Z Dzikim Mietkiem o podpalaniu Amazonii i południowowamerykańskim leczeniu nowotworów

349

Dziki Mietek czyli Mieczysław Sobczak od 12 lat mieszka w peruwiańskiej Amazonii. Pojechał tam, aby wyleczyć się z choroby nowotworowej, ożenił i został. Dzisiaj jest jedną z bardziej znanych twarzy peruwiańskiej Polonii. W LaMerced nad rzeką Chuchumaya prowadzi zajazd / hotel. Rozmawiamy z nim dzisiaj o podpalaniu Amazonii, ayahuasce, południowoamerykańskich metodach leczenia raka i życiu.

Zachłanność ludzka nie zna granic

Andrzej Kumor: – Panie Mietku, cieszę się, że ponownie mamy okazję porozmawiać. Czasy są ciekawe, dużo rzeczy się dzieje. Pan mieszka w La Merced nad rzeką Chanchamayo, dopływem Ukajali.

Dziki Mietek: – Jak brać tak od źródła, no to jest Amazonka, ale każdy odcinek nazywa się inaczej.

    – Praktycznie Pan mieszka w Amazonii i zanim przejdziemy do tych pytań co zawsze, to chciałem zapytać o pożary, bo to jest taki temat medialny, mówi się, że Amazonia płonie; płoną płuca całego świata, jak to wygląda z Pana perspektywy, jest susza?

– Najwięcej płonie w Brazylii, bo tam podpalają. Przede wszystkim, nawet gdy uderzy piorun w drzewo w Amazonii to zapali się tylko jedno drzewo.

 – No właśnie niektórzy mówią, że w Amazonii trudno ogień skrzesać, wszędzie jest mokro, trudno ognisko rozpalić.

– Do tego, żeby rozpalić ognisko, to trzeba używać taki olej nazywa się ACEITE DE COPAIBA olej z drzewa copaiba i on rzeczywiście nawet mokre drzewo zapali, albo po prostu benzynę. Benzyna na mokre drzewo nie chce za bardzo działać, z tym że jak zadziała no to zadziała. Dlatego na przykład, to wszystko jest podpalane, bo zachłanność ludzka niestety… Chcą jak największe obszary mieć.

Z tym, że cały problem jest w tym, że jeżeli weźmiemy i wypalimy, i zrobimy z tego pastwisko, no to maksimum 5 – 7 lat i koniec. Następuje degradacja gleby. Po prostu gleba jest wypłukiwana, bo tam gleba jest grubości może 5, 10 maksimum 15 cm.

  – Kto to robi? Biedni ludzie, którzy chcą powiększyć areał czy to są jakieś korporacje, firmy?

– To są potężni farmerzy, ludzie, którym po prostu chodzi o pieniądze.

  – Oni podpalają tę dżunglę i poszerzają swój areał?

– Oni sami nie podpalają, wynajmują do tego ludzi, którzy to robią.

   – To są duże korporacje?

– To są duże korporacje, zresztą prezydent Brazylii prawicowiec, jak nastał, to powiedział, że trzeba powiększyć areał uprawny kosztem dżungli, ze względu na to, że po prostu potrzeba soi, która głównie jest eksportowana do Chin  i potrzeba innych rzeczy, jak na przykład, olej palmowy, a to przecież jest degradacja ziemi.

– Ta gleba nie nadaje się tam do takiego wieloletniego ciągłego uprawiania?

– Jeżeli chodzi o soję, nawet jeżeli używamy nawozy,  to wszystko jest maksimum 7 lat.

  – I trzeba iść dalej, wypalać następny areał?

– Tak.

     – Mówił Pan, że w tym roku jest susza.

-Takiej suszy, jak ja tutaj jestem ponad 11 lat to nie widziałem. W zeszłym roku było dosyć sucho, a w tym roku jest bardzo sucho. No w tej chwili już 42 dzień, gdzie raz spadło może po 32 dniach troszeczkę deszczu, ale ja jak to mówią nawet do asfaltu nie doleciało. W tej chwili chmurzy się, ale nie ma z tego deszczu.

