pseu­do­nim Orlicz. Chciał nas i rodzi­nę oszczę­dzić przed ubec­ki­mi repre­sja­mi. Tyl­ko potem, jak go zabra­kło, bo zmarł w 1959 roku, mogłam od nie­licz­nych już krew­nych tam­te­go poko­le­nia zbie­rać strzę­py infor­ma­cji o jego dzia­łal­no­ści i bez­po­śred­niej współ­pra­cy np. z panem Wia­der­nym czy jego akow­skich akcjach prze­rzu­tu bro­ni doko­ny­wa­nych z udzia­łem całej rodziny.

Pozo­sta­ła pamięć hanieb­nej zdra­dy Mar­ko­wa, daw­ne­go kole­gi dziad­ka z Semi­na­rium Nauczy­ciel­skie­go, ze Świę­cian, boha­te­ra  rosyj­sko-żydow­skiej  par­ty­zant­ki ogra­bia­ją­cej dwo­ry pol­skich rodzin w ramach swych dzia­łań pod­czas nie­miec­kiej okupacji.

Szcze­gó­ły zosta­ły opi­sa­ne przez moje­go kuzy­na ks. prof. Zdzi­sła­wa Chle­wiń­skie­go “Gro­za i prze­śla­do­wa­nia na Wileńsz­czyź­nie”.  Zasadz­ka zor­ga­ni­zo­wa­na przez Mar­ko­wa na pol­ski oddział par­ty­zan­tów i wstrzą­sa­ją­cy  obraz powie­szo­ne­go Andrze­ja Burzyń­skie­go ”Kmi­ci­ca” szcze­gól­nie mnie poru­szy­ła, bowiem w moim  domo­wym archi­wum zacho­wa­ła się też foto­gra­fia  „Kmi­ci­ca” z doku­men­tów pocho­dzą­cych od moje­go taty, Wik­to­ra Siwic­kie­go. I oddział  par­ty­zanc­ki pocho­dził z jego rodzin­nych stron z oko­lic jezio­ra Narocz. Losy kolej­ne­go oddzia­łu dziel­ne­go Łupasz­ki to tak­że  losy moje­go taty (pseu­do­nim „Much­ta”) i jego bra­ta  Edwar­da ( pseu­do­nim „Dok­tor”)   Mama zaś,  Ali­cja, wraz z rodzeń­stwem też była zaan­ga­żo­wa­na w dzia­łal­ność kon­spi­ra­cyj­ną wspo­ma­ga­ją­cą oddzia­ły żoł­nie­rzy nie­złom­nych na Wileńszczyźnie.

Dzia­dek Leon Pyliń­ski, nam wnu­kom, umie­jęt­nie prze­ka­zy­wał wie­dzę histo­rycz­ną, w tym swe fascy­na­cje dzia­łal­no­ścią Mar­szał­ka Pił­sud­skie­go i pamię­cią o jego doko­na­niach, gdyż w ówcze­snej szko­le nie mogli­śmy zdo­by­wać tej wiedzy.

To w Powie­wiór­ce, gdzie był ochrzczo­ny Józef Pił­sud­ski, naj­star­szy brat mojej bab­ci, Marii, ks. Sta­ni­sław Szcze­mir­ski był  pro­bosz­czem w cza­sie I woj­ny świa­to­wej i w cza­sie woj­ny pol­sko-bol­sze­wic­kiej. Tam w 1917r. przy­jął swo­ich rodzi­ców, Emi­lię i Bole­sła­wa. Oby­dwo­je zacho­ro­wa­li  na tyfus i  nie­ba­wem zmar­li. Mat­ka  Emi­lia, pocho­dzi­ła ze zna­ne­go rodu Chle­wiń­skich her­bu Radwan, któ­re­go człon­ko­wie wal­czy­li o nie­pod­le­głość bio­rąc udział zarów­no  w powsta­niu stycz­nio­wym jak i  listo­pa­do­wym. Jej przod­ko­wie byli też w armii u Kró­la Jana III Sobie­skie­go uczest­ni­cząc w bitwie pod Wied­niem. Nawet w bitwie  pod Grun­wal­dem też powie­wał sztan­dar her­bu Radwan.

