Zwy­cię­stwo było nam pisane

Jeżeli uchem przypadniemy do polskiej ziemi, zewsząd dojdzie nas tętent kopyt końskich a ziemia cała, jak Polska długa i szeroka, dudnić będzie pod tupotem ustawicznych szarż. Jeżeli wytężymy słuch, dojdzie nas z oddali groźny poszum skrzydeł husarii, przed którym przeciwnik drętwiał ze strachu.

Zwy­cię­stwo odnie­sio­ne w Bitwie War­szaw­skiej nie zakoń­czy­ło woj­ny pol­sko bol­sze­wic­kiej. Na sowiec­kim Fron­cie Połu­dnio­wo-Zachod­nim toczy­ły się krwa­we i zacię­te wal­ki z 1.Armią Kon­ną Sie­mio­na Budion­ne­go, któ­ra wśród lud­no­ści cywil­nej i woj­ska wzbu­dza­ła para­li­żu­ją­cy strach. Pogro­my nie­win­nej lud­no­ści, okrut­ne trak­to­wa­nie i zabi­ja­nie pol­skich jeń­ców, gra­bie­że, pale­nie wszyst­kie­go po dro­dze to meto­dy wal­ki tej armii. Swą liczeb­no­ścią, a tak­że spe­cy­ficz­nym spo­so­bem wal­ki bez tru­du prze­ła­ma­ła pol­ski front. “Od 14 sierp­nia Konar­mia Budion­ne­go prze­cho­dzi pod roz­ka­zy Tucha­czew­skie­go i dosta­je bez­zwłocz­nie instruk­cję, naka­zu­ją­cą jej zmia­nę kie­run­ku na Lublin, celem współ­dzia­ła­nia z siła­mi głów­ny­mi na połu­dniu od War­sza­wy. Ale miraż zdo­by­cia Lwo­wa jest zbyt sil­ny. Jego urze­czy­wist­nie­nie wyda­je się być bli­skie i łatwo uchwytne.(…)Ponawia więc swe wysił­ki na Lwów; natra­fia jed­nak na sta­now­czy opór; nie zdo­by­wa Lwo­wa i tra­ci ponad­to parę dni czasu.”(A.Pragłowski)

Po nie­uda­nej pró­bie zdo­by­cia Lwo­wa, moc­no spóź­nio­na Konar­mia wyru­szy­ła w kie­run­ku Zamo­ścia i Lubli­na, idąc z odsie­czą wyco­fu­ją­cym się spod War­sza­wy woj­skom Tucha­czew­skie­go. Zamość już wcze­śniej zna­lazł się w stra­te­gicz­nych pla­nach Józe­fa Pił­sud­skie­go. Był tym punk­tem opo­ru, któ­ry miał przy­nieść dokoń­cze­nie ope­ra­cji war­szaw­skiej. Po trzech dniach oblę­że­nia mia­sta, boha­ter­ska zało­ga Zamo­ścia, odpar­ła atak bol­sze­wi­ków. Budion­ny czuł pogar­sza­ją­cą się sytu­ację. Zdał sobie spra­wę z okrą­że­nia swo­jej armii, pla­nu­jąc jej odwrót na wschód oraz prze­pra­wę przez rze­kę Huczwę.
Pol­skie dowódz­two bar­dzo zanie­po­ko­jo­ne szyb­kim mar­szem Budion­ne­go, posta­no­wi­ło wzmoc­nić nowy­mi for­ma­cja­mi siły 3.Armii, ope­ru­ją­cej nad Bugiem. Zada­nie prze­chwy­ce­nia i roz­bi­cia 1.Armii Kon­nej otrzy­ma­ła spe­cjal­nie utwo­rzo­na w dniu 24 sierp­nia 1920 roku Gru­pa Ope­ra­cyj­na gen. Sta­ni­sła­wa Hal­le­ra, zło­żo­na z 1.Dywizji Jaz­dy płk.Juliusza Róm­m­la oraz 13.Dywizji Pie­cho­ty. Obro­na Zamo­ścia pozwo­li­ła na dości­gnię­cie bolszewików.
1.Dywizja Jaz­dy liczy­ła dwie bry­ga­dy — 6.Brygadę Jaz­dy płk.Konstantego Pli­sow­skie­go (1.Pułk Uła­nów Kre­cho­wiec­kich, 12.Pułk Uła­nów Podol­skich, 14.Pułk Uła­nów Jazło­wiec­kich) oraz 7.Brygadę Jaz­dy płk.Henryka Brze­zow­skie­go (2.Pułk Szwo­le­że­rów Rokit­niań­skich, 8.Pułk Uła­nów ks. Józe­fa Ponia­tow­skie­go, 9.Pułk Uła­nów Mało­pol­skich). W skład arty­le­rii dywi­zyj­nej weszły bate­rie 1. ‚3., i
6.Dywizjonu Arty­le­rii Konnej.
Wcze­snym ran­kiem 31 sierp­nia 1920 roku pod Koma­ro­wem, 1. Dywi­zja Jaz­dy weszła w bez­po­śred­ni kon­takt z bol­sze­wi­ka­mi, roz­po­czy­na­jąc wiel­ką, kawa­le­ryj­ską bitwę z ponad 4‑krotnie prze­wa­ża­ją­cy­mi siła­mi wroga.
Sześć tysię­cy wojsk Budion­ne­go star­ło się z 1,5 tys. pol­skich kawa­le­rzy­stów. Duże róż­ni­ce były rów­nież w uzbrojeniu.

