GONIEC: – Pani Joanno, ilu Polaków mieszka w Milton, ile dzieci chodzi tutaj do pani szkoły?

Joanna Danicka-Garbacz: To jest jedyna polska szkoła w Milton, mieści się w Queen of Heaven Elementary School; jesteśmy w tej placówce już 4 lata, no i do naszej szkoły uczęszcza blisko 300 uczniów.

        – To całkiem spora gromada, czy to oznacza, że szkoła powstała 4 lata temu?

–  Nie, szkoła istnieje już 16 lat, mamy podpisane kontrakty ze szkołami zazwyczaj na 5 lat i co 5 lat jesteśmy przenoszeni ze szkoły do szkoły; aczkolwiek ostatnim razem zdarzyło się tak, że było nas za dużo i nie mieściliśmy się w tej poprzedniej szkole, nawet mieliśmy przez to 2 tygodnie przestój, bo kuratorium nie wiedziało, gdzie ma nas umieścić i dostaliśmy tutaj nowiutką szkołę, w której czujemy się fantastycznie; mamy piękne klasy, cała szkoła jest wspaniała; nauczyciele, którzy tutaj uczą „dzienni” nie stwarzają nam większych problemów.

        – A wcześniej stwarzali?

– Tak, jest mnóstwo uwag, bo wiadomo, przychodzą dzieci na sobotnie zajęcia, nie możemy tego uniknąć, dzieci dotykają różnych rzeczy, używają rzeczy, dotykają czy przełożą; z tego czasami robi się problem, ale tutaj jest w miarę spokojnie i możemy współpracować z nauczycielami bez żadnych większych przeszkód.

        – Jesteśmy tutaj w sobotę – szkoła normalnie byłaby czynna…

– Tak, dzisiaj w sobotę, tutaj na parkingu byłoby mnóstwo samochodów, mnóstwo dzieci,  o 09:30 witam dzieci, zazwyczaj stoję do godziny 10, bo –  wiadomo – korki na drogach, nieraz trzeba poczekać na przejeździe, komuś się zaśpi, bo sobota, ale zawsze jestem tutaj czekam na dzieci, witam je wszystkie bardzo serdecznie i teraz przez ten czas, już od March Break, bo tak naprawdę ostatnie nasze zajęcia odbyły się tuż przed March Break, nie widzieliśmy się z naszymi kochanymi uczniami, za którymi bardzo tęsknimy.

        – A czy zajęcia odbywają się w inny sposób?

– Tak, o kontaktujemy się z dziećmi, a raczej nie z dziećmi tylko z ich rodzicami e-mailowo, bo Board nam nie udostępnił żadnej platformy.

        – Czyli nie ma Google School, czy czegoś takiego?

– Nie, nie mamy, w Halton Catholic SchoolDistrict School Board szkoły komunikują się na platformie D2L i nie używają  Google Classroom, tutaj to jest nie praktykowane w tym Kuratorium, ale my jako polska szkoła e-mailowo co tydzień wysyłamy dzieciom zajęcia, nagrywamy się, opowiadamy swoje historie z dzieciństwa, przesyłamy im zdjęcia naszych maskotek.

        – No właśnie, skąd pomysły na to, jak prowadzić naukę zdalnie, bo jednak to jest inna nauka, jak ten program wygląda, jak się go realizuje?

– Kontynuujemy to, co miałyśmy zaplanowane do końca roku szkolnego, aczkolwiek spotykamy się też z koleżankami na komunikatorze zoom,  żeby omówić  plan działania na kolejne 2 tygodnie, dzielimy się pomysłami, bo teraz, jak pan zapewne wie, jest mnóstwo wspaniałych pomocy, które można znaleźć w Internecie, które są dostępne w czasie pandemii na Facebooku, które udostępnia Związek Nauczycielstwa Polskiego, konsulat.

Koleżanki rozsyłają, są organizowane webinaria dla nas, dla nauczycieli polonijnych. Konsulat, Wspólnota Polska; przesyłają mnóstwo przeróżnych materiałów.

        – Czyli wreszcie są materiały, bo słyszałem lata temu, że właśnie dobrze by było, gdyby były.

