Zwycięstwo było nam pisane

Jeżeli uchem przypadniemy do polskiej ziemi, zewsząd dojdzie nas tętent kopyt końskich a ziemia cała, jak Polska długa i szeroka, dudnić będzie pod tupotem ustawicznych szarż. Jeżeli wytężymy słuch, dojdzie nas z oddali groźny poszum skrzydeł husarii, przed którym przeciwnik drętwiał ze strachu.

Zwycięstwo odniesione w Bitwie Warszawskiej nie zakończyło wojny polsko bolszewickiej. Na sowieckim Froncie Południowo-Zachodnim toczyły się krwawe i zacięte walki z 1.Armią Konną Siemiona Budionnego, która wśród ludności cywilnej i wojska wzbudzała paraliżujący strach. Pogromy niewinnej ludności, okrutne traktowanie i zabijanie polskich jeńców, grabieże, palenie wszystkiego po drodze to metody walki tej armii. Swą liczebnością, a także specyficznym sposobem walki bez trudu przełamała polski front. “Od 14 sierpnia Konarmia Budionnego przechodzi pod rozkazy Tuchaczewskiego i dostaje bezzwłocznie instrukcję, nakazującą jej zmianę kierunku na Lublin, celem współdziałania z siłami głównymi na południu od Warszawy. Ale miraż zdobycia Lwowa jest zbyt silny. Jego urzeczywistnienie wydaje się być bliskie i łatwo uchwytne.(…)Ponawia więc swe wysiłki na Lwów; natrafia jednak na stanowczy opór; nie zdobywa Lwowa i traci ponadto parę dni czasu.”(A.Pragłowski)

Po nieudanej próbie zdobycia Lwowa, mocno spóźniona Konarmia wyruszyła w kierunku Zamościa i Lublina, idąc z odsieczą wycofującym się spod Warszawy wojskom Tuchaczewskiego. Zamość już wcześniej znalazł się w strategicznych planach Józefa Piłsudskiego. Był tym punktem oporu, który miał przynieść dokończenie operacji warszawskiej. Po trzech dniach oblężenia miasta, bohaterska załoga Zamościa, odparła atak bolszewików. Budionny czuł pogarszającą się sytuację. Zdał sobie sprawę z okrążenia swojej armii, planując jej odwrót na wschód oraz przeprawę przez rzekę Huczwę.
Polskie dowództwo bardzo zaniepokojone szybkim marszem Budionnego, postanowiło wzmocnić nowymi formacjami siły 3.Armii, operującej nad Bugiem. Zadanie przechwycenia i rozbicia 1.Armii Konnej otrzymała specjalnie utworzona w dniu 24 sierpnia 1920 roku Grupa Operacyjna gen. Stanisława Hallera, złożona z 1.Dywizji Jazdy płk.Juliusza Rómmla oraz 13.Dywizji Piechoty. Obrona Zamościa pozwoliła na doścignięcie bolszewików.
1.Dywizja Jazdy liczyła dwie brygady – 6.Brygadę Jazdy płk.Konstantego Plisowskiego (1.Pułk Ułanów Krechowieckich, 12.Pułk Ułanów Podolskich, 14.Pułk Ułanów Jazłowieckich) oraz 7.Brygadę Jazdy płk.Henryka Brzezowskiego (2.Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich, 8.Pułk Ułanów ks. Józefa Poniatowskiego, 9.Pułk Ułanów Małopolskich). W skład artylerii dywizyjnej weszły baterie 1. ,3., i
6.Dywizjonu Artylerii Konnej.
Wczesnym rankiem 31 sierpnia 1920 roku pod Komarowem, 1. Dywizja Jazdy weszła w bezpośredni kontakt z bolszewikami, rozpoczynając wielką, kawaleryjską bitwę z ponad 4-krotnie przeważającymi siłami wroga.
Sześć tysięcy wojsk Budionnego starło się z 1,5 tys. polskich kawalerzystów. Duże różnice były również w uzbrojeniu.

NAJWIĘKSZA KAWALERYJSKA BITWA W DZIEJACH POLSKI I EUROPY

“Ten żołnierski wysiłek nadludzki Wy swym dzieciom w kolebkach przekażcie”-E.Słoński

Całodniowy bój pod Komarowem zapisał się w historii Polski, jako jeden z największych epizodów militarnych w kampanii 1920 roku. Toczył się wśród pędu galopujących koni, brzęku uprzęży, szczęku szabel i głośnego huku dział artyleryjskich.
Dziesiątki szarż, czas walki wręcz, zażartość i zmienność sytuacji stawiają bitwę w panteonie największych i najciekawszych bitew kawaleryjskich.

31 sierpnia 1920 roku ludność Komarowa i okolic stanęła w obliczu nieuchronnej bitwy z bolszewikami. ”Ludność witała nas z oznakami wielkiej radości i dziwną rzewnością. Przypominam sobie dokładnie kilku starych wieśniaków, którzy widząc nadciągające wojsko polskie klękali na nasz widok, modląc się do Najwyższego o zwycięstwo dla swoich. Ksiądz prowadził procesję wokoło kościoła i monstrancją w ręku błogosławił przeciągającemu wojsku. Zdejmowaliśmy pobożnie czapki, a na sercu robiło się raźniej. Nigdzie więcej nie spotkałem takiej szczerej i serdecznej przychylności dla żołnierza, jak w tych stronach. Żaden ułan i koń nie opuścił głodny ich gościnnych progów, a co ważniejsze, unosił ze sobą cząstkę ich serca i świadomości, że walczy za wielką i sprawiedliwą sprawę.”(Mjr Stefan Dembiński d-ca 9.p.u).

Rozkaz do rozpoczęcia bitwy odebrał adiutant dowódcy 7.B.J rtm.Witold Morawski. Płk Henryk Brzezowski relacjonował: “Po przeczytaniu tego rozkazu jasne mi było, że muszę działać samodzielnie i jak najszybciej, nie czekając rozkazów dywizji. Nakazałem więc zebrać się w alarmie na zachodnim wyjściu z Komarowa, zaś dowódcy dywizji płk. Rómmlowi przekazałem rozkaz gen. Hallera z meldunkiem, że 7.Brygada rozpocznie samodzielnie akcję wyznaczoną tym rozkazem. Po zorientowaniu się w terenie i przestudiowaniu mapy wiedziałem, że muszę jak najprędzej zająć wzgórze 255, na północ od Wolicy Śniatyckiej”.

W kierunku Wolicy Śniatyckiej ruszyły dwa pułki – 2.Pułk Szwoleżerów oraz 8.Pułk Ułanów. Na południe od Ruszczyzny stanowiska zajęła artyleria. Zaledwie czoło kolumny wysunęło się na północ do zachodniego krańca Wolicy Śniatyckiej, otrzymano pochodzący z kierunku Cześnik ogień bolszewickiej artylerii. Po otrzymaniu pierwszych meldunków od podjazdów mjr R. Rupp wraz z 2.P.Szwoleżerów ruszył do szarży. Płk H. Brzezowski wspominał:
„Patrole szwoleżerów nie doszły jeszcze do szczytu góry, kiedy nagle ukazały się na horyzoncie duże masy kawalerii: pędziły one w kierunku południowozachodnim. Dopiero po chwili masa ta rozdzieliła się na duże kolumny, z których jedna skierowała się wprost na południe na 2 Pułk Szwoleżerów. Druga pędziła na Bródek. Cała moja uwaga skierowana była na masę, która z góry waliła na szwoleżerów. Widziałem, że pułk ten tak potężnego uderzenia wytrzymać nie jest w stanie i że będzie w krótkim czasie z dużymi stratami zepchnięty na Wolicę Śniatycką, a może nawet zawahać się i nawróci przed szarżą. A jednak ta szczupła garstka szwoleżerów ani na moment się nie zawahała: słyszę ich zdecydowany okrzyk „hurra” i już tworzy się jedna skłębiona masa – walka wręcz się rozpoczęła. Pozostały mi jeszcze dwa szwadrony liniowe i szwadron k.m. 8 Pułku Ułanów. W tym tak krytycznym momencie podjeżdża do mnie galopem major Dembiński, dca 9 Pułku Ułanów, melduje swoje przybycie z pułkiem. Nocował w Tyszowcach, od godz. 5 jest w marszu i przebył już 20 km. Pokazuję mu, co się dzieje na wzgórzu i daję rozkaz do szarży. Major Dembiński galopem podjeżdża do swojego pułku, widać jak w galopie wyjeżdżają taczanki, a za nimi szykuje się pułk do natarcia. Obawiam się, że szwoleżerowie nie wytrzymają aż do przybycia 9 Pułku Ułanów i śledzę wciąż marsz tego pułku, a chociaż ułani szybko się posuwają, mam wrażenie, że trwa to bez końca. 2 Pułk Szwoleżerów wytrzymał. Szarżował raz po raz i podtrzymywał walkę konną z niezwykłym męstwem nie ustępując terenu.(…) W chwilę póżniej brawurową szarżą, wspartą ogniem karabinów maszynowych oraz baterii brygady 9.Pułk Ułanów złamał opór przeciwnika.”

