Dopa­dło nas; oso­by nie­zasz­cze­pio­ne nie mogą podró­żo­wać i nie mogą wsiąść na pokład samo­lo­tu, pocią­gu; nie mogą poje­chać do Pol­ski. To w naszym przy­pad­ku jest dosyć dotkli­we, a jesz­cze bar­dziej dotkli­we w przy­pad­ku ludzi, któ­rzy wra­ca­ją do Pol­ski na sta­łe, któ­rzy pod­ję­li już taką decy­zję i teraz utknę­li. Kaja Cyga­nik wraz z rodzi­ną usi­ło­wa­ła opu­ścić Kanadę…

Kaja Cyga­nik: Decy­zja o powro­cie, kieł­ko­wa­ła w nas od dłuż­sze­go cza­su, nie spo­dzie­wa­łam się, że to po pro­stu nastą­pi, aż tak szyb­ko, ale w momen­cie, kie­dy rząd ogło­sił te zmia­ny w poli­ty­ce wyjaz­do­wej dla osób nie­zasz­cze­pio­nych, doszli­śmy do wnio­sku, że OK; w takim razie sta­wia­my wszyst­ko na jed­ną kar­tę, przy­spie­sza­my i robi­my to raz, dwa.

        Wysta­wi­li­śmy dom na sprze­daż, sprze­da­li­śmy dom. Na szczę­ście, w mia­rę szyb­ko. Spa­ko­wa­li­śmy całe mie­nie, wysła­li­śmy mie­nie prze­sie­dle­nia i to wszyst­ko było po pro­stu wyli­czo­ne na styk, dla­te­go że 26 mie­li­śmy zamknię­cie trans­ka­cji sprze­da­ży domu, odda­nie klu­czy, i w ponie­dzia­łek mie­li­śmy lecieć, wła­śnie tego ostat­nie­go dnia, kie­dy oso­by nie­zasz­cze­pio­ne mogły jesz­cze wyle­cieć na nega­tyw­nym teście. Testy nam jed­nak wyszły pozytywne.

Reklama

        Przy czym Michał jest raczej bez­ob­ja­wo­wo, a ja aku­rat się roz­cho­ro­wa­łam. W tej chwi­li utknę­li­śmy w jakimś takim mię­dzy­cza­sie, bo już się zmie­nia­ją prze­pi­sy, a my już jeste­śmy bez­dom­ni i mamy wysła­ne mie­nie; ono 31 grud­nia będzie w Polsce.

Andrzej Kumor: Wyglą­da to w ten spo­sób, że nawet gdy­byś się teraz zaszcze­pi­ła, to jest pierw­sza daw­ka i dru­ga daw­ka, czy­li prak­tycz­nie musi minąć mie­siąc, zanim będziesz mogła wsiąść do samolotu?

- Chy­ba nawet jesz­cze wię­cej, dla­te­go że mię­dzy pierw­szą, a dru­gą daw­ką musi minąć chy­ba 28 dni, nie pamię­tam dokład­nie, ale wiem że pra­wie mie­siąc, a po dru­giej daw­ce muszą minąć całe dwa tygo­dnie. I wte­dy dopie­ro jest się ofi­cjal­nie uzna­nym za w peł­ni zaszcze­pio­ną osobę.

-Czy­li nie możesz wyje­chać do Pol­ski, a prak­tycz­nie w Kana­dzie nie masz gdzie miesz­kać. Będziesz koczo­wać na lot­ni­sku? Co zamie­rzasz robić w takiej sytuacji?