NAJWIĘKSZA KAWALERYJSKA BITWA W DZIEJACH POLSKI I EUROPY

“Ten żoł­nier­ski wysi­łek nad­ludz­ki Wy swym dzie­ciom w koleb­kach przekażcie”-E.Słoński

Cało­dnio­wy bój pod Koma­ro­wem zapi­sał się w histo­rii Pol­ski, jako jeden z naj­więk­szych epi­zo­dów mili­tar­nych w kam­pa­nii 1920 roku. Toczył się wśród pędu galo­pu­ją­cych koni, brzę­ku uprzę­ży, szczę­ku sza­bel i gło­śne­go huku dział artyleryjskich.
Dzie­siąt­ki szarż, czas wal­ki wręcz, zażar­tość i zmien­ność sytu­acji sta­wia­ją bitwę w pan­te­onie naj­więk­szych i naj­cie­kaw­szych bitew kawaleryjskich.

31 sierp­nia 1920 roku lud­ność Koma­ro­wa i oko­lic sta­nę­ła w obli­czu nie­uchron­nej bitwy z bol­sze­wi­ka­mi. ”Lud­ność wita­ła nas z ozna­ka­mi wiel­kiej rado­ści i dziw­ną rzew­no­ścią. Przy­po­mi­nam sobie dokład­nie kil­ku sta­rych wie­śnia­ków, któ­rzy widząc nad­cią­ga­ją­ce woj­sko pol­skie klę­ka­li na nasz widok, modląc się do Naj­wyż­sze­go o zwy­cię­stwo dla swo­ich. Ksiądz pro­wa­dził pro­ce­sję woko­ło kościo­ła i mon­stran­cją w ręku bło­go­sła­wił prze­cią­ga­ją­ce­mu woj­sku. Zdej­mo­wa­li­śmy poboż­nie czap­ki, a na ser­cu robi­ło się raź­niej. Nigdzie wię­cej nie spo­tka­łem takiej szcze­rej i ser­decz­nej przy­chyl­no­ści dla żoł­nie­rza, jak w tych stro­nach. Żaden ułan i koń nie opu­ścił głod­ny ich gościn­nych pro­gów, a co waż­niej­sze, uno­sił ze sobą cząst­kę ich ser­ca i świa­do­mo­ści, że wal­czy za wiel­ką i spra­wie­dli­wą spra­wę.”(Mjr Ste­fan Dem­biń­ski d‑ca 9.p.u).

Roz­kaz do roz­po­czę­cia bitwy ode­brał adiu­tant dowód­cy 7.B.J rtm.Witold Moraw­ski. Płk Hen­ryk Brze­zow­ski rela­cjo­no­wał: “Po prze­czy­ta­niu tego roz­ka­zu jasne mi było, że muszę dzia­łać samo­dziel­nie i jak naj­szyb­ciej, nie cze­ka­jąc roz­ka­zów dywi­zji. Naka­za­łem więc zebrać się w alar­mie na zachod­nim wyj­ściu z Koma­ro­wa, zaś dowód­cy dywi­zji płk. Róm­m­lo­wi prze­ka­za­łem roz­kaz gen. Hal­le­ra z mel­dun­kiem, że 7.Brygada roz­pocz­nie samo­dziel­nie akcję wyzna­czo­ną tym roz­ka­zem. Po zorien­to­wa­niu się w tere­nie i prze­stu­dio­wa­niu mapy wie­dzia­łem, że muszę jak naj­prę­dzej zająć wzgó­rze 255, na pół­noc od Woli­cy Śniatyckiej”.