Zdecydowane i silne uderzenie pułków 7.Brygady przyniosło powodzenie. Prosto z kolumny marszowej ruszyli ułani bez namysłu do szarży, wpadając w zwartym szyku na skłębione oddziały bolszewików. Zaskoczenie było duże. Gromady jeźdźców wyrywały się co sił w koniach, porywając za sobą sąsiednie oddziały.

W momencie kiedy szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę polską, nowe masy bolszewików ruszyły do natarcia. Ciężar walk przeniósł się na pola Wolicy Śniatyckiej.(…) Linie falowały nieustannie. Bolszewicy coraz bardziej atakowali. Szeregi polskie zwierały się coraz bardziej, zaczęło brakować przestrzeni, konie nie dawały się już poderwać do galopu”. “Zawahały się szeregi bolszewickie, zamarł krzyk przeraźliwy, który przechodził już w nutę zwycięstwa. A kiedy oba szwadrony, nie zważając na przewagę liczebną rozsypanych na polu nieprzyjaciół, wbijają się między nich klinem – zawracają bolszewicy w pośpiesznej ucieczce ku Cześnikom. Mimo zmęczenia poprzednich dni pędzą za nimi nasi ułani. Już dopadają pojedynczych grupek nieprzyjaciół, sieką, biją, rąbią. Konie choć upadają na mokrej zaoranej ziemi, dobywają wszystkich sił, aby jeźdźcom swoim dać możność doścignięcia wroga. Zda się pościg zmieni się w klęskę zupełną bolszewików. Coraz bezładniejsze wielkie ich kupy uchodzą przed rozhukanym, choć słabszym liczebnie przeciwnikiem”.(rtm.Br.Wojciechowski)

Szala zwycięstwa kilkakrotnie przechylała się w jedną i drugą stronę.

O losie przedpołudniowej części bitwy zdecydowała pomoc pułków 6. Brygady Jazdy, które wkroczyły do walki o godz.11. Bolszewicy widząc nowe siły i wiedząc, że nie są w stanie wytrzymać dłuższej walki zaczęli wycofywać się z placu boju na północ. Rtm.Tadeusz Komorowski wraz z 12.P.U.Podolskich, odciążył prawe skrzydło 7. Brygady Jazdy. Zaskoczenie tym niespodziewanym uderzeniem było tak wielkie, że przeciwnik nie próbował stawiać oporu, wycofując się.

“Z obłoków wynurzyło się słońce. W jego blaskach jak łan maków zakwitły czerwone otoki Krechowiaków. 1.p.uł. rozwinięty w ławę zbliżał się szybko miarowym, spokojnym galopem, za nim widać było żółte linie Jazłowiaków. Jak nawałnica wpadli na pole bitwy, po którym kręciły się jeszcze różne oddziały przeciwnika, niezdecydowane, co ze sobą począć. Przeszli jak huragan, zmiatając wszystko po drodze.”(T.Machalski).

Wkroczenie 6. Brygady dało dywizji pełnię zwycięstwa.
Sanitariusze przystąpili do zbierania rannych i zabitych. Kilkudziesięciu ułanów zabitych, bądź rannych ubyło z szeregów. Straty w koniach były jeszcze liczniejsze.

O godzinie 11:30 zakończyła się poranna część bitwy. Pułki skupiły się na odpoczynku na północ od Wolicy Śniatyckiej. Niezwykłym zjawiskiem tej bitwy była przerwa na obiad.

