„Mar­twy jest tyl­ko ten, kto został zapomniany!”

Bom­bo­wiec Ju 88A (Źró­dło: R.Pompe)

Sier­pień 1943. Austria.

Mia­sto Wie­ner Neu­stadt, 50 km na połu­dnie od Wied­nia. Na zachód od cen­trum mia­sta znaj­du­je się lot­ni­sko, na któ­rym sta­cjo­nu­je 1 Eska­dra Szkol­na nie­miec­kiej Luft­waf­fe — Lehr­ge­schwa­der 1. Na lot­ni­sku sta­cjo­nu­ją prze­waż­nie bom­bow­ce typu Jun­kers Ju 88A, dwu­sil­ni­ko­we samo­lo­ty z sil­ni­ka­mi tło­ko­wy­mi Jun­kers Flug­zeug- und Moto­ren­wer­ke (JFM).
Ju88A zapro­jek­to­wa­ny jako szyb­ki bom­bo­wiec był bez­kon­ku­ren­cyj­ny w ata­kach z nie­wiel­kiej wyso­ko­ści i płyt­kie­go lotu nur­ko­we­go. Mógł też peł­nić rolę noc­ne­go myśliw­ca, bom­bow­ca tor­pe­do­we­go i samo­lo­tu rozpoznawczego.


Żró­dło: Peter Taghon „Die Geschich­te des Lehr­ge­schwa­ders 1“

Od pierw­szych nalo­tów bom­bo­wych, któ­re alian­ci roz­po­czę­li 13 sierp­nia 1943 roku, dowódz­two eska­dry zarzą­dzi­ło roz­środ­ko­wa­nie samo­lo­tów na więk­szym obsza­rze, co mia­ło je chro­nić przed tra­fie­nia­mi na zie­mi. Ruch na lot­ni­sku jest jed­nak bar­dzo spo­ry. Cią­gle odby­wa­ją się loty dydaktyczno-ćwiczebne.

Teraz, albo nigdy!

Jest 21 sierp­nia 1943. Godzi­ny południowe.
Kolej­ny Ju 88A‑4 z nume­rem bocz­nym 142547, ozna­czo­ny L1, jako gru­pa pierw­sza, po rela­tyw­nie krót­kim roz­bie­gu lek­ko odry­wa się od zie­mi w kie­run­ku połu­dnio­wym. Nic dziw­ne­go. Jego zbior­ni­ki pali­wa są wpraw­dzie peł­ne, ale jest nie­uzbro­jo­ny. Jest to więc kolej­ny lot szkoleniowy.
Jed­nak za ste­ra­mi Ju 88A nie sie­dzą pilo­ci Luftwaffe.
Za ste­ra­mi tego bom­bow­ca sie­dzą pilo­ci Pol­skie­go Lot­nic­twa Wojskowego.
Byli oni jeń­ca­mi wojen­ny­mi, zatrud­nio­ny­mi na tym lot­ni­sku w tech­nicz­nej obsłu­dze naziemnej.
Wyko­rzy­stu­jąc duży ruch samo­lo­tów na lot­ni­sku i roz­pro­szo­ną uwa­gę kon­tro­li ruchu lot­ni­cze­go, prze­ję­li kon­tro­lę nad jed­nym z bom­bow­ców Gru­py L1 i wystar­to­wa­li, aby uciec na połu­dnie. Ich celem była praw­do­po­dob­nie Sycy­lia. Było ich trzech.

