Olim­pia­da polo­nij­na — pod­cię­te skrzydła

        Pod­czas waka­cji tuż przed olim­pia­dą polo­nij­ną w Gdy­ni roz­ma­wia­li­śmy z panem Jur­kiem Dąbro­wą dzia­ła­czem spor­to­wym, dzi­siaj ponow­nie spo­ty­ka­my się aby pytać o wrażenia.

   Panie Jur­ku, pod­czas nasze­go waka­cyj­ne­go spo­tka­nia padło dużo słów kry­tycz­nych pod adre­sem orga­ni­za­to­rów, że  zwięk­sza­ją kosz­ty uczest­nic­twa dla zawod­ni­ków z kra­jów zachod­nich zmu­sza­jąc ludzi żeby wyku­py­wa­li pakie­ty. Jak to wypa­dło w tym roku? Jak była zor­ga­ni­zo­wa­na ta Olimpiada?

- Jerzy Dąbro­wa: Igrzy­ska polo­nij­ne XIX już z kolei któ­re odby­ły się w Gdy­ni na prze­ło­mie lip­ca i sierp­nia wypa­dły w sumie zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi. Nale­ża­ło­by to roz­pa­try­wać w kil­ku aspek­tach, bo wia­do­mo, że jest aspekt spor­to­wy, i w tym przy­pad­ku chy­ba nale­ża­ło­by się pochwa­lić, jeśli cho­dzi o spor­tow­ców Polo­nii kana­dyj­skiej — zaję­li­śmy gene­ral­nie 4. miej­sce. Eki­pa, któ­ra liczy­ła oko­ło 100 osób, w to oczy­wi­ście wcho­dzi­ły gry zespo­ło­we, koszy­ków­ka, pił­ka noż­na, zdo­by­ła w sumie oko­ło 100 meda­li, prze­cięt­nie 1 medal na gło­wę.  To cie­szy, a cie­szy też i to, że w tej naszej spor­to­wej Polo­nii nie ma zgrzy­tów i  podziałów.

Nie ma takich zgrzy­tów, jak w innych orga­ni­za­cjach, a już nie wspo­mnę o Polo­niach euro­pej­skich; powiem tyl­ko, że Polo­nia hisz­pań­ska jest nie­sa­mo­wi­cie podzie­lo­na, tam są jakieś trzy nur­ty, Polo­nia austriac­ka, tam to już w ogó­le jest szok, ale wszyst­kich prze­bi­ja Polo­nia szwedz­ka; sądzą się nawza­jem; nie­sa­mo­wi­te pie­nią­dze idą do sądów. Na tym tle, no to my jaśnie­je­my, jaśnie­je nasz liść klonowy.



 — Czy­li nie jest tak źle pomi­mo tych wszyst­kich pro­ce­sów któ­re też tutaj u nas mieliśmy?

Pomi­mo tych pro­ce­sów, cho­ciaż do nasze­go śro­do­wi­ska to tak jakoś nie docie­ra, z róż­nych grup przy­cho­dzi­my, ale jed­nak sport  łączy i widać było to w Gdy­ni, że jeste­śmy faj­nym, zgra­nym teamem, kolo­ro­wych, zdy­scy­pli­no­wa­nym i w sumie byli­śmy jak­by ulu­bień­ca­mi wszyst­kich na tych igrzyskach.

   — Była tam publicz­ność, poza oczy­wi­ście uczest­ni­ka­mi, jakaś publicz­ność lokalna?

W sumie te igrzy­ska nie cie­szą się jakąś dużą popu­lar­no­ścią, bo oczy­wi­ście jeże­li popa­trzy­my na wyni­ki spor­to­we; jeśli było­by to na wyso­kim pozio­mie, to może zain­te­re­so­wa­nie było­by więk­sze, są też mało roz­re­kla­mo­wa­ne — tak że naj­wię­cej kibi­ców bie­rze się z samych uczest­ni­ków i wia­do­mo, są rodzi­ny, ścią­ga­my swo­ich znajomych.

Zawsze naj­więk­szą popu­lar­no­ścią cie­szy się cere­mo­nia otwar­cia i cere­mo­nia zamknię­cia. W tym roku zro­bio­no to na tere­nie Aka­de­mii Mary­nar­ki Wojen­nej w Gdyni.

Dla nas cywi­lów to było nie­sa­mo­wi­te zoba­czyć z bli­ska kosza­ry uczel­ni i wspa­nia­łe obiek­ty na tym tere­nie. Tam było roz­po­czę­cie i to w takim woj­sko­wym wyda­niu po raz pierw­szy, ale to było na plus. Spo­dzie­wa­łem się, że to może nie wypa­lić, ale to było pięk­nie zor­ga­ni­zo­wa­ne i tutaj bra­wa dla organizatorów

  — Czy wzię­to pod uwa­gę te wszyst­kie postu­la­ty, o któ­rych Pan mówił pod­czas naszej roz­mo­wy latem?

- W zasa­dzie to my roz­ma­wia­my z orga­ni­za­to­ra­mi zawsze, przed każ­dy­mi igrzy­ska­mi; dla mnie naj­bar­dziej bole­sne jest to, że coś tutaj upa­da. Jestem zmę­czo­ny już tym, bo głów­ną ideą igrzysk nie są walo­ry spor­to­we, ale jest  łącze­nie nas ponad gra­ni­ca­mi, nas, Polo­nię, z kra­jem ojczy­stym, z kra­jem przod­ków, a wła­śnie igrzy­ska polo­nij­ne są nie­sa­mo­wi­tym nośni­kiem takie­go połączenia.

Wyko­nu­je­my tutaj nie­sa­mo­wi­tą pra­cę, na tere­nie Onta­rio, na tere­nie całej Kana­dy; mamy swo­je kon­tak­ty z uni­wer­sy­te­ta­mi, z klu­ba­mi spor­to­wy­mi z róż­ny­mi orga­ni­za­cja­mi, szcze­gól­nie nam zale­ży na przy­cią­ga­niu mło­dzie­ży, gdzie p ta pol­skość w któ­rymś tam poko­le­niu już wyga­sła, cho­dzi o przy­wra­ca­nie tego uczu­cia. My tych ludzi tutaj wyła­wia­my i chce­my ich zawieźć do Pol­ski, bo tam dopie­ro nastę­pu­je praw­dzi­we zde­rze­nie z pol­ską kul­tu­rą,  tym bar­dziej że jest to na weso­ło, na sportowo.

To mło­dzi ludzie „kupu­ją”, bar­dzo chęt­nie do Pol­ski wra­ca­ją. I tutaj to, co cał­ko­wi­cie mi pod­cię­ło skrzy­dła, że przez jakieś idio­tycz­ne roz­wią­za­nia, inno­wa­cje, któ­re robią ludzie, któ­rzy nie mają wie­le do czy­nie­nia z dzia­łal­no­ścią spor­to­wą po pro­stu zaprze­pasz­cza­ją nasz wysi­łek. Bo oko­ło 70 osób, mło­dych osób, nie mogło wyje­chać, poprzez nie­ja­sno­ści orga­ni­za­cyj­ne i to naj­bar­dziej boli.

Faj­nie, że było nas oko­ło 100 osób, ale nie­ste­ty byli to ludzie nasze­go poko­le­nia, czy­li śred­ni i star­szy wiek.

    — A co tych mło­dych powstrzymywało?

- Przede wszyst­kim nie­ja­sne pakie­ty, wia­do­mo, że w przy­pad­ku nas, Sta­nów Zjed­no­czo­nych czy Argen­ty­ny gdzie też były róż­ne Polo­nie, to wszyst­ko musi być wcze­śniej zapla­no­wa­ne, wcho­dzi w grę pla­no­wa­nie urlo­pu i naj­bar­dziej bola­ło to, że zmu­sza­li ludzi do wyku­py­wa­nia pakie­tów, a nie były tanie, bo w gra­ni­cach 2000 zł na oso­bę. I jeśli mówi­my tutaj o rodzi­nach, a przede wszyst­kim jeśli ktoś chciał star­to­wać tyl­ko w jed­nej dys­cy­pli­nie i dzień póź­niej już chciał wyje­chać, to nie­ste­ty był zmu­sza­ny do wyku­py­wa­nia pakietu.

Mamy dużo mło­dych ludzi,   któ­rzy są z Kana­dy i stu­diu­ją w Pol­sce. Oni bar­dzo chęt­nie do nas by dołą­czy­li, ale nie­ste­ty te prze­pi­sy wymy­ślo­ne przez orga­ni­za­to­rów blo­ko­wa­ły to, nie pozwa­la­ły im na to.

Naj­wię­cej odrzu­ci­ło to mło­dych ludzi i  jestem znie­chę­co­ny, bo to się wszyst­ko mija z celem, ta nasza działalność.



Orga­ni­za­to­rzy roz­ma­wia­ją z nami zawsze tak samo,  to są cwa­ni poli­ty­cy, oczy­wi­ście wszyst­ko obie­ca­ją, a szcze­gól­nie jeśli to jest przy mediach, przy tele­wi­zji, wszyst­ko obie­cu­ją, a potem jest to samo i nic się nie zmienia.

Roz­ma­wia­łem nawet z panem pre­ze­sem Sto­wa­rzy­sze­nia Wspól­no­ta Pol­ska i na dzień dobry zosta­łem zru­ga­ny za to, że ośmie­lam się źle pisać na Face­bo­oku o Sto­wa­rzy­sze­niu Wspól­no­ta Pol­ska. Póź­niej pan ze Wspól­no­ty, któ­ry był odpo­wie­dzial­ny za orga­ni­za­cję oczy­wi­ście mnie „pogła­skał”, powie­dział, że  wie­rzą, że to robi­łem w dobrej wie­rze i na pew­no na następ­ne igrzy­ska to będzie inaczej.