Ks. Sta­ni­sław Szcze­mir­ski po  śmier­ci  swo­ich rodzi­ców zaopie­ko­wał się całą sió­dem­ka  osie­ro­co­ne­go rodzeń­stwa w tym Marią, moją przy­szłą bab­cią. Dwaj pozo­sta­li bra­cia — Edmund był już wte­dy w Kazach­sta­nie a Bro­ni­sław zgi­nął wal­cząc w 1915 r. o twier­dzę pod Przemyślem.

Potem bab­ci bra­cia, podej­mo­wa­li kolej­ne wyzwa­nia w woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej. Dziś po 100 latach może­my też  odczuć   ich  pol­ski patrio­tyzm. Na zacho­wa­nej  kart­ce imie­ni­no­wej pisa­nej w dro­dze na front przez Witol­da Szcze­mir­skie­go w dniu 29 06 1919  do bra­ta Pio­tra  może­my to prze­czy­tać: Win­szu­je Imie­nin , życzę z tej woj­ny wyjść całym, być odważ­nym i praw­dzi­wym żoł­nie­rzem polskim.

Marze­nia się nie speł­ni­ły. Zgi­nął od kuli litew­skiej 19.10.1920 w szar­ży pod Nie­men­czy­nem  mając 26 lat będąc już po doświad­cze­niach bitwy nad  Nie­mnem czy wyzwo­le­nia Wil­na. Witold, plu­to­no­wy 13 puł­ku uła­nów wileń­skich pośmiert­nie został odzna­czo­ny Krzy­żem Vir­tu­ti Miltari.

Młod­szy brat Wit­ka — legio­ni­sta Piotr był jak pra­wie wszy­scy jego  bra­cia i sio­stry pol­skim nauczycielem.

Po I woj­nie świa­to­wej na koniec peł­nił funk­cje  kie­row­ni­ka szko­ły, któ­rą wybu­do­wał  w Koł­ty­nia­nach koło Świę­cian. Dzia­łał w gru­pie wal­czą­cej o wol­ność  np. przez dzia­ła­nia dywer­syj­ne na kolei wysa­dza­jąc pocią­gi wojsk nie­miec­kich jadą­cych na wschód przez Pod­bro­dzie. Został aresz­to­wa­ny w  wigi­lię 24 grud­nia 1941 r. przez Litwi­nów w imie­niu gesta­po  i osa­dzo­ny w wileń­skim wię­zie­niu na Łukisz­kach. Pozo­sta­wił żonę Ste­fa­nię z czwór­ką mało­let­nich  dzie­ci. Naj­star­sza Ali­cja, zwa­na przez nas cio­cią Licią, opo­wia­da­ła mi to zda­rze­nie: „Ojca zabra­no nad ranem. Prze­bu­dze­ni pła­ka­li­śmy. Ojciec podał mi naj­młod­sze­go Andrzej­ka i sie­dzia­łam na kufrze koły­sząc go. Była rewi­zja. Nicze­go nie zna­le­zio­no. W tym kufrze, na któ­rym sie­dzia­łam była ponoć radiostacja”.

O losach więź­niów z Łuki­szek nie moż­na było uzy­skać żad­nych wia­do­mo­ści. Dopie­ro po 50 latach w 1993 r. dzię­ki książ­ce Hele­ny Pasierb­skiej Pona­ry — Wileń­ska Gol­go­ta w 1944 r. spra­wa zosta­ła wyja­śnio­na. To 13 VI 1942 r.  boha­ter­ski Piotr pozo­stał w dołach pona­rskich wg  sce­na­riu­sza reali­zo­wa­ne­go przez oddział  egze­ku­cyj­ny Litwi­nów  Ypa­tin­gas bűrys  tak, jak w Katy­niu: „ kula w tył gło­wy” i upa­dek cia­ła do dołu. Razem ze stu tysią­ca­mi pol­skich i żydow­skich ofiar Piotr pozo­stał w Ponarach.

Inny kuzyn ze stro­ny moje­go dziad­ka Leona  Alek­san­der Janu­szew­ski wal­czył  o wol­ność rów­nież  w  13 puł­ku uła­nów wileń­skich, być może  razem z Witol­dem.  Jego  losy potem zanio­sły go do sowiec­kie­go łagru  koło Koziel­ska.  Moja kuzyn­ka Kry­sty­na Konec­ka mia­ła moż­li­wość spo­tka­nia  jego syna Zbysz­ka miesz­ka­ją­ce­go w Anglii i prze­ka­za­ła nam infor­ma­cje, że Alek­san­der tra­fił w roku 1940 do obo­zu NKWD w Juch­no­wie. W czerw­cu 1941 wraz z inny­mi został wywie­zio­ny do Mur­mań­ska, gdzie 21 czerw­ca zała­do­wa­no gru­pę na okręt „Kla­ra Zetkin”. Wyda­rze­nia poli­tycz­ne kolej­nych dni spo­wo­do­wa­ły odmia­nę losu nie­do­szłych ofiar.

Z ta gałę­zią moje­go rodo­wo­du  Janu­szew­skich,  po  mojej pra­bab­ci Anie­li Janu­szew­skiej  her­bu „Dąbro­wa” jest zwią­za­ny boha­ter kolej­ne­go pokolenia.

To Zby­szek Ozie­wicz two­rzą­cy we Wro­cła­wiu „Soli­dar­ność Wal­czą­cą”. Po kil­ku­let­nim wię­zie­niu musiał opu­ścić nasz sko­mu­ni­zo­wa­ny  kraj i wyje­chał do Mek­sy­ku sła­wiąc teraz  swo­ją  mek­sy­kań­ską uczel­nię poprzez zna­czą­ce doko­na­nia nauko­we z zakre­su matematyki.

Moje poko­le­nie wal­czą­ce, to tak­że mój brat Leszek Siwic­ki,  były stu­dent wyrzu­co­ny z Wyż­szej Szko­ły Mor­skiej za wyko­ny­wa­nie  w aka­de­mi­ku doku­men­ta­cji foto­gra­ficz­nej ze straj­ku  robot­ni­ków w Gdy­ni w 1970 r. Dzia­łał rów­nież póź­niej w Soli­dar­no­ści w naszym rodzin­nym Giżycku.

Bada­nie wła­sne­go rodo­wo­du może być  bar­dzo inspi­ru­ją­ce. Poprzez wspo­mnie­nia moich bli­skich mogłam pozna­wać cza­sy, któ­re minę­ły i porów­ny­wać  dzia­ła­nia moje­go poko­le­nia  w rela­cji do war­to­ści pol­skiej wol­no­ści i toż­sa­mo­ści. Udział nasz w ruchu Soli­dar­no­ści  a potem  orga­ni­za­cja grup rekon­struk­cyj­nych przez moje dzie­ci i wnu­ki mogą wska­zy­wać na gene­alo­gicz­ną obec­ność tych  war­to­ści. Poprzez kształ­to­wa­nie patrio­ty­zmu moż­na poszu­ki­wać wła­snej toż­sa­mo­ści. Powin­ni­śmy te war­to­ści nadal roz­wi­jać bądź kul­ty­wo­wać dla dobra  naszej ojczyzny.

Pod­czas wspo­mnia­nej na począt­ku tego arty­ku­łu  XXIII kon­fe­ren­cji “Nauka a jakość życia” w Wil­nie zada­łam pyta­nie. Czy to nie­da­ją­ce się wyko­rze­nić z Pola­ków poczu­cie war­to­ści naszej wol­no­ści i pol­skiej toż­sa­mo­ści w cza­sach znie­wo­le­nia  jest też  zwią­za­ne  pamię­cią kul­tu­ro­wą  czy może nawet z pamię­cią gene­alo­gicz­ną zapi­sa­ną w opro­gra­mo­wa­niu geno­mu. Odpo­wie­dzia­łam na nie nastę­pu­ją­co jak poni­żej  co opi­sa­łam  też  i poda­łam wraz z biblio­gra­fią   w arty­ku­le pokon­fe­ren­cyj­nym w wyda­nym nie­daw­no 17 tomie   Stu­dium Vil­nen­se (ISSN 1648–7907), vol. 17, str 68–69, 2020)

Z prac zna­ne­go nie­miec­kie­go  egip­to­lo­ga  Jana Assman­na  wyni­ka, że pismo, zapa­mię­ty­wa­nie i poli­tycz­na toż­sa­mość w cywi­li­za­cjach sta­ro­żyt­nych jest prze­ja­wem pamię­ci jako zja­wi­ska kul­tu­ro­we­go.  Pra­wo, oby­czaj, sys­tem war­to­ści kształ­tu­ją­ce toż­sa­mość zbio­ro­wą i obec­ną w pamię­ci  przez stu­le­cia jest wzmac­nia­na przez  aktyw­ne wspo­mi­na­nie  i jej poli­tycz­ną legi­ty­mi­za­cję. (Assmann J. 2015)

Bada­nia nad pamię­cią z punk­tu widze­nia bio­lo­gicz­ne­go może suge­ro­wać zwią­zek z trans­ge­ne­ra­cyj­nym dzie­dzi­cze­niem poję­cia war­to­ści prze­ka­zy­wa­nych przez przod­ków. Czy taki  efekt poko­le­nio­wy czy­li prze­ka­zy­wa­nie z poko­le­nia na poko­le­nie zmian kul­tu­ro­wych jest możliwy?

Trans­ge­ne­ra­cyj­ne dzie­dzi­cze­nie obej­mu­jąc  mate­riał komó­rek roz­rod­czych (plem­ni­ki lub komór­ki jajo­we) może prze­ka­zy­wać zmia­ny  wyznacz­ni­ków epi­ge­ne­tycz­ne­go  opro­gra­mo­wa­nia geno­mu  wska­zu­ją­cych jak będzie pra­co­wał dany gen w okre­ślo­nym orga­ni­zmie nie wyłą­cza­jąc komó­rek ukła­du ner­wo­we­go (Welberg 2001).

Regu­la­cja  poza­ge­no­wa (epi­ge­ne­tycz­na ) okre­śla, czy i kie­dy docho­dzi do eks­pre­sji  poszcze­gól­nych genów. To aktu­al­nie inten­syw­nie bada­ny  swo­isty  korek­tor instruk­cji zapi­sa­nej w DNA. Ste­ru­je pro­ce­sa­mi odpo­wia­da­ją­cy­mi za włą­cza­nie i wyłą­cza­nie  odczy­tu poszcze­gól­nych genów (eks­pre­sja) i odpo­wia­da za ich  regu­la­cję. Mie­dzy inny­mi  geny mogą być mody­fi­ko­wa­ne przez przy­łą­cza­nie  gru­py mety­lo­wej, powo­du­jąc  mety­la­cję  dane­go odcin­ka DNA, któ­ra  dzia­ła jak wyłącz­nik unie­moż­li­wia­jąc odczyt infor­ma­cji gene­tycz­nej z tego odcin­ka. (Bird 2001) Mety­la­cja DNA może być rese­to­wa­na w komór­kach roz­rod­czych  pod­czas prze­ka­zy­wa­nia genów kolej­nym poko­le­niom Oka­zu­je się, ze nie­któ­re gru­py mety­lo­we są w sta­nie prze­trwać pro­ces rese­to­wa­nia i pozo­stać w geno­mie, a tym samym prze­do­stać się do kolej­ne­go poko­le­nia prze­no­sząc  zmia­ny regu­la­cji funk­cji genów  wywo­ła­ne śro­do­wi­sko­wym wpły­wem  wyda­rzeń na poprzed­nie pokolenie.

Przez to dzie­ci osób, któ­re prze­ży­ły trau­mę, są mniej odpor­ne na stres i bar­dziej skłon­ne do depre­sji, choć nie mogą pamię­tać trau­my rodzica.

Wia­do­mo, że takie śla­dy w kolej­nych poko­le­niach mogą powsta­wać po wyjąt­ko­wo trau­ma­tycz­nych prze­ży­ciach  rodzi­ców jak na przy­kład po doświad­cze­niach wojen­nych i  pro­wa­dzić  do  zmie­nio­nej gospo­dar­ki neu­ro­hor­mo­nal­nej, na przy­kład zabu­rzeń w wydzie­la­niu kor­ty­zo­lu, hor­mo­nu stresu.