- No wła­śnie nie wiem, jeże­li przy­ja­dę na lot­ni­sko 15 grud­nia, bo będę mieć prze­bu­ko­wa­ne bile­ty — ja nie mam gdzie pójść z dzieć­mi, tak więc w zasa­dzie nie wiem. Jak skoń­czę kwa­ran­tan­nę to nie mam gdzie pójść, bo nie mamy tutaj żad­ne­go zakwa­te­ro­wa­nia, dom sprze­da­li­śmy, ja nie zamie­rzam teraz tu zosta­wać, bo chcę wró­cić do Pol­ski natych­miast, jak to będzie moż­li­we. Przy­pusz­czam, nie wiem, mogę pew­nie pójść do kon­su­la­tu i powie­dzieć, że pro­szę o azyl, bo nie mam gdzie iść, nie wiem… Mogę się zrzec oby­wa­tel­stwa kana­dyj­skie­go, wte­dy być może będą musie­li mnie stąd deportować…

- Jesteś nawet  goto­wa zrzec się oby­wa­tel­stwa kanadyjskiego?

-  Tak, jestem w sta­nie to zro­bić, bo ja do Pol­ski chcia­łam wró­cić od daw­na, i jeże­li to będzie jedy­ną opcją, to ja się mogę zrzec oby­wa­tel­stwa kana­dyj­skie­go, jeże­li tyl­ko to spo­wo­du­je że mnie po pro­stu wyrzu­cą. Jeże­li nie mogę jechać na nor­mal­nych warun­kach, jako czło­wiek, któ­ry prze­szedł covid, nie zara­ża, nie sta­no­wi żad­ne­go zagro­że­nia przez naj­bliż­sze pół roku, ma udo­wod­nio­ną odpor­ność. No to sko­ro nie mogę wyje­chać, to mogą mnie depor­to­wać, pro­szę bardzo.

- Sytu­acja bli­ska despe­ra­cji zosta­ła spo­wo­do­wa­na wła­śnie przez te prze­pi­sy i trud­no się dopa­trzyć logi­ki i sen­su w tym wszystkim.

- Mnie się jest o tyle cięż­ko dopa­trzeć sen­su w tym wszyst­kim, że teraz oso­by, któ­re mają pasz­por­ty szcze­pień wcho­dzą na lot­ni­sko i lecą bez testów, a to że są podwój­nie zaszcze­pio­ne nie ozna­cza, że nie mogą zacho­ro­wać i nie ozna­cza, że nie roz­no­szą wiru­sa. Teo­re­tycz­nie, oso­ba, któ­ra jest w peł­ni zaszcze­pio­ne i posia­da pasz­port szcze­pień, może wejść na lot­ni­sko, wsiąść do dowol­ne­go samo­lo­tu i wyle­cieć, nie wie­dząc o tym, że roz­no­si dalej wirus i zara­ża wszyst­kich innych pasa­że­rów,  a ktoś, kto jest już odpor­ny, bo prze­szedł przez covid i nie zara­ża,  nie ma moż­li­wo­ści opusz­cze­nia kraju.

        Ja nie jadę na Kara­iby ani na waka­cje do Gre­cji, tyl­ko chcę stąd wyje­chać bez inten­cji powro­tu, więc wyda­je mi się, że powin­no się stwo­rzyć jakiś „kory­tarz” — to sło­wo kory­tarz jest teraz ostat­nio popu­lar­ne — kory­tarz, żebym mogła wyjechać.

- Jako oby­wa­tel Pol­ski, masz podwój­ne oby­wa­tel­stwo, z tego jak rozu­miem,  w momen­cie, kie­dy wra­casz do kra­ju, to wła­dze Pol­ski powin­ny ci udzie­lać wszel­kiej moż­li­wej pomo­cy, rów­nież praw­nej, rów­nież kana­ła­mi dyplo­ma­tycz­ny­mi? Domnie­mu­ję, że takich sytu­acji może być wię­cej, jest pew­na mała fala powro­tów do Pol­ski; jest dużo ludzi, któ­rych znam, któ­rzy do Pol­ski wró­ci­li wcze­śniej, i też wła­śnie w ten sam spo­sób,  usi­ło­wa­li zdą­żyć przed tym okre­sem zamknię­cia gra­ni­cy. Nie wszyst­kim się uda­ło. Nie­któ­rzy w pośpie­chu wra­ca­li do Pol­ski, a swo­je spra­wy tutaj likwi­du­ją przy pomo­cy przed­sta­wi­cie­li, sprze­da­ją domy przez inter­net itd, itd.