To, co my wyko­nu­je­my to jest jak gdy­by pra­ca na dodat­ko­wych eta­tach, bez­płat­na, a nasza pra­ca jest niwe­czo­na. We mnie jakoś to wszyst­ko pękło, ode­bra­ło ocho­tę do dzia­ła­nia, bo poli­ty­ka jest tam wszę­dzie obec­na i to co mi się wyda­je że oni tyl­ko chcą to żeby te słup­ki im rosły. Ja wiem, że Sto­wa­rzy­sze­nie Wspól­no­ta Pol­ska jest to admi­ni­stra­cja tego śred­nie­go szcze­bla i do nich nikt nie zaglą­da, z tych wyżyn poli­tycz­nych, bo to jest nie­waż­ne  dla rzą­du, dopó­ki nie ma tam jakie­goś skandalu.

- Czy­li Pana opi­nia się nie zmie­ni­ła, a pro­szę powie­dzieć jakie były polo­nij­ne rekor­dy; część ludzi była z nasze­go poko­le­nia, a czy były też dzieci?

- Tak oczy­wi­ście to ja mogę z nazwi­ska wymie­niać. Było trosz­kę mło­dzie­ży, nie było jej tak dużo jak zawsze, ale takich przy­pad­ków mogę kil­ka przytoczyć.

Mamy uspor­to­wio­ną rodzi­nę z Wind­sor  pań­stwa Konio­rów, to była czte­ro­oso­bo­wa rodzi­na, gdzie tata przy­je­chał z trój­ką dzie­ci no i naj­młod­szy miał chy­ba oko­ło 9 lat i on tam tro­szecz­kę tych meda­li zdo­był i dwie cór­ki w gra­ni­cach do 14 — 15 lat, któ­re pły­wa­ją. Oni jeż­dżą z nami już od lat.

Był pan Hen­ryk Siwik ze swo­im wnucz­kiem. Tyl­ko szko­da, że my tak ich indy­wi­du­al­nie na pal­cach wyli­cza­my; kil­ka lat temu, to byli­śmy tam cały­mi rodzi­na­mi. We Wro­cła­wiu ponad 200 osób, 90 pro­cent to byli mło­dzi ludzie.

Ode­bra­ło mi to ocho­tę do dzia­łal­no­ści ale cał­ko­wi­cie tego nie zarzu­cam, wyco­fu­ję się z tej mene­dżer­skiej dzia­łal­no­ści prze­ka­zu­jąc ją w ręce mło­dych ludzi jest Michel­le z Wind­sor, któ­ra przej­mu­je tę dzia­łal­ność mene­dżer­ską ona to będzie cią­gnę­ła, mam nadzie­ję, że to nowe poko­le­nie oni nie są obar­cze­ni histo­rią, któ­rą my jeste­śmy obar­cze­ni, tą poli­ty­ką; może ja na to źle patrzę, może mam za duże ocze­ki­wa­nia; może oni to spo­koj­nie pocią­gną, tym bar­dziej że tak­że w Pol­sce to mło­dzież docho­dzi do sta­no­wisk. Ta nasza sta­ra gwar­dia będzie­my z boku poma­gać i  wspie­rać tych mło­dych ludzi.

  — A jak z pozna­wa­niem innych na tych igrzyskach?

- Na każ­dych igrzy­skach jest tak, że cały czas pozna­je się kogoś nowe­go, są oczy­wi­ście takie sta­re przy­jaź­nie, jeź­dzi­my już od lat więc wia­do­mo, że naj­bar­dziej jeste­śmy zazna­jo­mie­ni z Polo­nią ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, z Nowe­go Jor­ku i Chi­ca­go. Naszym suk­ce­sem jest to kie­dy my pobi­je­my Ame­ry­ka­nów i zawsze ich bije­my jeśli cho­dzi o licz­bę meda­li i licz­bę star­tu­ją­cych; mamy taką rywa­li­za­cję, ale cały czas coś nowe­go się pojawia.

W tej chwi­li Polo­nie orga­ni­zu­ją się tam, gdzie była emi­gra­cja zarob­ko­wa, eko­no­micz­na po akce­sie do Unii Euro­pej­skiej, z Anglii bar­dzo mało ludzi przy­jeż­dża ale Irlan­dia rośnie i stam­tąd mamy bar­dzo dużo nowych zna­jo­mych. Z Irlan­dii, z Nor­we­gii, gdzie były mniej­sze sku­pi­ska Polo­nij­ne, ale w tej chwi­li po okre­sie emi­gra­cji zarob­ko­wej jest tam Pola­ków o wie­le wię­cej; oni też się orga­ni­zu­ją i dołą­cza­ją do całej Wspól­no­ty Polonijnej

    — Panie Jur­ku dzię­ku­ję bar­dzo, gra­tu­lu­ję kolej­nych igrzysk i  do zobaczenia.

Roz­ma­wiał AK