W kie­run­ku Woli­cy Śnia­tyc­kiej ruszy­ły dwa puł­ki — 2.Pułk Szwo­le­że­rów oraz 8.Pułk Uła­nów. Na połu­dnie od Rusz­czy­zny sta­no­wi­ska zaję­ła arty­le­ria. Zale­d­wie czo­ło kolum­ny wysu­nę­ło się na pół­noc do zachod­nie­go krań­ca Woli­cy Śnia­tyc­kiej, otrzy­ma­no pocho­dzą­cy z kie­run­ku Cze­śnik ogień bol­sze­wic­kiej arty­le­rii. Po otrzy­ma­niu pierw­szych mel­dun­ków od pod­jaz­dów mjr R. Rupp wraz z 2.P.Szwoleżerów ruszył do szar­ży. Płk H. Brze­zow­ski wspominał:
„Patro­le szwo­le­że­rów nie doszły jesz­cze do szczy­tu góry, kie­dy nagle uka­za­ły się na hory­zon­cie duże masy kawa­le­rii: pędzi­ły one w kie­run­ku połu­dnio­wo­za­chod­nim. Dopie­ro po chwi­li masa ta roz­dzie­li­ła się na duże kolum­ny, z któ­rych jed­na skie­ro­wa­ła się wprost na połu­dnie na 2 Pułk Szwo­le­że­rów. Dru­ga pędzi­ła na Bró­dek. Cała moja uwa­ga skie­ro­wa­na była na masę, któ­ra z góry wali­ła na szwo­le­że­rów. Widzia­łem, że pułk ten tak potęż­ne­go ude­rze­nia wytrzy­mać nie jest w sta­nie i że będzie w krót­kim cza­sie z duży­mi stra­ta­mi zepchnię­ty na Woli­cę Śnia­tyc­ką, a może nawet zawa­hać się i nawró­ci przed szar­żą. A jed­nak ta szczu­pła garst­ka szwo­le­że­rów ani na moment się nie zawa­ha­ła: sły­szę ich zde­cy­do­wa­ny okrzyk „hur­ra” i już two­rzy się jed­na skłę­bio­na masa — wal­ka wręcz się roz­po­czę­ła. Pozo­sta­ły mi jesz­cze dwa szwa­dro­ny linio­we i szwa­dron k.m. 8 Puł­ku Uła­nów. W tym tak kry­tycz­nym momen­cie pod­jeż­dża do mnie galo­pem major Dem­biń­ski, dca 9 Puł­ku Uła­nów, mel­du­je swo­je przy­by­cie z puł­kiem. Noco­wał w Tyszow­cach, od godz. 5 jest w mar­szu i prze­był już 20 km. Poka­zu­ję mu, co się dzie­je na wzgó­rzu i daję roz­kaz do szar­ży. Major Dem­biń­ski galo­pem pod­jeż­dża do swo­je­go puł­ku, widać jak w galo­pie wyjeż­dża­ją taczan­ki, a za nimi szy­ku­je się pułk do natar­cia. Oba­wiam się, że szwo­le­że­ro­wie nie wytrzy­ma­ją aż do przy­by­cia 9 Puł­ku Uła­nów i śle­dzę wciąż marsz tego puł­ku, a cho­ciaż uła­ni szyb­ko się posu­wa­ją, mam wra­że­nie, że trwa to bez koń­ca. 2 Pułk Szwo­le­że­rów wytrzy­mał. Szar­żo­wał raz po raz i pod­trzy­my­wał wal­kę kon­ną z nie­zwy­kłym męstwem nie ustę­pu­jąc tere­nu.(…) W chwi­lę póż­niej bra­wu­ro­wą szar­żą, wspar­tą ogniem kara­bi­nów maszy­no­wych oraz bate­rii bry­ga­dy 9.Pułk Uła­nów zła­mał opór przeciwnika.”

Zde­cy­do­wa­ne i sil­ne ude­rze­nie puł­ków 7.Brygady przy­nio­sło powo­dze­nie. Pro­sto z kolum­ny mar­szo­wej ruszy­li uła­ni bez namy­słu do szar­ży, wpa­da­jąc w zwar­tym szy­ku na skłę­bio­ne oddzia­ły bol­sze­wi­ków. Zasko­cze­nie było duże. Gro­ma­dy jeźdź­ców wyry­wa­ły się co sił w koniach, pory­wa­jąc za sobą sąsied­nie oddziały.

