Miej­sco­wość Mokry Dwór (gmi­na w powie­cie Pruszcz Gdań­ski) już po raz kolej­ny zor­ga­ni­zo­wa­ła świę­to kwia­tów pod nazwą „Żuław­ski Tuli­pan”. Festyn ten odbył się w ostat­nich  dniach na maja. A skąd nagle na Żuła­wach świę­to tuli­pa­na? Może to jakaś „ście­ma” — powie­dział by dziś nie­je­den mło­dy człowiek.

        Ale zacznij­my po kolei. Żuła­wy to bar­dzo cie­ka­wy i histo­rycz­nie inte­re­su­ją­cy kawa­łek Pol­ski. Przede wszyst­kim jest to „depre­sja”. Ter­min, któ­ry wie­lu z nas nie­wie­le mówi, ozna­cza ląd poni­żej pozio­mu morza. Teren jest tu tak pła­ski, że moż­na się prze­wró­cić od takiej popraw­no­ści hory­zon­tu, jest nie­przy­zwo­icie pro­sto jak na sto­le. Teren jest tak­że pod­mo­kły a czy­sta, buj­na i pach­ną­ca mło­da zie­leń powo­du­je u miesz­czu­cha nie­mal zawrót gło­wy. Zie­mia jest tutaj bar­dzo żyzna, nada­je się dosko­na­le na róż­ne­go rodza­ju uprawy.

        Na Żuła­wy w XVI w. spro­wa­dze­ni zosta­li przez pol­skie wła­dze osad­ni­cy holen­der­scy, celem zago­spo­da­ro­wa­nia tych tere­nów i lep­sze­go ich wyko­rzy­sta­nia. Pierw­sze gru­py Holen­drów (Olę­drów) – Men­no­ni­tów poja­wi­ły się w Gdań­sku i w Elblą­gu w 1550 roku. Skąd ta dru­ga nazwa? Otóż Men­no­ni­ci to reli­gij­ny odłam ana­bap­ty­zmu któ­ry powstał w Nider­lan­dach w XVI wie­ku. Gru­py te powsta­wa­ły tak­że w Niem­czech i Szwaj­ca­rii. Jak w każ­dym spo­łe­czeń­stwie, gdzie wystę­pu­ją róż­ne waśnie i spo­ry tak też i Men­no­ni­ci w swo­ich kra­jach ich nie unik­nę­li. Niem­cy nie byli dla nich gościn­ni stąd też zna­leź­li schro­nie­nie w sąsied­niej Holan­dii, a póź­niej Pol­sce. Po przy­by­ciu do Pol­ski, któ­ra w owym cza­sie sły­nę­ła z dale­ko idą­cej tole­ran­cji, w tym tak­że reli­gij­nej, zaczę­li się roz­wi­jać. Tak gospo­dar­czo (Żuła­wy – tere­ny pod­mo­kłe, budo­wa kana­łów, śluz, prze­pu­stów wod­nych, upra­wy nowych gatun­ków roślin itp.), jak też i spo­łecz­nie. Pol­ska sta­ła się ich dru­gim, bez­piecz­nym domem. Ktoś zapy­ta a co my mamy dzi­siaj z tego? Odpo­wiedź jest prosta.

Reklama

        Sza­cu­je się, że po dru­giej woj­nie świa­to­wej na zie­miach pol­skich pozo­sta­ło oko­ło 11.000 osób pocho­dze­nia holen­der­skie­go. Pozo­sta­ło też do dzi­siaj wie­le śla­dów ich kul­tu­ry mate­rial­nej. Kościo­ły (domy modli­twy – miej­sco­wość Trut­no­wy i Wró­ble­wo), zabu­do­wa­nia gospo­dar­cze i całe domo­stwa (domy pod­cie­nio­we – Trut­no­wy), wie­le budow­li hydro­tech­nicz­nych, któ­re do dziś speł­nia­ją swo­ją rolę na pod­mo­kłym tere­nie depre­syj­nym. To sta­no­wi też o naszej histo­rii i kul­tu­rze. Poja­wia­ją się rów­nież sta­re wia­tra­ki i mły­ny wod­ne. Taki jest dzi­siaj kra­jo­braz malow­ni­czych Żuław.

Ci zarad­ni Holen­drzy przy­wieź­li zapew­ne tak­że do Pol­ski upra­wę tuli­pa­nów. W Mokrym Dwo­rze gru­pa współ­cze­snych nam plan­ta­to­rów tuli­pa­nów zor­ga­ni­zo­wa­ła wspo­mnia­ne wyżej świę­to kwia­tów. Ale „Co ma pier­nik do wia­tra­ka?” – mówi sta­re powie­dze­nie. Otóż plan­ta­to­rzy tuli­pa­nów na Żuła­wach aby pod­nieść jakość swo­ich cebu­lek, wzmoc­nić je gatun­ko­wo, pod­trzy­mać jakość i inten­syw­ność bar­wy kwia­tów, muszą tym kwia­tom, któ­re prze­zna­czo­ne są na nasie­nie i na cebul­ki (tuli­pan jest rośli­ną któ­ra wyra­sta z cebul­ki) – w pew­nym okre­sie ich kwit­nie­nia – obci­nać kie­li­chy. To z kolei daje całą masę samych pięk­nych i dorod­nych kwia­tów do zago­spo­da­ro­wa­nia. A co z nimi zrobić?

        Dla­te­go wła­śnie powsta­ło to świę­to. Wie­lu mło­dych ludzi ukła­da z tysię­cy list­ków i kwia­tów prze­róż­ne mozai­ki kwia­to­we. Kwia­ty te i płat­ki kwia­to­we dowo­żo­ne są duży­mi samo­cho­da­mi na miej­sce eks­po­zy­cji, a tam pla­sty­cy wymy­śla­ją i ukła­da­ją róż­ne histo­rie dla dzie­ci. Zaba­wa przed­nia dla wszyst­kich. Dzie­ci i doro­śli, a w tym tury­ści, mają swo­je kolej­ne świę­to. Stra­ga­ny i kra­my z regio­nal­ny­mi wyro­ba­mi i pro­duk­ta­mi, sto­iska z książ­ka­mi, plac zabaw dla naj­młod­szych, estra­da dla wyko­naw­ców cie­ka­wych baśni książ­ko­wych. Jest oczy­wi­ście orkie­stra dęta miej­sco­wej OSP, są balo­ni­ki na dru­ci­ku i cukro­wa wata. Cała gmi­na wspa­nia­le się bawi. Świę­to jakich mało a wszyst­ko to za przy­czy­ną pięk­nych i dorod­nych tuli­pa­nów. Wspa­nia­ła gospo­dar­cza ini­cja­ty­wa lokal­na. Oby wię­cej takich pomy­słów i naśla­dow­ców. Nigdy nie war­to nisz­czyć pięk­nych kwiatów 😉

        I jesz­cze lin­ka do foto­re­por­ta­żu, ser­decz­nie polecamy:

https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/4Czerwca2013

Napi­sał  Andrzej Kali­now­ski

Współ­pra­ca  Maria Szpa­ra