Trzech mło­dych pilo­tów o nie­by­wa­łej odwa­dze i deter­mi­na­cji, ale rów­nież świet­ne­go przy­go­to­wa­nia i roze­zna­nia w sytuacji.
Jak wiel­ki cha­os pano­wał wte­dy na lot­ni­sku, praw­do­po­dob­nie spo­wo­do­wa­ny zagro­że­niem kolej­ny­mi bom­bar­do­wa­nia­mi świad­czy to, że dopie­ro po dwóch dniach zorien­to­wa­no się, że bra­ku­je jed­ne­go bom­bow­ca. Nie­ste­ty. Zosta­ło rów­nież zlo­ka­li­zo­wa­ne miej­sce, gdzie ten samo­lot się znajduje.
A było ono odda­lo­ne oko­ło 50km na połu­dnie od lot­ni­ska, gdzie po pła­skim tere­nie roz­po­czy­na­ją się pierw­sze wzgó­rza. Tam, tuż przy sta­cji kole­jo­wej Aus­schlag Zöbern tkwił wbi­ty w zie­mię, spa­lo­ny doszczęt­nie samo­lot wraz z załogą.

Na tropie.

Wie­deń, 23 czerw­ca 2020 r.
Spo­ty­ka­my się w 10 dziel­ni­cy Wied­nia, aby udać się na umó­wio­ne spo­tka­nie na lot­ni­sku w Wie­ner Neu­stadt. Rów­nież dzi­siaj jest ono wyko­rzy­sty­wa­ne jako lot­ni­sko wojskowe.
Znaj­du­je się przy nim ponad 20 klu­bów lot­ni­czych i szkół szy­bow­nic­twa i sko­ków spa­do­chro­no­wych. Na lot­ni­sku znaj­du­je się sześć pasów star­to­wych z tra­wą, naj­dłuż­szy ma 1620 m.. Lot­ni­sko to jest naj­więk­szym natu­ral­nym lot­ni­skiem w Euro­pie bez utwar­dzo­nych pasów startowych .

Jedzie­my w trój­kę. Puł­kow­nik Adam Stę­pień, Atta­che Obro­ny, Woj­sko­wy i Lot­ni­czy Amba­sa­dy Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej w Austrii, któ­ry już od dwóch lat jest na tro­pie tej histo­rii. Marek Zie­liń­ski, zało­ży­ciel i repor­ter MarekTV w jed­nej oso­bie, oraz Emil Dyrcz, pre­zes Polo­nij­ne­go Klu­bu Aktyw­no­ści Spor­to­wych-Strze­lec­two Spor­to­we PAKA‑s Wie­deń w Wiedniu.

 

Puł­kow­nik Mar­kus Reis­sner, ofi­cer Austriac­kich Sił Zbrojnych

Na umó­wio­nym miej­scu, na zachod­nim obrze­żu lot­ni­ska spo­ty­ka­my się z ofi­ce­rem Armii Austriac­kiej puł­kow­ni­kiem, dok­to­rem filo­zo­fii Mar­ku­sem Reis­sne­rem, wete­ra­nem misji woj­sko­wych w Afry­ce, auto­rem książ­ki „Bom­by na Wie­ner Neu­stadt”. To wła­śnie w cza­sie zbie­ra­nia mate­ria­łów do tej książ­ki, natknął on się na dosyć nie­zwy­kły przy­pa­dek w histo­rii Luft­waf­fe, któ­rym była wła­śnie notat­ka o upro­wa­dze­niu bom­bow­ca przez pol­skich pilo­tów. Histo­ria ta tak go zafa­scy­no­wa­ła, że posta­no­wił nadać jej bieg. Umie­ścił tę notat­kę w swo­jej książ­ce i skon­tak­to­wał się w tej spra­wie z Atta­che Woj­sko­wym RP w Austrii puł­kow­ni­kiem Ada­mem Stępniem.

Wróć­my zno­wu do sierp­nia 1943. 

