Zie­mia drży niczym ramio­na ska­zań­ca wpro­wa­dzo­ne­go na sza­fot. Gmach przy­zwo­ito­ści wali się, zamie­nia­jąc w gru­zo­wi­sko idei, jako­by zbędnych.

“Wiel­kie rese­to­wa­nie” ciał i umy­słów wciąż trwa i wciąż nara­sta, a tuma­ny cegla­ne­go pyłu i hał­dy gru­zu prze­sła­nia­ją, powo­li acz bez resz­ty, hory­zont inte­lek­tu­al­ny po ludziach naj­więk­szych. Po Pla­to­nie (“Naj­więk­sze zło to tole­ro­wać krzyw­dę”). Po Baco­nie (“Naj­gor­sze jest zło, któ­re uda­je dobro”. Po św. Toma­szu (“Pra­wo to roz­po­rzą­dze­nie rozu­mu dla dobra wspólnego”).

Reklama

ŻABA MARSZAŁKA

Nie prze­trwa ślad myśli, ślad ich myśli po nich nie zosta­nie. Czło­wie­ko­wa­te nato­miast zosta­ną. Marks zosta­nie (“Robot­ni­cy nie mają ojczy­zny”). Der­ri­da (“Nic nie ist­nie­je poza tek­stem”). Zosta­nie Žižek (“Sie­dzia­łem na tara­sie kawiar­ni, przy­glą­da­łem się czoł­gom miaż­dżą­cym rewol­tę i zaja­da­łem tru­skaw­ko­we ciast­ko. Trud­no wyobra­zić sobie wspa­nial­szą chwi­lę” – to Žižek o Pra­skiej Wio­śnie). No i pie­nią­dze Soro­sa zosta­ną, nawet kie­dy pan star­szy ducha już wyzio­nie. Pie­nią­dze zosta­ną i Soro­sa ako­li­ci tak­że. To samo inny­mi sło­wa­mi: poże­ra­ją nas pło­mie­nie nowe­go porząd­ku świa­ta, a naj­gor­sze, że nad potęż­nie­ją­cym ogni­skiem, na roż­nie, pie­cze się do posta­ci spa­le­ni­zny total­nej aksjo­lo­gię z ety­ką i moral­no­ścią. Ich dotych­cza­so­wych depo­zy­ta­riu­szy nie wyłączając.

Tym­cza­sem ci i tam­ci na to wszyst­ko, że to tyl­ko takie żar­ty. Czy tam, że desz­cze pada­ją, ponie­waż chmu­ry… i tak dalej. A prze­cież dzie­je się. Ame­ry­kań­scy sena­to­ro­wie obu tam­tej­szych par­tii wysma­ży­li “do pre­zy­den­ta Andrze­ja Dudy list otwar­ty”, na któ­ry odpo­wie­dział Tomasz Grodz­ki, pan mar­sza­łek Sena­tu. “Pra­gnę wyja­śnić, że postu­lo­wa­ne przez Pań­stwo wyco­fa­nie usta­wy z Sena­tu nie jest moż­li­we z uwa­gi na prze­pi­sy kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej pol­skiej” – pod­sta­wił Grodz­ki pię­tę. Czy tam nogę. Podo­bień­stwo do żaby niewykluczone.

DEAL 2.0

Cie­ka­we, że reda­gu­jąc kolej­ną wer­sję infor­ma­cji o liście sena­to­rów USA, ktoś poszedł po rozum do gło­wy, wra­ca­jąc z peł­ną siat­ką, to zna­czy peł­ną cze­goś, a w efek­cie fra­za “Grodz­ki odpo­wia­da” zmie­ni­ła się w wer­sję “Grodz­ki reagu­je”, a “Rzecz­po­spo­li­ta pol­ska” w “Rzecz­po­spo­li­tą Pol­ską”. Kim­kol­wiek nie był­by ów ktoś, zuch z nie­go jakich mało. Czy tam pio­nier. Więc.