“Zbliżał się wieczór. Rozkaz odmarszu na wioskę Dub, ku wschodowi. (…) Nagle z lasów położonych na północny zachód od Wolicy Śniatyckiej poczęły dochodzić pojedyncze strzały”.(…) Całe przedpołudniowe pole walki zaroiło się na nowo chmarami jeźdźców. W purpurowych blaskach zachodzącego słońca zaczęły wyłaniać się jeden po drugim szwadrony i pułki kozackie, rysując się jak ciemne plamy na tle zagajników. Słońce już było nisko, a z lasów jak z worka wysypywały się bez przerwy coraz to nowe oddziały. Ogromne tumany kurzu, wzbijając się w górę ,wkrótce przesłoniły wszystko, zakrywając las, niebo i cały horyzont. Tylko głuchy pomruk, przemieniający się w miarę zbliżania w przerażliwy wrzask, świadczył o wielkości mas, przygotowujących się pod zasłoną kurzawy do decydującego uderzenia. Cała ta nawała zbliżała się coraz bardziej. W ostatnich blaskach zachodzącego słońca migotały krzywe szable, łopotały czerwone chorągwie, a groźne krzyki i dzikie wycia rozdzierały powietrze. Obraz mrożący krew w żyłach. Nie było innego wyjścia jak tylko zawrócić całą brygadę i szarżować.(…) Zacieśniają się ułańskie szeregi. Pada rozkaz majora Dembińskiego: Do szarży! “(rtm.Br.Wojciechowski).

Dowódca brygady płk Henryk Brzezowski relacjonuje-“Major Dembiński przeszedł z linii kolumn w luźny szyk. Idzie szerokim frontem, spokojnym kłusem, wiem, że rozmyślnie szanuje swoje zmęczone konie, by w ostatniej fazie szarży wszystko z nich wydobyć. Widzę jak pędzą taczanki przed linią, rozpoznając na jednej por.Czarnotę.(…) 9.Pułk Ułanów rusza do szarży. Wszyscy wiemy, że pułk, który rano stracił sześciu oficerów i około 100 ułanów to garstka zmęczonych ludzi i nie może powstrzymać takiej nawały. Poszli do tej szarży, bo honor żołnierski tak im nakazywał. (…) Ostatnią naszą nadzieję pokładaliśmy w 8.Pułku Ułanów, który już podchodził.

Dowódca pułku rtm.Kornel Krzeczunowicz wspominał-“Jechałem naprawdę z duszą na ramieniu. Wiedziałem, że jestem ostatnim zwartym oddziałem zdolnym do zatrzymania nieprzyjaciela. Wiedziałem również, że moje niepowodzenie oznacza tutaj zniesienie całej naszej dywizji, wciśnięcie nas w te same bagna, które miały zamknąć Budionnemu jego drogę odwrotu. Na kilkadziesiąt metrów od frontu nieprzyjacielskiego wydałem straszliwie skróconą komendę:

Rozwinięty…Galopem…Hurra!(…) Rozpoczęła się krwawa praca mięśni. Od tej chwili już pamiętam niewiele.(…) Wszystko dołącza do 8.Pułku Ułanów, wszyscy wyciągnęli szable i pistolety: sztab Dywizji i sztab Brygady; mały oddział 1.Pułku Ułanów, liczący może 30 jeźdźców.(…) Tej niezwykle silnej szarży nie wytrzymał nieprzyjaciel. Przyjął ją salwą z pistoletów, ledwie dosłyszalną wśród naszych gromkich “hurra” i natychmiast podał tyły.
Uderzenie najsilniejszej 6.Dywizji Budionnego (3.tys.jeźdźców) zostało odparte. Pokonani bolszewicy rzucili się do ucieczki.

Trębacze zagrali zbiórkę, a szwadrony zebrały się wśród chat Wolicy Śniatyckiej. Artyleria przerwała ogień, tylko z lasów cześnickich dochodziły odgłosy km-ów bolszewickich, które strzelały jakby chciały zaznaczyć, że jeszcze nie odeszły. Pozostawione liczne wozy taborowe, duże ilości sprzętu wojennego, karabiny maszynowe i działa przejęte zostały przez Polaków.(…) Popłoch stawał się coraz większy.(…) Wozy przewracały się, woźnice odcinali postronki i pędzili konno cwałem ku przeprawie. Całe mrowie koni i ludzi rozbiegło się w prawo i lewo drogi po przyległych polach”. (płk J.Rómmel)

Według N.Daviesa w bitwie poległo 1500 bolszewików. Zginęło kilku dowódców brygad i 12 komisarzy.

Zebranym pułkom polskim, za okazane w bitwie męstwo podziękował dowódca 1.Dywizji Jazdy płk J.Rómmel. Po jego wyjeździe pozwolono ułanom zsiąść z koni. Wzajemnym opowiadaniom nie było końca.