        Czy to nie jest sytu­acja, któ­ra by wyma­ga­ła roz­wią­za­nia na grun­cie sto­sun­ków bila­te­ral­nych? Pol­ska powin­na w takiej sytu­acji inter­we­nio­wać. Czy ocze­ku­jesz tego rodza­ju pomocy?

- Jak naj­bar­dziej, też pierw­szą moją myślą dokąd się skie­ro­wać były pol­ski kon­su­lat i pol­ska amba­sa­da, bo wyda­je mi się, że jako oby­wa­te­lo­wi pol­skie­mu, obo­jęt­ne czy mam dru­gie oby­wa­tel­stwo czy nie, oby­wa­te­lo­wi pol­skie­mu, któ­ry chce wró­cić na sta­łe do Pol­ski, chy­ba przy­słu­gu­je mi jakaś pomoc ze stro­ny rzą­du pol­skie­go, jeże­li to się nagle oka­zu­je tak skomplikowane.

- Według pra­wa pol­skie­go, rząd pol­ski nie uzna­je innych oby­wa­telstw, w tym sen­sie, że nie uzna­je ich zna­cze­nia, ani pozy­tyw­ne­go, ani nega­tyw­ne­go i trak­tu­je oby­wa­te­la pol­skie­go li tyl­ko, jako oby­wa­te­la pol­skie­go. I wła­śnie ty doma­gasz się, by cie­bie tak potrak­to­wa­no, bo jesteś w tym momen­cie w sta­nie zawie­sze­nia i prak­tycz­nie nie wiesz, co z tobą będzie, nie wiesz czy będziesz mogła wyle­cieć,  jak to będzie wyglą­da­ło. Gdzie będziesz się jesz­cze zwra­cać o pomoc? Co zamie­rzasz robić?

- To jest wła­śnie ten pro­blem, że w takich sytu­acjach ja się czu­ję tro­chę jesz­cze cały czas, jak dziec­ko we mgle, dla­te­go że powsta­ły prze­pi­sy, zosta­ły ogło­szo­ne, zosta­ły wpro­wa­dzo­ne, ale trud­no jest dotrzeć do kogo­kol­wiek, kto jest w tej kwe­stii decyzyjny.

        Oprócz tego, że zgło­si­łam się i mailo­wo do kon­su­la­tu i do amba­sa­dy. Pró­bo­wa­łam też mailo­wo na razie dostać się do Trans­port Cana­da. Ja sobie zda­je spra­wę,  że jestem jed­nost­ką w 38-milio­no­wym kra­ju i że mój przy­pa­dek jest odosob­nio­ny, jest przy­pad­kiem pre­ce­den­so­wym, bo jest to nowa sytu­acja. Nie spo­dzie­wam się tłu­mów ludzi, któ­rzy będą w ogó­le zain­te­re­so­wa­ni tym, żeby w jaki­kol­wiek spo­sób mi pomóc, dla­te­go zwra­ca­nie się do stro­ny pol­skiej, jest dla mnie naj­prost­szą dro­gą i naj­bar­dziej oczy­wi­stą drogą.

- Nie myśla­łaś, by zwró­cić się do posła, tutaj, w Kanadzie?

- Ja nawet nie mam tu posła, bo nie mam tu zamel­do­wa­nia, więc nie wiem do kogo mia­ła­bym się zgło­sić, mogę się zgło­sić pew­nie do kogoś z Mis­sis­sau­gi, bo obec­nie prze­by­wam w tym mie­ście. Nato­miast  nie wiem, na ile ci ludzie mają wpływ na jakie­kol­wiek decy­zje  w takiej sytuacji.

- Czy­li w tym momen­cie, w ogó­le wszyst­ko jest zawie­szo­ne, nie wiesz czy będziesz mogła opu­ścić Kana­dę. W takim razie jedy­ne co moż­na zro­bić, to pro­sić ludzi, żeby się zain­te­re­so­wa­li spra­wa­mi taki­mi, jak twoja. 