Więc pan Grodz­ki reagu­je, infor­mu­jąc kole­gów sena­to­rów zza wiel­kiej wody, że wie­lu sena­to­rów nad­wi­ślań­skich “nie godzi się” z tre­ścią sej­mo­wych ustaw, dążąc do “wpro­wa­dze­nia popra­wek”. Nad­wi­ślań­ski mar­sza­łek pozwo­lił sobie tak­że na sfor­mu­ło­wa­nie, że: “W realiach obec­nej kaden­cji władz par­la­men­tar­nych w Pol­sce, to Senat jest osto­ją wal­ki o demo­kra­cję”. Tupet bez­gra­nicz­ny czy reali­za­cja sce­na­riu­sza? Chciał­bym to wiedzieć.

Ale co tam mar­sza­łek Grodz­ki. “Nic po stro­ju, człek wór gno­ju” – dorzu­cę za Zyg­mun­tem Glo­ge­rem. Pomar­szał­ku­je sobie Grodz­ki jesz­cze czas jakiś i odej­dzie w nie­sła­wie. Tym­cza­sem Waszyng­ton doga­dał się z Ber­li­nem (w poło­wie czerw­ca, przy­po­mnę, w Gene­wie, doga­dał się z Moskwą), tym samym lega­li­zu­jąc uwspół­cze­śnio­ną wer­sję pak­tu Rib­ben­trop-Moło­tow (jak nie­któ­rzy mówią: wspo­mnia­ne­go poro­zu­mie­nia wer­sję 2.0). Mało tego. War­to zauwa­żyć, że USA zro­bi­ły “deal” z Niem­ca­mi, ale to Pola­cy za ów “deal” zapła­cą. Ame­ry­ka­nom, kupu­jąc Abram­sy. Czym zapła­cą Niem­com? Ależ wia­do­mo, czym: rosyj­skim gazem. Bal­tic Pipe wywró­ci­ły nie­to­pe­rze, czy tam inne szczu­ry, więc rosyj­ski gaz będzie­my kupo­wać tak czy owak. Tyle, że od Niem­ców. Bie­gną­cą przez Ukra­inę rurę Rosja­nie wysu­szą sami, żeby Kijów bruź­dzić im przestał.

PALEC NA JĘZYKU

Co praw­da już od wie­lu mie­się­cy admi­ni­stra­cja Bide­na zapo­wia­da­ła cof­nię­cie veta dla “dru­giej nit­ki” gazo­cią­gu Nord Stre­am. “Ange­la Mer­kel pra­cu­je, wraz z nie­miec­kim rzą­dem, nad zobo­wią­za­niem, któ­re suge­ru­je, że jeśli fak­tycz­nie Rosja podej­mie dzia­ła­nia, by celo­wo szko­dzić Ukra­inie lub innym kra­jom, oni na to odpo­wie­dzą” – wysa­pał z sie­bie pre­zy­dent USA, oble­wa­jąc nas kawą. Czy tam wyle­wa­jąc kawę na ławę: “Nic, co mogło zostać powie­dzia­ne lub zro­bio­ne, nie mogło tego powstrzy­mać” – dodał, uza­sad­nia­jąc prze­ko­na­nie fak­tem, iż: “Nord Stre­am 2 jest w 99 proc. ukoń­czo­ny”. Jak­by nie wie­dział, czym w prze­szło­ści koń­czy­ła się pochwa­ła “poli­ty­ki fak­tów doko­na­nych”. Bicz na wła­sne ple­cy. Czy tam pętla na wła­sną szy­ję. Takie stwierdzenia.

Oj, przy­so­lą nam Niem­cy cenę za gaz rosyj­ski. Bo to od Niem­ców będzie­my wkrót­ce rosyj­ski gaz kupo­wać, nie od Rosjan. Choć jed­ni i dru­dzy wykom­bi­no­wa­li ów “deal”. Razem oraz w poro­zu­mie­niu. Czy jak tam się to zwy­kło nazy­wać. O co jak o co, ale o tę współ­pra­cę nie war­to się zakła­dać. Euro­pa potrze­bu­je gazu, a kto trzy­ma dłoń na kur­ku, ten ma wła­dzę. Dzi­siaj na kur­ku dłoń trzy­mać, to jak palec trzy­mać na języ­ku. Spustowym.

