Pięk­ne jest to nasze świę­to 1 listo­pa­da, tęsk­ni­łam za nim, gdy byłam w tym cza­sie w Niem­czech. Świę­to to jest ku czci wszyst­kich chrze­ści­jan, któ­ry osią­gnę­li stan zba­wie­nia i prze­by­wa­ją w nie­bie. Następ­ny dzień, to dzień zaduszny.

1 listo­pa­da to Świę­to Wszyst­kich Świę­tych, jed­nak nie wszy­scy zmar­li zosta­li świę­ty­mi. Dzień następ­ny  – Zadusz­ki, to dzień zmar­łych, kie­dyś świę­to pogań­skie. Ogień palo­no dla zbłą­ka­nych dusz, “Dzia­dy” Mic­kie­wi­cza opi­su­ją to zwyczaje.

Kil­ka razy w dzień ten musia­łam pra­co­wać w Niem­czech. Bar­dzo wte­dy tęsk­ni­łam za pol­sko­ścią tego świę­ta… Teraz jed­nak zauwa­żam, że świę­to się zmie­nia, nie ma już łuny dymu nad cmen­ta­rzem, widocz­ne­go po zmro­ku. Na gro­bach ludzie poku­po­wa­li wiel­kie zni­cze – szkla­ne lam­pio­ny. Mar­ke­ty kil­ka dni przed 1 listo­pa­da pozmie­nia­ły ceny na poło­wę niż­sze. Sama się wte­dy zasta­na­wia­łam, czy nie doku­pić i dobrze, że nie doku­pi­łam, bo nie było­by na nie miej­sca na gro­bach  – moje­go taty i mojej bab­ci. Kie­dyś był to ogień niczym nie osło­nię­ty, i tań­czył na wie­trze, aż gasł i trze­ba było znów zapa­lać. Teraz jest wygod­nie, jak ze zmy­war­ką, pral­ką auto­ma­tycz­ną i rzad­kim uży­wa­niem żelaz­ka, nie­kroch­ma­le­niem poście­li, tyl­ko częst­szym jej pra­niem. Zapał­ki coraz mniej w domu potrzeb­ne, zwłasz­cza w kuch­ni. Wszyst­ko jest wygod­niej­sze, więc i zni­cze tak­że. Coraz więk­sze, wyż­sze i pięk­niej­sze. Już nawet zachod­nie mar­ke­ty przy­go­to­wa­ły się na to świę­to, chcą na nim zaro­bić. Mąż mówi, że jed­na czwar­ta ich powierzch­ni to kwia­ty  – chry­zan­te­my, wrzo­sy i zni­cze szklane.

reklama

Prze­szli­śmy się tro­chę po cmen­ta­rzu, po jego now­szej czę­ści. Jaka wysta­wa pięk­nych nagrob­ków! Z cze­go to robią ? Co to tak błysz­czy? To chy­ba nie marmur.

Porów­nu­ję skrom­niej­sze gro­by w Niem­czech. Kole­żan­ka mówi, że ludzie, któ­rzy takie nagrob­ki sta­wia­ją, czę­sto nie mają co jeść, ale chcą się pokazać.

Minę­ło upal­ne lato, nigdzie nie poje­cha­li­śmy, nie pole­cie­li­śmy, bo po co lecieć w jesz­cze więk­szy upał. Tro­chę szko­da pie­nię­dzy, a wyciecz­ki w tym roku były droż­sze, niż w tam­tym. Cza­to­wa­łam na tanią Buł­ga­rię  – była dro­ga do października.

Wczo­raj oglą­da­li­śmy wspa­nia­ły film, któ­ry wypa­trzył nasz syn i nam pole­cił. Tytuł fil­mu to “Meto­da Kamiń­skie­go”. Na począ­tek wyda­je się tro­chę nud­ny, ale potem się roz­krę­ca i nawet moż­na się pośmiać. Jest to serial. Pra­wie cały zoba­czy­li­śmy jed­ne­go dnia, koniec – dzi­siaj i szko­da nam było, że się skoń­czył. Może go jesz­cze dokrę­cą – mówi mąż.