W momen­cie kie­dy sza­la zwy­cię­stwa zaczę­ła prze­chy­lać się na stro­nę pol­ską, nowe masy bol­sze­wi­ków ruszy­ły do natar­cia. Cię­żar walk prze­niósł się na pola Woli­cy Śnia­tyc­kiej.(…) Linie falo­wa­ły nie­ustan­nie. Bol­sze­wi­cy coraz bar­dziej ata­ko­wa­li. Sze­re­gi pol­skie zwie­ra­ły się coraz bar­dziej, zaczę­ło bra­ko­wać prze­strze­ni, konie nie dawa­ły się już pode­rwać do galo­pu”. “Zawa­ha­ły się sze­re­gi bol­sze­wic­kie, zamarł krzyk prze­raź­li­wy, któ­ry prze­cho­dził już w nutę zwy­cię­stwa. A kie­dy oba szwa­dro­ny, nie zwa­ża­jąc na prze­wa­gę liczeb­ną roz­sy­pa­nych na polu nie­przy­ja­ciół, wbi­ja­ją się mię­dzy nich kli­nem – zawra­ca­ją bol­sze­wi­cy w pośpiesz­nej uciecz­ce ku Cze­śni­kom. Mimo zmę­cze­nia poprzed­nich dni pędzą za nimi nasi uła­ni. Już dopa­da­ją poje­dyn­czych gru­pek nie­przy­ja­ciół, sie­ką, biją, rąbią. Konie choć upa­da­ją na mokrej zaora­nej zie­mi, doby­wa­ją wszyst­kich sił, aby jeźdź­com swo­im dać moż­ność dości­gnię­cia wro­ga. Zda się pościg zmie­ni się w klę­skę zupeł­ną bol­sze­wi­ków. Coraz bez­ład­niej­sze wiel­kie ich kupy ucho­dzą przed roz­hu­ka­nym, choć słab­szym liczeb­nie prze­ciw­ni­kiem”.(rtm.Br.Wojciechowski)

Sza­la zwy­cię­stwa kil­ka­krot­nie prze­chy­la­ła się w jed­ną i dru­gą stronę.

O losie przed­po­łu­dnio­wej czę­ści bitwy zde­cy­do­wa­ła pomoc puł­ków 6. Bry­ga­dy Jaz­dy, któ­re wkro­czy­ły do wal­ki o godz.11. Bol­sze­wi­cy widząc nowe siły i wie­dząc, że nie są w sta­nie wytrzy­mać dłuż­szej wal­ki zaczę­li wyco­fy­wać się z pla­cu boju na pół­noc. Rtm.Tadeusz Komo­row­ski wraz z 12.P.U.Podolskich, odcią­żył pra­we skrzy­dło 7. Bry­ga­dy Jaz­dy. Zasko­cze­nie tym nie­spo­dzie­wa­nym ude­rze­niem było tak wiel­kie, że prze­ciw­nik nie pró­bo­wał sta­wiać opo­ru, wyco­fu­jąc się.

“Z obło­ków wynu­rzy­ło się słoń­ce. W jego bla­skach jak łan maków zakwi­tły czer­wo­ne oto­ki Kre­cho­wia­ków. 1.p.uł. roz­wi­nię­ty w ławę zbli­żał się szyb­ko mia­ro­wym, spo­koj­nym galo­pem, za nim widać było żół­te linie Jazło­wia­ków. Jak nawał­ni­ca wpa­dli na pole bitwy, po któ­rym krę­ci­ły się jesz­cze róż­ne oddzia­ły prze­ciw­ni­ka, nie­zde­cy­do­wa­ne, co ze sobą począć. Prze­szli jak hura­gan, zmia­ta­jąc wszyst­ko po dro­dze.”(T.Machalski).

Wkro­cze­nie 6. Bry­ga­dy dało dywi­zji peł­nię zwycięstwa.
Sani­ta­riu­sze przy­stą­pi­li do zbie­ra­nia ran­nych i zabi­tych. Kil­ku­dzie­się­ciu uła­nów zabi­tych, bądź ran­nych uby­ło z sze­re­gów. Stra­ty w koniach były jesz­cze liczniejsze.

O godzi­nie 11:30 zakoń­czy­ła się poran­na część bitwy. Puł­ki sku­pi­ły się na odpo­czyn­ku na pół­noc od Woli­cy Śnia­tyc­kiej. Nie­zwy­kłym zja­wi­skiem tej bitwy była prze­rwa na obiad.

