Cokolwiek okazuje się niemożliwe, staje się do zrobienia natychmiast, gdy tylko dobrać odpowiednie uzasadnienie. W duchu nowoczesności postępowej, powiedzmy. Czy tam postępowości nowoczesnej, boć to żadna różnica.

Przy czym nawet same okoliczności, okazuje się, to rzecz wtórna. Okoliczności kształtowane są bowiem dłońmi medialnych garncarzy i owijane w pozłotka utkane ze słów pierzastych. Dokładnie tak, jak wynika z założeń przekazanych garncarzom. Co znajduje się w takim pozłotku de facto, znaczenia de facto nie ma. Dlatego w tytule widzimy dziś słowo, które widzimy.

Himalaista Krzysztof Wielicki – by the way: “Rozmowy o Evereście” połknąłem wiosną 1982 roku w trakcie jednego popołudnia, z tego co pamiętam nie popijając – więc Krzysztof Wielicki powiada tak: “Według specjalistów najgorsze dopiero przed nami. Jeśli nie wyciągniemy wniosków i nie zaczniemy badać personelu medycznego, niedługo zamkną nam szpitale i w ogóle nie będzie gdzie się leczyć. Polski rząd (…) chwali się, że jesteśmy doskonale przygotowani na walkę z pandemią, a powinien przyznać, że mamy dużo gorszą infrastrukturę medyczną niż inne kraje europejskie (…)”.

Słuszna uwaga. Rzecz w tym, że dotąd lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i pozostały personel badało się tak samo jak wszystkich, to znaczy bez specjalnych preferencji. Mowy nie ma o wykonaniu testu, jeśli nie występują wyraźne objawy Covid-19. Mniejsza o uzasadnienia. Te, jak wspomniałem, dobiera się wedle woli decydentów.

PARALIŻ W TRAKCIE

Niemniej, a na pewno w oczach człowieka przytomnego na rozumie, zgoda na dopuszczanie do pracy z ludźmi oczekującymi pomocy osób zdecydowanie bardziej narażonych na “złapanie” koronawirusa, ale nie diagnozowanych, wygląda na jakieś szaleństwo. A chodzi o dramatyczne acz oczywiste przecież konsekwencje wspomnianych rozstrzygnięć, ujawniające się aktualnie jak Polska długa, szeroka, okrągła i wystraszona, niczym grzyby po deszczu można powiedzieć, w postaci eksplodujących tu i tam (wyliczanka poniższa symbolicznie jedynie i wyrywkowo ujmie tę kwestię, podkreślam: symbolicznie i wyrywkowo), w postaci eksplodujących tu i tam, jak rzekłem, rozmaitych powiatowych centrów medycznych (przykład lokalizacyjny: Grójec). Czy tam szpitali na Bródnie (przykład lokalizacyjny: Szpital Bródnowski). Czy tam szpitala im. Żeromskiego (Kraków, gdzie wirus Sars-Cov-2 wyłączył z działalności trzy oddziały: ginekologiczno-położniczy, chorób wewnętrznych i neurologii). Czy tam szpitala w Brzesku (koronawirus u pacjentów i personelu medycznego, zamknięte: oddział anestezjologii i intensywnej terapii, blok operacyjny, oddział chirurgii ogólnej. Czy tam centrów pulmunologii (Wrocław. Przyjęcia wstrzymane, personel w kwarantannie). Czy tam szpitali powiatowych (Skarżysko Kamienna). Czy tam szpitali klinicznych (szpital uniwersytecki w Krakowie, wyłączone z pracy cztery oddziały). Czy tam stacji dializ (Warszawa, gdzie na kwarantannę wysłano 45 osób personelu medycznego). Czy tam zwykłych przychodni, zwanych niegdyś rejonowymi, z lekarzami pierwszego kontaktu, przychodni rozproszonych od Odrę po Bug (przykład: Pleszew). Czy tam mazowieckich domów pomocy społecznej. Czy tam innych Bielsko-Białych… – i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Ta droga wydaje się nie mieć końca.