        A dla­cze­go wra­casz z rodzi­ną do Polski?

- To jest podyk­to­wa­ne wie­lo­ma wzglę­da­mi. Po pierw­sze, przy­pusz­czam, że to gdzieś wypły­nę­ło jed­nak z sytu­acji pan­de­micz­nej i z tego, że jakieś tam rze­czy się czło­wie­ko­wi pro­stu­ją i kla­ru­ją w gło­wie,  tak że na pew­no cała sytu­acja pan­de­micz­na mnie do tego skło­ni­ła; że gene­ral­nie chcę być bli­żej rodzi­ny. jest to też zwią­za­ne z moją oso­bi­stą sytu­acją ponie­waż mój part­ner jest alko­ho­li­kiem i moje życie w związ­ku z alko­ho­li­kiem jest bar­dzo trud­ne; kto przez to prze­cho­dził, to wie.

        Moja cała rodzi­na jest w Pol­sce i tutaj nie mam niko­go, w związ­ku z tym, bio­rąc wszyst­ko na papier,  doszłam do wnio­sku, że tak po pro­stu, będzie nie tyle, że nam dużo łatwiej tyl­ko bar­dziej natu­ral­nie, że będę mia­ła tę rodzi­nę bli­żej, nie za oce­anem. Ja mam tam i rodzeń­stwo, i kuzy­nów, mamę i bab­cię i dużo wspar­cia takie­go ludz­kie­go, a tu, oczy­wi­ście mam przy­ja­ciół bar­dzo wier­nych i oddanych…

- I to ma coraz więk­sze zna­cze­nie dla Cie­bie wła­śnie to, że czło­wiek jest wśród ludzi, któ­rzy mogą go nawet, w jakiś taki men­tal­ny spo­sób wes­przeć, że są blisko?

- Poza tym też, jeże­li ma być źle, to wola­ła­bym żeby mi było źle w Pol­sce, niż tutaj. Jak ma być dobrze, to super, ale nie wyglą­da na to, żeby ta sytu­acja dąży­ła do jakie­goś rychłe­go koń­ca, raczej roz­wi­ja się w nie­faj­nym kie­run­ku, więc jak ma być źle, to wolał­bym, żeby było mi źle wśród swoich.

- To jest argu­ment, któ­ry sły­szę od wie­lu ludzi, tych, któ­rzy wra­ca­ją, że jak ma być nie­do­brze, to oni chcą być wśród rodzi­ny, zna­jo­mych i tak dalej, że wte­dy jest zupeł­nie inaczej.

- Poza tym, jest jesz­cze jed­na kwe­stia, któ­ra dla mnie jest takim nowym, ale bar­dzo, bar­dzo waż­nym odkry­ciem; takim życiowym.

        Byłam teraz w Pol­sce, w tym roku, z dzieć­mi przez trzy mie­sią­ce. Tutaj, jak wspo­mnia­łam już, myśl o powro­cie kieł­ko­wa­ła we mnie od dłuż­sze­go cza­su, więc pole­cia­łam na trzy mie­sią­ce po to, żeby zoba­czyć, zro­bić roze­zna­nie, zaj­rzeć w sta­re kąty.

        Prze­ko­na­łam się pod­czas tych trzech mie­się­cy, że tam jest moje miej­sce, tam jest moja Ojczy­zna, i że ja się czu­ję bar­dzo emo­cjo­nal­nie zwią­za­na z Pol­ską; i histo­rycz­nie, i kul­tu­ro­wo, i men­tal­nie — tam jest moje miej­sce. Ja tam po pro­stu nale­żę i tam chcę żyć i mieszkać.

        Dodam, że emi­gra­cja nigdy nie była moim pla­nem, ja nigdy nie chcia­łam wyjeż­dżać z Pol­ski. Przy­je­cha­łam do Kana­dy odwie­dzić kole­żan­kę na dwa mie­sią­ce i z tego się zro­bi­ło trzy­na­ście lat. Cza­sem tak się zda­rza, że się w życiu ukła­da czło­wie­ko­wi nie tak, jak pla­no­wał i doszłam do wnio­sku, że po pro­stu teraz nad­szedł czas powro­tu, i że moje miej­sce jest abso­lut­nie tam, a nie tu.