Reor­ga­ni­za­cja i roz­bu­do­wa oraz ćwi­cze­nia 1 Eska­dry Szkol­nej (Lehr­ge­schwa­der 1) toczy­ły się na peł­nych obro­tach. Przy tym zda­rza­ło się wie­le awa­rii i kata­strof samo­lo­tów, któ­re skru­pu­lat­nie noto­wa­ne były w księ­gach lot­ni­ska. Oto wzmian­ka w książ­ce Mar­ku­sa Reisne­ra „Bom­ben auf Wie­ner Neustadt”:

„Neben den Abs­türzen kam es aber auch zu einem außer­ge­wöhn­li­chen Vor­fall. Am 21. August 1943 ver­such­ten zwei polni­sche Kriegs­ge­fan­ge­ne, beide ehe­ma­li­ge Ange­höri­ge der Polni­schen Luft­waf­fe und im Luft­park beschäftigt, mit einer Ju88A der 1 Grup­pe des Lehr­ge­schwa­ders 1 vom Flug­platz in Wie­ner Neu­stadt zu star­ten und der Kriegs­ge­fan­ge­schaft zu ent­flie­hen. Die beiden Kriegs­ge­fan­ge­nen nutz­ten den Moment, bestie­gen eine vol­l­ge­tank­te Ju88 und star­te­ten sie erfol­gre­ich. Der weiter Flug ende­te jedoch schon kurz nach dem geglück­ten Start im Raum Zöbern, als das Flug­zeug ins Tru­deln kam und um 12.45 Uhr beim Gehöft Dop­pel­bau­er in Neu­stift am Hart­berg ein­schlug. Die beiden polni­schen Pilo­ten hat­ten zwar das Flie­gen, jedoch nicht die Tech­nik der Maschi­ne beher­r­scht. Die­se hat­te sich in den Boden gebohrt, wobei beide ums Leben kamen. Unter­su­chun­gen der Gesta­po erga­ben, dass die beiden vor­ge­habt hat­ten, zu den Allier­ten nach Sizi­lien zu flie­gen.“ (Str. 126).

W tłu­ma­cze­niu:

„Oprócz róż­nych awa­rii miał miej­sce tak­że jeden nie­zwy­kły incy­dent. 21 sierp­nia 1943 r. dwóch pol­skich jeń­ców wojen­nych, obaj byli pilo­ta­mi Pol­skich Sił Powietrz­nych, zatrud­nio­nych w obsłu­dze naziem­nej lot­ni­ska w Wie­ner Neu­stadt, pró­bo­wa­ło wystar­to­wać Ju88A nale­żą­cym do 1 gru­py L1 Eska­dry Tre­nin­go­wej i uciec z nie­wo­li. Wyko­rzy­sta­li oni odpo­wied­ni moment, wsie­dli w peł­ni zatan­ko­wa­ny Ju88 i z powo­dze­niem wystar­to­wa­li. Lot zakoń­czył się jed­nak wkrót­ce po uda­nym star­cie w rejo­nie Zöbern, gdzie samo­lot wpadł w wibra­cje i ude­rzył w zie­mię, w pobli­żu gospo­dar­stwa Dop­pel­bau­er w miej­sco­wo­ści Neu­stift am Hart­berg o godzi­nie 12.45. Dwóch pol­skich pilo­tów mia­ło wpraw­dzie opa­no­wa­ne lata­nie, ale nie zna­li nowo­cze­snej tech­ni­ki pilo­ta­żu maszy­ny, któ­ra przy upad­ku dosłow­nie wwier­ci­ła się w zie­mię przy czym obo­je zosta­li zabi­ci. Docho­dze­nia prze­pro­wa­dzo­ne przez Gesta­po wyka­za­ły, że obaj zamie­rza­li lecieć do alian­tów na Sycylii.

” Jak więc wyni­ka z księ­gi strat, były to samo­lo­ty bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne w pilo­to­wa­niu i każ­dy błąd koń­czył się awa­rią lub upadkiem.

Tutaj musi­my zauwa­żyć, że wzmian­ka w książ­ce Reisne­ra mówi tyl­ko o dwóch pilo­tach. Skąd wziął się trze­ci, wyja­śnię później.

Na miejscu akcji.

Wie­deń, 23 czerw­ca 2020 r. 