OSTRZEM BRZYTWY

Że co, że to zdarzyć się mogło wszędzie? Nie, nie mogło. A w każdym razie nie można było dopuścić do makabrycznego scenariusza, jak właśnie realizuje się na naszych oczach. Podsumowując: biegniemy ostrzem brzytwy w stronę finalnego paraliżu nadwiślańskiego systemu ochrony zdrowia. Pytanie: kto ślepnie na oczywistości? Pytanie: czego tu nie można było przewidzieć? Wreszcie pytanie uzupełniające, równie retoryczne co oba poprzednie: czy personel medyczny to aby jedyna grupa zawodowa, której nie chronimy należycie, choć we własnym interesie właśnie ją chronić powinniśmy szczególnie (tu patrz przypadek policjantów z Lublina).

Z powyższego wyraźnie widać: rządzący dadzą sobie radę zawsze ale ich ślepota plus zawiniona niewiedza, również zawsze przełożą się na dramat rządzonych. Kto poniesie konsekwencje nieodpowiedzialności, to wątpliwość retoryczna. Poza jednostkowymi przypadkami, raczej nie rządzący.

Swoją drogą, interesujące byłoby wiedzieć, jakiej części personelu medycznego nie można zapewnić bezpieczeństwa osobistego, bo w efekcie ludzie ci, nie posiadając koniecznych zabezpieczeń, stykają się z pacjentami nie zdiagnozowanymi – w konsekwencji i samemu narażając się na zakażenie i rozsiew koronawirusa. Wśród pacjentów, liczących na ich pomoc, dajmy na to. Czy wśród członków swoich rodzin. Nie ze złej woli przecież stykają się, a przez niedopatrzenia rozmaitego rodzaju ze strony przełożonych, zaś w dalszej kolejności z powodu licznych zaniechań i zaniedbań ze strony władz nadrzędnych.

W tym miejscu “The Lancet” i fragment komentarza redakcyjnego: “Health-care workers, unlike ventilators or wards, cannot be urgently manufactured or run at 100% occupancy for long periods”. Po mojemu: personelu medycznego, w przeciwieństwie do respiratorów lub sal szpitalnych, nie sposób szybko wyprodukować czy oczekiwać od nich stu procent wydajności w nieskończoność. O, to, to.

OSTROŻNOŚĆ PROCESOWA

Przytoczony wyżej Krzysztof Wielicki dopowiada: “Rozumiem, że rządzący nie chcą dopuścić do paniki i uspakajają, lecz mamy też dostęp do innego przekazu, gdzie rzeczywistość rysuje się zupełnie inaczej. Choćby w internecie możemy zobaczyć, ile szpitali wręcz błaga o sprzęt, kombinezony czy nawet rękawiczki. To niespójne z oficjalną narracją rządu. (…) Dobrze, że uczymy się na błędach Włochów i wcześnie zaczęto izolować ludzi, ale zapominamy o tym, że na Półwyspie Apenińskim zarażonych jest już trzy tysiące pracowników personelu medycznego. Boję się tego, co będzie u nas. Jeśli szczyt pandemii przed nami, polska służba zdrowia stanie przed wielkim wyzwaniem, bo jest jedną z gorszych, a nie, jak twierdzi rząd, jedną z lepszych” – kończy Wielicki.

Jeszcze raz: słuszne uwagi. Przesłuszne. I pozwolę sobie w tym miejscu wyartykułować publicznie podejrzenie, zauważając jednocześnie, że po mojej stronie uczciwości podejrzenie to niemal ociera się o pewność, że – przynajmniej dotąd – Główny Inspektor Sanitarny “przycinał” zasady wykonywania badań molekularnych, wykrywających materiał genetyczny SARS-CoV-2, do ilości posiadanych testów. Jeśli tak (a tak), to nie nazywę tego procederu ludobójstwem wyłącznie uwzględniwszy tak zwaną ostrożność procesową.

Aha: nie obchodzi mnie, że “pandemia nas zaskoczyła”. Pandemia mnie mogła zaskoczyć, moich sąsiadów ewentualnie. Plus sąsiadów moich sąsiadów. Państwa, które “zaskoczyła pandemia”, nie ma. Takie państwo przestało być, na własne życzenie.

