Od pra­wie dwóch dekad sta­ram się zro­zu­mieć gene­zę i siły napę­do­we woj­ny kul­tu­ro­wej, któ­ra ogar­nę­ła Zachód…

        Wie­lu malu­je to jako kon­ty­nu­ację odwiecz­ne­go kon­flik­tu mię­dzy lewi­cą a pra­wi­cą. Ale to jest mylą­ce. Jeśli już, to dzi­siej­sze kon­flik­ty kul­tu­ro­we, czy to spo­ry o posą­gi, czy o toż­sa­mość płcio­wą, zbie­ga­ją się z ero­zją tra­dy­cyj­nych róż­nic ideologicznych.

        Rze­czy­wi­ście, mamy dzi­siaj kapi­ta­li­stów, któ­rzy już nie bro­nią kapi­ta­li­zmu, i lewi­cę z obse­sją na punk­cie poli­ty­ki toż­sa­mo­ści, któ­ra jest cał­ko­wi­cie wro­go nasta­wio­na do kla­sy robot­ni­czej – zwłasz­cza tych robot­ni­ków, któ­rzy mają bia­łą skó­rę. Kate­go­rie lewi­cy i pra­wi­cy po pro­stu nie ozna­cza­ją tego, co kie­dyś. I na pew­no nie poma­ga­ją nam zro­zu­mieć woj­ny kulturowej.

        Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych woj­na kul­tu­ro­wa jest tak trud­na do zro­zu­mie­nia, jest to, że jej głów­ni boha­te­ro­wie rzad­ko przed­sta­wia­ją swo­ją spra­wę w spo­sób sys­te­ma­tycz­ny. Nie ma wyraź­nej filo­zo­fii ani ide­olo­gii woj­ny kul­tu­ro­wej. Rze­czy­wi­ście, jak argu­men­tu­ję w mojej nowej książ­ce 100 lat kry­zy­su toż­sa­mo­ści: woj­na kul­tu­ro­wa o socja­li­za­cję (100 Years of Iden­ti­ty Cri­sis: Cul­tu­re War Over Socia­li­sa­tion), woj­na kul­tu­ro­wa jest napę­dza­na przez ide­olo­gię bez nazwy.  I wła­śnie to posta­no­wi­łem zba­dać – histo­rycz­ne począt­ki i głów­ne cele tej bez­i­mien­nej ideologii.

Reklama

        Jak szyb­ko się oka­za­ło, ide­olo­gia ta powsta­ła pod koniec XIX wie­ku w naj­bar­dziej nie­praw­do­po­dob­nym miej­scu – mia­no­wi­cie w przed­szko­lu. Do pierw­sze­go star­cia w woj­nie kul­tu­ro­wej doszło w kwe­stii wycho­wa­nia i edu­ka­cji dzie­ci. I to wła­śnie ten kon­flikt o socja­li­za­cję mło­dych ludzi ponad 100 lat temu uwol­nił siły, któ­re dopro­wa­dzi­ły do ​​dzi­siej­szych walk o toż­sa­mość i war­to­ści kulturowe.

Two­rze­nie „nowe­go człowieka”

        Pod koniec XIX wie­ku ruchy poli­tycz­ne, moder­ni­zu­ją­cy się kapi­ta­li­ści i róż­no­rod­ni inte­lek­tu­ali­ści zaczę­li wie­rzyć, że szyb­ko zmie­nia­ją­cy się świat wyma­ga zmian w spo­so­bie socja­li­za­cji mło­dych ludzi. Tak jak to widzie­li, nowy świat potrze­bo­wał nowych ludzi. Aby stać się praw­dzi­wie nowo­cze­sny­mi, mło­dzi ludzie musie­li być zdy­stan­so­wa­ni od tra­dy­cji i war­to­ści prze­szło­ści. Sta­ro­świec­kie nor­my moral­ne musia­ły zostać zastą­pio­ne war­to­ścia­mi opar­ty­mi na nauce.

        Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych pro­ces ten nie przy­brał wyraź­nej for­my ide­olo­gicz­nej, było to, że był pro­mo­wa­ny przez pozor­nie neu­tral­ny język nauki. Innym powo­dem było to, że jego atrak­cyj­ność i zakres prze­kra­cza­ły tra­dy­cyj­ne podzia­ły ide­olo­gicz­ne i poli­tycz­ne. To pra­gnie­nie ukształ­to­wa­nia mło­dych na nowo mogło być naj­bar­dziej sys­te­ma­tycz­nie wyra­żo­ne w ame­ry­kań­skim pro­gre­sy­wi­zmie – ruchu refor­mi­stycz­nym koń­ca XIX wie­ku, któ­ry postrze­gał naukę, roz­wój gospo­dar­czy i orga­ni­za­cję spo­łecz­ną jako spo­sób na popra­wę kon­dy­cji ludzkiej.

        Ale licz­ne aspek­ty tego poglą­du zosta­ły rów­nież przy­ję­te przez wie­le innych ruchów – od euro­pej­skich socja­li­stów i libe­ra­łów po euge­ni­kę, komu­ni­stów i faszystów.

        Wszy­scy doszli do wnio­sku, że naj­pew­niej­szym spo­so­bem zmia­ny kul­tu­ry i zastą­pie­nia war­to­ści tra­dy­cyj­nych war­to­ścia­mi nowo­cze­sny­mi jest zmia­na postaw mło­dych ludzi.

        Ten pro­jekt „uwol­nie­nia dzie­ci od prze­są­dów i irra­cjo­nal­nych oby­cza­jów z prze­szło­ści” przy­cią­gał ruchy wszyst­kich odcie­ni politycznych.

        We wcze­snych deka­dach XX wie­ku ruchy poli­tycz­ne czę­sto pokła­da­ły swo­je nadzie­je w stwo­rze­niu tak zwa­ne­go „nowe­go czło­wie­ka”. Miał być nie­ska­żo­ny defor­ma­cja­mi prze­szło­ści i prze­kształ­cić lub oży­wić społeczeństwo.

        Lew Troc­ki, jeden z przy­wód­ców rewo­lu­cji rosyj­skiej, tak przed­sta­wił uto­pij­ną wizję nowe­go „super­ma­na”. W Lite­ra­tu­rze i rewo­lu­cji (1924) pisał, że:

        „Czło­wiek za cel posta­wi sobie pano­wa­nie nad wła­sny­mi uczu­cia­mi, wznie­sie­nie instynk­tów na wyży­ny świa­do­mo­ści, uczy­nie­nie ich przej­rzy­sty­mi, wpro­wa­dze­nie czu­łek swo­jej woli w ukry­te zaka­mar­ki, a tym samym wznie­sie­nie się na nowy poziom, by stwo­rzyć wyż­szy spo­łecz­ny typ bio­lo­gicz­ny lub, moż­na tak powie­dzieć typ supermana.

        Ruchy skraj­nie pra­wi­co­we i faszy­stow­skie rów­nież pocią­gał mit „nowe­go czło­wie­ka”. Faszy­ści wyobra­ża­li sobie tego „nowe­go czło­wie­ka” jako męskie­go, twar­de­go fizycz­nie, sil­ne­go i zaan­ga­żo­wa­ne­go. Adolf Hitler opi­sy­wał go jako „szczu­płe­go i smu­kłe­go, szyb­kie­go jak chart, nie do zdar­cia jak skó­ra i twar­de­go jak stal Kruppa”.

        Uto­pij­na wizja edu­ka­cji dzie­ci, aby sta­ły się „nowym czło­wie­kiem” przy­szło­ści, nie ogra­ni­cza­ła się do rady­kal­nych ide­olo­gów skraj­nej lewi­cy lub skraj­nej pra­wi­cy. Podob­ne idee gło­si­li tak­że libe­ra­ło­wie, socjal­de­mo­kra­ci, euge­ni­cy i postę­pow­cy. Psy­cho­log beha­wio­ry­sta John B. Wat­son twier­dził, że klu­czem do stwo­rze­nia „nowe­go czło­wie­ka” jest zasto­so­wa­nie nauki. W 1924 pisał:

        „Daj­cie mi tuzin zdro­wych nie­mow­ląt, dobrze ukształ­to­wa­nych i moż­li­wość stwo­rze­nia moje­go wła­sne­go świa­ta, w któ­rym będę je wycho­wy­wał, a zagwa­ran­tu­ję, że mogę loso­wo wybrać kogo­kol­wiek i wyszko­lić by stał się dowol­nym spe­cja­li­stą, jakie­go zechcę – leka­rzem, praw­ni­kiem, arty­stą,  kup­cem, a nawet żebra­kiem i zło­dzie­jem, nie­za­leż­nie od jego talen­tów, upodo­bań, skłon­no­ści, zdol­no­ści, czy pro­fe­sji i rasy przod­ków. (1)

        Zbież­ność tech­nik socja­li­za­cji z róż­ny­mi pro­jek­ta­mi poli­tycz­ny­mi i uto­pij­ny­mi wizja­mi mia­ła zamie­nić przed­szko­le w roz­sad­nik kon­flik­tu kulturowego.

