Od dawna zarysowana koncepcja amerykańskiego starcia z Chinami jest coraz bardziej wyraźna; wypowiedzi sekretarza stanu Mike’a Pompeo na temat odpowiedzialności  za olbrzymie straty spowodowane przez pandemię koronawirusa wskazują kierunek rozwoju najbliższych wydarzeń.

Wprost zaczęto mówić o możliwym anulowaniu zobowiązań dłużnych USA wobec Chin.

Byłaby to prawdziwa rewolucja na międzynarodowym rynku finansowym rozdzierająca na dwie części świat; z jednej strony  sojusz państw „demokratycznych”, w którym są Indie, Wietnam, Korea Południowa, Arabia Saudyjska czy Australia no a z drugiej strony, Mordor spod znaku Xi – Saurona; Chin i ich sojuszników.

Anulowanie zobowiązań dłużnych znaczy po prostu wykopanie stołka spod nóg wiszącego na szubienicy dotychczasowego systemu finansowego świata zbudowanego na amerykańskim dolarze jako walucie rezerwowej i tworzeniu pieniądza z niczego, jak to przystępnie opisują Chińczycy w polecanej przez nas książce „Wojna o pieniądz”.

Ten system był powoli, ale systematycznie rozmontowywany przez Państwo Środka; oczywiście w interesie chińskim nie leżało jego całkowite wywrócenie, no bo to właśnie „cesarz” chiński za amerykańskie zobowiązania płatnicze wykupywał sobie świat, realizując globalną politykę sprzeczną z amerykańskimi interesami.

Tak zwana pandemia jest tylko przykrywką tego gigantycznego starcia – rozprucia systemów gospodarczych i finansowych świata, przerwania łańcuchów dostaw mających obecnie początek w ChRL.

Już samo w sobie jest to zadanie tytaniczne, obarczone wielkim ryzykiem, zwłaszcza jeśli ma być przeprowadzane w tak krótkim czasie. Tarcia politycznych płyt tektonicznych będą olbrzymie, braki towarów, bezrobocie, inflacja, zamieszki…

Najwyraźniej jednak rządząca światem elita Zachodu uznała, że jest to ostatni dzwonek na ratowanie „naszej” wersji globalizmu.

Chińczycy są potężnym przeciwnikiem. Możemy ich w propagandowej kakofonii dezawuować, dodając sobie animuszu, jednak każdy analityk przyzna, że działają przemyślanie, systematycznie i długofalowo. Przygotowali się bardzo dobrze i z pewnością  ich strategia obejmuje kolejne kroki reagowania na amerykańskie wywracanie stolika.

Chiny pozycjonując się globalnie ukorzeniły się Afryce, Ameryce Południowej, Bliskim Wschodzie; ich ekspansja była usłana amerykańskimi obligacjami, a towarzyszyło jej wiązania elit krajów, z którymi prowadzą interesy (Stanów Zjednoczonych nie wykluczając) .

Dlatego rozpruwanie świata nie będzie  łatwe, bo w samych Stanach Zjednoczonych wielu „kapitanów biznesu” jest pod chińskim „urokiem”. Wielu zachodnich intelektualistów, nie tylko amerykańskich, z zazdrością patrzy na sprawność chińskiego zarządzania.

Ideologom zawsze podobały się oświecone dyktatury, niezależnie od tego jak krwawe; z zachwytem patrzyli na wyczyny sowieckie, później hitlerowskich Niemiec, które przecież były podobnie, jak obecnie Chiny lokomotywą technicznego postępu, budując rocznie 2,5 tys. km autostrad, gdy w wielu europejskich krajach przypadał  jeden samochód  na tysiące osób. Absolutna chińska inwigilacja i kontrola społeczeństwa pozwala bardzo sprawnie przeprowadzać rewolucyjne zmiany, kierować społeczeństwo od punktu A do punktu B.

Jakże by to chcieli mieć ci wszyscy nasi politycznie poprawni ideolodzy którym marzy się szybkie przemodelowanie tradycyjnego społeczeństwa;  wyeliminowanie tych głupich, którzy dzisiaj sypią piasek w tryby nieubłaganego postępu.

Tak więc Chińczycy będą mieli u nas całkiem sporą V kolumnę i dlatego rezultat starcia wcale nie jest pewny.

Wiadomo jedynie, że w Stanach Zjednoczonych duża grupa elit zdała sobie sprawę, że USA wyszły na globalizacji jak Zabłocki na mydle; że miało być zupełnie inaczej i stąd dzisiaj wszystkie nasze problemy.

Również te „pandemiczne”.

         Andrzej Kumor