W Ewan­ge­lii świę­te­go Łuka­sza czy­ta­my w rozdz. 9, wier­szu 23:

        I mówił Pan Jezus do wszyst­kich: Jeśli kto chce za Mną iść, niech zaprze same­go sie­bie, a weź­mie krzyż swój na każ­dy dzień i niech idzie za Mną.

        To samo pra­wie dosłow­nie powta­rza­ją inni św. Ewan­ge­li­ści Mate­usz i Marek. Jasna tedy rzecz, że wszy­scy bez wyjąt­ku, czy to duchow­ni i zakon­ni­cy, czy też ludzie świec­cy, — zarów­no boga­ci jak ubo­dzy, — ucze­ni i pro­stacz­ko­wie, wiel­cy i mali: wszy­scy, któ­rzy­kol­wiek na praw­dę chcą iść za Panem Jezu­sem t. zn. w tem życiu chcą być praw­dzi­wy­mi chrze­ści­ja­ni­na­mi, a w przy­szłem dostać się do Nie­ba, — koniecz­nie muszą naj­przód zaprzeć się sie­bie, czy­li jak naucza św. Paweł: Aby­śmy zaprzaw­szy się nie­po­boż­no­ści i świec­kich pożą­dli­wo­ści, trzeź­wie, spra­wie­dli­wie i poboż­nie żyli na tym świe­cie; po wtó­re koniecz­nie muszą cier­pli­wie dźwi­gać krzyż swój, tj. krzyż codzien­nych obo­wiąz­ków wzglę­dem Boga, bliź­nich i samych sie­bie, tudzież krzyż róż­nych dole­gli­wo­ści, przy­kro­ści i upo­ko­rzeń, jakie Opatrz­ność Boża zsy­ła, albo przy­naj­mniej dopusz­cza na każ­de­go, zarów­no na dobrych, jak i na złych;

        po trze­cie muszą koniecz­nie iść za Panem Jezu­sem, tj. naśla­do­wać Go przy­naj­mniej o tyle, żeby chro­nić się grze­chu śmier­tel­ne­go i utrzy­my­wać się w sta­nie łaski poświę­ca­ją­cej. Tak posta­no­wił Pan Jezus i z tego niko­go nawet sam Papież, a tem mniej ktoś sam sie­bie zwol­nić nie może, kto chce, rozu­mie się na praw­dę w tem i w przy­szłem życiu, być razem z Panem Jezu­sem i Mat­ką Jego Najświętszą.

        To tro­je jest dla wszyst­kich koniecz­nem, ale też i wystar­cza­ją­cem. A jed­nak jest coś nad to tro­je lep­sze­go jesz­cze, o czem przy innej spo­sob­no­ści mówi św. Paweł Apo­stoł: Pra­gnij­cie lep­szych darów; a jesz­cze zacniej­szą dro­gę wam uka­zu­ję. Przez ten dar zaś lep­szy i przez tę dro­gę zacniej­szą rozu­mie dosko­na­łą i bez­gra­nicz­ną miłość Boga i bliźnich.

        Bez tej choć­by jakiejś miło­ści oczy­wi­ście nie­ma i być nie może łaski Bożej poświę­ca­ją­cej, ani wiecz­ne­go zba­wie­nia, ani odpusz­cze­nia grze­chów. Bez tej jakiej takiej miło­ści nie możeb­nem też jest zapar­cie same­go sie­bie, dźwi­ga­nie krzy­ża, naśla­do­wa­nie Pana Jezu­sa, a nawet jaki­kol­wiek dobry uczy­nek, mają­cy mieć zasłu­gę na żywot wiecz­ny. To też o tej choć­by jakiej takiej tyl­ko miło­ści, mówi Apo­stoł: Jeśli kto nie miłu­je Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, niech będzie prze­klęc­twem. Miłość jed­nak tyl­ko taka, cho­ciaż może i powin­na być praw­dzi­wą i szcze­rą, zwy­czaj­nie bywa tak ską­pą, że ogra­ni­cza się na tem, żeby tyl­ko chro­nić się grze­chów śmier­tel­nych, a w naj­lep­szym razie i grze­chów powsze­dnich, przy­naj­mniej zupeł­nie dobro­wol­nych. Bywa tak peł­ną przy­miesz­ki miło­ści wła­snej, że jeśli czło­wiek chce być zupeł­nie szcze­rym, to musi się sam przed sobą przy­znać, że podob­no wię­cej dba o same­go sie­bie i o to, żeby jemu było dobrze, ani­że­li o Pana Boga i przy­po­do­ba­nie się Stwór­cy świata.