        Ta ide­ali­za­cja „nowe­go czło­wie­ka” trwa­ła przez cały okres powo­jen­ny. Rze­czy­wi­ście, naj­moc­niej wyło­ni­ła się ponow­nie w latach 80., w posta­ci wyide­ali­zo­wa­ne­go męż­czy­zny, któ­ry przy­jął posta­wy anty­sek­si­stow­skie i odrzu­cił prze­sta­rza­łe męskie war­to­ści i tra­dy­cyj­ne męskie role. Dzi­siej­szy „nowy czło­wiek” – neu­tral­ny pod wzglę­dem płci, anty­sek­si­stow­ski i nie­spla­mio­ny hete­ro­nor­ma­tyw­ny­mi nasta­wie­nia­mi z prze­szło­ści – to tyl­ko naj­now­sza, naj­bar­dziej aktu­al­na wer­sja idei pro­mo­wa­nej od ponad 100 lat.

        Psy­cho­lo­gia zawsze była w cen­trum tego pro­jek­tu socja­li­za­cji. W latach dwu­dzie­stych czo­ło­wy ame­ry­kań­ski socjo­log nazwał nawet socja­li­za­cję „uwa­run­ko­wa­niem men­tal­nym” (2). Wolę uży­wać ter­mi­nu inży­nie­ria moral­na, dla nazwa­nia pro­jek­tu, któ­ry ma na celu zastą­pie­nie ist­nie­ją­cych norm nowo wymy­ślo­ny­mi wartościami.

100 lat woj­ny kultur

        Inży­nie­ria moral­na była ter­mi­nem Joh­na Deweya, czo­ło­we­go inte­lek­tu­ali­sty ruchu postę­po­we­go, uży­wa­nym w latach dwu­dzie­stych. Pra­wie sie­dem­dzie­siąt lat póź­niej, w 1988 roku, ame­ry­kań­ski filo­zof ponow­nie wezwał do inży­nie­rii moral­nej, opi­su­jąc ją jako „inte­li­gent­ny wysi­łek w celu zapro­jek­to­wa­nia insty­tu­cji, któ­re będą wspie­rać prak­ty­ki moral­ne, być może moral­ne ogrod­nic­two” (3).

        Ten pro­jekt inży­nie­rii moral­nej prze­kształ­cił się w to, co histo­ryk inte­lek­tu­al­ny Kurt Dan­zi­ger okre­ślił jako „kwe­stię zmia­ny prze­sta­rza­łych postaw indy­wi­du­al­nych” (4). To sku­pie­nie się na zmia­nie „prze­sta­rza­łych” postaw pod­wa­ża rów­nież war­to­ści, któ­re je wspie­ra­ją. I to wła­śnie roz­pę­ta­ło kon­flikt, któ­ry dziś zna­my jako „woj­nę kul­tu­ro­wą”. Poprzez stop­nio­we prze­no­sze­nie tego pro­jek­tu kon­te­sto­wa­nia tak zwa­nych prze­sta­rza­łych postaw z insty­tu­cji socja­li­za­cyj­nych do resz­ty spo­łe­czeń­stwa, spo­łe­czeń­stwo pogrą­ży­ło się w per­ma­nent­nym woj­nie o wartości.

        Wie­le osób reali­zu­ją­cych ten pro­jekt inży­nie­rii moral­nej od daw­na okre­śla się mia­nem „inży­nie­rów spo­łecz­nych”. Chcą zmie­nić spo­łe­czeń­stwo poprzez zre­for­mo­wa­nie domi­nu­ją­cych postaw.