– Pierwszy raz jest coś takiego?

– No tak. Miejscowi ludzie mówią to samo. Że takiego czegoś jeszcze nie było.

 – Proszę powiedzieć, jak tam jest z Pana inwestycjami, bo Pan ma Dom Polski, dużo ludzi do Pana przyjeżdża? Kiedyś rozmawialiśmy o tym, że w dżungli są Polacy. Koło Pana mieszka dużo Polaków?

– Jest 21. rodzin w naszej okolicy.

 – Polskich?

– Polskie są tylko trzy rodziny, reszta jest mieszana.

 – To są Polacy, którzy przyjechali z Polski, czy to są tacy podwójni emigranci, jak Pan?

– Z Polski, ze Stanów Zjednoczonych i z Europy, różnie. Dwie rodziny są bezpośrednio z Polski.

– Utrzymujecie Państwo kontakty ze sobą?

– Sporadyczne, czasami spotykamy się na targu w sobotę. Właśnie dzisiaj był targ, więc spotkałem dwie rodziny polskie.

        – Amazonia staje się coraz bardziej atrakcyjna i popularna również wśród Europejczyków i Amerykanów?

– Tak, w naszym rejonie jest na przykład taka miejscowość nazywa się Oxapampa, gdzie w ciągu 5 lat przybyło, według dokumentacji, około 10 000 niemieckich rodzin.

   – Czego ci ludzie szukają w południowej Ameryce?

– Przede wszystkim, mają dosyć tej polityki pani Merkel, i w ogóle tego ordnungu i tego wszystkiego co się dzieje, chcą – jak to mówią – mieć więcej swobody.

    – I w Peru, czy w innych krajach Amazonii jest więcej swobody?

– W tej chwili najwięcej osiedlają się w Brazylii, później w Argentynie, a Peru jest chyba na trzecim miejscu.

Tutaj mamy takie 4 miasta, które są europejskie. Oxapampa to jest głównie niemieckie; to jest około 100 tys. Niemców, później jest Pozuzo – gdzieś około 50 tys. Austriaków, później jest San Juan de Cacazu 45 tys. Francuzów, no i później Villa Rica jest około 35 – 40 tys. Włochów.

        – To Pan tam wcale nie jest rodzynkiem, Panie Mietku? Nikt się nie dziwi, że Pan przyjechał i mieszka?     

– Dlatego nasz rejon nazywają tutaj Gringoland, bo jest więcej obcokrajowców, jak miejscowych.

Wróćmy do tego podpalania, słyszał Pan, żeby kogokolwiek tam złapano, ukarano, czy to jest cały czas anonimowe?

– Wiem, że tutaj u nas w okolicy Pukallpy też zaczęli podpalać, ale Indianie… Początkowo myślałem, że oni użyli czarnych strzałek, ale użyli brązowych. Brązową strzałką, jak się dostanie, to się jest kokoło 2 -3 godzin nieprzytomnym, ale się życie zachowuje. Czarna Strzałka to już jest wojownicza, jak się nią dostanie no to już jest niestety koniec.

Czyli na razie tylko takie ostrzeżenia?

– Na razie dwóch tam dopadli i przekazali policji a ten trzeci uciekł. Próbują podpalać, bo tam właśnie wzdłuż rzeki Ukajali czyli pomiędzy Atalayą a Pukallpą, są bardzo dobre tereny na uprawy. Ale miejscowi ludzie się na to nie zgadzają.

Dobre tereny, to znaczy że więcej tej gleby tam jest? Ta warstwa jest grubsza?

– Większa troszeczkę. Im bardziej na północ, tym warstwa gleby jest mniejsza.

  – A co Pan uprawia?

– Ja właściwie do tej pory miałem duże problemy z moim ogrodem, bo wszystko mi zjadały mrówki parasolówki.

Próbowałem różnych metod, nic nie skutkowało, w końcu mi taki Indian powiedział, weź kup stare blachy, te co się używa na dach, blachę falistą, potnij to na połowę, to będzie tylko 90 cm i wkop na jakieś 30 cm w ziemię i poobstawiaj to dookoła i mrówki nawet nie przejdą, bo im się nie będzie chciało przechodzić przez górę,  same przez to może przejdą, ale już liści targać nie dadzą rady. Tak zrobiłem dookoła i to pomogło.

– To jakie Pan ma uprawy w ogrodzie?

– W tej chwili mam ogórki, fasolę, paprykę, no i posiałem pomidory. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

W tej chwili to jest problem z podlewaniem, bo na przykład jak jest woda niska w studni to muszę tak minutę półtorej minuty pompować, a 5 minut czekać.

    -Ale, mieszka Pan nad rzeką jest woda w rzece?

– Jest woda w rzece.

 – To czemu z rzeki Pan nie ciągnie?

– Kiedyś miałem pompę w rzece, ale poziom rzeki się zmienia, i jak przyjdzie jakaś większa fala no to pompę zmyje, bo tutaj na tej naszej rzece jest 7 elektrowni. Oni w nocy spuszczają wodę; w nocy jest wyższy poziom i później w dzień znowu jest niski. Różnica poziomu to nieraz dochodzi do 0,5 m.

  – Proszę jeszcze powiedzieć o tych ludziach, którzy przyjeżdżają do dżungli szukać nie tylko zdrowia psychicznego, ale też leczą się z różnego rodzaju schorzeń, czy ma Pan Polaków, którzy tam przyjeżdżają, czy ma pan również ludzi z innych stron, którzy chcieliby jakoś doprowadzić się do porządku w Amazonii?

– Cały problem w tym, że naszym rodakom to jest naprawdę trudno pomóc.  Nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko ludzie, którym się nie da pomóc.

  – Dlaczego?

– Na przykład, powie się Niemcowi, że ma zrobić to, czy wypić tamto, to on zrobi dwa razy tyle. Dużo więcej niż potrzeba.

Jak się powie naszemu rodakowi no to wszystko jest ok, ale jak się tylko trochę poprawi, to wraca do starych nawyków.

Z moich obserwacji wynika, że 90% naszych rodaków nie da się pomóc. Ja mam średnio czy to na e-mail czy na Skypie czy na messengerze około 10 zapytań o przyjazd w sprawie leczenia i generalnie praktycznie wszystkim odmawiam.

Po krótkiej rozmowie stwierdzam, że szkoda mojego czasu i szkoda ich czasu i pieniędzy, żeby tutaj przyjeżdżali.

 – Powiedzmy jeszcze naszym czytelnikom, Pan się wyleczył, tak?

– Nie tylko ja się wyleczyłem. Naprawdę pomogłem ponad setce osób, które tutaj przyjechały stanąć na nogi, nawet w najbardziej zaawansowanej fazie nowotworu.

 – Co jest najważniejsze przy takim leczeniu?

– Przede wszystkim podejście psychiczne. Trzeba chcieć! Jak to Indianie mówią, że jak się chce, to już się połowę zrobiło. Przede wszystkim trzeba chcieć, Druga rzecz, trzeba się oczyścić; przede wszystkim psychicznie i fizycznie.

Na czym to oczyszczenie psychiczne polega?

– Jeżeli wyrzucimy z siebie te wszystkie trucizny, te wszystkie brudy, toksyny, metale ciężkie, no to już będzie dużo łatwiej. No i później trzeba uzupełnić to, co nam brakuje, bo przecież w waszym świecie to macie do dyspozycji  4 –  5 minerałów jedynie, a powinna być ich prawie setka.

– Dlatego że takie rolnictwo mamy?

– No tak niestety. U nas jeszcze za złą żywność trzeba dużo drożej zapłacić i trudno jest ją dostać. Weźmy na przykład cukier, cukier trzcinowy u nas kosztuje około 2 sole, 2,50 za kilo, a biały cukier kosztuje 10 soli.

