Michal­kie­wicz: Od Ada­ma i Ewy

Kto by pomy­ślał, że w takich znaj­dzie­my się tara­pa­tach? Ale moż­na to było prze­wi­dzieć jesz­cze pra­wie 30 lat temu, kie­dy to pan mini­ster Sku­bi­szew­ski, w imie­niu nasze­go nie­szczę­śli­we­go kra­ju pod­pi­sy­wał umo­wę sto­wa­rzy­sze­nio­wą ze Wspól­no­ta­mi Euro­pej­ski­mi. Taka była logi­ka ówcze­snych wyda­rzeń, bo sko­ro impe­rium sowiec­kie posta­no­wi­ło ewa­ku­ować się z Euro­py Środ­ko­wej, to nastą­pi­ło odwró­ce­nie soju­szy. Nawia­sem mówiąc, mini­ster Sku­bi­szew­ski pod­pi­sał jesz­cze trak­tat pol­sko-nie­miec­ki o dobrym sąsiedz­twie i przy­ja­znej współ­pra­cy – nie­ko­rzyst­ny dla Pol­ski, a korzyst­ny dla mniej­szo­ści nie­miec­kiej w Polsce.

W kwiet­niu 1992 roku  Krzysz­tof Wyszkow­ski ujaw­nił, że to dla­te­go, bo Niem­cy wie­dzie­li, iż mini­ster Sku­bi­szew­ski był taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB, któ­ra zwer­bo­wa­ła go bodaj­że w ramach ope­ra­cji “Hia­cynt”, zorien­to­wa­nej na pozy­ska­nie agen­tu­ry w śro­do­wi­skach sodo­mi­tów i gomo­ry­tów – no i stra­szy­li go, że o wszyst­kim opo­wie­dzą. Brnę­li­śmy tedy w tę umo­wę sto­wa­rzy­sze­nio­wą, a tym­cza­sem Wspól­no­ty Euro­pej­skie pod­pi­sa­ły trak­tat w Maastricht, któ­ry wszedł w życie w roku 1993.

Wspo­mi­nam o tym, bo ten trak­tat w spo­sób zasad­ni­czy zmie­niał for­mu­łę współ­pra­cy euro­pej­skiej. Dotych­czas bowiem była to for­mu­ła kon­fe­de­ra­cji, czy­li związ­ku suwe­ren­nych państw – a trak­tat z Maastricht zmie­nił ją na for­mu­łę fede­ra­cji, czy­li pań­stwa związ­ko­we­go. I tak już zosta­ło, więc kie­dy w czerw­cu 2003 roku obec­ny Naczel­nik Pań­stwa, nawia­sem mówiąc, w peł­nej zgo­dzie z folks­doj­cza­mi z Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej strę­czył Pola­kom Anschluss do Unii Euro­pej­skiej i uda­ło mu się prze­ko­nać więk­szość oby­wa­te­li, to strę­czył wła­śnie do fede­ra­cji, to zna­czy – pań­stwa związ­ko­we­go, z Niem­ca­mi, jako tej fede­ra­cji kie­row­ni­kiem poli­tycz­nym, a więc – do IV Rze­szy, któ­rą Niem­cy, po nie­po­wo­dze­niach dozna­nych przez wybit­ne­go przy­wód­cę socja­li­stycz­ne­go Adol­fa Hitle­ra, posta­no­wi­ły budo­wać środ­ka­mi poko­jo­wy­mi. W następ­stwie tego refe­ren­dum Pol­ska raty­fi­ko­wa­ła trak­tat akce­syj­ny i 1 maja 2004 roku, wraz z sied­mio­ma inny­mi ban­tu­sta­na­mi Środ­ko­wej Euro­py, zosta­ła do IV Rze­szy przyłączona.