Upie­kłam wresz­cie cia­sto – droż­dżo­we. Moje cia­sta są coraz gor­sze w sma­ku, bo kie­dyś pie­kłam według prze­pi­su, a teraz sobie impro­wi­zu­ję – mniej tłusz­czu i mniej cukru niż w prze­pi­sie. Doda­je też tro­chę soli.

Zna­jo­ma żali się na jakość uży­wa­nych samo­cho­dów, któ­re sprze­da­je się w Pol­sce. Jej syn kupił w salo­nie For­da i się naciął. W samo­cho­dzie była ukry­ta wada – nie moż­na było jej zdia­gno­zo­wać, uby­wa­ło pły­nu chłod­ni­cze­go. Chło­pak stra­cił kupę pie­nię­dzy, do tego sil­nik. Cze­ka teraz, dener­wu­jąc się, czy uda się go napra­wić, bo wymie­nić się nie da – tak mówi mecha­nik. Kole­żan­ka moja poje­cha­ła do Nie­miec. Na sta­le miesz­ka w Kosza­li­nie. Rok temu poje­cha­ła opie­ko­wać się star­sza panią nie­miec­ką. Ona przy niej umar­ła, a jej mąż pro­sił, aby ona nie wyjeż­dża­ła. I tak zaczę­ła się nim opie­ko­wać. Kil­ka dni temu dzwo­nił, aby ponow­nie przy­je­cha­ła, bo on ją kocha – Ich lie­be dich  – powta­rzał. Kole­żan­ka mówi, że gdy­by wzię­li ślub, to by ona mia­ła jego eme­ry­tu­rę, po jego śmier­ci. Prze­ciw­ny ślu­bo­wi jest syn tego pana star­sze­go nie­miec­kie­go. Cie­ka­wa jestem, co będzie dalej z ich romansem.

U Niem­ców wła­śnie będą obcho­dy 30-lecia prze­ła­ma­nia muru ber­liń­skie­go. Powstał nowy film na tę oka­zję. Czy­tam wła­śnie komen­ta­rze star­szych nie­miec­kich osób. “Cena wol­no­ści” – taki tytuł tego fil­mu, po przetłumaczeniu.

Co piszą Niem­cy w komen­ta­rzach ? Jed­ni chwa­lą film, inni piszą, że nie jest real­ny. Inni z kolei daw­no wyrzu­ci­li swo­je tele­wi­zo­ry i czy­ta­ją książki.

Ostat­nio poczy­tu­ję sobie na temat flu­oru, doszłam do wnio­sku, że jest on w wie­lu warzy­wach, ale też doda­ją go do wody w kra­nie i do past do zębów, do wód butel­ko­wa­nych. Jego nad­miar jest szko­dli­wy, a nawet tru­ją­cy. Jak go naj­ła­twiej ogra­ni­czyć? Oczy­wi­ście kupić pastę do zębów bez flu­oru. Kupi­łam w inter­ne­cie, więk­szą ilość, tak­że dla dzie­ci, gdy przyjadą.

Nad­miar flu­oru ogłu­pia, obni­ża inte­li­gen­cję. Nie­któ­re kra­je cał­ko­wi­cie ode­szły od doda­wa­nia go do wody.

Czar­na her­ba­ta zawie­ra dużo flu­oru, a cytry­na wycią­ga z fusów her­ba­cia­nych alu­mi­nium – two­rzy się cytry­nian alu­mi­nium. Alu­mi­nium może spo­wo­do­wać Alzhe­ime­ra – tak piszą tu i tam.

Her­ba­ty wiec już nie piję, pasty do zębów z flu­orem nie uży­wam, a ostat­nio też kupu­je sól z Kło­da­wy bez dodat­ku jodu.

Od 11 listo­pa­da zno­szą obo­wią­zek wizo­wy Pola­ków do USA. Bile­ty jed­nak nie są za tanie, ale może pole­ci­my. Odwie­dzi­my kogoś. kogoś z nas.

wan­da­rat

wandarat@wp.pl

07.11.2019, Pol­ska