Na świe­cie za 8,5 proc. śmier­ci dzie­ci i mło­dzie­ży odpo­wia­da­ją samo­bój­stwa. Nasto­la­tek w kry­zy­sie suicy­dal­nym sygna­li­zu­je swo­je zamia­ry, ale nie­ła­two to odczy­tać. Naj­waż­niej­sze jest dawa­nie nadziei poprzez zro­zu­mie­nie — mówi o tym Tomasz Bilic­ki, psy­cho­te­ra­peu­ta zaj­mu­ją­cy się m.in. inter­wen­cją kryzysową.

        — Licz­ba prób samo­bój­czych wśród dzie­ci i mło­dzie­ży słusz­nie budzi nie­po­kój. Dla­cze­go nie chcą żyć?

        — Ludzie doko­nu­ją zama­chów samo­bój­czych zazwy­czaj dla­te­go, że bar­dzo cier­pią. Wyda­je im się, że jedy­nym spo­so­bem zaprze­sta­nia cier­pie­nia jest śmierć. Ludzie nie chcą też żyć dla­te­go, że chcą prze­stać być pro­ble­mem dla innych, chcą uwol­nić ich od siebie.

        Czę­sto mło­dzi nie chcą żyć dla­te­go, że pra­gną zwró­cić uwa­gę na jakiś pro­blem, moż­na by nawet powie­dzieć, że takie samo­bój­stwo ma cha­rak­ter filan­tro­pij­ny, np. chcą zwró­cić uwa­gę , że rodzeń­stwo jest cho­re, a rodzi­ce nic z tym nie robią. Znam taki przy­pa­dek. Jest też wątek fata­li­stycz­ny. Mło­dzi ludzie czu­ją się przy­tło­cze­ni świa­tem, obec­nie woj­ną w Ukra­inie, pan­de­mią, glo­bal­nym ocie­ple­niem, roz­wo­jem auto­ry­ta­ry­zmu na świe­cie. Są też samo­bój­stwa bilan­so­we, nie pod wpły­wem emo­cji, chwi­li, tyl­ko ludzie lata­mi przy­go­to­wu­ją się na śmierć. Samo­bójstw kom­pul­syw­nych, desta­bi­li­za­cyj­nych, zwią­za­nych z okre­ślo­nym wyda­rze­niem jest mniej.

        — Czy łatwo jest roz­po­znać poten­cjal­ne­go samobójcę?

        — Czę­sto tak myśli­my, ale wca­le tak nie jest. To nie­bez­piecz­ny ste­reo­typ. Nasto­la­tek czy nasto­lat­ka mogą pla­no­wać swo­ją śmierć, a przed rodzi­ca­mi, nauczy­cie­la­mi będą ukry­wać ten fakt i mogą to robić sku­tecz­nie. Więk­szość osób daje wyraź­ne sygna­ły pla­no­wa­nej śmier­ci, ale tyl­ko wybra­nym ludziom. Wte­dy moż­na zaob­ser­wo­wać symp­to­my takie jak: gene­ral­ne poczu­cie cier­pie­nia, bra­ku sen­su życia, komu­ni­ko­wa­nie: „wszyst­ko jest bez sen­su, moje życie jest bez sen­su, ten świat nie jest dobrym, wła­ści­wym miej­scem dla moje­go życia”.

        Jest też zain­te­re­so­wa­nie śmier­cią jako taką: ktoś prze­glą­da stro­ny w inter­ne­cie na temat tego, jak dłu­go czło­wiek się wykrwa­wia, jakich obra­żeń może doznać w wyni­ku róż­nych rodza­jów śmierci.

        To może być też zain­te­re­so­wa­nie samo­bój­stwem jako zja­wi­skiem. Np. ktoś słu­cha muzy­ki w wyko­na­niu arty­sty, któ­ry zgi­nął w wyni­ku zama­chu samo­bój­cze­go, inte­re­su­je się bio­gra­fia­mi osób, któ­re zgi­nę­ły w ten sposób.

        Może też być pra­gnie­nie śmier­ci natu­ral­nej. Cza­sem oso­ba myślą­ca o śmier­ci, chcia­ła­by zgi­nąć w wypad­ku samo­cho­do­wym albo zacho­ro­wać na śmier­tel­ną cho­ro­bę. Wystę­pu­je duża ten­den­cja do impul­syw­no­ści albo tłam­sze­nie w sobie cier­pie­nia. Albo poja­wia­ją się zacho­wa­nia agre­syw­ne i ktoś w ten spo­sób cier­pie­niem obda­rza inne osoby.

        — Mło­dzi chy­ba dość czę­sto zwie­rza­ją się rówie­śni­kom z zamia­ru popeł­nie­nia samobójstwa…

        — Tak, mówią rówie­śni­kom o swo­jej śmier­ci. Cza­sem też moż­na dostrzec przy­go­to­wa­nia do śmier­ci. Pisa­nie listu, czy nawet nagła popra­wa nastro­ju może być zna­kiem tego, że ktoś pla­nu­je swo­ją śmierć i wła­śnie pod­jął kon­kret­ną decy­zję. Popra­wa nastro­ju wyni­ka z tego, że wresz­cie zde­cy­do­wał się na wyj­ście osta­tecz­ne, wresz­cie cier­pie­nie się skoń­czy. W suicy­do­lo­gii mówi­my o zespo­le pre­su­icy­dal­nym, czy­li o tych wszyst­kich obja­wach, któ­re wystą­pią przed samym zama­chem samo­bój­czym, np. żegna­nie się, roz­da­wa­nie swo­ich rze­czy. Wie­le pacjen­tek i pacjen­tów takie zacho­wa­nia wyka­zu­je. Pod­su­mo­wu­jąc, trud­no jest roz­po­znać, że ktoś pla­nu­je śmierć i dale­ki był­bym od obwi­nia­nia oto­cze­nia, że ktoś odbie­ra sobie życie.

        — A czy oso­by, któ­re doko­na­ły pró­by samo­bój­czej, wcze­śniej się tną?

        — Samo­usz­ko­dze­nia naj­czę­ściej są meto­dą reduk­cji napię­cia. Zawsze powin­ny nas pro­wa­dzić do zada­nia pyta­nia takie­mu mło­de­mu tną­ce­mu się czło­wie­ko­wi: „Czy myśla­ła­ś/-eś zro­bić sobie coś wię­cej?”. Zada­ne w ten spo­sób pyta­nie nie wywo­łu­je samo­bój­stwa, nie oba­wiaj­my się takich pytań.

        Bar­dzo wie­le moich pacjen­tek i pacjen­tów żyje tyl­ko dla­te­go, że się samo­usz­ka­dza, nie­rzad­ko pro­wa­dzą wewnętrz­ne roz­wa­ża­nia: „Ok, dziś jesz­cze się potnę, a potem zoba­czy­my”. Więk­szość samo­usz­ka­dza­ją­cych się, ale nie wszy­scy, mają wra­że­nie, że to im poma­ga. Samo­usz­ko­dze­nia powin­ny pro­wa­dzić nas do pyta­nia, czy ktoś nie pla­nu­je swo­jej śmier­ci. Nie wszyst­kie oso­by, któ­re pla­nu­ją śmierć myślą o samo­usz­ko­dze­niu, ale zawsze trze­ba to sprawdzić.

        — Mówił pan o zacho­wa­niach agre­syw­nych. Może wła­śnie w ten spo­sób nasto­lat­ki pró­bu­ją zwró­cić uwa­gę na pro­blem? Rodzi­ce zazwy­czaj wpa­da­ją w furię: „Jak ty się zachowujesz?!”…

        — Nie pozna­łem w swo­im życiu żad­ne­go dziec­ka, nasto­lat­ka, któ­re chcia­ło­by być agre­syw­ne, wyka­zy­wać zacho­wa­nia demo­ra­li­za­cyj­ne. Zawsze jest to objaw cze­goś, np. posia­da­nia złych nawy­ków. Albo tego, że komuś bar­dzo trud­no jest zapa­no­wać nad swo­im zacho­wa­niem w sta­nie sil­nych emocji.

        Nie zmie­nia to fak­tu, że ist­nie­ją mecha­ni­zmy nazy­wa­ne przez psy­cho­lo­gów „acting out”. Dzia­ła­ją one tak, że czło­wiek dłu­żej już nie chce maga­zy­no­wać swo­jej krzyw­dy, cier­pie­nia i musi je prze­ka­zać dalej. Oczy­wi­ście, może to być woła­niem o pomoc w tym sen­sie, że oso­ba, któ­ra jest agre­syw­na z regu­ły wyma­ga wspar­cia, potrze­bu­je zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi na pyta­nie „dla­cze­go?”. Z wła­snej woli nikt agre­syw­ny nie chce być.

        — Jak roz­ma­wiać z dziec­kiem w kry­zy­sie? Gdy już zoba­czy­my, że ma pocię­te ręce, a więc wysłał sygnał. Cze­go nie robić?

        — Na pew­no nie krzy­czeć, nie stra­szyć, nie karać, a z tym spo­ty­kam się nagmin­nie. Dziec­ko, któ­re pocię­ło się, sły­szy od rodzi­ców: „Bez sen­su, po co to robisz, to ci nic nie daje”. A to daje ulgę w napię­ciu, a cza­sa­mi nawet ratu­je życie. Mówi­my: „Co powie­dzą two­je dzie­ci w przy­szło­ści, gdy zoba­czą te two­je blizny?”.

        Od powie­dze­nia cze­goś takie­go niko­mu nie popra­wi­ło się samo­po­czu­cie. Jest też stra­sze­nie szpi­ta­la­mi, psy­chia­tra­mi. Uzna­je­my cię­cie za oka­zy­wa­nie nie­po­słu­szeń­stwa, bun­tu, mani­fe­sta­cję prze­ciw­ko rodzi­com. Oni wymie­rza­ją kary, zabie­ra­ją tele­fon, nie pozwa­la­ją wycho­dzić z domu, sta­ją się bar­dzo kon­tro­lu­ją­cy, chcą codzien­nie oglą­dać cia­ło dziec­ka, czy nie ma nowych śla­dów, sta­ją się prze­wraż­li­wie­ni, wra­ca­ją, wypominają.

        Nie war­to tego robić, bo jesz­cze wyol­brzy­mia­my pro­blem. W mło­dym czło­wie­ku powsta­je odczu­cie, że jest cał­ko­wi­cie nie­zro­zu­mia­ły, nie­ko­cha­ny. War­to nato­miast zapy­tać, jak do tego doszło, dla­cze­go tak się sta­ło, czy mogę ci jakoś pomóc w tej kon­kret­nej sytu­acji? Co mogę zro­bić dla cie­bie? Powin­ni­śmy być otwar­ci na wszyst­kie moż­li­we odpo­wie­dzi, któ­re usły­szy­my. Nawet jeśli mło­dy czło­wiek swo­ich rodzi­ców potrak­tu­je bru­tal­nie, będzie ich obwi­niał, obcią­żał, krzy­czał na nich, wypo­mi­nał masę rze­czy, to znak, że bar­dzo ich kocha i wie, że jest w sta­nie powie­dzieć takie strasz­ne rze­czy, wyol­brzy­mio­ne, nawet nie­praw­dzi­we, jest pewien, że rodzi­ce go nie zosta­wią. Gdy­by coś takie­go powie­dział swo­im zna­jo­mym, kole­żan­kom, kole­gom, odwró­ci­li­by się od nie­go bar­dzo szyb­ko, zerwa­li­by z nim kon­takt. „Rodzi­co­wi mogę to wie­dzieć, ponie­waż on mnie kocha. Może jego posta­wa nie zawsze jest ade­kwat­na, słusz­na, ale mnie nie zosta­wi, jak to zro­bi­li koledzy/koleżanki”.

        Bar­dzo wie­lu rodzi­ców narze­ka, jak nasto­lat­ki się do nich odzy­wa­ją w takich sytu­acjach, ale czę­sto wyni­ka to z fak­tu, że są pew­ni miło­ści swo­ich rodzi­ców. Waż­ne, żeby akcep­to­wać mło­de­go czło­wie­ka i dać mu zro­zu­mie­nie, mimo że nie akcep­tu­je­my samo­usz­ko­dze­nia. Powie­dze­nie mu „rozu­miem”, nie jest tym samym, co powie­dze­nie „pochwa­lam”. Zde­cy­do­wa­na więk­szość, jak nie wszyst­kie przy­pad­ki samo­usz­ko­dzeń, wyma­ga­ją kon­sul­ta­cji u spe­cja­li­sty, zmian ze stro­ny wszyst­kich człon­ków sys­te­mu: rodzi­ców, rodzeń­stwa, dal­szej rodzi­ny, nauczycieli.

        — Niby są pew­ni miło­ści rodzi­ców, ale nie zawsze ją dosta­ją w momen­cie, kie­dy jej naj­bar­dziej potrze­bu­ją. „Naj­bar­dziej potrze­bu­ję, żeby mama mnie kocha­ła, jak jestem nie­grzecz­na, a ona mnie wte­dy zosta­wia samą i każe prze­my­śleć” — mówi dziewięciolatka.

        — Taka jest inter­pre­ta­cja dziec­ka, że zosta­wie­nie samą jest jed­no­cze­śnie bra­kiem miło­ści. Nie potra­fi­my jej oka­zy­wać nawet wte­dy, gdy kocha­my nasze dzie­ci. Chciał­bym jed­nak wyraź­nie powie­dzieć, że rodzic to też czło­wiek. Wiem, że jako doro­śli potra­fi­my napraw­dę dużo zepsuć. Czę­sto mamy jed­nak wła­sne defi­cy­ty, kło­po­ty, demo­ny, z któ­ry­mi wal­czy­my. Rozu­miem, że rodzic cza­sa­mi może być sła­by, nie wie, jak się zacho­wać. Nie ma tyle siły i ener­gii, żeby same­mu sko­rzy­stać z pomo­cy psy­cho­lo­gicz­nej. W żaden spo­sób nie uspra­wie­dli­wiam bez­czyn­no­ści rodzi­ców, któ­rzy odda­la­ją pro­blem ze swo­imi dzieć­mi i z jakiś powo­dów nic z tym nie robią, nie idą do spe­cja­li­sty. Nie­mniej zro­zu­mie­nie dla rodzi­ca też jest bar­dzo istot­ne. Rodzi­ce mają opór przed wizy­tą u psy­cho­lo­ga, tera­peu­ty, bo z góry wycho­dzą z zało­że­nia, że będą oce­nia­ni, potę­pia­ni, że oka­że się, że są win­ni. Pamię­taj­my, rodzic to też czło­wiek. Oczy­wi­ście, chodź­my do psy­cho­lo­gów, psy­cho­te­ra­peu­tów, psy­chia­trów, czy­taj­my książ­ki, szu­kaj­my infor­ma­cji w inter­ne­cie, wymie­niaj­my się nimi — bądź­my otwarci.

        — Jest pan inter­wen­tem kry­zy­so­wym. Jak zna­leźć punkt, z powo­du któ­re­go mło­dy powie: “Jed­nak chcę żyć”?

        — To bar­dzo trud­ne, chy­ba zbyt ambit­ne zada­nie. Czę­sto nie potra­fię zna­leźć takie­go punk­tu. Oka­zu­ję się sła­bym inter­wen­tem, sła­bym tera­peu­tą, czło­wiek ode mnie nie wycho­dzi w prze­ko­na­niu, że war­to żyć, przy­naj­mniej nie za każ­dym razem. Ale zawsze bar­dzo chcę, żeby wyszedł cho­ciaż z prze­ko­na­niem: „Ktoś mnie wysłu­chał, zro­zu­miał. Już wiem, że nie jestem jedy­nym czło­wie­kiem na świe­cie, któ­ry tak bar­dzo cier­pi i być może nie jestem takim dzi­wa­kiem, żeby nie zna­leźć czy­jejś akcep­ta­cji, tro­skli­wej relacji”.

        Wyzwa­niem dla nas, tera­peu­tów, jest nie to, żeby­śmy wszyst­kich nie­szczę­śli­wych uczy­ni­li szczę­śli­wy­mi — ja np. nie umiem, ale żeby­śmy wszy­scy uczy­li się empa­tii, zaan­ga­żo­wa­nia, zro­zu­mie­nia, otwar­to­ści i wyj­ścia poza sche­mat. Tyl­ko że coś, co jest dobre dla kon­kret­ne­go dziec­ka, nasto­lat­ka, jest dobre wła­śnie dla nie­go, a nie dla inne­go. Dla każ­de­go poten­cjal­ne­go samo­bój­cy trze­ba zna­leźć nową teo­rię, nowe podej­ście. Klu­czem jest akcep­ta­cja, zro­zu­mie­nie, towa­rzy­sze­nie, zaan­ga­żo­wa­nie. Radość życia, jeśli przyj­dzie, przyj­dzie póź­niej. To oczy­wi­ście też waż­ne. Ale myślę, że dawa­nie nadziei przez zro­zu­mie­nie jest czymś abso­lut­nie naj­istot­niej­szym. Nie mora­li­zuj­my: „Nie chcesz żyć, a prze­cież życie może być takie pięk­ne, zobacz, jaka ład­na pogo­da”. To jest zaprze­cza­nie uczu­ciom dru­gie­go czło­wie­ka. Cza­sem mówię odwrot­nie: „Widzę, że two­je życie jest sza­re, czar­ne, peł­ne cier­pie­nia. Wiesz, nie potra­fię tego zmie­nić jed­nym spo­tka­niem, ale rozu­miem, że jest ci bar­dzo trud­no, źle”. Takie zro­zu­mie­nie daje nadzie­ję, że ktoś przyj­dzie do mnie za tydzień.

        — Padły waż­ne sło­wa, żeby uświa­do­mić mło­de­go: „Nie jesteś jedy­ny, któ­ry tak cierpi”.

        — Tak. Ale trze­ba też pamię­tać, że każ­da spra­wa jest indy­wi­du­al­na. Nato­miast jest bar­dzo waż­ne danie zro­zu­mie­nia, że moż­na tak cier­pieć, ktoś może cier­pieć podob­nie jak ty. Bo mło­dzi czę­sto rze­czy­wi­ście są prze­ko­na­ni, że są jedy­ny­mi cier­pią­cy­mi, jedy­ny­mi, któ­rzy mają taką trud­ność. W sumie po czę­ści mają rację – ich sytu­acja jest w jakiś spo­sób nie­po­wta­rzal­na, a to cier­pie­nie jest ich cier­pie­niem. Nie­rzad­ko pój­ście do szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go jest momen­tem, gdy nagle orien­tu­ją się, że nie są jedy­ni, że spo­ra gru­pa ludzi jest w podob­nej sytu­acji. Spo­łecz­ność w szpi­ta­lach psy­chia­trycz­nych czę­sto daje sobie wza­jem­ne zro­zu­mie­nie. Pytam, co było dla cie­bie naj­gor­szym, a co naj­lep­szym aspek­tem poby­tu w szpi­ta­lu – „Pozna­łem kil­ku­dzie­się­ciu rówie­śni­ków, któ­rzy są podob­ni do mnie”.

        — Gdy ostat­nio dzwo­nię do was, psy­cho­lo­gów, z proś­bą o wywiad, nigdy nie macie czasu.