        W prze­ci­wień­stwie do pro­jek­tu socja­li­za­cji, któ­ry pole­ga na prze­ka­zy­wa­niu wcze­śniej ist­nie­ją­cych war­to­ści, pro­jekt inży­nie­rii spo­łecz­nej dąży do uzy­ska­nia popar­cia dla postaw, któ­re nie mają jesz­cze zna­czą­ce­go popar­cia w spo­łe­czeń­stwie. Na tym pole­ga róż­ni­ca mię­dzy pro­jek­tem, któ­ry głów­nie afir­mu­je panu­ją­ce posta­wy (socja­li­za­cja), a takim, któ­ry je zmie­nia (socjo­tech­ni­ka). Nacisk socjo­tech­ni­ki na zwal­cza­nie „prze­sta­rza­łych” postaw ozna­cza, że ​​pro­jekt ten świa­do­mie kon­te­stu­je poglą­dy koja­rzo­ne ze star­szy­mi poko­le­nia­mi. Ta misja nie­zmien­nie pro­wa­dzi do kon­flik­tu kulturowego.

        Dziś misja ta nosi nazwę pod­no­sze­nia świadomości .

„Pod­no­sze­nie świadomości”

        „Pod­no­sze­niem świa­do­mo­ści” zaj­mu­je się dziś potęż­ny sojusz tech­no­kra­tów i zwo­len­ni­ków poli­ty­ki toż­sa­mo­ści. Obie stro­ny tego soju­szu są odda­ny­mi zwo­len­ni­ka­mi rzą­dów technokratycznych.

        Tech­no­kra­tycz­ne rzą­dy sta­ra­ją sie­bie uwia­ry­gad­niać na pod­sta­wie wie­dzy facho­wej, a nie wizji poli­tycz­nej. Świa­do­mie podej­mu­ją pró­bę odpo­li­tycz­nie­nia kon­tro­wer­syj­nych kwe­stii poprzez zle­ca­nie podej­mo­wa­nia decy­zji insty­tu­cjom eks­perc­kim, od sądów po orga­ny mię­dzy­na­ro­do­we, takie jak MFW.

        Z wyjąt­kiem nie­ty­po­wych oko­licz­no­ści – jak pan­de­mia koro­na­wi­ru­sa, kie­dy poli­ty­cy wyraź­nie ustą­pi­li miej­sca naukow­com – tech­no­kra­tycz­ne rzą­dy rzad­ko ist­nie­ją w czy­stej posta­ci. I nie bez powo­du. Same­mu tech­no­kra­tycz­ne­mu rzą­dze­niu bra­ku­je moral­nej głę­bi, by moty­wo­wać lub inspi­ro­wać ludzi. To dla­te­go tech­no­kra­cja opie­ra się, ze wzglę­du na swo­ją wia­ry­god­ność, na poli­ty­ce i ide­ałach, któ­re są dla niej zewnętrz­ne. Tech­no­kra­ci pró­bu­ją zatem wyko­rzy­stać moty­wu­ją­cą siłę innych przy­czyn, takich jak eko­lo­gia i, co naj­waż­niej­sze, „etos terapeutyczny”.

        Rze­czy­wi­ście, psy­cho­lo­gia – i sze­rzej etos tera­peu­tycz­ny – jed­no­czy inży­nie­rów spo­łecz­nych i toż­sa­mo­ści. Cho­ciaż hała­śli­wi orę­dow­ni­cy  toż­sa­mo­ści zamiesz­ku­ją inny świat niż rze­czo­wi tech­no­kra­ci, łączy ich wspól­ne pra­gnie­nie zastą­pie­nia prze­sta­rza­łych ide­ałów i war­to­ści tymi, któ­re są zgod­ne z ich psy­cho­lo­gicz­ną i tech­no­kra­tycz­ną wraż­li­wo­ścią. A robiąc to chcą czuć się dobrze sami ze sobą.

        Jak wyja­śnia Ste­wart Just­man w swo­im wni­kli­wym stu­dium The Psy­cho­lo­gi­cal Mysti­que , „świa­do­mość” to „dobro nie­moż­li­we do zakwe­stio­no­wa­nia i siła, któ­rej nie moż­na się prze­ciw­sta­wić” (5). Ini­cja­ty­wy mają­ce na celu pod­nie­sie­nie świa­do­mo­ści zapew­nia­ją uczest­ni­kom cno­ty i cechy moral­ne, któ­re odróż­nia­ją ich od tych, któ­rzy nie widzie­li świa­tła. Sam gest „pod­no­sze­nia świa­do­mo­ści” sym­bo­licz­nie odróż­nia tych, któ­rzy posia­da­ją świa­do­mość, od tych, któ­rzy jej nie posia­da­ją. Oso­by posia­da­ją­ce świa­do­mość są uwa­ża­ne za bar­dziej wraż­li­we, tole­ran­cyj­ne i oświe­co­ne niż ci, któ­rzy jej nie mają.