Obser­wa­cje ame­ry­kań­skich wete­ra­nów wojen­nych z obja­wa­mi stre­su potrau­ma­tycz­ne­go spo­wo­do­wa­ły wpro­wa­dze­nie nowe­go nazew­nic­twa zespo­łu tych obja­wów  jako Gulf War syn­dro­me. Pato­ge­ne­zę dzia­ła­nia  tzw. stre­su psy­cho­lo­gicz­ne­go w induk­cji cho­rób psy­chia­trycz­nych, poura­zo­wych zmian oso­bo­wo­ści czy zespo­łu stre­su poura­zo­we­go dziś  moż­na roz­pa­try­wać już na pozio­mie zmian epi­ge­ne­tycz­nych  i ich zna­jo­mość wyzna­cza moż­li­wo­ści poszu­ki­wań oddzia­ły­wań tera­peu­tycz­nych.  Bada­nia Klen­ge­ra  i wsp 2013 mózgów  poko­le­nia męż­czyzn z depre­sją doko­nu­ją­cych samo­bójstw wyka­za­ły zmia­ny w obrę­bie intro­nu 2- regu­la­to­ra  genu FKBP5  kodu­ją­ce­go biał­ko z gru­py immu­no­fi­lin w hipo­kam­pie i w leu­ko­cy­tach. Ogra­ni­czy­ły  one  moż­li­wo­ści radze­nia sobie ze stre­sem  i zosta­ły  naby­te w okre­sie pre­na­tal­nym. Mat­ki  tych męż­czyzn w tym okre­sie prze­zy­wa­ły dłu­go­trwa­ły  stres wsku­tek  gło­du panu­ją­ce­go w Danii w okre­sie w II woj­ny światowej.

Jak dowio­dło bada­nie pro­wa­dzo­ne w Holan­dii na dzie­ciach matek, któ­re w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej cier­pia­ły głód, orga­ni­zmy dzie­ci pamię­ta­ły trau­mę gło­du – Ponie­waż  ich meta­bo­lizm zmie­niał się w taki spo­sób, aby zacho­wać jak naj­wię­cej ener­gii, dla­te­go więk­szość z nich mia­ła w doro­słym życiu pod­wyż­szo­ne ryzy­ko oty­ło­ści. Naj­now­sze bada­nia duń­skie nad wskaź­ni­ka­mi  epi­ge­ne­tycz­ny­mi potwier­dza­ją taką  zależność.

Zmia­ny dzie­dzi­czo­ne naby­te po kil­ku poko­le­niach mogą się jed­nak  cof­nąć. Wyni­ki badań wza­jem­nych rela­cji genów w dia­lo­gu  ze śro­do­wi­skiem i odwrot­nie pozwa­la­ją stwier­dzić, że kształ­tu­je nas zarów­no natu­ra jak i kul­tu­ra  Pozna­wa­ny wpływ śro­do­wi­ska na dzia­ła­nie genów i spo­sób jego wyko­rzy­sta­nia (wycho­wa­nie !!) nakła­da na nas ogrom­ną odpo­wie­dzial­ność za losy (zdro­wie) przy­szłych poko­leń. Z tego wyni­ka tez  nasza odpo­wie­dzial­ność za wła­ści­we wycho­wa­nie kolej­nych poko­leń dla dobra naszej ojczy­zny w imię odzie­dzi­czo­nych war­to­ści skła­da­ją­cych się na nasz patrio­tyzm i czło­wie­czeń­stwo. Zacho­wa­nie  pamię­ci o tym, co było, o co wal­czo­no przez poko­le­nia i jakie tra­dy­cje nam wpa­ja­no pozwa­la sta­wać po stro­nie dobra i pięk­na, a nie zła i nie­na­wi­ści. Gene­alo­gicz­na pamięć tych war­to­ści zasłu­gu­je na szcze­gól­na uwa­gę. Ogrom­ny roz­wój epi­ge­ne­ty­ki ostat­nich lat, któ­ra jest  swo­istym opro­gra­mo­wa­niem mate­ria­łu gene­tycz­ne­go reagu­ją­cym na śro­do­wi­sko otwie­ra  moż­li­wo­ści bada­nia  takie­go zało­że­nia. Ist­nie­je tu potrze­ba śle­dze­nia gene­alo­gii  poszcze­gól­nych rodów ze zwró­ce­niem uwa­gi na potom­ków tych, któ­rzy wal­czy­li o wol­ność w imię pol­skiej tożsamości .

Pamięć o nich mogła  być zacho­wa­na w archi­wa­liach bądź  prze­ka­zy­wa­na w tra­dy­cji rodzin­nej i słu­żyć takim bada­niom z udzia­łem współ­cze­snych pokoleń.

Ali­na T. Midro