        — Sys­tem wspar­cia miał gigan­tycz­ne trud­no­ści przed pan­de­mią. Obec­nie, już nie wiem, czy moż­na nazwać go sys­te­mem. Jakie­kol­wiek pró­by rato­wa­nia nie przy­no­szą ocze­ki­wa­nych efek­tów. Obcią­że­nie inter­wen­tów kry­zy­so­wych, psy­cho­lo­gów, psy­cho­te­ra­peu­tów, psy­chia­trów jest ogrom­ne. Nie może­my przyj­mo­wać pacjen­tów w nie­skoń­czo­ność, musi­my zadbać o sie­bie. Bar­dzo łatwo jest o tzw. trau­mę zapo­ży­czo­ną. Pra­cu­jąc z cier­pie­niem innych, sam zaczy­nasz źle się czuć. To nie jest tak, że potra­fi­my przy­jąć 50 pacjen­tów mie­sięcz­nie, a w razie potrze­by przyj­mie­my 100 czy 200. To jest nie­moż­li­we. Dla­te­go zachę­cam wszyst­kie oso­by o zacię­ciu psy­cho­lo­gicz­nym, żeby przy­go­to­wy­wać się jako inter­went kry­zy­so­wy lub tera­peu­ta. Bar­dzo potrze­ba ludzi do pracy.

        — Jestem po wie­lu roz­mo­wach z nauczy­cie­la­mi. Mówią, że nastą­pi­ła moda na „bycie w tera­pii”, na „kry­zys psy­chicz­ny”. To sta­ło się tren­dy. Faj­nie zamiast być na znie­na­wi­dzo­nej lek­cji mate­ma­ty­ki, pole­żeć na kozet­ce u pani peda­gog. Cza­sem leży się tam już do koń­ca wszyst­kich lek­cji. Dodat­ko­wo zda­niem Toma­sza Wit­kow­skie­go, psy­cho­lo­ga, dema­ska­to­ra pseu­do­nau­ki, bada­nia od lat potwier­dza­ją, że „roz­po­wszech­nia­nie infor­ma­cji o samo­bój­stwach, choć­by wypo­wia­da­nych przez eks­per­tów w naj­bar­dziej neu­tral­nym tonie, przy­czy­nia­ją się do wzro­stu ich licz­by. Epa­to­wa­nie nimi zamiast znie­chę­cać, oswa­ja ludzi z tym roz­wią­za­niem i spra­wia, że to, co kie­dyś wyda­wa­ło im się nie do przy­ję­cia, sta­je się powo­li jed­ną z real­nych życio­wych opcji. Podob­nie wpły­wa­ją na ludzi infor­ma­cje o nie­któ­rych nie­uchron­nych, zda­niem auto­rów podob­nych nar­ra­cji, zabu­rze­niach psychicznych.”

        — Sta­ram się nie upra­wiać takiej reto­ry­ki, choć sły­szę gło­sy na temat mody. To jest głęb­szy pro­blem. Są oso­by, któ­re uwa­ża­ją, że kry­zy­sy, depre­sje są bar­dzo czę­sto uda­wa­ne, mod­ne, bo wszy­scy o tym mówią, bo wypa­da mieć leka­rza psy­chia­trę, bo wszyst­kie moje kole­żan­ki mają. Te oso­by są prze­ko­na­ne, że mło­dzi czę­sto gro­żą śmier­cią, aby mani­pu­lo­wać rodzi­ca­mi. Jed­nak jeśli two­je dziec­ko mówi o śmier­ci albo chce tobą mani­pu­lo­wać, albo się samo­usz­ka­dza, bo to sta­ło się mod­ne, to pytam, czy jest to zdro­we. Oczy­wi­ście — nie­zdro­we i wyma­ga pomo­cy psy­cho­lo­gicz­no — psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej. Przy oka­zji tego pyta­nia zaape­lu­ję: rze­czy­wi­ście nie wpi­suj­my mło­dych w rolę ofiar, lecz ocaleńców.

Źró­dło informacji:

Ser­wis Zdrowie