Wcho­dzi­my na teren lot­ni­ska. Mar­kus Reisner poka­zu­je nam zdję­cia z tam­te­go okre­su i

Źró­dło: Peter Taghon „Die Geschich­te des Lehr­ge­schwa­ders 1”

wska­zu­je na wie­le budyn­ków w koło, któ­re do tej pory tam sto­ją. Zapo­zna­je­my się krót­ko z histo­rią tego miej­sca, jego rolą w cza­sie II WŚ i wyda­rze­niach, jakie temu towarzyszyły.
Tutaj trze­ba wspo­mnieć, że pierw­szy atak bom­bo­wy na lot­ni­sko i fabry­kę samo­lo­tów Wie­ner Neu­städ­ter Flug­zeu­gwer­ke oraz same­go mia­sta Wie­ner Neu­stadt miał miej­sce w dniu 13 sierp­nia 1943 r.

Nalo­tu doko­na­ły samo­lo­ty alian­tów star­tu­ją­ce z lot­ni­ska w Tunezji.

Nalo­ty na Wie­ner Neu­stadt w latach 1943–1945 spo­wo­do­wa­ły tak poważ­ne szko­dy w mie­ście, że wraz z Tokio, Hiro­szi­mą, Naga­sa­ki, Dre­znem, Düren, Pader­born i Coven­try było to jed­no z miast, któ­re dozna­ły naj­więk­szych znisz­czeń w cza­sie II woj­ny światowej .

Po dwóch latach bom­bar­do­wa­nia tyl­ko 18 z 4178 obiek­tów nie wyka­za­ło uszko­dzeń pod koniec woj­ny. W wyni­ku bom­bar­do­wań zgi­nę­ło oko­ło 900 osób. Oko­ło 400 ame­ry­kań­skich pilo­tów i człon­ków zało­gi i ponad 80 nie­miec­kich pilo­tów zgi­nę­ło w wal­ce powietrznej.

Znaj­du­je­my się dokład­nie w tym miej­scu, z któ­re­go 21 sierp­nia 1943 roku pol­scy pilo­ci upro­wa­dzo­nym bom­bow­cem Ju 88A pod­ję­li pró­bę uciecz­ki do wolności.
Mar­kus Reis­sner wska­zu­je kie­ru­nek lotu i pobli­skie wzgó­rza gdzie roz­bił się samolot.
Przy pasie star­to­wym wpusz­czo­ny głę­bo­ko w zie­mię stoi cią­gle ten sam beto­no­wy, mały bun­kier dla straż­ni­ka. Dla­cze­go nie zauwa­żył on porwa­nia samo­lo­tu pozo­sta­nie na zawsze tajemnicą.
— Ta wąska dróż­ka dojaz­do­wa jest ta sama, nie­na­ru­szo­na co wte­dy- wyja­śnia nasz prze­wod­nik. Ogro­dze­nie i bra­ma wjaz­do­wa rów­nież wyglą­da­ją jak wtedy.

„Martwy jest tylko ten, kto został zapomniany!”

Uda­je­my się do miej­sco­wo­ści Aspang, nie­da­le­ko od miej­sca upad­ku samolotu.
Zanim tam dotrze­my, w sym­pa­tycz­nej kawia­ren­ce na ryn­ku spo­ty­ka­my się jesz­cze z kil­ko­ma zapo­wie­dzia­ny­mi oso­ba­mi . Są to oso­by, któ­re moc­no zaan­ga­żo­wa­ły się w uzy­ska­nie jak naj­wię­cej infor­ma­cji i mate­ria­łów o tym wyda­rze­niu jak rów­nież w poszu­ki­wa­niu świadków.
Na miej­scu ocze­ku­je nas Robert Pom­pe- przed­się­bior­ca i foto­graf, major Ger­hard Seidl – aktyw­ny pilot śmi­głow­ców S70 Black Hawk oraz pro­boszcz miej­sco­wej para­fii, ksiądz Jan Schaffarzyk.

Na tutej­szym cmen­ta­rzu w Unte­ra­spang znaj­du­je się grób, w któ­rym pocho­wa­ni zosta­li pole­gli pilo­ci. W kro­ni­ce para­fial­nej oraz księ­dze zmar­łych nanie­sio­ne zosta­ło to wyda­rze­nie i nazwi­ska pocho­wa­nych. Wycią­gi z ksiąg przy­go­to­wa­ła pani Hele­ne Höller.
I tutaj wła­śnie poja­wia się wspo­mnia­ne już nazwi­sko trze­cie­go pilota.

Żró­dło: Księ­ga zmar­łych para­fii Unteraspang

Aufze­ich­nun­gen in der Pfar­r­chro­nik: Seite 302
„Flug­zeu­gab­sturz“ Am 21. 8. 1944 stürzt ein Flug­zeug in Aus­schlag­zöbern ab.
Drei ver­kohl­te Leichen wer­den in unse­re Toten­kam­mer gebracht.“
W tłumaczeniu:
„Zapi­sy w kro­ni­ce para­fial­nej: stro­na 302 „Kata­stro­fa samo­lo­tu” 21 sierp­nia 1944 r. w Aus­schlag­zöbern roz­bił się samolot.
Trzy zwę­glo­ne cia­ła przy­nie­sio­ne zosta­ły do naszej kostnicy. ”

A więc były jed­nak trzy ofia­ry, trzech pilo­tów, któ­rzy zgi­nę­li pod­czas roz­bi­cia samolotu.
Ver­merk im Ster­be­buch: Nr. 12/ Seite 138/RZ 68b 22.8. 1943 ; Michal­ski Ludwig; geb. 12.1.1915 in Kry­ni­ca; Kre­is Kra­kau, Polen dorthin zustän­dig, verheiratet;
W tłumaczeniu:
Zapis w księ­dze zmar­łych: nr 12 / stro­na 138 / RZ 68b 22.8. 1943; Michal­ski Ludwig; uro­dzo­ny 12 stycz­nia 1915 r. w Kry­ni­cy; okręg Kra­ków, Pol­ska , żonaty.

68a/ 22.8. 1943: Markt Aspang, Aus­schlag­zöbern, Kra­sc­ni Sta­ni­slaw, Flug­zeug­schlos­ser, geb. 8.3. 1918 in Brin­ki­nan Polen; ledig, dorthin zustän­dig; Buch12/ S 138/RZ 68a;

W tłu­ma­cze­niu: 68a / 22.8. 1943: Markt Aspang, Aus­schlag­zo­bern, Kra­sc­ni Sta­ni­sław, ślu­sarz samo­lo­to­wy, uro­dzo­ny 8.3 1918 Pol­ska, w Brin­ki­nan obwód wła­ści­wy, kawa­ler, Książ­ka 12 / S 138 / RZ 68a;

W rapor­cie pro­ku­ra­to­ra gene­ral­ne­go zapi­sa­no jako Sta­ni­slaus Kra­so­ni.
Ist­nie­je moż­li­wość błęd­ne­go zapi­su z poda­nia fone­tycz­ne­go. Rów­nież godzi­na upro­wa­dze­nia samo­lo­tu poda­na jest jako 14:00, co nie zga­dza się z infor­ma­cją zawar­tą w książ­ce Mar­ku­sa Reissnera.

Może to być podyk­to­wa­ne tym, że zgło­sze­nie o upro­wa­dze­niu samo­lo­tu, nazwa­ne przez poli­cje kra­dzie­żą, nastą­pi­ło dwa dni po zdarzeniu.

W tej samej księ­dze zmar­łych, w nie­co póź­niej­szym ter­mi­nie nanie­sio­na zosta­ła dal­sza informacja.
To mogło się wziąć stąd, że mogi­łą zaję­ła się zało­żo­na w roku 1919 orga­ni­za­cja Austriac­ki Czar­ny Krzyż .
Austriac­ki Czar­ny Krzyż jest bez­stron­nym austriac­kim sto­wa­rzy­sze­niem, któ­re zaj­mu­je się opie­ką i utrzy­ma­niem gro­bów pole­głych żoł­nie­rzy, ofiar woj­ny domo­wej, a tak­że uchodź­ców i osób prze­śla­do­wa­nych poli­tycz­nie wszyst­kich narodowości.

Oby­dwie rubry­ki z wpi­sem pole­głych pilo­tów zosta­ły obję­te klam­rą, przy któ­rej nanie­sio­no nastę­pu­ją­cy tekst:
„Laut Aus­sa­ge eines Beau­ftrag­ten vom Roten Kreu­ze soll der 3 Gefahl­le­ne Flie­ger: Roman Bed­na­rek, *2.VIII.1915 in Zbo­row­skie, P.Ciasna, Kre­is Lubli­niec, Polen, ledig gewe­sen sein.
s. Chro­nik (… unle­ser­lich…) S. 303.”
W tłu­ma­cze­niu: „Według wypo­wie­dzi przed­sta­wi­cie­la Czer­wo­ne­go Krzy­ża, trze­cim pole­głym jest: pilot Roman Bed­na­rek, uro­dzo­ny 2.VIII.1915 w Zbo­row­skie, powiat Cia­sna, okręg Lubli­niec, Pol­ska, kawaler.
Wska­zu­je Kro­ni­ka (… nie­czy­tel­nie …) stro­na 303.”

Mamy więc ziden­ty­fi­ko­wa­nych trzech pilo­tów. Acz­kol­wiek dane per­so­nal­ne nie muszą zga­dzać się w stu pro­cen­tach. Mogły one być poda­ne fał­szy­wie przez samych jeń­ców kie­dy dosta­li się do niewoli.

W książ­ce gro­bów para­fii Unte­ra­spang nanie­sio­na zosta­ła informacja:
„Krzyż posta­wio­no 28.4. 1952. „ Do roku 2003 Czar­ny Krzyż opła­cał rów­nież ten grób.
Dzię­ki zaan­ga­żo­wa­niu tych wszyst­kich osób, z któ­ry­mi się spo­tka­li­śmy dzi­siaj, histo­ria tego nie­zwy­kłe­go wyda­rze­nia dotar­ła do pani magi­ster Urli­ke Hut­ste­iner, pra­cu­ją­cej w Fede­ral­nym Mini­ster­stwie Spraw Wewnętrz­nych Austrii. Urli­ke Hut­ste­iner zaj­mu­je się wła­śnie opie­ką nad gro­ba­mi wojennymi.

Grób tych trzech pilo­tów obję­ty jest teraz pro­gra­mem ochron­nym, czy­li już nie może zostać zlikwidowany.

Puł­kow­nik Adam Stę­pień rela­cjo­nu­je krót­ko dotych­cza­so­we nasze rezul­ta­ty w śledz­twie, oraz przed­sta­wia nasze pla­ny zwią­za­ne z uczcze­niem pole­głych boha­te­rów. W chwi­li obec­nej trwa­ją poszu­ki­wa­nia rodzin pole­głych w Pol­sce. Zaj­mu­je się tym archi­wum pań­stwo­we w Rze­szo­wie, oraz Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w Lublinie.
Obec­ni wyra­zi­li ogrom­ne zain­te­re­so­wa­nie udzia­łem w tych uro­czy­sto­ściach. Bar­dzo się z tego cie­szy­my, bo to dzię­ki tym ludziom ta nie­zwy­kła histo­ria odży­je na nowo, gdyż „Mar­twy jest tyl­ko ten, kto został zapomniany!”

Opusz­cza­my sym­pa­tycz­na kawia­ren­kę, i uda­je­my się na miej­sca katastrofy.

Wzdłuż torów kolejowych.

Miej­sce to zosta­ło już wcze­śniej zde­fi­nio­wa­ne przez wspo­mnia­ne­go już Rober­ta Pom­pe. Mamy też foto­gra­fię karcz­my, któ­ra wte­dy znaj­do­wa­ła się w pobliżu.