– Wie pan co, to są krótkie materiały, które przypuszczam teraz są udostępnione na ten czas, kiedy nie tylko my, ale również w Polsce i na całym świecie dzieci w szkołach nie mogą spotykać się z nauczycielami, dlatego jest to tak szeroko dostępne również dla nas.

        – Czy jest jakaś nadzieja, że rok szkolny zakończy się normalnie?        

– Nawet w tym tygodniu kontaktowałam się z naszym Kuratorium, żeby się dowiedzieć, jak to będzie; niestety nie mamy odpowiedzi.

Czekamy cały czas na decyzję prowincji, kiedy szkoły ruszą, wtedy i my ruszymy, nie możemy tego przeskoczyć, aczkolwiek szkoła kończy się 5 czerwca i jeżeli wrócimy, to tylko na tę  jedną sobotę. Nie wiemy też, jak będzie z zapisami na przyszły rok szkolny.

        – O to właśnie chciałem zapytać, bo chyba szkoła rośnie?

– Tak, z roku na rok nam rośnie, ale też rosną te wszystkie kwalifikacje odgórne – klasy zostały powiększone. Jest to nam troszkę nie na rękę, ponieważ w naszej szkole są też dwie klasy PSL czyli Polish as a Second Language, dla dzieci nie polskojęzycznych, bądź gdzie tylko jeden rodzic mówi po polsku, albo dziadkowie mówią po polsku. Klasy są duże, a chcielibyśmy zawsze powiększyć ten przedział wiekowy i te dzieci rozrzedzić, bo dzieci są od przedszkola do klasy I i od 2. do 6., a dzieci rosną i przydałoby się te starsze dzieci rozdzielić, gdyż wspaniale się uczą.

Rodzice, dziadkowie wspaniale pomagają. Słyszałam też, że rodzice komunikują się z własnymi rodzicami mieszkającymi w Polsce, pomagają odrabiać lekcje, co jest wspaniałe. Dlatego myślę, że byłoby wspaniale, gdyby te klasy zostały w tym mniejszym formacie do 23, a nie do 26 osób, jak to nam zostało narzucone we wrześniu.

        – Trzeba je teraz przeformatować?

– Musieliśmy to już zrobić we wrześniu, co było trudne, mamy w naszej szkole 12 klas pełnych tak że to jest naprawdę duży problem żeby to wszystko tak zrobić, żeby klasy nie były łączone, albo żeby były jak najmniej łączone.

        – Proszę jeszcze powiedzieć czy są dzieci, dzieci, bo słyszałem  że w Mississaudze już są 2,  a nawet 3 pokolenia wychowanków szkoły?

– My jesteśmy relatywnie młodą  szkołą, ale Polonii w Milton przybywa, ludzie się przenoszą z Mississaugi bardzo dużo nowych osiedli się buduje tam, w stronę Oakville, i z tego, co widziałam ostatnio w Halton Catholic District School Board, mają powstać jeszcze dwie nowe szkoły podstawowe, co oznacza, że tych młodych ludzi tutaj będzie przybywało.

        – Pani Joanno, dzisiaj Dzień Polonii, Dzień Flagi, od jak dawna jest Pani poza Polską?

– Jestem już w Kanadzie 19 lat, ze szkołą jestem związana 14 lat.

        – Czy Pani się czuje Polką w Kanadzie, czy Kanadyjką polskiego pochodzenia?

– Czuję się absolutnie w 100% Polką mieszkająca w Kanadzie; ja strasznie tęsknię za Polską, zawsze to powtarzam. Mam rodzinę, rodzeństwo w Polsce i bardzo blisko jesteśmy ze sobą. Tak że strasznie za nimi tęsknię. Nasze plany wakacyjne teraz musiały ulec zmianie, ponieważ loty są odwołane, niestety wakacje spędzimy tutaj, chociaż mieliśmy już tam zarezerwowane wakacje z rodziną w Polsce, ale wszystko trzeba było zmienić, miejmy nadzieję że będziemy zdrowi, spotkamy się tam w Polsce za rok.

        – Proszę powiedzieć ile kosztuje imigrację, a co daje emigracja?

– Kosztuje właśnie tę rozłąkę z rodziną, kto tego nie przeżył, to na pewno nie będzie wiedział, chociaż spotykam tutaj ludzi, którzy absolutnie nie tęsknię za Polska, czy nie mają takiej więzi.

        – Czy nie jest tak, że na emigracji przez to właśnie, że bardzo się tęskni, to Polskę się bardziej docenia?

– Absolutnie się zgadzam, docenia, tęskni się bardzo. Nawet gdy rodzice moi żyli – bo oboje zmarli 3 lata temu – to jakoś tak więź do tych rodziców i te wszystkie wspomnienia wracają bardziej aniżeli kiedy mieszka się w Polsce. Rozmawiam z siostrą, młodszą ode mnie o rok, wracając wspomnieniami do dzieciństwa, i ona mnóstwo rzeczy nie pamięta, co czasami ją bardzo dziwi, bo mówię, przecież razem to przeżywałyśmy.

Ale widocznie, jak ona tam jest, to może tak też nie myśli o tym w ten sposób, albo może nie tak często, jak ja.

        – Czy dzieci z Pani szkoły często jeżdżą do Polski?

– Dzieci z polskiej szkoły jeżdżą bardzo często, spotykam się z dziećmi, które jeżdżą co roku do dziadków na całe lato, albo z rodzicami na parę tygodni.

Jeżeli nie pojadą to w naszej szkole organizujemy tutaj zajęcia szkoły letniej  przez cały lipiec, codziennie od godziny 9. do 11:30 spotykamy się z dziećmi w letniej polskiej szkole.

        – Czy w tym roku również?

–  Tak samo, jak z zakończeniem roku, nie wiemy, jednak nie było zapisów, a zazwyczaj są już w kwietniu, tak że już jesteśmy troszkę opóźnieni.

        – A co emigracja daje?

– Poznajemy mnóstwo nowych ludzi, inne kultury, jak gdyby z zewnątrz możemy popatrzeć na naszą własną, możemy też zobaczyć, jak jesteśmy sobie bliscy, jak sobie możemy pomóc, nawet przez taką polską szkołę, gdzie tutaj się spotykamy na świątecznym koncercie bożonarodzeniowym, gdzie przychodzą rodzice, dziadkowie, ciocie i wszyscy mamy tutaj wielki poczęstunek, spędzamy ten czas, rozmawiamy wymieniamy się, doświadczeniami, ale również uczymy się od siebie różnych doświadczeń czy nowych przeżyć.

        – Jak wygląda współpraca z polskimi szkołami, czy są jakieś kontakty poziome?

– Jestem członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego kontaktujemy się z koleżankami z Zarządu Głównego, jestem w oddziale Mississauga, z koleżankami ze szkoły Kopernika; mamy kontakt rozmawiamy ze sobą wiem że koleżanki teraz korzystają z Google Classroom; uważam jest im dużo łatwiej aniżeli nam i wymieniamy się, dzwonimy do siebie na początku roku szkolnego, także ze szkołą w Hamilton.

        – A uczniowie?

– Wiem że spotykają się na konkursach, organizowanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Spotykają się w kościele Maksymiliana Kolbe, gdzie jest zakończenie ósmych klas, to też nie wiemy w tym roku, jak to wszystko będzie.

        – A kontakty z Polską?

– Nawet w tym roku zapisałam naszą szkołę do projektu „Szkoła na szóstkę”, weszliśmy we współpracę ze szkołą w Łodzi, gdzie wymieniamy się doświadczeniami, wysyłaliśmy kartki świąteczne,  żeby pokazać jak to pracuje. W Polsce oni mają lepiej o tyle, że to jest codzienna szkoła, a my jesteśmy tylko sobotnią, więc to inaczej pracuje.

        – Czy są jakieś uprzedzenia w Polsce, z którymi się Pani spotyka, jakieś stereotypy wobec Polaków mieszkających poza granicami? Czy myśli Pani, że uda się osiągnąć ten ideał, „jeden naród ponad granicami”; że jesteśmy Polakami mieszkającymi w różnych miejscach świata i możemy z tego czerpać korzyści?

– Myślę że tak, jak najbardziej, bo przecież łączy nas język polski, i jeżeli się spotykamy z Polonią z Anglii w Polsce, my przyjeżdżamy z Kanady, czy skądkolwiek indziej, też są organizowane kolonie, gdzie przyjeżdżają dzieci polonijne z całego świata; z Australii, czy Anglii czy z Kanady, i tam się spotykają, to uważam że jest wspaniałym pomysłem, bo te dzieciaki, przypuszczam, które są anglojęzyczne, o rzeczach które chcą bardziej dobitnie powiedzieć rozmawiają po angielsku, ale w Polsce wiem że jest na to wielki nacisk i dzieci rozmawiają po polsku, co im bardzo pomaga; widzę, że jak tutaj wracają, do Kanady po tym okresie wakacyjnym, to ten polski jest poprawiony i dzieci są bardziej  elokwentne.

        – Pani Joanno, dziękuję bardzo, no i możemy sobie wzajemnie pożyczyć żeby polskość trwała, bo w końcu jest to piękna kultura, która daje człowiekowi dużo w życiu, umacnia, a fakt, że jesteśmy na tylu kontynentach, w tylu krajach to niesamowity potencjał dla nas wszystkich. Wspólnota zawsze jest mocniejsza, jeżeli jest duża.

– Chciałam też dodać, że w naszej szkole jest szczep harcerski, który działa w każdą sobotę, po zajęciach lekcyjnych;  harcerze przyjeżdżają, mają tu zbiórki – to szczep Kresy.

        – Myślę, że nawet tutaj wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jest to harcerstwo rozwinięte i jak prężnie działa.

– Wiem że harcerki prowadzą tutaj zbiórki on-line i też jest to na jakiejś platformie, na której się spotykają, śledzę też je przez FB, widzę zdjęcia, widzę rzeczy które wykonują zdalnie, co jest wspaniałym pomysłem.

Poza zajęciami z harcerstwa mamy też zajęcia z plastyki i zajęcia z religii, gdzie nasza katechetka pani Dorota Ściuk prowadzi katechezy łącząc się z kościołem Maksymiliana Kolbe w Mississaudze przygotowując dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, co też w tym roku zostało odroczone, nie wiemy jeszcze na jak długo.

Mój młodszy syn gra w drużynie polonijnej Lakeshore United  w piłkę nożną i dzieci mają treningi organizowane zdalnie. To znaczy każdy u siebie trenuje w swoim domu, w  piwnicy, czy może na podwórku, na korytarzu, w domu, są zadawane ćwiczenia. Te dzieci mają fantastycznie zorganizowany czas. To jest 3 razy w tygodniu. Panowie trenerzy, którzy zadają im ćwiczenia, wcześniej proszą o przygotowanie rekwizytów, powiedzmy piłki, pachołków, ręczników i dzieci z tym ćwiczą przez dobrą godzinę.

Uważam że to jest fantastyczne i wiem że pan Polański zachęcał żeby do nich się zgłaszali  nawet  ci, którzy nie są w drużynie; mogą też ćwiczyć razem, bo teraz  akurat mamy ładną pogodę przez ten weekend, ale jak wiemy w tamtym tygodniu lało i nie mieliśmy co z dziećmi zrobić, a te ćwiczenia są dla nich fantastyczne, można dziecko mieć zajęte w domu przez osobę która zdalnie je trenuje.

Ci panowie też nie wiedzą co dalej będzie ale chcą, żeby te dzieci miały jakąś formę; żeby była jakaś kontynuacja, bo sezon wróci.

Jeden z trenerów pan Adrian prowadzi zajęcia indywidualnie, nazywa się Ontario Soccer Project, wiem że też przyjeżdża, można się spotkać tutaj w parku i jeden na jeden, pokazuje ćwiczenia i ćwiczy z dziećmi.

Uważam, że jest to fantastyczne, bo na przykład, mojemu dziecku bardzo brakuje ruchu, chociaż „wyrzucamy” go na zewnątrz; chodzimy na długie spacery, ale niestety dzieciom brakuje świeżego powietrza i kontaktu z rówieśnikami, a wiadomo, że bardziej posłucha trenera niż mamy czy taty w domu.

        – Bardzo Pani dziękuję.