Potem inte­gra­cja euro­pej­ska pogłę­bia­ła się i pogłę­bia­ła, bez wzglę­du na to, czy rzą­dzi­li folks­doj­cze, czy pło­mien­ni dzier­żaw­cy mono­po­lu na patrio­tyzm, aż wresz­cie na pod­sta­wie usta­wo­we­go upo­waż­nie­nia z 1 kwiet­nia 2008 roku, za któ­rym rów­nież, obok folks­doj­czów, gło­so­wa­ła więk­szość pło­mien­nych dzier­żaw­ców, pre­zy­dent Kaczyń­ski 10 paź­dzier­ni­ka 2009 roku raty­fi­ko­wał trak­tat lizboń­ski. Zawie­ra on roz­ma­ite zasa­dy, na przy­kład – zasa­dę prze­ka­za­nia, któ­ra sta­no­wi, iż Unią Euro­pej­ska, to zna­czy – jej wła­dze – mają tyl­ko tyle i tyl­ko takich kom­pe­ten­cji, jakie prze­ka­żą jej człon­kow­skie ban­tu­sta­ny – ale rów­nież – zasa­dę lojal­nej współ­pra­cy, sta­no­wią­cą, iż pań­stwa człon­kow­skie musza powstrzy­mać się przez każ­dym dzia­ła­niem, któ­re mogło­by zagro­zić urze­czy­wist­nie­niu celów Unii Euro­pej­skiej – nie­za­leż­nie od kom­pe­ten­cji prze­ka­za­nych. Przy­po­mi­nam o tym wszyst­kim, bo kie­dy w roku 2015, po ponow­nym przej­ściu Pol­ski pod kura­te­lę ame­ry­kań­ską, wsku­tek cze­go na pozy­cji lide­ra tubyl­czej sce­ny poli­tycz­nej zosta­ła osa­dzo­na eks­po­zy­tu­ra Stron­nic­twa Ame­ry­kań­sko-Żydow­skie­go, Niem­cy, któ­re nie chcia­ły pogo­dzić się z utra­tą wpły­wów poli­tycz­nych w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju, w roku 2017 wpa­dły na pomysł, to zna­czy – przy­po­mnia­ły sobie, że krze­wie­nie pra­wo­rząd­no­ści jest jed­nym z naj­waż­niej­szych, a  może nawet naj­waż­niej­szym celem Unii Euro­pej­skiej. No i się zaczęło.

A sko­ro się zaczę­ło, to musia­ło mieć ciąg dal­szy – i wła­śnie w ramach two­rze­nia cią­gu dal­sze­go, doszło w Unii Euro­pej­skiej, podob­nie jak to docho­dzi u Kukuń­ka, do ukształ­to­wa­nia się “kon­cep­cji”, by powią­zać wyso­kość unij­nych sub­wen­cji dla człon­kow­skich ban­tu­sta­nów z oce­ną pra­wo­rząd­no­ści. Kto tę pra­wo­rząd­ność będzie oce­niał i według jakich kry­te­riów  — tego jesz­cze nikt nie wie, ale na pew­no jakiś spo­sób zosta­nie przy­ję­ty. I w lip­cu na kon­wen­ty­klu dygni­ta­rzy Unii Euro­pej­skiej, zosta­ła przy­ję­ta zasa­da powią­za­nia sub­wen­cji z praworządnością.

Pan pre­mier Mora­wiec­ki zgo­dził się na to z entu­zja­zmem i rzą­do­wa tele­wi­zja przed­sta­wi­ła to jako ogrom­ny suk­ces nasze­go kra­ju – ale ponie­waż pan pre­mier rywa­li­zu­je z mini­strem Zio­brą i poboż­nym wice­pre­mie­rem Gowi­nem o sche­dę po Naczel­ni­ku Pań­stwa Jaro­sła­wie Kaczyń­skim – to mini­ster Zio­bro wyko­rzy­stał tę sytu­ację dla posta­wie­nia pre­mie­ra Mora­wiec­kie­go pod ścia­ną przy pomo­cy nie­zwy­kle patrio­tycz­nej zastaw­ki, że “nie będzie Nie­miec pluł nam w twarz”. W takiej sytu­acji pre­mier Mora­wiec­ki nie miał inne­go wyj­ścia, jak jed­nym susem prze­sko­czyć na nie­ubła­ga­ny grunt patrio­tycz­ny tym bar­dziej, że i Naczel­nik Pań­stwa, któ­ry uwo­dzi swo­ich wyznaw­ców pło­mien­nym patrio­ty­zmem, też musiał się Niem­com postawić.

W ten spo­sób doszło do zapo­wie­dzi zawe­to­wa­nia przez Pol­skę i przez Węgry budże­tu Unii Euro­pej­skiej na lata 2021 – 2027. Przy­ję­cie budże­tu wyma­ga bowiem jed­no­myśl­no­ści, toteż bruk­sel­scy biu­ro­kra­ci zaczę­li kom­bi­no­wać jak­by tu Pol­skę i Węgry uka­rać  i wpa­dli na pomysł, żeby pozba­wić oby­dwa pań­stwa udzia­łu w podzia­le tak zwa­ne­go fun­du­szu wspar­cia, utwo­rzo­ne­go gwo­li sfi­nan­so­wa­nia wal­ki z eko­no­micz­ny­mi następ­stwa­mi wal­ki, jaką rzą­dy pro­wa­dzą z epi­de­mią zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa, a któ­ry liczyć ma 750 mld euro.

Na zuchwal­stwo Pol­ski i Węgier zawrza­ły obu­rze­niem nie­któ­re inne pań­stwa Unii Euro­pej­skiej, a naj­bar­dziej Kró­le­stwo Nider­lan­dów, któ­re­go par­la­ment nawet naka­zał rzą­do­wi oskar­że­nie Pol­ski przed Euro­pej­skim Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wo­ści w Luk­sem­bur­gu. Nie bar­dzo wia­do­mo – o co wła­ści­wie — bo – po pierw­sze – pra­wo weta jest zawa­ro­wa­ne w oby­dwu trak­ta­tach, więc gdy pań­stwo człon­kow­skie wetu­je na przy­kład budżet, to po pro­stu korzy­sta ze swo­je­go pra­wa, a nie popeł­nia żad­ne­go prze­stęp­stwa. Dla­te­go jako wyjąt­ko­we łaj­dac­two trze­ba potrak­to­wać dzia­ła­nia folks­doj­czów, w szcze­gól­no­ści zaś – Donal­da Tuska, Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Pup­ki i pana mar­szał­ka Sena­tu Toma­sza Grodz­kie­go, któ­ry w dodat­ku w swo­im orę­dziu dał popis wyjąt­ko­we­go kabo­tyń­stwa – bo przy­łą­czy­li się oni do tych absur­dal­nych oskar­żeń, w dodat­ku – z niskich pobu­dek, to zna­czy – z oba­wy przed utra­tą mate­rial­nych korzy­ści w przy­pad­ku pomi­nię­cia Pol­ski i Węgier  w roz­dzia­le środ­ków z fun­du­szu wsparcia.

Dru­gą niską pobud­ką jest par­tyj­nic­two, a więc zacie­trze­wie­nie, któ­re skła­nia folks­doj­czów do dzia­ła­nia wbrew inte­re­so­wi pań­stwo­we­mu, kie­dy tyl­ko poja­wia się nadzie­ja pognę­bie­nia prze­ciw­ni­ka poli­tycz­ne­go, nawet przy udzia­le zagra­nicz­nych hien. Napraw­dę szko­da, że zli­kwi­do­wa­na zosta­ła w Unii Euro­pej­skiej kara  śmier­ci – bo gdy­by za zdra­dę sta­nu gro­ził pie­niek albo powróz, to nawet folks­doj­cze by się zre­flek­to­wa­li. Ale myślę, że wła­śnie dla­te­go kara ta zosta­ła znie­sio­na, by prze­stęp­cy sta­nu nie musie­li się nicze­go oba­wiać. Po dru­gie – udział w roz­dzia­le środ­ków z fun­du­szu wspar­cia, nie jest żad­ną nagro­dą przy­zna­wa­ną za dobre spra­wo­wa­nie, tyl­ko pomo­cą dla prze­zwy­cię­że­nia eko­no­micz­nych skut­ków wal­ki z epi­de­mią. Nawia­sem mówiąc, nie są to w cało­ści sub­wen­cje, bo przy­naj­mniej poło­wa to mają być pożyczki.

W związ­ku z tym koniecz­ne jest przed­sta­wie­nie pomy­słu sta­re­go finan­so­we­go żydow­skie­go gran­dzia­rza Jerze­go Soro­sa. Zapro­po­no­wał on ni mniej, ni wię­cej, by gwo­li zdo­by­cia środ­ków na wal­kę z tymi skut­ka­mi, Unią Euro­pej­ska sprze­da­ła “finan­sje­rze” obli­ga­cje wie­czy­ste. Tych wie­czy­stych obli­ga­cji nie trze­ba by wyku­py­wać, ale za to trze­ba by pła­cić rów­nie “wie­czy­ste” pro­cen­ty. A skąd “finan­sje­ra” wzię­ła­by te pie­nią­dze? To pro­ste; Rezer­wa Fede­ral­na wpi­sa­ła­by sobie po stro­nie akty­wów daj­my na to 100, albo nawet i 1000 miliar­dów dola­rów, a następ­nie poży­czy­ła je ban­kom komer­cyj­nym, któ­re kupi­ły­by od Unii Euro­pej­skiej owe “wie­czy­ste obli­ga­cje”, inka­su­jąc “wie­czy­ste pro­cen­ty”, któ­ry­mi dzie­li­ły­by się  z Rezer­wą Fede­ral­ną. Mówiąc krót­ko – jest to pomysł wzię­cia w nie­wo­lę żydow­skiej “finan­sje­ry” co naj­mniej 500 mln Euro­pej­czy­ków. Dzię­ki tej szcze­rej pro­po­zy­cji gran­dzia­rza lepiej rozu­mie­my, dla­cze­go w związ­ku z poja­wie­niem się zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa zosta­ła przez rzą­dy, media i prze­mysł far­ma­ceu­tycz­ny, nakrę­co­na taka spi­ra­la paniki.

Sta­ni­sław Michalkiewicz