Przy oka­zji: popar­cie USA dla decy­zji, by sie­dzi­bę sekre­ta­ria­tu Trój­mo­rza zlo­ka­li­zo­wać w Ber­li­nie, to koniec idei Trój­mo­rza w naszym rozu­mie­niu, to jest jako prze­ciw­wa­gi dla cią­że­nia Nie­miec ku Rosji i “vice ver­sa­ce”. By tę ideę znisz­czyć w latach 90. wie­ku XX, Niem­com potrzeb­na była woj­na na Bał­ka­nach. Dziś USA otrze­pa­ły rącz­ki i euro­pej­ską pia­skow­ni­cę porzu­ci­ły same z sie­bie, czy tam prze­ka­za­ły zarząd nad nią, bo więk­sze inte­re­sy USA gdzie indziej oka­za­ły się waż­niej­sze. Swo­ją dro­gą, Chi­ny i Rosja, choć póki co nie dzia­ła­ją ręka w rękę ofi­cjal­nie (jak dotąd), i tak po wie­lo­kroć zmu­szą dotych­cza­so­we­go świa­to­we­go hege­mo­na, i to w nie­od­le­głej przy­szło­ści, do podob­nych wyborów.

POSTĘP I PODSTĘP

Wła­śnie. Ktoś pamię­ta jesz­cze Kur­dów, nie­daw­no wykrwa­wia­ją­cych się dla USA i Euro­py w wal­ce z sala­fi­ta­mi z ISIS? Teraz Kur­dów dorzy­na­ją Tur­cy, zatro­ska­ni utrzy­ma­niem inte­gral­no­ści tery­to­rial­nej bar­dziej, niż USA dotrzy­ma­niem obiet­nic i czyn­nym popar­ciem postu­la­tów nie­pod­le­gło­ści Kur­dy­sta­nu. O ile dobrze pamię­tam, Euro­pa podob­nych obiet­nic nie skła­da­ła, a nawet gdy­by spró­bo­wa­ła, odpo­wie­dzią był­by pusty śmiech. Nie­mniej, jak ktoś słusz­nie zauwa­żył: “Zdra­dza­jąc gło­szo­ne przez sie­bie idee i odwra­ca­jąc się ple­ca­mi do Kur­dów, Euro­pa zdra­dzi­ła samą siebie”.

Wnio­sek brzmi: obiet­ni­ce nie są zobo­wią­za­niem. Obiet­ni­ce to stop­nie pro­wa­dzą­ce do wła­snych celów, a nie celów ludzi, pod adre­sem któ­rych obiet­ni­ce kie­ru­je­my. Ho-ho, tak-tak. Czy­li, że kie­dy “poli­ty­kę” rozu­mie­my nie­wła­ści­wie, kon­se­kwen­cje tego błę­du rów­nież wła­ści­we być nie mogą.

Pamię­ta­my, jak Zjed­no­czo­na Pra­wi­ca obie­cy­wa­ła nam wsta­wa­nie z kolan? A pamię­ta­my, że już przy oka­zji nowe­li­za­cji usta­wy o IPN oka­za­ło się, ile w tym praw­dy? Teraz, i jesz­cze gło­śniej­szym “bęc!”, koń­czy się opar­cie naszych inte­re­sów na tre­ści arty­ku­łu pią­te­go trak­ta­tu waszyng­toń­skie­go i potę­dze mili­tar­nej USA. I pod­su­mo­wu­jąc wątek: Sta­ny Zjed­no­czo­ne sprze­da­ły nas Niem­com, Rosja ukroi swo­je (żad­nych złu­dzeń, panie i pano­wie), a Pola­cy na impor­to­wa­nych z Nie­miec popo­wo­dzio­wych volks­wa­ge­nach czy oplach (tanio! bez­wy­pad­ko­we!) moco­wać będą nalep­ki z hasła­mi w rodza­ju: “Zapłać­cie za War­sza­wę!”. Zaś spa­la­jąc rosyj­ski gaz, ukła­dać będzie­my pie­śni bar­dzo patrio­tycz­ne o poświę­ce­niu i katyń­skiej oraz smo­leń­skiej krwi, tytu­łu­jąc pie­śni tych całą serię, daj­my na to: “Pamię­ta­my o Katy­niu!”. Czy tam “Pamię­ta­my o Smoleńsku!”.