        Ja  przez 13 lat tutaj, szcze­rze mówiąc tak śred­nio byłam w sta­nie się odna­leźć i nigdy na tej emi­gra­cji nie byłam jakoś superszczęśliwa.

        Sta­ram się zawsze wysu­pły­wać te pozy­tyw­ne rze­czy w każ­dej sytu­acji,  brać cytry­ny robić sobie lemo­nia­dę, ale patrząc tak ogól­nie, z per­spek­ty­wy życia i jego jako­ści, i tego czym ono dla mnie jest, i co dla mnie zna­czy, abso­lut­nie moje miej­sce jest w Polsce.

        Moje dzie­ci mówią wyłącz­nie po pol­sku i od dziec­ka są uczo­ne pol­skie­go i jak­byś zapy­tał po angiel­sku to ci nie odpo­wie­dzą, a po pol­sku ci opo­wie­dzą całą histo­rię, cho­ciaż jed­no ma 4, a dru­gie ma dopie­ro 3 lata…

        Tak że gdzieś jesz­cze po dro­dze wła­śnie zro­zu­mia­łam, tę swo­ją toż­sa­mość, któ­ra gdzieś była uśpio­na i nigdy nie była dla mnie istot­na do tej pory, bo wszyst­ko było nasta­wio­ne na odkry­wa­nie świa­ta, pozna­wa­nie innych kul­tur, na przy­go­dy, a ja doszłam do tego eta­pu w życiu, kie­dy cenię sobie coraz bar­dziej świę­ty spo­kój i  rela­cje z ludź­mi, i jakieś  tego typu rze­czy, więc Pol­ska jest dla mnie w tym momen­cie naj­bar­dziej takim natu­ral­nym — nawet nie wybo­rem — tyl­ko jedy­ną moż­li­wą opcją. Tak napraw­dę, ja po pro­stu nie chcę miesz­kać w Kana­dzie, chcę stąd wyje­chać i zamknąć ten roz­dział. Napraw­dę nie mam inten­cji wracać.

- I pan­de­mia sta­ła się takim kata­li­za­to­rem tego, co chcia­łeś zro­bić, że to po pro­stu to ci uświa­do­mi­ło, że czas jest ogra­ni­czo­ny,   że masz go tyl­ko tyle i tyle?

- Tak, dla­te­go to wszyst­ko tak się szyb­ko poto­czy­ło i te decy­zje były podej­mo­wa­ne tak na bie­żą­co, że — okej,  w takim razie, jeże­li zmie­nia­ją się prze­pi­sy i teraz mamy tyl­ko tyle cza­su, to bie­rze­my te sześć tygo­dni i leci­my i robi­my to bach, bach, no i wszyst­ko dobrze szło do momen­tu kie­dy się jesz­cze nam w to wplą­tał covid.

- O to na koniec chcia­łem zapy­tać, jak ty to oce­niasz? Jesteś oso­bą nie­zasz­cze­pio­ną. Dla­cze­go? Jakie były powo­dy i co w ogó­le sądzisz o całej tej sytu­acji na świe­cie? Bo to jest sytu­acja, z któ­rą  od kil­ku poko­leń nie spo­tka­li­śmy się; z taką glo­bal­ną akcją, któ­ra ogra­ni­cza pra­wa ludzi, zabie­ra im wie­le wol­no­ści. Jak to oce­niasz, jesteś cho­ra w tym momen­cie, czy nie żału­jesz, że się nie zaszczepiłaś?

- Nie żału­ję i od począt­ku stwier­dzi­łam, że jeże­li mam być cho­ra, to ja wolę to przejść tak samo, jak każ­dą inną chorobę.