“Rozmawiano cicho o minionych chwilach grozy, o rannych i poległych kolegach, o koniach, które pokotem kryły miejsce całodniowego boju. Wszyscy byli wyczerpani i u kresu sił. Niejeden ułan opłakiwał śmierć kolegi lub wiernego towarzysza walki-konia. Czasem suchy strzał oznaczał koniec rannego końskiego przyjaciela”.(rtm.Br.Wojciechowski)

“A kiedy ostatnich zmarłych oddawaliśmy ziemi, słońce nie wiadomo skąd nagle, nie z zachodu, lecz jakby spoza świata sypnęło na mogiłę promieniami. Nie dla żywych, nie dla zwycięstw Bóg je wstrzymał, tylko na tę chwilę pogrzebu.”(Bohdan Urbankowski)

Nadchodząca noc przyniosła spokój, pustkę i kojącą ciszę a ogromna tarcza księżyca rozlała swe światło na pola i gaje, na których odbywały się cały dzień tak gorące zmagania tysięcy ludzi. ”Zwycięstwo Polaków okupione zostało dużymi stratami wśród ludzi i koni. Tuż po bitwie w zagłębieniach terenu powstały małe jeziorka z przelanej krwi. Na polach Wolicy Śniatyckiej poległ najpiękniejszy kwiat pułków polskich, rozmiłowany w swej szabli, wychowany od kolebki na wzorcach dzielnych przodków, w głęboko patriotycznej atmosferze domów.

W bitwie pod Komarowem 1.Dywizja Jazdy straciła przeszło 300 ludzi zabitych bądź rannych oraz 500 koni. Bój na polach Wolicy Śniatyckiej był zakończeniem ciężkich zmagań kawalerii polskiej podczas długich miesięcy niepowodzeń, spowodowanych głównie przez 1. Armię Konną Siemiona Budionnego.

W czasach komunizmu zacierano bardzo dokładnie ślady bitwy pod Komarowem, która przez dziesiątki lat upominała się o należną jej rangę w historii Polski. Jedynie na emigracji uczestnicy bitwy wspominali swój udział w największej kawaleryjskiej bitwie w dziejach naszej Ojczyzny i Europy, która w okresie międzywojennym była dla nich i dla wszystkich Polaków “historyczną świętością”. W latach 30-tych XX w. na Wawelu powstać miała Sala Kawalerii, w której obok urn z ziemią spod Grunwaldu, Chocimia, Kircholmu, Wiednia i Sommosierry – znaleźć się miała urna z ziemią spod Komarowa.

TESTAMENT POLSKICH KAWALERZYSTÓW

W 1936 r. z inicjatywy uczestników bitwy pod Komarowem powstał Komitet Budowy Pomnika Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej. Pomnik stanąć miał w miejscu najkrwawszych walk. Konkurs na projekt wygrał inż. architekt Borys Zinserling. Kilkunastometrowe skrzydła husarskie skierowane na wschód miały ostrzegać przed odwiecznym wrogiem Polaków. Niestety wybuch II Wojny Światowej przekreślił wszystkie plany.

Polskie tradycje kawaleryjskie przejęły jednostki pancerne gen.Stanisława Maczka oraz 2 Korpus gen.Władysława Andersa. W formacjach tych kawalerzyści z wielkim bólem musieli zamienić konie na wojskowe ciężarówki oraz czołgi. Po wojnie wielu z nich musiało wybrać uchodźczy los. Legenda naszej kawalerii miała wielkie znaczenie dla polskiego patriotyzmu. Związana była ściśle z dziejami naszej Ojczyzny.