Otóż umi­zgi do Niem­ców i tego rodza­ju “pamięć” w rela­cjach z Rosją, to egzem­pli­fi­ka­cja total­ne­go ogłu­pie­nia zatrwa­ża­ją­cej więk­szo­ści spo­łe­czeń­stwa nad­wi­ślań­skie­go. Wynik tre­su­ry medial­nej pod­trzy­mu­ją­cej. Zaprze­cze­nie regu­łom ele­men­tar­nej odpo­wie­dzial­no­ści. To nowo­cze­sność i postęp w dzia­ła­niu, moż­na powie­dzieć. Czy tam podstęp.

JEDYNA PERSPEKTYWA

Bez dwóch zdań, do dziś wie­le war­to­ści prze­pa­dło z kre­te­sem w odmę­tach współ­cze­sno­ści. Coraz wię­cej war­to­ści z kre­te­sem prze­pa­da. Może przy­po­mnij­my sobie, przy­naj­mniej to i owo?

Po pierw­sze: tak samo jak nie moż­na stać się uczo­nym, nie przy­kła­da­jąc się do nauki, tak samo nie moż­na zmie­nić się w czło­wie­ka cno­tli­we­go, nie ćwi­cząc się w cno­cie (o mini­strze Czarn­ku i jego kry­ty­kach poroz­ma­wia­my sobie przy innej oka­zji). Po dru­gie, nie spo­sób wykształ­cić w sobie przy­zwo­ito­ści, na co dzień upra­wia­jąc nie­przy­zwo­itość. Ponie­waż zaś per­spek­ty­wa aksjo­lo­gicz­na jest jedy­ną, jaka ist­nie­je zasad­nie, kolej­ne dopo­wie­dze­nie wyda­je się arcy­waż­ne, waż­ne fun­da­men­tal­nie. Powtórz­my więc sobie dla zapa­mię­ta­nia: nie spo­sób dbać o przy­zwo­itość, nie spo­sób przy­zwo­ito­ści kształ­to­wać, na co dzień nie reagu­jąc na zło. Czy wręcz zło wspie­ra­jąc. Ina­czej: obo­jęt­ność może być i bywa grze­chem, a zanie­cha­nie w obsza­rze aksjo­lo­gii grze­chem sta­je się zawsze.

I cią­gnij­my za kon­se­kwen­cje dalej: wszyst­kie­go, co da się zro­bić, robić czło­wie­ko­wi nale­żą­ce­mu do naszej wspól­no­ty nie wol­no. Wol­no mu czy­nić tyl­ko to, co ze wszyst­kie­go moż­li­we­go – etycz­ne. Jeśli sprze­ci­wia się, wierz­ga wbrew wspól­no­to­wej aksjo­lo­gii, bez­czesz­cząc do tego jej pod­sta­wy, prze­sta­je być człon­kiem naszej wspól­no­ty z samej defi­ni­cji, nawet gdy nadal wyglą­da jak my, gdy mówi do nas w naszym języ­ku, a nawet jeśli prze­ko­nu­je, że wciąż wspól­ne z naszy­mi pozo­sta­ją jego myśli. Ktoś taki nie jest już jed­nym z nas, z defi­ni­cji nie jest, ponie­waż swym postę­po­wa­niem sam sie­bie spo­śród nas wyklu­czył. Nam nie wol­no roz­po­zna­wać rze­czy­wi­sto­ści czy bliź­nich, w ode­rwa­niu od inter­pre­ta­cji moral­nej tego, co rozpoznajemy.