        Prze­ciw­nie ma się rzecz z miło­ścią dosko­na­łą, któ­ra jest onym darem lep­szym, oną dro­gą zacniej­szą. O niej to napi­sa­no w Pie­śni nad pie­śnia­mi: choć­by czło­wiek dał wszyst­ką majęt­ność domu swe­go za miłość, wzgar­dzi ją jako nic. Ona to nie­ja­ko naśla­du­je nie­skoń­czo­ną i nie­po­ję­tą miłość Pana Boga ku nam ludziom, o któ­rej naucza Ewan­ge­lia: Tak Bóg umi­ło­wał świat, że Syna Swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby wszel­ki kto wie­rzy weń, nie zgi­nął, ale miał żywot wiecz­ny; a o miło­ści Syna Boże­go: umi­ło­wał mię i wydał same­go Sie­bie za mnie, umie­ra­jąc za mnie na krzy­żu i wciąż jesz­cze daje same­go Sie­bie na nowo za mnie, ile­kroć przez ręce kapła­nów po całym świe­cie ofia­ru­je sie­bie za zba­wie­nie moje i wie­lu. Owszem mnie same­go Sie­bie odda­je, ile­kroć Go zechcę przy­jąć w Prze­najśw. Sakra­men­cie Ołta­rza, — a nad to wszyst­ko wkoń­cu, chce być nagro­dą moją wiel­ką bar­dzo, na wie­ki w Niebie.

        Miłość tedy dosko­na­ła to spra­wia w czło­wie­ku, że gdy­by przy­szło wyzuć się dla Boga i bliź­nie­go ze wszyst­kie­go, wynisz­czyć się do ostat­nie­go, zgi­nąć nawet: to nicze­go Panu Bogu nie odma­wia, ani żału­je, owszem pra­gnie i cie­szy się, że może i wol­no mu wciąż na nowo nie tyl­ko ser­cem, ale też sło­wem i czy­nem wysłu­gi­wać się Panu Bogu swo­je­mu i tym spo­so­bem oka­zy­wać Mu swo­ją miłość.

         Jak we wszyst­kiem co zacne, wiel­kie i świę­te, tak szcze­gól­nie w tej miło­ści sam Pan Jezus daje nam naj­lep­szy przy­kład. Przez całe życie swo­je od naro­dze­nia swe­go i dzie­cię­cych lat w Naza­re­cie, aż do śmier­ci na krzy­żu, we wiel­kich zarów­no jak i naj­drob­niej­szych spra­wach, mógł sobie wobec Boga i ludzi dać to zupeł­ne świa­dec­two. Ja, co Mu się podo­ba, czy­nię zawż­dy; i dla­te­go też Ojciec nie­bie­ski nawza­jem Mu przy­świad­cza: Ten jest Syn Mój miły, w któ­ry­mem upodo­bał Sobie.

        Ale Pan Jezus jak we wszyst­kim, tak i tutaj chciał być naszym naj­wznio­ślej­szym przy­kła­dem, — chciał, byśmy Go w onej czyn­nej miło­ści Boga i bliź­nie­go naśla­do­wa­li. Już zaś miłość taka wyma­ga koniecz­nie ofiar­no­ści z naszej stro­ny. Ponie­waż zaś ofiar­ność mię­dzy ludź­mi bywa rzad­ką, więc też mało jest takich, coby mie­li tę dosko­na­łą miłość. A jed­nak war­to kochać Pana Boga nad wszyst­ko i wię­cej niż same­go sie­bie! Bo któż tak, jako Bóg nasz, godzien wszel­kiej miło­ści? Miłość dosko­na­ła, woła św. Jan Ewan­ge­li­sta, precz wyrzu­ca bojaźń; kto prze­stał miło­wać świat i same­go sie­bie, a prze­jął się peł­ną ofiar­no­ści miło­ścią ku Bogu, ten nie boi się ani śmier­ci, ani sądu, ani pie­kła, bo bez­piecz­ny jest od grze­chu i obra­zy Bożej, według one­go sło­wa Apo­sto­ła: Któż tedy nas odłą­czy od miło­ści Chry­stu­so­wej?… albo­wiem pewie­nem, iż ani śmierć, ani życie, ani Anio­ło­wie, ani księ­stwa, ani mocar­stwa, ani teraź­niej­sze rze­czy, ani przy­szłe, ani moc, ani wyso­kość, ani głę­bo­kość, ani insze stwo­rze­nie nie będzie nas mogło odłą­czyć od miło­ści Bożej, któ­ra jest w Jezu­sie Chry­stu­sie Panu naszym. A św. Augu­styn jak­by w zachwy­ce­niu mówiąc o tej dosko­na­łej miło­ści Bożej, powia­da: Kochaj, a rób co chcesz; bo miłość oświe­ca rozum, wzmac­nia wolę i roz­prze­strze­nia ser­ce, tak dale­ce, że cze­go­kol­wiek czło­wiek chce i pra­gnie, wszyst­kie­go pra­gnie i chce wedle Boga i dla Boga.

        Daj­że ci Boże i każ­de­mu z nas tę dosko­na­łą miłość, zwłasz­cza w tych naszych cza­sach, w któ­rych spraw­dza się aż nad­to pro­roc­two Pana Jezu­so­we o począt­kach bole­ści przed przyj­ściem Anty­chry­sta: roz­mno­ży się nie­pra­wość, osty­gnie miłość wielu.