STATYSTYKA MAGICZNA

Inna kwestia. Weźmy do rąk liczby. Poniedziałek: 602 ofiary. Wtorek: 683. Środa: 743. Czwartek: 712. Piątek: 919. Sobota: 1028. I tak dalej. Ale. Ale opierając się o dane statystyczne z minionych dwunastu lat, Hiszpanie wykazali, że średnia ilość osób zmarłych w badanych rejonach ich państwa, w miesiącu marcu, okazała się o 60-70% wyższa, niż zazwyczaj. W przeliczeniu na liczby bezwzględne, uzyskany wynik pozwala podejrzewać, że ilość zgonów z powodu koronawirusa może być zaniżona nawet o kilkaset osób w badanym rejonie Hiszpanii. Przeprowadzający analizę za jedno z możliwych wyjaśnień uznali fakt, że do ofiar Covid-19 zalicza się jedynie tych spośród ogółu zmarłych, których wcześniej poddano testom na obecność koronowirusa. Osoby zmarłe, dajmy na to na galopujące zapalenie płuc, ale którym po pogorszeniu się stanu zdrowia nie wykonano badania, po śmierci pozostają ofiarami zapalenia płuc, a nie wirusa Sars-CoV-2.

Ot, sztuczki magiczne. Statystyka naprawdę dużo może. Dużo może odkłamać i wiele zakłamać, to mówię. Królowa Statystyka twierdzi na przykład – wiem, bo sam zapytałem – że podczas II wojny światowej, we Włoszech ginęło dziennie około 270 osób. Tymczasem panepidemia Covid-19 przynosi Włochom 3-4 razy więcej ofiar. Czyż to nie wymowne? Włochy, Hiszpania, Francja, Niemcy, Irlandia, Wielka Brytania – wszędzie jest równie źle, wszędzie w Europie sytuacja wydaje się tylko pogarszać.

NADWRAŻLIWCY

Już nie tylko lodowiska przekształca się w kostnice, nie tylko hangary lotniskowe adaptuje się do przyszłych potrzeb tego rodzaju. Same z siebie kostnicami stają się domy opieki czy ośrodki pomocy społecznej. Sytuacja tężeje do tego stopnia, tu nieodparte skojarzenie ze stężeniem pośmiertnym, że decydenci wprowadzają zarządzenia, pozwalające na selekcję chorych. Temu pozwalamy oddychać, temu… no cóż, trudno, ten już się nażył i naoddychał, temu oddychać nie pozwalamy. Powyższe nazywa się uczenie “decyzjami o podziale ograniczonych zasobów”, ponieważ “nie ma na to rady”. Rzecz w tym, że wielu ludzi, w każdym razie ci spostrzegawczy, po drugiej stronie wspomnianych słów, zaleceń i wyjaśnień, dostrzegają cień rampy kolejowej Auschwitz.

I w tak zwanym kontrapunkcie: Lesotho, symboliczne państewko, położone w całości na terytorium Republiki Południowej Afryki, zamknęło szkoły, urzędy oraz wprowadziło całkowity zakaz wychodzenia z domów, gospodarkę wyhamowując i stopując do zera. To plus rzecz jasna zamknięcie granic, co też uczyniono. I teraz uwaga, uwaga: wszystko powyższe pomimo tego, że póki co nie odnotowano tam ani jednego przypadku zarażenia koronawirusem. To dopiero nadwrażliwcy co się zowie. Nota bene, podobnych mamy też w Polsce, z tą zasadniczą różnicą, że u nas są to nadwrażliwcy “a rebours”. Co wyjaśniam poniżej.

***

Kiedyś, kiedyś, Moskwa nie wierzyła łzom. Dziś dobra zamiana nie wierzy specjalistom. Albo, co jeszcze gorsze, wierzy, dlatego wie również, że kaganiec medialny nałożyć specjalistom musi. Musi przynajmniej spróbować. I próbuje, co niżej podpisanego skłania do następującej refleksji: skoro Ministerstwo Zdrowia zakazuje specjalistom nad specjalistami – konsultantom wojewódzkim mianowicie – wypowiadania się na temat koronawirusa, zarzucając im “różnorodność opinii” (czyli głosy ewentualnie sprzeczne z jedynie słuszną a powszechnie obowiązującą wykładnią ministerialną), to znaczy, że nad Wisłą już dzisiaj gorzej jest, niż źle. Źlej nawet jest, można powiedzieć, źlej dużo, dużo bardziej, niż źle mogłoby być.

I tyle. Z drugiej strony, o czym to świadczy i co nam z tą wiedzą począć, zwłaszcza gdy Ministerstwo Zdrowia nakazuje, by zakładanie specjalistom wspomnianego kagańca odbyło się “bezwzględnie i natychmiastowo”? Ho-ho, tak-tak. Wszystko przed nami.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl