Krót­ko i po pro­stu, pla­cek lota­ryń­ski. Został wyna­le­zio­ny podob­no przez pie­ka­rza w mie­ście Nan­cy. O kuch­ni fran­cu­skiej krą­żą legen­dy, jest jed­ną z naj­lep­szych oraz naj­bar­dziej wykwint­nych kuch­ni nasze­go świa­ta, choć wie­lu pod­da­je to pod dyskusję.

Quiche to popu­lar­ne sztan­da­ro­we danie Lota­ryn­gii, było począt­ko­wo robio­ne z cia­sta chle­bo­we­go, a nie kru­che­go, któ­re obec­nie jest jego pod­sta­wą. Wypeł­nie­nie sta­no­wi masa jajecz­no-śmie­ta­no­wa i boczek. W daw­nej, kla­sycz­nej wer­sji nie było sera, ale dziś sta­no­wi on bar­dzo sma­ko­wi­ty skład­nik tej potra­wy. Quiche oprócz walo­rów sma­ko­wych ma jesz­cze jed­ną super nie­po­wta­rzal­ną zale­tę, wyma­ga mało kro­je­nia, mało sma­że­nia i mało goto­wa­nia. Wła­ści­wie quiche robi się sam, ale jak już się upie­cze to ho, ho, pychota.

Reklama

skład­ni­ki (moja for­ma ma 24 cm średnicy)

250 g mąki pszen­nej + odro­bi­na do podsypywania

    150 g masła

    4–5 jaj­ka (zale­ży od wielkości)

    1 łyżecz­ka soli

    200 g bocz­ku wędzo­ne­go, pokro­jo­ne­go w słup­ki lub kosteczkę

    200 g śmie­ta­ny, gęstej

    150 g sera żół­te­go, star­te­go (u mnie ementaler)

    sól, pieprz, gał­ka musz­ka­to­ło­wa, odro­bin­ka chi­li — do smaku

Z mąki, masła, 1 jaj­ka i soli przy­go­to­wu­je­my cia­sto — Więc parę słów o cie­ście, kru­chym — sło­nym, któ­re sta­no­wi bazę do wie­lu tart i quiche-ów. Cał­kiem faj­ne cia­sto moż­na łatwo osią­gnąć na 3 sposoby.

Ręka­mi, w malak­se­rze lub dro­gą kup­na. Naj­ła­twiej oczy­wi­ście kupić gotow­ca. Z regu­ły jed­nak robię cia­sto sam. Odkąd mam malak­ser to pra­ca jest ist­ną przy­jem­no­ścią. Wrzu­ca­my do maszy­ny prze­sia­ną mąkę oraz kawał­ki schło­dzo­ne­go masła. Dobrze, po pocię­ciu masła na mniej­sze kawał­ki, wło­żyć je ponow­nie do lodów­ki, — przy cie­ście kru­chym chłod­ne skład­ni­ki to grunt. Uży­wa­my pul­sa­cyj­ne­go try­bu pra­cy i mie­sza­my skład­ni­ki, aż będą przy­po­mi­nać okru­chy chle­ba. Dalej doda­je­my jaj­ko, wodę lub mle­ko — zależ­nie od widzi­mi­się i mik­su­je­my na wol­nych, ale cią­głych obro­tach do momen­tu, aż cia­sto zacznie for­mo­wać się w kulę. Waż­ne, aby nie mik­so­wać cia­sta zbyt dłu­go. Następ­nie, po wyję­ciu cia­sta z miski, szyb­ko for­mu­je­my w rękach, kil­ko­ma rucha­mi kulę. Paku­je­my do wor­ka folio­we­go i do lodówki.

Jeśli cho­dzi o ręcz­ne robie­nie cia­sta rów­nież trze­ba pamię­tać o chłod­nych skład­ni­kach, a więc dobrze schło­dzo­ne masło i jaj­ko oraz jak naj­mniej kon­tak­tu z cie­płem nasze­go cia­ła. Naj­pierw w misce, szpa­tuł­ką, mie­sza­my prze­sia­ną mąkę z pokro­jo­nym masłem, aż zoba­czy­my “okrusz­ki”. Następ­nie doda­je­my pły­ny mie­sza­jąc (sie­ka­jąc) cia­sto nożem, widel­cem lub “sie­ka­czem do cia­sta kru­che­go”. Gdy cia­sto wchło­nie pły­ny krót­ko je zagnia­ta­my. Nie­za­leż­nie od meto­dy wyro­bu cia­sto nale­ży schło­dzić przed pie­cze­niem. I jesz­cze jed­na sprawa.

Pod­pie­ka­nie. Jest to waż­ne szcze­gól­nie przy tar­tach z płyn­nym far­szem. Zapo­bie­ga zawil­go­ce­niu cia­sta i pozwa­la mu zacho­wać kru­chość. Pod­pie­ka­my cia­sto z regu­ły pod papie­rem do pie­cze­nia, obcią­żo­ne fasol­ka­mi, gro­chem czy róż­ny­mi cera­micz­ny­mi zamien­ni­ka­mi (kul­ki szkla­ne). Dzię­ki temu cia­sto pozo­sta­je pła­skie, a jego brze­gi nie kur­czą się. Co do for­my do pie­cze­nia, naj­wy­god­niej­sza jest meta­lo­wa z wyj­mo­wa­nym dnem. Metal pozwa­la uzy­skać chru­pią­ce i kru­che cia­sto, a odpi­na­ne wyj­mo­wa­ne dno uła­twia wyję­cie wypieku.

Nagrze­wa­my pie­kar­nik do tem­pe­ra­tu­ry 200 stop­ni. Pie­cze­my cia­sto przez 15 minut, następ­nie ścią­ga­my obcią­że­nie i krót­ko pod­pie­ka­my jesz­cze 5 minut. W mię­dzy­cza­sie przy­go­to­wu­je­my farsz. (Ja uży­wam wie­lu róż­nych skład­ni­ków i też jest pysz­ny, warzy­wa, reszt­ki wędlin i pie­cze­ni). Boczek lek­ko pod­sma­ża­my na patel­ni, a jaj­ka i śmie­ta­nę ubi­ja­my mik­se­rem. Przy­pra­wia­my masę solą, pie­przem i gał­ką musz­ka­to­ło­wą. Na pod­pie­czo­ny spód wykła­da­my pod­sma­żo­ny boczek, posy­pu­je­my serem i zale­wa­my masą śmie­ta­no­wo — jajecz­ną. Pie­cze­my 35 minut, aż wierzch tar­ty się ład­nie zru­mie­ni. Po wyję­ciu z pie­kar­ni­ka odsta­wia­my na 5 minut. Sma­ku­je dosko­na­le zarów­no na cie­pło jak i zim­no. Smacznego.

Bogu­sław Sypień