         Wiedz ato­li, że miłość dosko­na­ła idzie ręka w rękę z wiel­ką ofiar­no­ścią i jed­na bez dru­giej żad­ną mia­rą być nie może. Do naby­cia zaś ofiar­no­ści nie­masz innej dro­gi, jeno zdo­by­wać się na czę­ste i coraz częst­sze, choć drob­ne ofia­ry dla Pana Boga. A masz do tego tyle spo­sob­no­ści! Tak np. kusi cię, żeby sobie dogo­dzić w jedze­niu lub piciu ponad istot­ną i rozum­ną potrze­bę, odmów sobie tego dla miło­ści Pana Boga; nie chce ci się wstać i zabrać do modli­twy i pra­cy, prze­łam się dla przy­po­do­ba­nia się Panu Bogu; rad­byś się w czem­kol­wiek pochwa­lić przed dru­gi­mi, popi­sać się two­im dow­ci­pem, wie­dzą, zręcz­no­ścią, uro­dą lub uro­dze­niem, albo też zaba­wić sie­bie i dru­gich cudzym kosz­tem, zanie­chaj tego dla Pana Boga. Męczy cię pra­ca, doku­cza upał, mróz, cho­ro­ba lub inna jaka­kol­wiek dole­gli­wość, oto masz co ofia­ro­wać Panu Bogu, a nie szem­rać, narze­kać i zakwa­szać się. Doku­cza­ją ci ludzie, albo nawet krzyw­dy wyrzą­dza­ją, odpusz­czaj im, a przy­kro­ści i krzyw­dy two­je ofia­ruj Panu Bogu. Potrze­bu­je kto two­jej usłuż­no­ści, jał­muż­ny, rady lub cza­su twe­go, masz dosko­na­łą spo­sob­ność wysłu­gi­wa­nia się Temu, któ­ry mówi: Póki­ście uczy­ni­li jed­ne­mu z tych naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li. Wię­cej jesz­cze, bo całe życie i każ­da jego chwi­la, nastrę­cza nam wciąż nową spo­sob­ność do oka­za­nia Panu Bogu naszej miło­ści. Bo jeśli najem­nik za lichą pła­cę powi­nien cały dzień pra­co­wać panu swe­mu, a odpo­czyn­ku tyle i na to tyl­ko mu pozwa­la­ją, żeby mógł wytrwać aż do wie­czo­ra, cóż dopie­ro ma czy­nić pełen ofiar­no­ści miło­śnik Pana Boga?

        Chcesz-li tedy stać się takim miło­śni­kiem Pana Boga, dziś jesz­cze pocznij być dla Nie­go ofiar­nym! dziś jesz­cze pocznij nie szczę­dzić, nie żało­wać Mu twe­go cza­su, two­ich sił, twe­go rozu­mu, two­jej dobrej woli i two­je­go ser­ca. Dziś jesz­cze obmyśl, jak masz się urzą­dzić i jak speł­niać cało­dzien­ne obo­wiąz­ki i czyn­no­ści two­je, aby wszyst­kie spra­wy two­je, począw­szy od wsta­wa­nia i poran­nej modli­twy aż do wie­czo­ra, były tyluż miłe­mi Panu Bogu ofia­ra­mi wzno­szą­ce­mi się w Nie­bo i aby żad­na z nich nie była ska­la­na nie­dbal­stwem, albo broń Boże grze­chem jakim. Nie pory­waj się od razu na rze­czy nad­zwy­czaj­ne, ale wprzód zapraw się do ofiar­no­ści, pocho­dzą­cej z miło­ści Bożej, na spra­wach powsze­dnich, a Panu Bogu pozo­staw, czy zechce cię kie­dy­kol­wiek do więk­szych tak­że użyć. Prze­wod­nią zaś myślą two­ją niech będzie ono sło­wo Pań­skie: Ja, co Bogu memu się podo­ba, czy­nię zawsze. Miłość dosko­na­ła i nie­od­łącz­na od niej ofiar­ność, to dar naj­więk­szy z pośród darów Bożych. O nim to mówi świę­ty Jakób, Apo­stoł: Wszel­ki datek naj­lep­szy i wszel­ki dar dosko­na­ły z wyso­cza jest, zstę­pu­ją­cy od Ojca świa­tło­ści. Jasna więc rzecz, że dla otrzy­ma­nia tego tak wiel­kie­go daru wię­cej niż zacho­dy i sta­ra­nia nasze, potrzeb­ne są gorą­ce pra­gnie­nia i modli­twy nasze. W tej tedy inten­cyi, żeby upro­sić sobie i dru­gim dosko­na­łą miłość Bożą i ducha ofiar­no­ści, oddaj­my wszyst­kie modli­twy, pra­ce i cier­pie­nia nasze tego­mie­sięcz­ne Panu i Bogu nasze­mu, któ­re­mu cześć i chwa­ła na wieki.