– Czyli odwrotnie niż u nas.

– Tak.  Tutaj jest paru takich co uprawiają na przykład cytrusy, robią opryski czy coś, ale miejscowi od nich nie kupują; on weźmie tylko, powącha i już mówi, ja tego nie chcę. Następna rzecz, jedzenie, mamy tutaj 3 – 4 fermy kurze,  ale nawet te jajka z tej fermy to są zupełnie inne niż wasze, bo tutaj jednak to żółtko jest dosyć ciemne, a te od was to są prawie białe.

 – Chyba, że zafarbują, bo tam dodają barwniki kurom do paszy

– No możliwe, u nas byłem nawet na takiej farmie, gdzie Staszek mieszka to od niego jakiś kilometr jest. Oni mają duży wybieg, te kury tak że one zupełnie inaczej żyją.

Tak, jak moje kury, na przykład, jak im wysypię kukurydzy, czy nawet gotowanego ryżu, to nawet nieraz cały dzień leży, dopiero pod wieczór przyjdą zjedzą, a cały dzień ganiają w ogrodzie.

– Panie Mietku, co się głównie kupuje na targu, dużo się je mięsa?

– Mięsa to u nas ludzie mało jedzą. Głównie ryby i drób.

 – Łowią ryby w rzece, rzeka jest czysta?

– Tak, rzeka jest bardzo czysta. Łowią. Ryby rzeczne są dużo droższe niż ryby morskie.

   – Dlaczego?

– Dlatego, że morskie muszą przywieźć z Limy, mrożonych u nas nie przywożą, ale w lodzie no i one mnie już nie bardzo smakują, wolę nasze rzeczne.

– Bo świeże?

– Tak. Bo po prostu oni w nocy łapią i rano już jest na sprzedaż.

A tak poza tym, to co się je?

– Od czasu do czasu, z okazji świąt wieprzowinę. Wołowiny się bardzo mało tutaj używa.

– A ludzie hodują świnie dookoła?

– Tak tutaj u nas dookoła trzy osoby mają świnie, ale oni nawet prądu nie mają, bo trochę dalej tam mieszkają.

Jak, przykład, taka jedna sąsiadka, która mieszka jakieś stopięćdziesiąt metrów ode mnie ma zamiar zabić świnię to najpierw chodzi i się pyta, kto weźmie i ile, bo nie ma lodówki. Także ma już całą świnię sprzedaną zanim ją zaszlachtuje.

Wołowina mówię jest na targu, ale mało kto kupuje, dlatego, że na te stanowiska co sprzedają mięso to może są tylko dwa co sprzedają wołowinę. Reszta to tylko wieprzowina kury i tak dalej. Kiełbasę można u nas dostać, tylko aż z Oxapampy niemiecką. Ona mi nie smakuje, sami od czasu do czasu robimy. Ale Niemcy tam  mają dużą wytwórnię.

Tam taki Mateusz, Polak, pracuje u nich od czasu do czasu no to jak on robi to jest przynajmniej inny smak.  My robimy tutaj od czasu do czasu, ja specjalnie nie przepadam, ale znajomi  z Limy przyjadą czy coś, to wtedy kupujemy; mamy tutaj wszystko co potrzeba i nabijarkę i do mielenia maszynę i wszystko – wtedy robimy sami i wędzimy.

Z tym że tradycyjnie wedzimy na ogniu.

   – Panie Mietku, to na koniec pytanie najbardziej kontrowersyjne ayahuasca –  można ją normalnie na targu kupić, można ją uprawiać, jest obrót na to, czy tylko Szamani używają?

– Była tutaj taka jedna pani, która się tym zajmowała, ale już się tym nie zajmuje; robiła to bardzo nieprofesjonalnie. Był tutaj w Pampa Michi, szaman, on robił, ale już zmarł, a ten jego syn to już nie robi dobrze.

Najbliżej to można w Pucallpie, Satipo albo Iquitos. Bo co przy ayahuasce jest bardzo ważne, to żeby cały proces przejść, a nie tylko samo wypicie.

Prawdziwy Szaman to idzie z grupą tam, gdzie się zbierają ayahuascę, wszyscy najpierw dotykają tej liany tam proszą o to, czy o tamto, potem się ścina, potem się zbiera chacrunę bo to jest następny składnik, czasami jeszcze zbiera się dziki tytoń albo kupuje się na rynku. To są te 3 składniki podstawowe no i teraz gotuje się to.

Wszyscy biorą udział najpierw w rozdrabnianiu, a potem w gotowaniu. Sama ayahuasca to jest, jak to mówią, zamiast kolacji.

Z tym że prawidłowo powinno się przynajmniej 2, 3 dni przedtem nie pić alkoholu i nie jeść mięsa, bo wtedy jest najlepiej, to znaczy nie będzie tak mocnych torsji, oczyszczanie ostrego nie będzie.

Z takich środków halucynogennych to jeszcze jest peyota – głównie w Nowym Meksyku, Arizonie i Meksyku.

Z tym że to jest najtrudniejsza ceremonia, bo prawidłowo to trzeba najpierw iść w góry i szukać tego tego kaktusa. Przeważnie taka wyprawa trwa około tygodnia.

Tutaj u nas, w naszym rejonie i w górę czyli Catamarca, całe wybrzeże, to używają San Pedro czyli to jest też święty kaktus podobny do peyota tylko troszeczkę większy. On u nas rośnie; u nas można sobie na targu wypić taki sok, taki kisiel z tego pejota, z tym, że on jest bardzo rozwodniony i tak bardzo nie działa. Ale zawsze jest oczyszczający.

Jeżeli ktoś przyjedzie z Kanady czy ze Stanów, i wypije no to rzeczywiście ma problemy, wymiotuje, ale na nas to w ogóle nie działa

      – Dlaczego?

– Po prostu dlatego, że my tutaj jemy bardzo mało mięsa, jemy naturalne jedzenie, więc nie ma się z czego oczyszczać.

W trzeciej kolejności to będzie ayahuasca, czyli właśnie to, co mówiłem, później jeszcze mamy to się nazywa żółta żaba, czyli kambo to jest dosyć niebezpieczna ceremonia, bo ta wydzielina ze skóry tej żaby, jak ją się weźmie na patyczek i dotknie to można 100 osób przenieść. Nie mówię że na drugi świat ale te osoby stracą przytomność.

No i są jeszcze grzybki, ale to niepopularne.

W naszym rejonie  to jest ayahuasca i San Pedro są najbardziej popularne.

        – Oprócz turystów, którzy są ciekawi, lokalni ludzie do czego używają ceremoni ayahuasci; tylko do leczenia?

– Jeżeli chodzi o ayahuascę, te środki służą przede wszystkim do oczyszczenia organizmu, nie tylko fizycznego ale psychicznego i przede wszystkim wzmocnienia, bo można indywidualnie jak ktoś jest bardzo chory głównie dla przyjezdnych to się od razu dodaje do przygotowania zioła żeby to wszystko zaczęło od razu działać, czyli dodaje się una de gato i inne.

Jeżeli chodzi o nowotwory to na przykład chemioterapia czy nawet sama operacja; to co używa w Ameryce, medycyna akademicka niestety, ale nie usuwa nowotworów, bo nowotwór to mniej jak 1% to są tzw. komórki macierzyste, reszta to jest guz, który praktycznie dla nas, on nie jest szkodliwy to organizm gromadzi w tym guzie te wszystkie nasze toksyny.

I na przykład, jeżeli weźmiemy chemioterapię, to ona tylko potrafi zmniejszyć ten guz zewnętrzny, nigdy nie jest w stanie zabić ani unieszkodliwić tych komórek macierzystych, tak samo radioterapia. Jeżeli chodzi o operacje, to nawet gdy  wytniemy guz, to on już ma nitki, które się rozprzestrzeniły i natychmiast nastąpią przerzuty.

Więc tutaj zanim się dojdzie do operacji to się robi inaczej, wtedy się robi dopiero operację,  jak ten guz zaczyna się zmniejszać, podając odpowiednie zioła. Guz zaczyna się skurczać  następna rzecz podajemy podajemy Sangre de Drago, który zatyka te wszystkie tętnice, które prowadzą do odżywiania guza i wtedy on zaczyna się kurczyć. I wtedy go usunąć, to jest duża szansa, że nie będzie przerzutów.

        – Pan mówi, „podajemy”, „usuwamy”, mówi Pan o medycynie która funkcjonuje w Peru, która jest w miastach, tak?

– Tutaj medycyna jest połączeniem tradycyjnej medycyny z akademicką.

– Czyli to wszystko mówi normalny lekarz przy wizycie?

– No, na przykład, tutaj w dużym szpitalu mamy oddział onkologiczny tam jest lekarka i lekarz ale tutaj się nie prowadzi chemioterapii ani radioterapii. Tutaj się leczy ziołami. Jeżeli ktoś już rzeczywiście się upiera no to wysyła się go do Limy na chemioterapię. To średnio 2 – 3% decyduje się na chemioterapię.

Z tym, że chemioterapię tutaj robi się inaczej; podaje się tylko 10% tych wartości, które się podaje w Stanach. Najpierw obniża się poziom glukozy aż prawie do poziomu tak zwanej śpiączki cukrzycowej.

I wtedy się podaje razem z glukozą chemię – wtedy nowotwór bardzo chętnie to chłonie.

– Czy tak się postępuje według Pana wiedzy w większości krajów południowej Ameryki?

– Najbardziej to jest popularne w Ekwadorze, Peru i Boliwii, ostatnio nawet w Kolumbii i Chile. Argentynie i Brazylii nie wiem.

 – A jaka jest wyleczalność?

– Dużo skuteczniejsza niż na przykład przy chemioterapii czy radioterapii. Tu się uważa, że około 80%.

   – Kto tak uważa?

– Według statystyk.

        – Panie Mietku, to bardzo ciekawe tematy miejmy nadzieję że będziemy jeszcze rozmawiać.

Jestem bardzo zajęty bo jeszcze tutaj przyjeżdżają z Polski, potem mam Niemców. Na przykład mam teraz takiego Niemca, który przyjechał do mnie na wózku inwalidzkim, bo chcieli mu obciąć obydwie nogi, bo ma bardzo zaawansowaną cukrzycę. Miażdżyca.

W tej chwili on już chodzi o lasce jeszcze, ale jak ja mu powiedziałem na przykład żeby codziennie na początku robił kilometr, no to poszedł, nie ma go, nie ma,  ja w końcu wsiadłem na moją motorynkę szukam go patrzę, a on tam doszedł aż do naszego znaku firmowego 700 m. Wziął sobie takie rozkładane siedzenie szedł i co kawałek siadał, szedł i siadał. Mówię do niego, chodź to cię zabiorę z powrotem – odmówił. Mówię, przecież do wieczora nie przyjdziesz, nie szkodzi, kiedy przyjdę to przyjdę.

 – Taki uparty?

– Raz mu mówię, żeby zjadł mango; bo na przykład mango jest bardzo dobre na oczyszczenie, ale to musi być ze spadów, już prawie zgniłe przejrzały owoc. Tam wtedy są takie malutkie robaczki które są wielkości 0,5 mm, żółty kolor. Jak my zjemy te mango, te robaczki,  zjadają nam te kamienie jelitowe. Ja mu mówię, zjedz jedno, a on zjadł trzy; całą noc siedział na ubikacji.

        – Panie Mietku, niech się Pan trzyma ciepło w tej Amazonii i będziemy się łączyć, bo dzięki temu, że internet oplata cały świat możemy ze sobą rozmawiać w najróżniejszych miejscach.

Dziękuję bardzo i do usłyszenia.