Foto: R. Pom­pe, foto czar­no-bia­łe rodzi­na Schuh

Widzi­my wąwóz, na któ­re­go dnie bie­gną tory kole­jo­we i mały potok. Jest też sta­cja kole­jo­wa. To praw­do­po­dob­nie wzdłuż tych torów pilo­ci pro­wa­dzi­li samo­lot na połu­dnie. To taki nawyk pilotów.
- Nawet współ­cze­śnie mówi się, że lata się przy pomo­cy gps, a my podą­ża­my za tora­mi — zdra­dza major Ger­hard Seidl z uśmiechem.
Scho­dzi­my w głąb wąwo­zu. Mar­kus Reisner twier­dzi, że przy odro­bi­nie szczę­ścia, może uda się zna­leźć jakieś szcząt­ki spa­lo­ne­go samo­lo­tu. Bio­rąc pod uwa­gę ostat­nie opa­dy i sil­niej­szy stru­mień poto­ka, było­by to nawet moż­li­we. Jed­nak po 77 latach bez detek­to­ra meta­lu raczej mało prawdopodobne.
Robert Pom­pe pro­si obec­ne­go cią­gle z nami księ­dza Jana o odmó­wie­nie modli­twy za pole­głych. W sku­pie­niu odma­wia­my „Vater unser im Himmel”.
Na miej­scu spo­ty­ka­my wła­ści­cie­la pobli­skie­go budyn­ku. Pamię­ta spo­ro o tym wypad­ku. Kobie­ta, wte­dy bar­dzo mło­da oso­ba, któ­ra widzia­ła tę kata­stro­fę opo­wie­dzia­ła mu, jako­by samo­lot leciał bar­dzo nisko i dymił, a sil­nik wyda­wał dziw­ne dźwię­ki. Obser­wo­wa­ło to kil­ka osób.

Z okna samo­lo­tu, bom­bo­wiec Ju88 był świet­nie oszklo­ny, wychy­lił się czło­wiek i zaczął machać ręką.
Praw­do­po­dob­nie pilo­ci wie­dzie­li już, że nie dadzą rady unieść maszy­ny w górę, i w ten spo­sób pró­bo­wa­li ostrzec ludzi na zie­mi, dając im znak, aby ucie­ka­li. Mie­li szczę­ście, bo znaj­do­wa­li się wyżej od miej­sca uderzenia.
Samo­lot dosłow­nie wbił się w zie­mię jak wier­tło – rela­cjo­nu­ją świad­ko­wie. Siła ude­rze­nia wyrzu­ci­ła jed­ne­go z pilo­tów na zewnątrz. Wrak palił się przez kil­ka godzin. To było spo­wo­do­wa­ne tym, że zbior­ni­ki były peł­ne paliwa.
A to infor­ma­cje zdo­by­te przez pana dr. Maxa Stiglbauera:

„Die Flüch­ten­den scha­ften es nicht, mit der Maschi­ne Höhe zu gewin­nen. Lt Ver­mu­tung von Flu­ghi­sto­ri­kern waren die­se am ehe­sten darauf zurück­zu­füh­ren, dass sie mit der Pro­pel­le­rver-stel­lung des moder­nen Kampf-flug­zeug nicht ver­traut waren. Lt eines mir bekan­n­ten Zeit­zeu­gen aus Aspang näher­te sich das Flug­zeug in unru­hi­ger Flu­gla­ge und nie­dri­ger Flu­ghöhe Aspang, wo es bei der Bahn­sta­tion Zöbern-Aus­schlag aufschlug. Ange­blich bran­n­te das Flug­zeug wegen der noch vol­len Tre­ib­stof­ftanks meh­re­re Stun­den. Die stark ver­kohl­ten Leichen der beiden Otrzy­ma­no od dr. M. Sti­gl­bau­era, dokład­ne źró­dło jest auto­ro­wi arty­ku­łu nie zna­ne Flüch­tlin­ge wur­den am Frie­dhof in Unte­ra­spang aufge­bahrt und am Frie­dhof beige­setzt und waren mit Geburts­da­ten, Namen und Beruf bekannt. Jahr des Ere­ignis­ses (1944) sowie die Zahl von 3 Toten sind mit Sicher­he­it falsch( sie­he Abschrift aus Pfar­r­chro­nik via Frau Höller):“ 