        Jeże­li popa­trzy­my na sta­ty­sty­ki, to ponad 99 pro­cent zacho­ro­wań, to są ludzie, któ­rzy się wyle­czy­li z tego, więc przy moich obja­wach, któ­re nie są jakieś strasz­nie trud­ne i takie zaawan­so­wa­ne, ale mimo wszyst­ko nie jest to przy­jem­na cho­ro­ba, na pew­no, i czu­ję się bar­dzo osła­bio­na, tak fizycz­nie, mam po pro­stu dużo dużo mniej ener­gii i przez pierw­sze  dni mia­łam jakąś pod­wyż­szo­ną gorącz­kę i bóle mię­śnio­we i te wszyst­kie symp­to­my, o któ­rych się mówi. Nato­miast nie uwa­żam, żeby był to powód na zamy­ka­nie całe­go świa­ta, gospo­da­rek, odbie­ra­nie ludziom ich praw.

        Ta sytu­acja od same­go począt­ku gru­bo śmier­dzi i nie wyda­je mi się, żeby to cho­dzi­ło tyl­ko o wiru­sa, czy o nasze zdro­wie. Mam wra­że­nie, że jest to bar­dziej pan­de­mia stra­chu, któ­ra jest nakrę­co­na do nie­moż­li­wo­ści, wręcz przez media maso­we i na tej pod­sta­wie tego stra­chu zosta­ła wykre­owa­na jakaś psychoza.

        Były już sytu­acje w histo­rii, kie­dy mówi­ło się, że „dla wasze­go bez­pie­czeń­stwa robi­my to i to”, teraz dla nasze­go bez­pie­czeń­stwa odbie­ra nam się wszyst­kie po kolei pra­wa czło­wie­ka, w zasa­dzie. Nie podo­ba mi się to wszyst­ko śmier­dzi z kilo­me­tra; wyglą­da mi na to, że było to wcze­śniej zapla­no­wa­ne, dużo wcze­śniej i nie ma to jakieś bar­dzo gru­be podwój­ne dno.

        Oba­wiam się też, że jak się zaczną ludzie budzić, jeśli kie­dy­kol­wiek zaczną wycho­dzić z tego snu i doda­wać dwa do dwóch, to może być trosz­kę za póź­no,  bo tu są sygna­ły, jeże­li są leka­rze, któ­rzy nie chcą się szcze­pić, pie­lę­gniar­ki, któ­re nie chcą się szcze­pić, to powin­no być czer­wo­ną flagą.

        Jeże­li ci ludzie, są scep­tycz­ni… Też pierw­szy raz w histo­rii wpro­wa­dzi­ło się szcze­pie­nia w zasa­dzie bez badań, więc to wszyst­ko jest jed­nym wiel­kim eks­pe­ry­men­tem i rozu­miem że  strach powo­du­je, iż ludzie się na to godzą, i idą jak bara­ny na rzeź.

        Jak ktoś chce sobie zna­leźć alter­na­tyw­ne infor­ma­cje to może je zna­leźć, acz­kol­wiek sam fakt, że social media i wszyst­kie maso­we media blo­ku­ją te alter­na­tyw­ne infor­ma­cje, że ludziom się nie pozwa­la wypo­wia­dać, ścią­ga się im posty,  kry­ty­ku­je leka­rzy, któ­rzy mają inny punkt widze­nia, zabie­ra się ludziom licen­cję na wyko­ny­wa­nie zawo­du, to już to  jest zasta­na­wia­ją­ce i to jest dla mnie jak­by tro­chę takie  depry­mu­ją­ce, że po pro­stu wszy­scy śpią i nikt tego nie dostrze­ga. Przy­naj­mniej więk­szość, duża więk­szość, bo wiem że są gru­py ludzi któ­rzy mają więk­szą świa­do­mość tego że na pew­no nie cho­dzi o pan­de­mię koro­na­wi­ru­sa samą w sobie.

- Dzię­ku­ję, życzę zdro­wia i  miej­my nadzie­ję, że jakoś ta sytu­acja się roz­wią­że. Bądź­my w kontakcie.