Temat ten roz­po­czą­łem jakiś czas temu słyn­nym arty­ku­łem” Okiem nie­po­praw­ne­go opty­mi­sty, czy­li jak uzdro­wić Kon­gres Polo­nii Ame­ry­kań­skiej?”. Arty­kuł ten uka­zał się pod koniec grud­nia 2012 w „Gwieź­dzie Polar­nej” i zyskał swo­ją popu­lar­ność poprzez licz­ne prze­dru­ki w pra­sie polo­nij­nej. Był on nie­co naiw­ny w swo­jej tre­ści, ale miał moc powie­wu świe­żo­ści w nie­co zatę­chłym polo­nij­nym powie­trzu. Co naj­waż­niej­sze czy­ta­jąc go nawet dzi­siaj, nie­któ­re jego pomy­sły moż­na reali­zo­wać ze 100% gwa­ran­cją sukcesu.

Isto­tą dzi­siej­szej sytu­acji 2019 roku jest cią­gle to samo pyta­nie: czy wyło­ni się nowy lider Polo­nii, aby wziąć na sie­bie odpo­wie­dzial­ność i kon­ty­nu­ować dzie­ło pol­sko-ame­ry­kań­skich ochot­ni­ków Błę­kit­nej Armii i ich cha­ry­zma­tycz­nych potom­ków- lide­rów histo­rycz­nych orga­ni­za­cji Polo­nii ame­ry­kań­skiej. Dru­gie pyta­nie doty­czy kwe­stii jak ma wyglą­dać nowo­cze­sna poli­ty­ka polo­nij­na? Czy ma to być poli­ty­ka stop­nio­wej asy­mi­la­cji i wyga­sza­nia Polo­nii ste­ro­wa­na z Depar­ta­men­tu Sta­nu? Czy ma być to poli­ty­ka pro­fe­sjo­nal­nej nie­mo­cy i głu­che­go mil­cze­nia ofe­ro­wa­na nam od 1989 przez kolej­ne salo­ny warszawskie?

reklama

Naj­więk­szym błę­dem Polo­nii po 1989 roku była śle­pa i naiw­na wia­ra, w sło­wa pły­ną­ce z War­sza­wy, że Polo­nia ame­ry­kań­ska już nie musi się zaj­mo­wać poli­ty­ką, bo rząd Pre­mie­ra Mazo­wiec­kie­go będzie repre­zen­to­wał w peł­ni suwe­ren­ną III RP. Pol­ska jed­nak nie była w peł­ni suwe­ren­na. Była two­rem wyne­go­cjo­wa­nym przy okrą­głym sto­le, a waż­nym ele­men­tem tych nego­cja­cji było odsu­nię­cie od udzia­łu w życiu poli­tycz­nym śro­do­wisk nie­pod­le­gło­ścio­wych w tym Polo­nii. Dosko­na­łą ilu­stra­cją pro­ce­su odsu­nię­cia i mar­gi­na­li­za­cji Polo­nii (emi­gra­cji) od wpły­wu na roz­wój Pol­ski była pew­na dyplo­ma­tycz­na podróż. Na począt­ku 1990 roku, ówcze­sny — pierw­szy, jak to pod­kre­śla­no po 1945 roku – „nie­ko­mu­ni­stycz­ny” pre­mier Tade­usz Mazo­wiec­ki, pod­czas wizy­ty Lon­dy­nie nie spo­tkał się z pre­zy­den­tem RP na uchodź­stwie Ryszar­dem Kaczo­row­skim, bo uznał, że spo­tka­nie było­by „poni­ża­ją­ce wobec pre­zy­den­ta Jaru­zel­skie­go, swo­je­go rzą­du i pań­stwa”. Efek­tem tam­te­go kar­dy­nal­ne­go błę­du Polo­nii ame­ry­kań­skiej jest dziś cał­ko­wi­ty brak repre­zen­tan­tów naszej dia­spo­ry w życiu spo­łecz­nym i poli­tycz­nym Ame­ry­ki. W chwi­li obec­nej, oprócz Kon­gres­men­ki Mar­cy Kap­tur, nie mamy prak­tycz­nie żad­ne­go repre­zen­tan­ta ani w Kon­gre­sie ani w Sena­cie Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Pola­cy w Chi­ca­go, któ­re jest nie­ko­ro­no­wa­ną sto­li­cą ame­ry­kań­skiej Polo­nii nie mają abso­lut­nie żad­ne­go wpły­wu na cią­gle rosną­ce podat­ki, a spo­ro z nich wypro­wa­dza się do Wiscon­sin, gdzie podat­ki i kosz­ty życia są zde­cy­do­wa­nie niż­sze. Podob­na sytu­acja doty­czy Nowe­go Yorku.

Co więc powin­no być fun­da­men­tem nowo­cze­snej poli­ty­ki Polo­nii ame­ry­kań­skiej? Kon­klu­zja nasu­wa się sama. Nie potrze­ba robić żad­nych badań, aby gołym okiem zoba­czyć naszą poli­tycz­ną sła­bość. Polo­nia ame­ry­kań­ska musi znów wpro­wa­dzić swo­ich repre­zen­tan­tów do Kon­gre­su i Sena­tu Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Musi mieć swo­ich guber­na­to­rów, pre­zy­den­tów miast i innych waż­nych repre­zen­tan­tów w ame­ry­kań­skich agen­cjach rzą­do­wych. Zresz­tą, gdy­by się dobrze przyj­rzeć to ame­ry­kań­scy Pola­cy pra­cu­ją na niż­szych szcze­blach ame­ry­kań­skiej admi­ni­stra­cji, ale by awan­so­wa­li nie mają żad­nej poli­tycz­nej tram­po­li­ny, któ­ra mogła­by ich pro­mo­wać. Głów­na orga­ni­za­cja poli­tycz­na po śmier­ci pre­ze­sa Moska­la wytra­ci­ła siłę dzia­ła­nia wpa­da­jąc w sidła par­tii demo­kra­tycz­nej, będą­cej w zde­cy­do­wa­nej opo­zy­cji do daw­nej misji orga­ni­za­cji z cza­sów pre­ze­sów Roz­mar­ka, Mazew­skie­go i Moska­la. Aby to zmie­nić potrze­ba zmia­ny pokoleniowej i nowej wizji Polo­nii, któ­ra będzie dzia­łać ponad podziałami i doty­czy­ła obu par­tii ame­ry­kań­skie­go esta­bli­sh­men­tu: repu­bli­ka­nów i demokratów.

Co jest więc pod­sta­wą fun­da­men­tu nowej poli­ty­ki Polo­nii ame­ry­kań­skiej? Naj­waż­niej­szą kwe­stią jest prze­trwa­nie toż­sa­mo­ści Polo­nii i zde­cy­do­wa­ne dzia­ła­nia, któ­re ma na celu pro­mo­cję nowej posta­wy wobec Polo­nii. Isto­tą funk­cjo­no­wa­nia Polo­nii na świe­cie nie może być jej asy­mi­la­cja w danym kra­ju zamiesz­ka­nia (czy­li wyna­ro­do­wie­nie), ale jej akul­tu­ra­cja, czy­li umie­jęt­ność funk­cjo­no­wa­nia w danym kra­ju, posłu­gi­wa­nie się języ­kiem dane­go kra­ju, zna­jo­mość histo­rii i kul­tu­ry dane­go kra­ju przy zacho­wa­niu wła­sne­go języ­ka, histo­rii i kul­tu­ry. (Więk­szość polo­nij­nych orga­ni­za­cji tutaj w Sta­nach Zjed­no­czo­nych likwi­du­je język pol­ski wpi­su­jąc się w poli­ty­kę asy­mi­la­cji pol­skiej gru­py etnicz­nej co pro­wa­dzi do wyna­ro­do­wie­nia Polo­nii). Pro­mo­cja dwu­ję­zycz­no­ści jest pod­sta­wo­wym narzę­dziem dla zacho­wa­nia pol­skiej toż­sa­mo­ści. Zasa­da akul­tu­ra­cji powin­na pole­gać na pie­lę­gno­wa­niu i ochro­nie pol­sko­ści tak, jak to mia­ło miej­sce w cza­sach świet­no­ści ruchu polo­nij­ne­go. Kolej­nym kro­kiem jest dyna­micz­na poli­ty­ka kadro­wa. Akty­wi­za­cja, zachę­ca­nie Ame­ry­ka­nów pol­skie­go pocho­dze­nia do aktyw­ne­go włą­cza­nia się w życie spo­łecz­no-poli­tycz­ne Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Pro­mo­wa­nie ludzi z dorob­kiem i osią­gnie­cia­mi na tym polu oraz zachę­ca­nie mło­de­go poko­le­nia, poprzez sys­tem sty­pen­diów i szko­leń. Isto­tą odbu­do­wy­wa­nia daw­ne­go zna­cze­nia Polo­nii ame­ry­kań­skiej jest ame­ry­kań­ski spo­sób dzia­ła­nia w gru­pie, któ­re­go pozba­wił nas okres komu­ni­zmu zmu­sza­jąc Pola­ków do kon­spi­ra­cji i co spo­wo­do­wa­ło spa­dek zaufa­nia do nas samych. Musi­my znów nauczyć się dzia­łać w gru­pie, odrzu­cić war­chol­stwo i pie­niac­two i wyko­rzy­sty­wać pro­fe­sjo­nal­ną wie­dzę o budo­wa­niu w spo­sób biz­ne­so­wy pol­skie­go networ­kin­gu na świe­cie. Jeśli chce­my prze­trwać jako gru­pa etnicz­na na świe­cie musi­my nauczyć się sobie poma­gać i wspie­rać opie­ra­jąc nasze dzia­ła­nia na ele­men­tach pra­cy orga­nicz­nej, któ­rych teo­re­tycz­ne i prak­tycz­ne spo­so­by dzia­ła­nia może­my odna­leźć w okre­sie zabo­rów. Prze­stań­my się wza­jem­nie zwal­czać i pluć jadem na kogo popad­nie, bo korzy­sta­ją na tym tyl­ko nasi wro­go­wie. Dziś zna­cze­nie Polo­nii na świe­cie nie może mieć tyl­ko lokal­ne­go cha­rak­te­ru. Buduj­my lokal­ne struk­tu­ry, ale pozo­stań­my czę­ścią glo­bal­nej Polo­nii, któ­ra inte­re­su­je się tym co się dzie­je w Los Ange­les, Chi­ca­go, Mia­mi i Toron­to i innych kra­jach zamiesz­ka­nia Polo­nii. Dosko­na­łym przy­kła­dem zagu­bie­nia i bez­wied­ne­go podą­ża­nia za mode­lem mediów ame­ry­kań­skich są polo­nij­ne media, któ­re przez swo­je lokal­ne widze­nie rze­czy­wi­sto­ści tra­cą isto­tę widze­nia świa­ta Polo­nii. Czas więc wobec pro­fe­sjo­nal­ne­go mil­cze­nia War­sza­wy roz­po­cząć otwar­tą deba­tę na temat przy­szło­ści Polo­nii. Nikt lepiej nie zatrosz­czy się o przy­szłość naszych dzie­ci na obczyź­nie niż my sami. 

Wal­de­mar Biniecki