Olimpiada polonijna – podcięte skrzydła

263

        Podczas wakacji tuż przed olimpiadą polonijną w Gdyni rozmawialiśmy z panem Jurkiem Dąbrową działaczem sportowym, dzisiaj ponownie spotykamy się aby pytać o wrażenia.

   Panie Jurku, podczas naszego wakacyjnego spotkania padło dużo słów krytycznych pod adresem organizatorów, że  zwiększają koszty uczestnictwa dla zawodników z krajów zachodnich zmuszając ludzi żeby wykupywali pakiety. Jak to wypadło w tym roku? Jak była zorganizowana ta Olimpiada?

– Jerzy Dąbrowa: Igrzyska polonijne XIX już z kolei które odbyły się w Gdyni na przełomie lipca i sierpnia wypadły w sumie zgodnie z oczekiwaniami. Należałoby to rozpatrywać w kilku aspektach, bo wiadomo, że jest aspekt sportowy, i w tym przypadku chyba należałoby się pochwalić, jeśli chodzi o sportowców Polonii kanadyjskiej – zajęliśmy generalnie 4. miejsce. Ekipa, która liczyła około 100 osób, w to oczywiście wchodziły gry zespołowe, koszykówka, piłka nożna, zdobyła w sumie około 100 medali, przeciętnie 1 medal na głowę.  To cieszy, a cieszy też i to, że w tej naszej sportowej Polonii nie ma zgrzytów i  podziałów.

Nie ma takich zgrzytów, jak w innych organizacjach, a już nie wspomnę o Poloniach europejskich; powiem tylko, że Polonia hiszpańska jest niesamowicie podzielona, tam są jakieś trzy nurty, Polonia austriacka, tam to już w ogóle jest szok, ale wszystkich przebija Polonia szwedzka; sądzą się nawzajem; niesamowite pieniądze idą do sądów. Na tym tle, no to my jaśniejemy, jaśnieje nasz liść klonowy.



 – Czyli nie jest tak źle pomimo tych wszystkich procesów które też tutaj u nas mieliśmy?

Pomimo tych procesów, chociaż do naszego środowiska to tak jakoś nie dociera, z różnych grup przychodzimy, ale jednak sport  łączy i widać było to w Gdyni, że jesteśmy fajnym, zgranym teamem, kolorowych, zdyscyplinowanym i w sumie byliśmy jakby ulubieńcami wszystkich na tych igrzyskach.

   – Była tam publiczność, poza oczywiście uczestnikami, jakaś publiczność lokalna?

W sumie te igrzyska nie cieszą się jakąś dużą popularnością, bo oczywiście jeżeli popatrzymy na wyniki sportowe; jeśli byłoby to na wysokim poziomie, to może zainteresowanie byłoby większe, są też mało rozreklamowane – tak że najwięcej kibiców bierze się z samych uczestników i wiadomo, są rodziny, ściągamy swoich znajomych.

Zawsze największą popularnością cieszy się ceremonia otwarcia i ceremonia zamknięcia. W tym roku zrobiono to na terenie Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

Dla nas cywilów to było niesamowite zobaczyć z bliska koszary uczelni i wspaniałe obiekty na tym terenie. Tam było rozpoczęcie i to w takim wojskowym wydaniu po raz pierwszy, ale to było na plus. Spodziewałem się, że to może nie wypalić, ale to było pięknie zorganizowane i tutaj brawa dla organizatorów

  – Czy wzięto pod uwagę te wszystkie postulaty, o których Pan mówił podczas naszej rozmowy latem?

– W zasadzie to my rozmawiamy z organizatorami zawsze, przed każdymi igrzyskami; dla mnie najbardziej bolesne jest to, że coś tutaj upada. Jestem zmęczony już tym, bo główną ideą igrzysk nie są walory sportowe, ale jest  łączenie nas ponad granicami, nas, Polonię, z krajem ojczystym, z krajem przodków, a właśnie igrzyska polonijne są niesamowitym nośnikiem takiego połączenia.

Wykonujemy tutaj niesamowitą pracę, na terenie Ontario, na terenie całej Kanady; mamy swoje kontakty z uniwersytetami, z klubami sportowymi z różnymi organizacjami, szczególnie nam zależy na przyciąganiu młodzieży, gdzie p ta polskość w którymś tam pokoleniu już wygasła, chodzi o przywracanie tego uczucia. My tych ludzi tutaj wyławiamy i chcemy ich zawieźć do Polski, bo tam dopiero następuje prawdziwe zderzenie z polską kulturą,  tym bardziej że jest to na wesoło, na sportowo.

To młodzi ludzie „kupują”, bardzo chętnie do Polski wracają. I tutaj to, co całkowicie mi podcięło skrzydła, że przez jakieś idiotyczne rozwiązania, innowacje, które robią ludzie, którzy nie mają wiele do czynienia z działalnością sportową po prostu zaprzepaszczają nasz wysiłek. Bo około 70 osób, młodych osób, nie mogło wyjechać, poprzez niejasności organizacyjne i to najbardziej boli.

Fajnie, że było nas około 100 osób, ale niestety byli to ludzie naszego pokolenia, czyli średni i starszy wiek.

    – A co tych młodych powstrzymywało?

– Przede wszystkim niejasne pakiety, wiadomo, że w przypadku nas, Stanów Zjednoczonych czy Argentyny gdzie też były różne Polonie, to wszystko musi być wcześniej zaplanowane, wchodzi w grę planowanie urlopu i najbardziej bolało to, że zmuszali ludzi do wykupywania pakietów, a nie były tanie, bo w granicach 2000 zł na osobę. I jeśli mówimy tutaj o rodzinach, a przede wszystkim jeśli ktoś chciał startować tylko w jednej dyscyplinie i dzień później już chciał wyjechać, to niestety był zmuszany do wykupywania pakietu.

Mamy dużo młodych ludzi,   którzy są z Kanady i studiują w Polsce. Oni bardzo chętnie do nas by dołączyli, ale niestety te przepisy wymyślone przez organizatorów blokowały to, nie pozwalały im na to.

Najwięcej odrzuciło to młodych ludzi i  jestem zniechęcony, bo to się wszystko mija z celem, ta nasza działalność.



Organizatorzy rozmawiają z nami zawsze tak samo,  to są cwani politycy, oczywiście wszystko obiecają, a szczególnie jeśli to jest przy mediach, przy telewizji, wszystko obiecują, a potem jest to samo i nic się nie zmienia.

Rozmawiałem nawet z panem prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska i na dzień dobry zostałem zrugany za to, że ośmielam się źle pisać na Facebooku o Stowarzyszeniu Wspólnota Polska. Później pan ze Wspólnoty, który był odpowiedzialny za organizację oczywiście mnie „pogłaskał”, powiedział, że  wierzą, że to robiłem w dobrej wierze i na pewno na następne igrzyska to będzie inaczej.

To, co my wykonujemy to jest jak gdyby praca na dodatkowych etatach, bezpłatna, a nasza praca jest niweczona. We mnie jakoś to wszystko pękło, odebrało ochotę do działania, bo polityka jest tam wszędzie obecna i to co mi się wydaje że oni tylko chcą to żeby te słupki im rosły. Ja wiem, że Stowarzyszenie Wspólnota Polska jest to administracja tego średniego szczebla i do nich nikt nie zagląda, z tych wyżyn politycznych, bo to jest nieważne  dla rządu, dopóki nie ma tam jakiegoś skandalu.

– Czyli Pana opinia się nie zmieniła, a proszę powiedzieć jakie były polonijne rekordy; część ludzi była z naszego pokolenia, a czy były też dzieci?

– Tak oczywiście to ja mogę z nazwiska wymieniać. Było troszkę młodzieży, nie było jej tak dużo jak zawsze, ale takich przypadków mogę kilka przytoczyć.

Mamy usportowioną rodzinę z Windsor  państwa Koniorów, to była czteroosobowa rodzina, gdzie tata przyjechał z trójką dzieci no i najmłodszy miał chyba około 9 lat i on tam troszeczkę tych medali zdobył i dwie córki w granicach do 14 – 15 lat, które pływają. Oni jeżdżą z nami już od lat.

Był pan Henryk Siwik ze swoim wnuczkiem. Tylko szkoda, że my tak ich indywidualnie na palcach wyliczamy; kilka lat temu, to byliśmy tam całymi rodzinami. We Wrocławiu ponad 200 osób, 90 procent to byli młodzi ludzie.

Odebrało mi to ochotę do działalności ale całkowicie tego nie zarzucam, wycofuję się z tej menedżerskiej działalności przekazując ją w ręce młodych ludzi jest Michelle z Windsor, która przejmuje tę działalność menedżerską ona to będzie ciągnęła, mam nadzieję, że to nowe pokolenie oni nie są obarczeni historią, którą my jesteśmy obarczeni, tą polityką; może ja na to źle patrzę, może mam za duże oczekiwania; może oni to spokojnie pociągną, tym bardziej że także w Polsce to młodzież dochodzi do stanowisk. Ta nasza stara gwardia będziemy z boku pomagać i  wspierać tych młodych ludzi.

  – A jak z poznawaniem innych na tych igrzyskach?

– Na każdych igrzyskach jest tak, że cały czas poznaje się kogoś nowego, są oczywiście takie stare przyjaźnie, jeździmy już od lat więc wiadomo, że najbardziej jesteśmy zaznajomieni z Polonią ze Stanów Zjednoczonych, z Nowego Jorku i Chicago. Naszym sukcesem jest to kiedy my pobijemy Amerykanów i zawsze ich bijemy jeśli chodzi o liczbę medali i liczbę startujących; mamy taką rywalizację, ale cały czas coś nowego się pojawia.

W tej chwili Polonie organizują się tam, gdzie była emigracja zarobkowa, ekonomiczna po akcesie do Unii Europejskiej, z Anglii bardzo mało ludzi przyjeżdża ale Irlandia rośnie i stamtąd mamy bardzo dużo nowych znajomych. Z Irlandii, z Norwegii, gdzie były mniejsze skupiska Polonijne, ale w tej chwili po okresie emigracji zarobkowej jest tam Polaków o wiele więcej; oni też się organizują i dołączają do całej Wspólnoty Polonijnej

    – Panie Jurku dziękuję bardzo, gratuluję kolejnych igrzysk i  do zobaczenia.

Rozmawiał AK