Masło gorzej się smaruje, ponieważ krowy są karmione paszą z domieszką tłuszczu palmowego – taka teoria pojawiła się w mediach i stowarzyszenie Dairy Farmers of Canada zaleciło hodowcom tymczasowe wycofanie tego składnika z diety bydła. Gordon MacBeath, przewodniczący Dairy Farmers of P.E.I., mówi, że to tak na wszelki wypadek, by nie stracić zaufania konsumentów.

19 lutego Dairy Farmers of Canada ogłosiło, że powoła grupę roboczą do zbadania sprawy “suplementowania tłuszczem palmowym”. W jej skład mają wejść producenci mleka, przetwórcy, przedstawiciele stowarzyszeń konsumentów, weterynarze-dietetycy i naukowcy zajmujący się zootechniką.

Stowarzyszenie producentów mleka w Quebecu też przygląda się sprawie i mówi, że dostosuje się do krajowych rekomendacji.

Tłuszcz palmowy nie jest nowym dodatkiem do pasz, mówi MacBeath. Stosuje się go od około 10 lat, również w USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii. MacBeath tłumaczy, że tłuszcz palmowy ma wzbogacać dietę w tłuszcze i jest dodatkowym źródłem energii. Od początku stosowania suplementacji nie zauważono negatywnego wpływu na zdrowie krów ani na mleko. MacBeath zapewnia, że hodowcy regularnie konsultują się ze specjalistami od żywienia zwierząt.

Krowa potrzebuje przeciętnie 35 kilogramów paszy dziennie. Jeśli tłuszcz palmowy jest jej składnikiem, to w tych 35 kilogramach znajduje się go około 200-250 gramów. Tłuszcz palmowy został zatwierdzony jako suplement diety przez Kanadyjską Agencję Inspekcji Żywności.

MacBeath wyjaśnia, że na właściwości mleka, a co za tym idzie – również masła, mogą mieć wpływ różne czynniki, nawet pogoda, od której zależy wilgotność pokarmu. Mleko jest produktem naturalnym, mało przetworzonym, wiec zmiany można zauważyć. Ale zawsze jest poddawane kontroli, więc jego spożywanie jest bezpieczne, przypomina MacBeath.