Patrząc na masowe protesty i strajki na Białorusi nasuwa się smutna refleksja, jak łatwo realne aspiracje ludzi wykorzystać do celów często sprzecznych z ich interesem, jak „mechanicznie” zaprzęga się społeczeństwa w rydwan geopolitycznych zmagań, jak przepuszcza przez „maszynkę do mięsa” słuszne pretensje i pragnienie poprawy losu, chęć zmiany.

Nacisk społeczny jest takim samym mechanizmem kreowania sytuacji z zewnątrz, jak inne; presja finansowa/kredytowa, groźby militarne, czy sankcje gospodarcze.

Jeśli nastroje społeczne zostaną odpowiednio przygotowane, a sytuacja przedstawiona jako „nie do zniesienia”, gdy w powszechnym przekonaniu społecznym wykreuje się wizję lepszego świata, który jest na wyciągnięcie ręki, tuż tuż, łatwy do osiągnięcia, jeśli tylko zastąpimy jednego polityka czy ich sitwę, innym, nowym i świeżym, pchniemy ludzi na barykady.

Co ciekawe, ludzie mają tendencję do reagowania na podburzanie, nie wtedy kiedy są przyciśnięci butem do ziemi, ale właśnie wówczas, gdy zaczyna się im poprawiać.

Geopolityczna gra o Białoruś to realna rozgrywka „dużych misiów”. W jej rezultacie układ w Europie Środkowo-wschodniej może się odmienić, przesunięciu ulec granice wpływów. Takie rzeczy nie dzieją się bez dużych tarć. W przypadku Białorusi ceną jest nie tylko jej strategiczne terytorium, ale również całkiem spory potencjał produkcyjny.

Wracając zaś do spragnionych normalności i poprawy bytu Białorusinów to niestety trzeba przyznać rację prezydentowi Łukaszence, który mówił o mięsie armatnim; właśnie takim mięsem armatnim byli młodzi Libijczycy czy liżący dzisiaj rany Ukraińcy. Wykorzystano ich charakterze żołnierzy cudzej wojny mamiąc pięknymi hasłami i obietnicami. Wyszło jednak, tak jak zawsze. Znamy to wszystko z historii, bo przecież najbardziej krwawe ofiary pochłaniała zawsze walka o wolność i pokój.

Czyż nie było tak również w przypadku nas, Polaków? Czy na nasze polskie wypadki nie powinniśmy również popatrzeć przez pryzmat tych dużych gier i zastanowić się na czyje konto graliśmy?

To nie jest przyjemna rzecz przyznać się po latach, że byliśmy pionkami przestawianymi cudzą ręką. Nie jest łatwo ocenić z perspektywy, tamte wspaniałe młodzieńcze porywy i zastanowić się jaki był efekt. Na czyje konto wówczas działaliśmy; jak nam się to wówczas wydawało, a jak okazało się po latach?

Może byłaby w tym jakaś nauka dla młodych Białorusinów.

Oczywiście,  tamte wypadki przedstawia się w kontekście dzisiejszej propagandy sukcesu; ale czy rzeczywiście rządzimy się w naszym kraju? Czy nikt nas nie okradł? Czy nie moglibyśmy być o wiele dalej, gdybyśmy nie byli przysiółkiem niemieckiej gospodarki; gdybyśmy nie zburzyli i dali sobie rozszabrować dorobku poprzednich pokoleń, lecz na nim budowali – jak potrafili to zrobić Chińczycy?  Oczywiście są to pytania z dziedziny politycznej fikcji, gdyż ówczesna świadomość społeczna Polaków na to nie pozwalała.

Podobnie dziś świadomość społeczna Białorusinów nie pozwala im dojrzeć w prawdziwej perspektywie gry, jaka toczy się wokół ich państwa, nie pozwala mądrze wybrać przyszłości dla swoich dzieci.

Andrzej Kumor