“Zbli­żał się wie­czór. Roz­kaz odmar­szu na wio­skę Dub, ku wscho­do­wi. (…) Nagle z lasów poło­żo­nych na pół­noc­ny zachód od Woli­cy Śnia­tyc­kiej poczę­ły docho­dzić poje­dyn­cze strza­ły”.(…) Całe przed­po­łu­dnio­we pole wal­ki zaro­iło się na nowo chma­ra­mi jeźdź­ców. W pur­pu­ro­wych bla­skach zacho­dzą­ce­go słoń­ca zaczę­ły wyła­niać się jeden po dru­gim szwa­dro­ny i puł­ki kozac­kie, rysu­jąc się jak ciem­ne pla­my na tle zagaj­ni­ków. Słoń­ce już było nisko, a z lasów jak z wor­ka wysy­py­wa­ły się bez prze­rwy coraz to nowe oddzia­ły. Ogrom­ne tuma­ny kurzu, wzbi­ja­jąc się w górę ‚wkrót­ce prze­sło­ni­ły wszyst­ko, zakry­wa­jąc las, nie­bo i cały hory­zont. Tyl­ko głu­chy pomruk, prze­mie­nia­ją­cy się w mia­rę zbli­ża­nia w prze­raż­li­wy wrzask, świad­czył o wiel­ko­ści mas, przy­go­to­wu­ją­cych się pod zasło­ną kurza­wy do decy­du­ją­ce­go ude­rze­nia. Cała ta nawa­ła zbli­ża­ła się coraz bar­dziej. W ostat­nich bla­skach zacho­dzą­ce­go słoń­ca migo­ta­ły krzy­we sza­ble, łopo­ta­ły czer­wo­ne cho­rą­gwie, a groź­ne krzy­ki i dzi­kie wycia roz­dzie­ra­ły powie­trze. Obraz mro­żą­cy krew w żyłach. Nie było inne­go wyj­ścia jak tyl­ko zawró­cić całą bry­ga­dę i szar­żo­wać.(…) Zacie­śnia­ją się ułań­skie sze­re­gi. Pada roz­kaz majo­ra Dem­biń­skie­go: Do szar­ży! “(rtm.Br.Wojciechowski).

Dowód­ca bry­ga­dy płk Hen­ryk Brze­zow­ski rela­cjo­nu­je-“Major Dem­biń­ski prze­szedł z linii kolumn w luź­ny szyk. Idzie sze­ro­kim fron­tem, spo­koj­nym kłu­sem, wiem, że roz­myśl­nie sza­nu­je swo­je zmę­czo­ne konie, by w ostat­niej fazie szar­ży wszyst­ko z nich wydo­być. Widzę jak pędzą taczan­ki przed linią, roz­po­zna­jąc na jed­nej por.Czarnotę.(…) 9.Pułk Uła­nów rusza do szar­ży. Wszy­scy wie­my, że pułk, któ­ry rano stra­cił sze­ściu ofi­ce­rów i oko­ło 100 uła­nów to garst­ka zmę­czo­nych ludzi i nie może powstrzy­mać takiej nawa­ły. Poszli do tej szar­ży, bo honor żoł­nier­ski tak im naka­zy­wał. (…) Ostat­nią naszą nadzie­ję pokła­da­li­śmy w 8.Pułku Uła­nów, któ­ry już podchodził.

Dowód­ca puł­ku rtm.Kornel Krze­czu­no­wicz wspo­mi­nał-“Jecha­łem napraw­dę z duszą na ramie­niu. Wie­dzia­łem, że jestem ostat­nim zwar­tym oddzia­łem zdol­nym do zatrzy­ma­nia nie­przy­ja­cie­la. Wie­dzia­łem rów­nież, że moje nie­po­wo­dze­nie ozna­cza tutaj znie­sie­nie całej naszej dywi­zji, wci­śnię­cie nas w te same bagna, któ­re mia­ły zamknąć Budion­ne­mu jego dro­gę odwro­tu. Na kil­ka­dzie­siąt metrów od fron­tu nie­przy­ja­ciel­skie­go wyda­łem strasz­li­wie skró­co­ną komendę:

Rozwinięty…Galopem…Hurra!(…) Roz­po­czę­ła się krwa­wa pra­ca mię­śni. Od tej chwi­li już pamię­tam nie­wie­le.(…) Wszyst­ko dołą­cza do 8.Pułku Uła­nów, wszy­scy wycią­gnę­li sza­ble i pisto­le­ty: sztab Dywi­zji i sztab Bry­ga­dy; mały oddział 1.Pułku Uła­nów, liczą­cy może 30 jeźdź­ców.(…) Tej nie­zwy­kle sil­nej szar­ży nie wytrzy­mał nie­przy­ja­ciel. Przy­jął ją sal­wą z pisto­le­tów, led­wie dosły­szal­ną wśród naszych grom­kich “hur­ra” i natych­miast podał tyły.
Ude­rze­nie naj­sil­niej­szej 6.Dywizji Budion­ne­go (3.tys.jeźdźców) zosta­ło odpar­te. Poko­na­ni bol­sze­wi­cy rzu­ci­li się do ucieczki. 

Trę­ba­cze zagra­li zbiór­kę, a szwa­dro­ny zebra­ły się wśród chat Woli­cy Śnia­tyc­kiej. Arty­le­ria prze­rwa­ła ogień, tyl­ko z lasów cze­śnic­kich docho­dzi­ły odgło­sy km-ów bol­sze­wic­kich, któ­re strze­la­ły jak­by chcia­ły zazna­czyć, że jesz­cze nie ode­szły. Pozo­sta­wio­ne licz­ne wozy tabo­ro­we, duże ilo­ści sprzę­tu wojen­ne­go, kara­bi­ny maszy­no­we i dzia­ła prze­ję­te zosta­ły przez Pola­ków.(…) Popłoch sta­wał się coraz więk­szy.(…) Wozy prze­wra­ca­ły się, woź­ni­ce odci­na­li postron­ki i pędzi­li kon­no cwa­łem ku prze­pra­wie. Całe mro­wie koni i ludzi roz­bie­gło się w pra­wo i lewo dro­gi po przy­le­głych polach”. (płk J.Rómmel)

Według N.Daviesa w bitwie pole­gło 1500 bol­sze­wi­ków. Zgi­nę­ło kil­ku dowód­ców bry­gad i 12 komisarzy.

Zebra­nym puł­kom pol­skim, za oka­za­ne w bitwie męstwo podzię­ko­wał dowód­ca 1.Dywizji Jaz­dy płk J.Rómmel. Po jego wyjeź­dzie pozwo­lo­no uła­nom zsiąść z koni. Wza­jem­nym opo­wia­da­niom nie było końca.

“Roz­ma­wia­no cicho o minio­nych chwi­lach gro­zy, o ran­nych i pole­głych kole­gach, o koniach, któ­re poko­tem kry­ły miej­sce cało­dnio­we­go boju. Wszy­scy byli wyczer­pa­ni i u kre­su sił. Nie­je­den ułan opła­ki­wał śmierć kole­gi lub wier­ne­go towa­rzy­sza wal­ki-konia. Cza­sem suchy strzał ozna­czał koniec ran­ne­go koń­skie­go przy­ja­cie­la”.(rtm.Br.Wojciechowski)

“A kie­dy ostat­nich zmar­łych odda­wa­li­śmy zie­mi, słoń­ce nie wia­do­mo skąd nagle, nie z zacho­du, lecz jak­by spo­za świa­ta syp­nę­ło na mogi­łę pro­mie­nia­mi. Nie dla żywych, nie dla zwy­cięstw Bóg je wstrzy­mał, tyl­ko na tę chwi­lę pogrze­bu.”(Boh­dan Urbankowski)

Nad­cho­dzą­ca noc przy­nio­sła spo­kój, pust­kę i koją­cą ciszę a ogrom­na tar­cza księ­ży­ca roz­la­ła swe świa­tło na pola i gaje, na któ­rych odby­wa­ły się cały dzień tak gorą­ce zma­ga­nia tysię­cy ludzi. ”Zwy­cię­stwo Pola­ków oku­pio­ne zosta­ło duży­mi stra­ta­mi wśród ludzi i koni. Tuż po bitwie w zagłę­bie­niach tere­nu powsta­ły małe jezior­ka z prze­la­nej krwi. Na polach Woli­cy Śnia­tyc­kiej poległ naj­pięk­niej­szy kwiat puł­ków pol­skich, roz­mi­ło­wa­ny w swej sza­bli, wycho­wa­ny od koleb­ki na wzor­cach dziel­nych przod­ków, w głę­bo­ko patrio­tycz­nej atmos­fe­rze domów.

W bitwie pod Koma­ro­wem 1.Dywizja Jaz­dy stra­ci­ła prze­szło 300 ludzi zabi­tych bądź ran­nych oraz 500 koni. Bój na polach Woli­cy Śnia­tyc­kiej był zakoń­cze­niem cięż­kich zma­gań kawa­le­rii pol­skiej pod­czas dłu­gich mie­się­cy nie­po­wo­dzeń, spo­wo­do­wa­nych głów­nie przez 1. Armię Kon­ną Sie­mio­na Budionnego.