        Pomi­mo nie­szko­dli­we­go i przy­jem­ne­go wyglą­du sło­wo „świa­do­mość” jest obcią­żo­ne poli­tycz­nie. Być świa­do­mym to być poin­for­mo­wa­nym. Ale ozna­cza rów­nież bycie czuj­nym, czuj­nym, na bacz­no­ści. W swo­jej naj­bar­dziej neu­tral­nej for­mie „pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści” może ozna­czać zwięk­sze­nie świa­do­mo­ści pro­ble­mów. Ale w prak­ty­ce ozna­cza to wyma­ga­nie od innych przy­ję­cia poglą­dów i war­to­ści osób uświadamiających.

        Prak­ty­ka „pod­no­sze­nia świa­do­mo­ści” jest czę­sto poświę­co­na zdo­by­wa­niu uzna­nia dla postaw, któ­re jak dotąd nie mają zna­czą­ce­go popar­cia w spo­łe­czeń­stwie. Pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści nie jest odpo­wie­dzią na publicz­ne żąda­nie nowe­go sty­lu życia. Wręcz prze­ciw­nie, jego celem jest stwo­rze­nie popy­tu na prak­ty­ki spo­łecz­ne i kul­tu­ro­we, któ­re sto­sun­ko­wo nie­wiel­ka gru­pa samo­zwań­czych osób zaj­mu­ją­cych się pod­no­sze­niem świa­do­mo­ści uwa­ża za dobre.

        Pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści na temat przy­wi­le­jów bia­łych jest tego dosko­na­łą ilu­stra­cją. To rzecz narzu­ca­na od góry.

        Pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści sprzy­ja rów­nież poczu­ciu spój­no­ści gru­py i misji wśród akty­wi­stów tożsamościowych.

        Poprzez posia­da­nie świa­do­mych postaw gru­py pod­no­szą­ce świa­do­mość wyróż­nia­ją się, wzmac­nia­ją swój sta­tus i two­rzą moral­ny kon­trast mię­dzy ich rze­ko­mo lep­szym sty­lem życia, a moral­nie gor­szym sty­lem życia resz­ty społeczeństwa.

        Oso­by uświa­da­mia­ją­ce czę­sto wyka­zu­ją entu­zjazm podob­ny do entu­zja­zmu gor­li­wych misjo­na­rzy. Wie­rzą, że są w posia­da­niu samej praw­dy. Ukry­ta nie­to­le­ran­cja wobec poglą­dów dysy­denc­kich wyka­zy­wa­na przez nie­cier­pli­we oso­by uświa­da­mia­ją­ce jest uchwy­co­na przez dzi­siej­sze hasło: „edu­kuj się”.

        Nie ozna­cza to pój­ścia do biblio­te­ki i prze­czy­ta­nia kil­ku ksią­żek. Ozna­cza to reedu­ka­cję i akcep­ta­cję naszych war­to­ści i świa­to­po­glą­du. W wie­lu insty­tu­cjach, zarów­no w sek­to­rze publicz­nym, jak i pry­wat­nym, kształ­ce­nie się nie wcho­dzi w grę – ludzie są instru­owa­ni, a nawet naka­zu­je się im, by bra­li udział w kur­sach pod­no­szą­cych świa­do­mość, semi­na­riach i warsz­ta­tach na temat wszyst­kie­go, od nie­świa­do­mych uprze­dzeń po szko­le­nie w zakre­sie ugody.

        Te wezwa­nia do pod­nie­sie­nia świa­do­mo­ści, do reedu­ka­cji, poka­zu­ją, jak pro­jekt inży­nie­rii moral­nej roz­sze­rzył się ze sfe­ry mło­dzie­ży na sfe­rę dorosłych.