Wiem, woła­nie na pusty­ni. Wiem, na wie­trze lament. Sko­wyt psi z łapą we wny­kach. Czy tam krzyk w pusz­czy, że aż pisz­czy. Czy jakoś podob­nie. Wszyst­ko to wiem. Ale pró­bo­wać trzeba.

LOGIKA I ROZUM

Pod­su­mo­wu­jąc: żyje­my w rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej to, co nie­moż­li­we, wyda­rza się czę­ściej niż to, co praw­do­po­dob­ne. “Pew­ność” sta­ła się prze­żyt­kiem lek­sy­kal­nym pocho­dzą­cym z mro­ku wie­ków śred­nich, nato­miast “cno­ta” czymś zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łym, rodem z epo­ki dino­zau­rów. Nato­miast co nale­ży roz­mieć jako “przy­zwo­itość” i “war­to­ści”, każ­dy sam sobie wyskro­bie gdzie tam sobie zechce, niech­by na ścia­nie wychod­ka. Tam naj­prę­dzej i tak jak zawar­tość wspo­mnia­ne­go przy­byt­ku będzie to mądre.

Zapraw­dę powia­dam nam, w tych oko­licz­no­ściach powin­no­ścią naszą jest prze­ciw­sta­wiać roz­są­dek sza­leń­stwu. Roz­są­dek czło­wie­ka przy­zwo­ite­go, sza­leń­stwu orę­dow­ni­ków postę­pu i nowo­cze­sno­ści. Albo to, albo po nas. Świat albo­wiem zachły­snął się postę­pem i nowo­cze­sno­ścią do tego stop­nia, że – tu przy­kład kolej­ny z wie­lu – ludzie zaak­cep­to­wa­li pro­ce­du­rę, pozwa­la­ją­cą mody­fi­ko­wać ich orga­ni­zmy do posta­ci bio­re­ak­to­rów, pro­du­ku­ją­cych w ich cia­łach obce biał­ko, a to w celu “wzbu­dza­nia odpo­wie­dzi immu­no­lo­gicz­nej”. Co, nota­be­ne, powszech­nie nazy­wa­ne jest “przyj­mo­wa­niem szcze­pion­ki”, co do cze­go nikt nie wie (bo wie­dzieć nie może), jakie reper­ku­sje wywo­ła w przy­szło­ści. Inny­mi sło­wa­mi: sta­je przed nami któ­ryś z kolej­nych “moc­nych” dowo­dów potwier­dza­ją­cych prze­ko­na­nie, że nasz świat nie ma i nie może mieć przed sobą przy­szło­ści, sko­ro ludzie zre­zy­gno­wa­li z myśle­nia. Myśle­nie zaś odre­ago­wu­je, sto­su­jąc zasa­dę wza­jem­no­ści – i rezy­gnu­je z ludzi.

Nie­ste­ty, na koniec muszę podzie­lić się prze­sła­niem mrocz­niej­szym w duchu. Mia­no­wi­cie zre­zy­gno­waw­szy z ludzi, myśle­nie cią­gnie ze sobą logi­kę. “Chodź­my stąd!” – powia­da. I cią­gnie, i nie pusz­cza. Logi­ka zaś, trwa­jąc jesz­cze tu i tam, niczym w Oko­pach św. Trój­cy, wsze­la­ko nie zamie­rza­jąc w Oko­pach ginąć raz na zawsze, jak nie przy­mie­rza­jąc bar­scy Kon­fe­de­ra­ci, swo­je odej­ście też zapo­wie­dzia­ła. Nie­ko­niecz­nie za Dniestr pój­dzie, niczym Kazi­mierz Puła­ski ucho­dzą­cy ze wzgó­rza Oko­pów, nie­ko­niecz­nie Zbrucz porzu­ci, ale co odej­ście, to odej­ście. A my nie pozbie­ra­my się nigdy. Jak Pol­ska po roz­bio­rach do dziś.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt: widnokregi@op.pl