Na początku pandemii codzienne korzystanie z takich programów jak Zoom, Skype czy FaceTime stało się dla wielu osób normą. Korzystamy z nich w szkole i w pracy, skutkiem czego godzinami wpatrujemy się w swoje oblicze.

Ze studium opublikowanego w International Journal of Women’s Dermatology wynika, że 86,4 proc. dermatologów zauważyło, że osoby zgłaszające się do nich chcą się leczyć, bo zauważyły w czasie telekonferencji, że źle wyglądają. Dr Michael Brandt, chirurg plastyczny z GTA, też zauważa taką tendencję.

Brandt mówi, że 30 proc. jego ostatnich konsultacji dotyczyło problemów zgłaszanych przez osoby, które muszą oglądać się na ekranie komputera. “Są na przykład mężczyźni, którzy już wcześniej myśleli o przeszczepie włosów, a teraz codziennie patrzą na siebie i dochodzą do wniosku, że może to właśnie dobry moment na zabieg”.

Brandt dodaje, że komputerowe kamery mogą zniekształcać obraz. Każde urządzenie jest inne, niektóre przekłamują obraz jak obiektywy typu rybie oko, tak że obiekty, które są bliżej kamery, wyglądają na większe. Wtedy na komputerze nos albo jakiś pieprzyk może wydawać się większy niż jest w rzeczywistości. Do tego dochodzi różnice w wyglądzie obrazu w zależności od oświetlenia.

Dr Brandt każdą konsultację zaczyna od pytania o to, dlaczego pacjent chce dokonać zmian w swoim wyglądzie. Dość często żadne zabiegi nie są potrzebne. Zdaniem Brandta wiele problemów wynika z braku osobistego kontaktu z innym człowiekiem. Dlatego konsultacje mogą kończyć się zwykłym zaleceniem, by pacjent spędzał więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi (oczywiście stosując się do zasad sanitarnych, jeśli to akurat konieczne), a w czasie telekonferencji – wyłączał kamerę.