        Nie­któ­rzy dzi­siej­si inży­nie­ro­wie spo­łecz­ni, od kon­sul­tan­tów ds. róż­no­rod­no­ści po akty­wi­stów toż­sa­mo­ścio­wych, uwa­ża­ją, że samo pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści nie wystar­czy. Twier­dzą, że ich umie­jęt­no­ści zawo­do­we, zwy­kle opar­te na naukach beha­wio­ral­nych, są nie­zbęd­ne do zmia­ny zacho­wań ludzi.

        „Roz­licz­ne bada­nia poka­zu­ją, że ludzie, któ­rym po pro­stu prze­ka­za­no wię­cej infor­ma­cji, praw­do­po­dob­nie nie zmie­nią swo­ich prze­ko­nań lub zacho­wań” – pisze jeden z nich. “Dzia­ła­cze na rzecz zmia­ny spo­łecz­nej muszą wyko­rzy­sty­wać nauki beha­wio­ral­ne do two­rze­nia kam­pa­nii wyko­rzy­stu­ją­cych komu­ni­ka­ty i kon­kret­ne wezwa­nia do dzia­ła­nia, któ­re skła­nia­ją ludzi do zmia­ny ich samo­po­czu­cia, myśle­nia lub dzia­ła­nia, co w rezul­ta­cie pro­wa­dzi do dłu­go­trwa­łych zmian”.

        Nie jest jasne, czy nauka beha­wio­ral­na rze­czy­wi­ście osią­ga swój cel „dłu­go­trwa­łej zmia­ny”. Ale jej pro­jekt reso­cja­li­za­cji z pew­no­ścią pod­wa­ża panu­ją­ce nor­my i prak­ty­ki kulturowe.

        Nie­ży­ją­cy już irlandz­ki komen­ta­tor, Desmond Fen­nell, okre­ślił dzi­siej­szy pęd pod­no­sze­nia świa­do­mo­ści, jako „Korek­to­rat”. Dys­po­nu­jąc ogrom­ną wła­dzą kul­tu­ro­wą i insty­tu­cjo­nal­ną, uży­wa­ją nie­przej­rzy­ste­go języ­ka, skła­da­ją­ce­go się z słów takich jak „nie­od­po­wied­ni” lub „pro­ble­ma­tycz­ny”, aby pró­bo­wać „kory­go­wać” ludzi. Ale bez wzglę­du na to, jak czę­sto oso­by uświa­da­mia­ją­ce powo­łu­ją się na naukę, ich pro­jek­to­wi bra­ku­je siły moral­nej. A przede wszyst­kim zapew­nie­nia ludziom sie­ci zna­czeń, dzię­ki któ­rej mogą zro­zu­mieć swo­je miej­sce w świecie.

        Dzi­siej­si inży­nie­ro­wie spo­łecz­ni mogą mówić bez koń­ca o pod­no­sze­niu świa­do­mo­ści. Ale wyda­ją się bole­śnie nie­świa­do­mi wła­snych sła­bo­ści. W nie­wo­li bez­i­mien­nej ide­olo­gii nie roz­wią­zu­ją kon­flik­tów kul­tu­ro­wych – oni je napędzają.

        „ 100 lat kry­zy­su toż­sa­mo­ści: woj­na kul­tu­ro­wa o socja­li­za­cję” Fran­ka Fure­die­go jest publi­ko­wa­ne przez De Gruyter.

Frank Fure­di  za spiked-online.com

        Frank Fure­di (ur. 1948) – bry­tyj­ski socjo­log pocho­dze­nia węgier­skie­go. Na Zachód wyemi­gro­wał wraz z rodzi­ca­mi po powsta­niu 1956 roku. W latach 70. zamiesz­kał w Wiel­kiej Bry­ta­nii i był zwią­za­ny z rady­kal­ną lewi­cą. Obec­nie jest pro­fe­so­rem socjo­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Kent

(1) Beha­vio­rism, by JB Wat­son, People’s Insti­tu­te, 1924, p82

(2) ‘Social work and socie­tal engi­ne­ering’, by FH Gid­dings, in The Jour­nal of Social For­ces, 3(1), p181

(3) Ethics and Pro­fes­sio­na­lism, by J Kult­gen, Uni­ver­si­ty of Pen­n­sy­lva­nia Press, p181

(4) Socia­li­sa­tion, K Dan­zi­ger, Pen­gu­in, 1976, p25

(5) The Psy­cho­lo­gi­cal Mysti­que, by S Just­man, Nor­th­we­stern Uni­ver­si­ty Press, 1988, p159