Powtórzmy sobie dla zapamiętania: prawda nie ma znaczenia. Wygrywają haggady, bo w tego rodzaju opowieściach zawarte są i tantiemy, i trybuty, i nawet haracze.

Jeszcze raz: prawda nie ma znaczenia. Znaczenie ma haggada, bo w niej mieszczą się tantiema, trybut i haracz. A gdyby się nie mieściły, to je tam zmieszczą. Ci i owi. Przez co prawdą stanie się nie to, co prawdą jest, ale to, co prawdą zostało nazwane. Choćby to było kłamstwo. Choćby była to nikczemność. Czy tam inne podobne łajdactwo. I tak dalej, i tak dalej. Nie wierzycie? Poczekajcie, poczekajcie. Ludzie złej woli już tu są.

Z perspektywy niżej podpisanego rzecz wygląda następująco: im nowocześniejsza nowoczesność, im szybszy i głębszy postęp, tym w skali ziemskiego globu złej woli przybywa, a czarci swąd dobywający się z otchłani potężnieje. Czy inaczej: im postępowej nowoczesności więcej, tym gwałtowniej marginalizuje się sfera dobra. Tak było, tak jest i tak pozostanie, ponieważ tak działa świat, zdominowany przez fałszyzm.

FAŁSZ I FASZYZM

“Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej niż wczoraj”, powiedzmy sobie w tym miejscu, parafrazując Norwida. I zaraz dodajmy, by nie rzuciło się nam do gardeł: przyszłość to również dziś, chociaż dopiero od nazajutrz.

Warto czytywać klasyków.

Inny taki, to znaczy inny z klasyków, rzuciwszy pracę w BBC, od grudnia 1943 roku do kwietnia roku 1947 komentował rzeczywistość w autorskiej rubryce brytyjskiego pisma “Tribune”, zatytułowanej “As I Please”. Gość (wspomniany klasyk) nazywał się George Orwell, zaś 24. marca 1944 roku (!) we wspomnianej rubryce napisał: “Słowo ‘faszyzm’ – będące w powszechnym użytku – pozbawione jest niemal zupełnie znaczenia. Słyszałem, jak ‘faszyzmem’ nazwano: rolników, sklepikarzy, Kredyt Społeczny, kary cielesne w szkołach, polowanie na lisa, walki byków, Komitet 1922, Komitet 1941, Kiplinga, Gandhiego, Czang-Kai-Szeka, homoseksualizm, audycje radiowe Priestleya, schroniska młodzieżowe, astrologię, kobiety, psy – i nie pamiętam co jeszcze”.

Wiedząc powyższe o faszyzmie, niegroźny nam fałszyzm. Czego nie dopowiadam z pewnością, niestety, lecz z nadzieją. Przynajmniej ona trwa wiecznie.

ŚWIAT ZNOWOCZEŚNIAŁY

Orwell wiedział: gdy człowiek słucha szarlatanów, zostanie omamiony. To samo powtarzał Lem: skoro ludzie pragną oszustw, będą oszukiwani.

W tym miejscu Ligęza ochoczo dopowiada swoje: gdzie ludzi zachwyca łgarstwo, tam łgarzy siać nie trzeba, sami wschodzą. Czy tam przychodzą. Trochę dymu, ognia, garść szklanych paciorków w szeleszczącym celofanie słów, parę obrazków jak najgrubszą kredką szkicowanych – i człowiek bałwanieje. Wolny dotąd, odtąd zamienia się w niewolnika. Niewolnika nie czującego bólu, więc nie dostrzegającego okajdanionych nadgarstków. Czy tam stóp w kostkach. Czy też jednego i drugiego.

Jaki kształt, jaką formę przybrać może świat znowocześniały od horyzontu po horyzont, świat zbudowany z okajdanionych umysłów, bądź zaludniony bałwanami z umysłami zlodowaciałymi na kamień? Świat, w którym normalność nie jest kwestią statystyki, ale staje się nią, a to dzięki realizacji zamiarów ludzi złej woli? Odpowiedź brzmi: taki świat staje się komedią – dla tych, którzy patrzą i widzą. Natomiast dla tych, u których na epigenetycznym etapie rozwoju coś poszło inaczej, i którzy owszem, patrzą i widzą, ale którzy również czują – dla nich taki świat nie może przybrać innego wymiaru niż tragedia.


URA-BURA…

Oto historia. Pewien chłopak uczęszcza do uznawanego za jedno z najlepszych nadwiślańskich gimnazjów. Najlepszych, powiadam, nie tylko jeśli idzie o poziom nauczania. Między innymi zwiedzili kawał Europy. Byli w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, a to, by poznawać historię tamtych miejsc i narodów. Ale na Wawelu nie byli nigdy. Jeśli chodzi o Polskę, jak usłyszałem, zmierzyli się zaledwie z integracyjnym iwentem gdzieś w Sudetach, z młodzieżą niemiecką, w poniemieckim pałacu, wyremontowanym za unijne (czyli za niemieckie) pieniądze.

I tak dalej, i tak dalej. W końcu opowiadający mi to, podsumowuje temat: nad Wisłą łatwiej niż gdziekolwiek indziej w Europie wyprodukować stada korponiewolników, chlubiących się umiejętnością rozwiązywania testów i znajomością paru języków obcych. Tak rzekł, ale jego ponura konkluzja zabrzmiała bardziej złowieszczo, gdy dodał: “Tak tworzy się nieskończone liczebnie stado roboczych wołów, które sprawniej chodzą w kieracie, czy tam pług ciągną, bo można im wydawać polecenia nie tylko po polsku”.

Trafnie zauważone, bardzo dobrze powiedziane. Choćbym chciał, nie mogłem polemizować, boć w samej rzeczy dostrzegamy coraz dokładniej jak postęp i nowoczesność po europejsku wyglądają z bliska: dzieci bez ojców, szkoły bez dyscypliny, kobiety bez przyzwoitości. Nie jest tak?

…TRESURA SZCZURA

Jest tak, niestety jest jeszcze więcej i jeszcze gorzej. Dodajmy do tego wąwozy egoizmu, hałdy nieodpowiedzialności oraz powszechne niedostrzeganie konsekwencji odłożonych w czasie, konsekwencji własnych zaniedbań i zaniechań. Na sam koniec zaś zobaczmy zbrodnie bez kary i Kościół bez autorytetu.

Kontynuując ten sam wątek: młodzi oczekują od starszych pomocy w porządkowaniu i rozumieniu świata. Jeśli ludzie przyzwoici tej pomocy młodym nie udzielą, ci zwrócą się ku innym. W tym ku szarlatanom. Młodzi oczekują pomocy, powtarzam, i dotyczy to zarówno świata im najbliższego, jak i całości życia, wręcz kosmosu, tak jak rozumieli kosmos starożytni Grecy. To porządkowanie powinno mieć charakter przedmiotowy, ale w pierwszym rzędzie aksjologiczny, przygotowujący młodych do odnalezienia sensu życia. Rzecz bowiem w tym, by nauczyć ich poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze w gruncie rzeczy pytania, mianowicie jak żyć i po co? Kim człowiek jest, kim dzień po dniu staje się, a kim powinien się stawać? Tych odpowiedzi nie udzieli młodzieży ani enigmatyczna “cywilizacja ludzka”, ani “świat”. A te z nich, których ewentualnie udziela – via media – prowadzą młodych na manowce “postępu i nowoczesności”. A przecież nasza przyszłość to oni, chociaż dopiero od jutra…

KORPOLUDKI

I w powyższym kontekście najważniejsze podkreślenie rozszerzająco: nie sposób skutecznie wspierać młodych, samemu pozostając w aksjologicznej próżni. Skutecznie pomagać da się tylko wtedy, gdy wspierający sam trzyma się określonego porządku rzeczywistości, znając i wspierając właściwą hierarchię wartości. Gdy potrafi nazwać zło złem, a dobro dobrem, a przy tym przynajmniej w miarę bezbłędnie odróżnia jedno od drugiego. Gaetan Picon, francuski krytyk sztuki, w “Panoramie myśli współczesnej” zauważył przed ponad półwieczem: “Człowiek, aby stać się sobą, potrzebuje pozytywnie wypełnionego świata”.

Nic ująć, nic dodać, bo zaiste nie ma to, tamto: albo pozytywnie wypełniony świat dookoła nas, a w nim my zanurzeni, z nie zatraconą umiejętnością odróżniania dobra od zła, pełni chęci i zapału do pomocy w wychowywaniu naszych następców, albo świat zaludniony wytresowanymi nowocześnie i postępowo korpoludkami, a inaczej: ura-bura, tresura szczura.

***

Podobno prezydent Nixon dzielił ludzi płci męskiej na mężczyzn i chłopców. “Chłopcy to ci – przekonywał – którzy przyjmują wysokie stanowiska, żeby zostać kimś ważnym. Mężczyźni zaś to tacy, którzy sprawują urząd publiczny po to, by zrobić coś wartościowego dla wspólnoty”. Nadwiślańskim kuglarzom politycznym trzeba powyższe powtarzać, aż dostąpią opamiętania. Tudzież wspierać należy w dążeniach ludzi takich jak twórca i redaktor naczelny “Gońca”. Przy czym za ten lukier na końcu przepraszam, ale zaprawdę powiadam nam: sprawiedliwość to oddawać każdemu, co mu się słusznie należy.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl