Afe­ra szcze­pion­ko­wa zata­cza w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju coraz szer­sze krę­gi, bo oka­za­ło się, że w War­szaw­skim Uni­wer­sy­te­cie Medycz­nym poza kolej­ką zaszcze­pi­ło się znacz­nie wię­cej szczę­śliw­ców, niż tyl­ko 18 cele­bry­tów z panią Kry­sty­ną Jan­dą na czele.

Ujaw­nie­nie tej spra­wy mogło być ele­men­tem kam­pa­nii pro­pa­gan­do­wej, za czym prze­ma­wia­ła­by oko­licz­ność, że wcią­gu nie­speł­na tygo­dnia licz­ba oby­wa­te­li prze­ko­na­nych do szcze­pion­ki gwał­tow­nie wzro­sła. Jeśli tedy afe­ra zosta­ła zaini­cjo­wa­na przez pierw­szo­rzęd­nych fachow­ców, to muszą oni dość dobrze znać men­tal­ność nasze­go spo­łe­czeń­stwa. Ale nie tyl­ko nasze­go, bo wła­śnie oka­za­ło się, że we Wło­szech wybu­chła taka sama afe­ra, tyle, że na znacz­nie więk­szą ska­lę. Wszyst­ko by się zga­dza­ło, bo sko­ro kon­cer­ny far­ma­ceu­tycz­ne dzia­ła­ją w ska­li glo­bal­nej, to i kam­pa­nie pro­pa­gan­do­we też muszą wszę­dzie prze­bie­gać według podob­ne­go schematu.

Tym­cza­sem pan Nie­dziel­ski, zarzą­dza­ją­cy epi­de­mią jako mini­ster zdro­wia, sro­ży się nie­by­wa­le i doma­ga dymi­sji, ale wie­le wska­zu­je na to, że wszyst­ko zakoń­czy się weso­łym obe­rkiem. Na taki rado­sny finał wska­zy­wa­ła­by spra­wa aman­ta­dy­ny, któ­ra jest zna­nym od lat lekiem sto­so­wa­nym w cho­ro­bie Par­kin­so­na. Pan dr Wło­dzi­mierz Bod­nar, pul­mo­no­log z Prze­my­śla zauwa­żył, że dzia­ła ona hamu­ją­co rów­nież na zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa, dzię­ki cze­mu pacjen­ci, któ­rym ją zaapli­ko­wa­no, przy­cho­dzi­li do sie­bie już po 2–3 dniach kura­cji i to bez żad­nych powi­kłań. Wyle­czo­nych zosta­ło w ten spo­sób kil­ku­set pacjen­tów, a dzię­ki mediom spra­wa sta­ła się głośna.

Jed­nak biu­ro­kra­cja, admi­ni­stru­ją­ca ochro­ną zdro­wia w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju, przy­ję­ła tę wia­do­mość lodo­wa­to, a kie­dy pod naci­skiem opi­nii publicz­nej zmu­szo­na była się ugiąć, to skie­ro­wa­ła aman­ta­dy­nę do “badań”. Czy ugrzęź­nie tam ona na dłu­gie mie­sią­ce, aż do ofi­cjal­ne­go zakoń­cze­nia epi­de­mii – tego wyklu­czyć nie moż­na, bo po co tu jakaś aman­ta­dy­na, któ­ra w dodat­ku jest tania, pod­czas gdy szcze­pion­ki nawet nie wia­do­mo ile wła­ści­wie kosz­to­wa­ły, mimo iż poseł Kor­win-Mik­ke na komi­sji zdro­wia pró­bo­wał się tego od pana mini­stra Nie­dziel­skie­go dowie­dzieć. Co wię­cej, szcze­pie­nia trze­ba będzie powtó­rzyć po dwóch latach, a naj­le­piej by  było, gdy­by oby­wa­te­le “wyszcze­pia­li się” każ­de­go roku.

Tym­cza­sem rząd zata­cza się od ścia­ny do ścia­ny, bo z jed­nej stro­ny ogło­sił, iż naj­młod­si ucznio­wie, z klas od pierw­szej do trze­ciej już 18 stycz­nia wró­cą do szkół, ale za to naro­do­wa kwa­ran­tan­na zosta­nie prze­dłu­żo­na do koń­ca stycz­nia, a nie jest to oczy­wi­ście ostat­nie sło­wo. Na takie dic­tum góra­le, któ­rzy nie mogą w swo­ich hote­lach przyj­mo­wać gości, zawrze­li obu­rze­niem i zapo­wie­dzie­li akcję oby­wa­tel­skie­go nie­po­słu­szeń­stwa w posta­ci otwar­cia od 18 stycz­nia hote­li, pen­sjo­na­tów i restau­ra­cji jak gdy­by nigdy nic, a jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że ich śla­dy pój­dą inni drob­ni przed­się­bior­cy z branż zagro­żo­nych ban­kruc­twem. Rząd ogło­sił, że gmi­nom pod­gór­skim prze­ka­że miliard zło­tych na wal­kę ze skut­ka­mi wła­snych zarzą­dzeń, ale zbun­to­wa­ni góra­le naj­wy­raź­niej tę hoj­ność zlekceważyli.

W tej sytu­acji gru­pa posłów z obo­zu rzą­do­we­go zapo­wie­dzia­ła usta­wę roz­sze­rza­ją­cą upraw­nie­nia poli­cji kosz­tem upraw­nień oby­wa­te­li. Cho­dzi o to, że dotych­czas oby­wa­tel może odmó­wić przy­ję­cia man­da­tu kar­ne­go, a wte­dy spra­wa tra­fia do nie­za­wi­słe­go sądu. Zmia­na ma pole­gać na tym, że oby­wa­tel utra­ci pra­wo do odmo­wy przy­ję­cia man­da­tu, więc będzie musiał karę zapła­cić i dopie­ro potem mozol­nie docho­dzić spra­wie­dli­wo­ści przed nie­za­wi­słym sądem. Sku­tek zale­ży od tego, czy nie­za­wi­sły sąd  będzie pro­rzą­do­wy, czy też opo­zy­cyj­ny. Nie­za­wi­sły sąd pro­rzą­do­wy nie tyl­ko przy­kle­pie ale może jesz­cze doło­żyć do kary, pod­czas gdy nie­za­wi­sły sąd opo­zy­cyj­ny może skar­żą­ce­go się oby­wa­te­la od kary uwol­nić. Nie­ste­ty nigdy nie moż­na mieć pew­no­ści, czy nie­za­wi­sły sąd jest taki, czy taki. Takie rze­czy mogą, a wła­ści­wie powin­ni wie­dzieć adwo­ka­ci i rad­co­wie praw­ni, któ­rych w takiej sytu­acji trze­ba będzie zaan­ga­żo­wać – oczy­wi­ście nie za dar­mo. Wszy­scy zatem mogą być zado­wo­le­ni, oczy­wi­ście z wyjąt­kiem oby­wa­te­li uka­ra­nych, któ­rzy tak czy owak będą musie­li zapła­cić. Ale wal­ka o pra­wo­rząd­ność – a w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju od 2017 roku toczy się nie­ubła­ga­na wal­ka o pra­wo­rząd­ność  — bez ofiar obejść sie nie może, to chy­ba jasne. Nie wia­do­mo jed­nak, czy doj­dzie do prze­for­so­wa­nia tej usta­wy, bo poboż­ny wice­pre­mier Jaro­sław Gowin zapo­wie­dział, że jego Poro­zu­mie­nie jej nie poprze. Jeśli tedy nie poprze jej rów­nież obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, to pro­jekt zosta­nie odrzu­co­ny, bo uszczu­plo­na w ten spo­sób koali­cja rzą­do­wa nie będzie mia­ła większości.

Tym­cza­sem  w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju rośnie bia­ły orszak męczen­ni­ków reży­mu. Pan prof, Simon dozna­je męczeń­stwa w związ­ku ze swo­ją nader rady­kal­ną posta­wą w spra­wie zwal­cza­nia koro­na­wi­ru­sa, a ści­ślej – w spra­wie egze­kwo­wa­nia wobec oby­wa­te­li tak zwa­nej “świa­do­mej dyscypliny”.

Męczeń­stwo to, pole­ga­ją­ce podob­no na pogróż­kach i kry­ty­ce w mediach spo­łecz­no­ścio­wych osła­dza mu pew­nie oko­licz­ność, że od kon­cer­nu Pfi­zer, któ­re­go szcze­pion­ka­mi oby­wa­te­le się fasze­ru­ją, dosta­wał jakieś “gran­ty” — ale pozo­sta­li męczen­ni­cy nie mają na osło­dę nic poza poczu­ciem moral­nej wyż­szo­ści. Mam tu na myśli Wdo­wę Naro­do­wą, to zna­czy – panią Mag­da­le­nę Ada­mo­wi­czo­wą, któ­ra już w lutym będzie musia­ła sta­wić się przed nie­za­wi­słym sądem, bo Pro­ku­ra­tu­ra Kra­jo­wa zarzu­ca jej “zata­je­nie” docho­dów na 300 i 200 tysię­cy zło­tych. Na szczę­ście spra­wa liczy sobie ponad 100 tomów akt, a poza tym trze­ba będzie prze­słu­chać ponad 120 świad­ków, bo może być trud­ne w okre­sie sza­le­ją­cej epi­de­mii. Tym­cza­sem ter­min przedaw­nie­nia tych oskar­żeń  mija 31 grud­nia 2022 i 31 grud­nia 2023 roku. W tej sytu­acji, jeśli tyl­ko wszy­scy się posta­ra­ją, to męczeń­stwo może zakoń­czyć się weso­łym obe­rkiem, zwłasz­cza gdy­by się oka­za­ło, że nie­za­wi­sły sąd jest opo­zy­cyj­ny, co w sły­ną­cym z nie­za­wi­sło­ści gdań­skim okrę­gu sądo­wym zda­rza się podob­no bar­dzo często.

Bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne wyda­je się męczeń­stwo pana sędzie­go Igo­ra Tulei, któ­ry wła­śnie dostał był wezwa­nie do pro­ku­ra­tu­ry na prze­słu­cha­nie pod zarzu­tem ujaw­nie­nia infor­ma­cji ze śledz­twa w spra­wie gło­so­wa­nia nad usta­wą budże­to­wą w Sali Kolum­no­wej Sej­mu pod­czas cia­maj­da­nu, jaki z inspi­ra­cji Naszej Zło­tej Pani obóz zdra­dy i zaprzań­stwa roz­po­czął 16 grud­nia 2016 roku.

Spra­wę kom­pli­ku­je jed­nak fakt, że nie wia­do­mo, czy pan sędzia Tuleya ma immu­ni­tet, czy nie. Nie tyl­ko my tego nie wie­my, ale wyglą­da na to, że nie wie tego rów­nież pan sędzia. Pozba­wi­ła go immu­ni­te­tu Izba Dys­cy­pli­nar­na Sądu Naj­wyż­sze­go, któ­rej pan sędzia Tuleya jed­nak nie uwa­ża za sąd, tyl­ko coś bli­żej nie­okre­ślo­ne­go. Powia­da tedy, że “coś” pozba­wi­ło go immu­ni­te­tu. Czy jed­nak “coś” może sku­tecz­nie pozba­wić immu­ni­te­tu nie­za­wi­słe­go sędzie­go, czy też może tego doko­nać jedy­nie upraw­nio­ny organ pań­stwo­wy? Naj­wy­raź­niej pan sędzia Tuleya sam nie jest do koń­ca pew­ny, jak to wła­ści­wie jest z tym całym immu­ni­te­tem: czy go ma, czy też go nie ma — w związ­ku z czym pre­zen­tu­je goto­wość męczeń­stwa, jeśli do pro­ku­ra­tu­ry się nie zgło­si. Oczy­wi­ście to męczeń­stwo, jeśli nawet do nie­go doj­dzie, nie będzie trwa­ło w nie­skoń­czo­ność i też może zakoń­czyć się weso­łym obe­rkiem, bo prze­cież po niech­by nawet naj­dłuż­szym prze­słu­chi­wa­niu w pro­ku­ra­tu­rze, pan sędzia będzie musiał sta­nąć przed nie­za­wi­słym sądem i jeśli tra­fi na wła­ści­wy, to nie tyl­ko zosta­nie oczysz­czo­ny z wszel­kich zarzu­tów, jak­by wyką­pał się w hyzo­pie, ale uzna­ny za Męczen­ni­ka w Służ­bie Pra­wo­rząd­no­ści, za co nie­chyb­nie cze­ka go nagroda.

Na taką moż­li­wość wska­zu­ją poroz­le­pia­ne po War­sza­wie pla­ka­ty nawo­łu­ją­ce, by panu sędzie­mu Igo­ro­wi Tulei przy­wró­cić moż­ność orze­ka­nia. Naj­wy­raź­niej nie jest osa­mot­nio­ny, tyl­ko z pew­no­ścią cie­szy się popar­ciem wpły­wo­wych pro­tek­to­rów, któ­rzy wal­kę o pra­wo­rząd­ność w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju umie­ści­li na cze­le listy swo­im poli­tycz­nych priorytetów.

           Sta­ni­sław Michalkiewicz