W tłu­ma­cze­niu:

Ucie­ki­nie­rzy nie potra­fi­li unieść samo­lo­tu w górę. Według histo­ry­ków lotów i tech­ni­ki lot­ni­czej, naj­praw­do­po­dob­niej wyni­ka­ło to z fak­tu, że nie wie­dzie­li o koniecz­no­ści regu­la­cji usta­wie­nia śmi­gła w tych nowo­cze­snych wte­dy maszy­nach. Według współ­cze­sne­go świad­ka, któ­re­go znam z Aspang, samo­lot zbli­żał się do Aspang w nie­sta­bil­nej pozy­cji i na małej wyso­ko­ści, gdzie ude­rzył w sta­cję kole­jo­wą Zöbern-Aus­schlag. Samo­lot podob­no pło­nął przez kil­ka godzin z powo­du wciąż peł­nych zbior­ni­ków pali­wa. Cięż­ko zwę­glo­ne cia­ła dwóch ucie­ki­nie­rów zosta­ły zło­żo­ne i pocho­wa­ne na cmen­ta­rzu w Unte­ra­spang, zna­ne z dat uro­dze­nia, imie­nia i zawo­du. Rok wyda­rze­nia (1944) i licz­ba 3 zgo­nów są zde­cy­do­wa­nie nie­po­praw­ne (patrz kopia z kro­ni­ki para­fial­nej za pośred­nic­twem pani Höller):
Wie­my już, co wyda­rzy­ło się później.

Pod­cho­dzi do nas jesz­cze jeden wła­ści­ciel pobli­skie­go domu i grun­tu, na któ­rym się znaj­du­je­my. Miesz­ka tu od lat 70-tych ubie­głe­go wie­ku. Nie znał tej histo­rii. Pyta­my, czy pod­czas jakichś prac ziem­nych natra­fił może na jakieś szcząt­ki samo­lo­tu. Nie­ste­ty. Nic takie­go nie zauważył.

Orien­ta­cyj­na tra­sa lotu porwa­ne­go bom­bow­ca i miej­sce kata­stro­fy dzi­siaj z lotu ptaka.
Uda­je­my się w dro­gę powrot­ną do Wied­nia. Przed nami godzi­na jaz­dy. Jeste­śmy wszy­scy pod ogrom­nym wra­że­niem tego, co widzie­li­śmy i sły­sze­li­śmy. To z pew­no­ścią nie koniec tej histo­rii. Mamy juz plan i wizje na uro­czy­ste zakończ­nie i uczcze­nie naszych boha­te­rów. Naj­pierw jed­nak musi­my odna­leźć rodzi­ny poległych.

Wie­deń, dnia 01 lip­ca 2020 roku. 

Autor: Emil Dyrcz

Kon­sul­ta­cja woj­sko­wa: Płk. Adam Stępień 

Zdję­cia: Robert Pom­pe, Marek Zie­liń­ski, Emil Dyrcz 

Tłu­ma­cze­nie z nie­miec­kie­go: Judy­ta Dyrcz BA BA 

W arty­ku­le wyko­rzy­sta­no zdję­cia z książ­ki Mar­ku­sa Reis­sne­ra „Bom­ben nach Wie­ner Neustadt”(2014), oraz Pete­ra Tagho­na „Die Geschich­te des Lehr­ge­schwa­ders 1” (2004).
Pozo­sta­łe żró­dło: 1) https://de.wikipedia.org/wiki/Junkers_Ju_88#/media/Datei:Bundesarchiv_Bild_101I-417‑1766- 03A,_Flugzeug_Junkers_Ju_88.jpg