W cza­sach komu­ni­zmu zacie­ra­no bar­dzo dokład­nie śla­dy bitwy pod Koma­ro­wem, któ­ra przez dzie­siąt­ki lat upo­mi­na­ła się o należ­ną jej ran­gę w histo­rii Pol­ski. Jedy­nie na emi­gra­cji uczest­ni­cy bitwy wspo­mi­na­li swój udział w naj­więk­szej kawa­le­ryj­skiej bitwie w dzie­jach naszej Ojczy­zny i Euro­py, któ­ra w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym była dla nich i dla wszyst­kich Pola­ków “histo­rycz­ną świę­to­ścią”. W latach 30-tych XX w. na Wawe­lu powstać mia­ła Sala Kawa­le­rii, w któ­rej obok urn z zie­mią spod Grun­wal­du, Cho­ci­mia, Kir­chol­mu, Wied­nia i Som­mo­sier­ry — zna­leźć się mia­ła urna z zie­mią spod Komarowa.

TESTAMENT POLSKICH KAWALERZYSTÓW

W 1936 r. z ini­cja­ty­wy uczest­ni­ków bitwy pod Koma­ro­wem powstał Komi­tet Budo­wy Pomni­ka Chwa­ły Kawa­le­rii i Arty­le­rii Kon­nej. Pomnik sta­nąć miał w miej­scu naj­krwaw­szych walk. Kon­kurs na pro­jekt wygrał inż. archi­tekt Borys Zin­ser­ling. Kil­ku­na­sto­me­tro­we skrzy­dła husar­skie skie­ro­wa­ne na wschód mia­ły ostrze­gać przed odwiecz­nym wro­giem Pola­ków. Nie­ste­ty wybuch II Woj­ny Świa­to­wej prze­kre­ślił wszyst­kie plany.

Pol­skie tra­dy­cje kawa­le­ryj­skie prze­ję­ły jed­nost­ki pan­cer­ne gen.Stanisława Macz­ka oraz 2 Kor­pus gen.Władysława Ander­sa. W for­ma­cjach tych kawa­le­rzy­ści z wiel­kim bólem musie­li zamie­nić konie na woj­sko­we cię­ża­rów­ki oraz czoł­gi. Po woj­nie wie­lu z nich musia­ło wybrać uchodź­czy los. Legen­da naszej kawa­le­rii mia­ła wiel­kie zna­cze­nie dla pol­skie­go patrio­ty­zmu. Zwią­za­na była ści­śle z dzie­ja­mi naszej Ojczyzny.

ZWIĄZEK KAWALERZYSTÓW I ARTYLERZYSTÓW KONNYCH 

W AMERYCE PÓŁNOCNEJ

Ducha pol­skiej kawa­le­rii sta­ran­nie pie­lę­gno­wa­no w Ame­ry­ce Pół­noc­nej, w Związ­ku Kawa­le­rzy­stów i Arty­le­rzy­stów Kon­nych. Ostat­nim pre­ze­sem tego związ­ku był żoł­nierz 2 Kor­pu­su gen.Władysława Ander­sa, rot­mistrz kawa­le­rii 1.Pułku Uła­nów Kre­cho­wiec­kich Zbi­gniew Kor­win-Kuczyń­ski. Bitwa pod Koma­ro­wem ma rów­nież akcen­ty polo­nij­ne. Żyli wsród Polo­nii kana­dyj­skiej wybit­ni gene­ra­ło­wie: Sta­ni­sław Bobrow­ski i Anto­ni Szyl­ling- uczest­ni­cy bitwy pod Koma­ro­wem z 31 sierp­nia 1920 roku, któ­rych żoł­nier­ski los połą­czył w wal­ce z bol­sze­wi­ka­mi w 13.Dywizji Pie­cho­ty, wspie­ra­ją­cej dzia­ła­nia kawa­le­rzy­stów. W skład tej dywi­zji weszli rów­nież żoł­nie­rze z Błę­kit­nej Armii gen.Józefa Hal­le­ra. Po roz­wią­za­niu tej jed­nost­ki nie wszy­scy żoł­nie­rze powró­ci­li do Ame­ry­ki Płn. Ponad 4 tys.żołnierzy wstą­pi­ło do róż­nych for­ma­cji Woj­ska Pol­skie­go. Po Cudzie nad Wisłą wie­lu żoł­nie­rzy podą­ża­ło na połu­dnio­wy wschód Pol­ski w kie­run­ku Zamo­ścia, by wal­czyć jesz­cze z bar­dzo sil­ną i groź­ną Armią Sie­mio­na Budionnego.

Dzię­ki wspo­mnie­niom pisa­nym na emi­gra­cji mogli­śmy dowie­dzieć się o przed­wo­jen­nych pla­nach budo­wy pomni­ka Chwa­ły Kawa­le­rii i Arty­le­rii Kon­nej, któ­ry miał być sym­bo­lem Chwa­ły Pol­skie­go Orę­ża. Z ini­cja­ty­wy pasjo­na­tów histo­rii z Koma­ro­wa na zamojsz­czyź­nie — w 2006 r. powsta­ło sto­wa­rzy­sze­nie Bitwa pod Koma­ro­wem. W 2007 roku uda­ło się odna­leźć przed­wo­jen­ny pro­jekt pomni­ka. Po licz­nych kon­sul­ta­cjach m.in.z pro­fe­so­rem Wik­to­rem Zinem, sto­wa­rzy­sze­nie pod­ję­ło się budo­wy pomni­ka, by speł­nić testa­ment pozo­sta­wio­ny przez pol­skich kawa­le­rzy­stów, zgod­nie z ich życze­niem. Po otrzy­ma­niu pozwo­le­nia na budo­wę-od roku 2018 roz­po­czę­to zbiór­kę fun­du­szy na ten szczyt­ny cel.
“Na łagod­nym fali­stym tere­nie , nie­co na pół­noc od mia­stecz­ka Koma­rów , miał sta­nąć pomnik Pol­skiej Jaz­dy, jako wyraz sła­wy nasze­go orę­ża. U prze­ło­mu naszej kam­pa­nii wol­no­ścio­wej z 1920 roku roze­gra­no tam bitwę jakich mało-wiel­ką bitwę kawa­le­rii.”(Gen.A.Pragłowski,1962r.).

“Bitwę koma­row­ską mamy pra­wo uwa­żać za sym­bol tra­dy­cyj­nej wyż­szo­ści pol­skie­go ducha kawa­le­ryj­skie­go. Jeże­li dziś z żalem opła­ku­je­my zapo­mnia­ne­go towa­rzy­sza bro­ni ‑konia, to wca­le nie zna­czy, abym choć na chwi­lę dopu­ścił myśl, że wraz z koniem znik­nąć może i nasz duch kawa­le­ryj­ski. Prze­ciw­nie chcę powie­dzieć, że duch ten żyć musi, bo jest nieśmiertelny!”-Kornel Krze­czu­no­wicz, dowód­ca 8.Pułku Uła­nów ks.Józefa Ponia­tow­skie­go w bitwie pod Koma­ro­wem, w któ­rej pro­wa­dził ostat­nią, a zara­zem zwy­cię­ską szar­żę, pra­cow­nik Radia Wol­na Euro­pa, autor wie­lu publi­ka­cji o tema­ty­ce kawaleryjskiej.

Ini­cja­ty­wa budo­wy pomni­ka otrzy­ma­ła wspar­cie od naj­waż­niej­szych insty­tu­cji rządowych.
W STULECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ PREZYDENT ANDRZEJ DUDA OBJĄŁ PATRONATEM NARODOWYM OBCHODY 100 ROCZNICY BITWY POD KOMAROWEM POŁĄCZONEJ ZE ŚWIĘTEM KAWALERII POLSKIEJ. GŁÓWNE OBCHODY ODBĘDĄ SIĘ 30 SIERPNIA 2020 ROKU W WOLICY ŚNIATYCKIEJ — GMINA KOMARÓW-OSADA

Zwra­ca­my się do Pań­stwa z proś­bą o wspar­cie zbiór­ki pie­nięż­nej na budo­wę pomni­ka Chwa­ły Kawa­le­rii i Arty­le­rii Kon­nej w Woli­cy Śnia­tyc­kiej i wspól­ną reali­za­cję przed­wo­jen­ne­go testa­men­tu Tych, któ­rzy z sza­blą w dło­ni wal­czy­li o gra­ni­ce i nie­pod­le­głość Naj­ja­śniej­szej Rzeczypospolitej .

Anna Woj­da-współ­za­ło­ży­ciel­ka Sto­wa­rzy­sze­nia-Bitwa pod Koma­ro­wem, autor książki

“W bla­sku zacho­dzą­ce­go słoń­ca. Bitwa pod Koma­ro­wem 1920 roku.”,

vice-pre­si­dent pol­sko-kana­dyj­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia-Pamięć i Prawda

WPŁAT NA BUDOWĘ POMNIKA MOŻNA DOKONAĆ NA KONTO(konto złotówkowe)
Sto­wa­rzy­sze­nie Bitwa pod Komarowem
Krzy­wy­stok-Kolo­nia 15
22–435 Koma­rów ‑Osa­da
woj.lubelskie

PKO PPLPW PL 67 1240 2816 1111 0010 3469 8856 z dopi­skiem — wpła­ta na rzecz budo­wy pomni­ka CHWAŁY KAWALERII I ARTYLERII KONNEJ W WOLICY ŚNIATYCKIEJ