Jesteśmy na półmetku kanadyjskiej kampanii wyborczej, no i muszę powiedzieć że mdło, mdło i jeszcze raz mdło; po prostu polityczna poprawność zagrodziła niewygodnie obszar, w którym można cokolwiek mówić publicznie i dzisiaj, jeżeli jesteśmy przeciwko masowej, nielegalnej imigracji, to okazuje się, że jest to rasizm; jeżeli jesteśmy przeciwko odbieraniu rodzicom prawa do szukania pomocy dla swoich seksualnie pogubionych dzieci, to jest to homofobia; jeżeli jesteśmy przeciwko zabijaniu nienarodzonych dzieci, no to jest to antyfeminizm i nienawiść do kobiet.

Co się stało?

Otóż, nowa bolszewia, cioty rewolucji, marksizmu kulturowego w bardzo sprytny sposób zamknęły zagrodę debaty publicznej wyrzucając poza nawias wszystkie poglądy, które uznały za szkodliwe dla  „postępowego” pochodu.

Wszystko zaś co jest poza tym nawiasem określone zostało, jako „propaganda nienawiści”, albo Fake News.

Mamy więc świat, w którym ludzie w kraju, który uznaje się za lidera  demokracji nie mogą otwarcie mówić tego, co myślą; nie mogą otwarcie głosić swoich poglądów, bo zostaną rozszarpani przez kulturowych troglodytów i pałkarzy.

Nawet ci, którzy zdają sobie z tego sprawę, stąpają po tych tematach, jak po rozżarzonych węglach i dlatego mi tak mdło. Nie ma w Kanadzie silnej partii politycznej, a takiej spodziewałbym się po torysach, która mówiłaby, jak jest otwartym tekstem. Niestety Andrew Scheer nie jest charyzmatycznym liderem, który potrafi wyśmiać i w inteligentny sposób zapędzić cioty rewolucji w kozi róg.

źle to wróży dla tego kraju, bo  okazać się może, że nasz etatowy aktor; człowiek, który lubi się przebierać ubierze się w nowe ciuszki.

Takie czasy dlatego dobrze by było gdybyśmy się nie bali mówić, co myślimy wszędzie i na każdym kroku; niezależnie od krzywych spojrzeń, oburzenia na pokaz i tej w sumie niewielkiej ceny, którą dzisiaj przychodzi za to płacić.

Andrzej Kumor