ZWIĄZEK KAWALERZYSTÓW I ARTYLERZYSTÓW KONNYCH

W AMERYCE PÓŁNOCNEJ

Ducha polskiej kawalerii starannie pielęgnowano w Ameryce Północnej, w Związku Kawalerzystów i Artylerzystów Konnych. Ostatnim prezesem tego związku był żołnierz 2 Korpusu gen.Władysława Andersa, rotmistrz kawalerii 1.Pułku Ułanów Krechowieckich Zbigniew Korwin-Kuczyński. Bitwa pod Komarowem ma również akcenty polonijne. Żyli wsród Polonii kanadyjskiej wybitni generałowie: Stanisław Bobrowski i Antoni Szylling- uczestnicy bitwy pod Komarowem z 31 sierpnia 1920 roku, których żołnierski los połączył w walce z bolszewikami w 13.Dywizji Piechoty, wspierającej działania kawalerzystów. W skład tej dywizji weszli również żołnierze z Błękitnej Armii gen.Józefa Hallera. Po rozwiązaniu tej jednostki nie wszyscy żołnierze powrócili do Ameryki Płn. Ponad 4 tys.żołnierzy wstąpiło do różnych formacji Wojska Polskiego. Po Cudzie nad Wisłą wielu żołnierzy podążało na południowy wschód Polski w kierunku Zamościa, by walczyć jeszcze z bardzo silną i groźną Armią Siemiona Budionnego.

Dzięki wspomnieniom pisanym na emigracji mogliśmy dowiedzieć się o przedwojennych planach budowy pomnika Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej, który miał być symbolem Chwały Polskiego Oręża. Z inicjatywy pasjonatów historii z Komarowa na zamojszczyźnie – w 2006 r. powstało stowarzyszenie Bitwa pod Komarowem. W 2007 roku udało się odnaleźć przedwojenny projekt pomnika. Po licznych konsultacjach m.in.z profesorem Wiktorem Zinem, stowarzyszenie podjęło się budowy pomnika, by spełnić testament pozostawiony przez polskich kawalerzystów, zgodnie z ich życzeniem. Po otrzymaniu pozwolenia na budowę-od roku 2018 rozpoczęto zbiórkę funduszy na ten szczytny cel.
“Na łagodnym falistym terenie , nieco na północ od miasteczka Komarów , miał stanąć pomnik Polskiej Jazdy, jako wyraz sławy naszego oręża. U przełomu naszej kampanii wolnościowej z 1920 roku rozegrano tam bitwę jakich mało-wielką bitwę kawalerii.”(Gen.A.Pragłowski,1962r.).

“Bitwę komarowską mamy prawo uważać za symbol tradycyjnej wyższości polskiego ducha kawaleryjskiego. Jeżeli dziś z żalem opłakujemy zapomnianego towarzysza broni -konia, to wcale nie znaczy, abym choć na chwilę dopuścił myśl, że wraz z koniem zniknąć może i nasz duch kawaleryjski. Przeciwnie chcę powiedzieć, że duch ten żyć musi, bo jest nieśmiertelny!”-Kornel Krzeczunowicz, dowódca 8.Pułku Ułanów ks.Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Komarowem, w której prowadził ostatnią, a zarazem zwycięską szarżę, pracownik Radia Wolna Europa, autor wielu publikacji o tematyce kawaleryjskiej.

Inicjatywa budowy pomnika otrzymała wsparcie od najważniejszych instytucji rządowych.
W STULECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ PREZYDENT ANDRZEJ DUDA OBJĄŁ PATRONATEM NARODOWYM OBCHODY 100 ROCZNICY BITWY POD KOMAROWEM POŁĄCZONEJ ZE ŚWIĘTEM KAWALERII POLSKIEJ. GŁÓWNE OBCHODY ODBĘDĄ SIĘ 30 SIERPNIA 2020 ROKU W WOLICY ŚNIATYCKIEJ – GMINA KOMARÓW-OSADA

Zwracamy się do Państwa z prośbą o wsparcie zbiórki pieniężnej na budowę pomnika Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej w Wolicy Śniatyckiej i wspólną realizację przedwojennego testamentu Tych, którzy z szablą w dłoni walczyli o granice i niepodległość Najjaśniejszej Rzeczypospolitej .

Anna Wojda-współzałożycielka Stowarzyszenia-Bitwa pod Komarowem, autor książki

“W blasku zachodzącego słońca. Bitwa pod Komarowem 1920 roku.”,

vice-president polsko-kanadyjskiego Stowarzyszenia-Pamięć i Prawda

WPŁAT NA BUDOWĘ POMNIKA MOŻNA DOKONAĆ NA KONTO(konto złotówkowe)
Stowarzyszenie Bitwa pod Komarowem
Krzywystok-Kolonia 15
22-435 Komarów -Osada
woj.lubelskie

PKO PPLPW PL 67 1240 2816 1111 0010 3469 8856 z dopiskiem – wpłata na rzecz budowy pomnika CHWAŁY KAWALERII I ARTYLERII KONNEJ W WOLICY ŚNIATYCKIEJ