Od mar­ca powta­rzam, że wyeli­mi­no­wa­nie koro­na­wi­ru­sa jest nie­moż­li­we, jeże­li tak łatwo jest się nim zara­zić jak twier­dzą leka­rze. Trze­ba by meto­dą chiń­ską zaspa­wać ludziom drzwi w miesz­ka­niach na kil­ka tygo­dni oraz zamknąć gra­ni­cę i nie wpusz­czać do kra­ju niko­go, dopó­ki wirus nie zosta­nie zli­kwi­do­wa­ny na całym świe­cie. Jak łatwo zauwa­żyć, jest to waru­nek nie­moż­li­wy do speł­nie­nia. Nie stać nas na tak dłu­gi i ostry lock­down, nie może­my też zamknąć gra­nic na wie­le lat. Po kil­ku mie­sią­cach i powro­cie wzro­stu zacho­ro­wań ta teza wyda­je się już zupeł­nie oczywista.

Dla­te­go pytam się rzą­dzą­cych: jaki macie plan? Nic nie wska­zu­je na to, żeby wirus magicz­nie znik­nął. On z nami będzie i musi­my zacząć z nim nor­mal­nie żyć. Jeże­li wirus zwięk­szy trwa­le obło­że­nie szpi­ta­li, to trze­ba zain­we­sto­wać w wię­cej miejsc w szpi­ta­lach. Nie ma inne­go wyj­ścia. Obec­na meto­da jest po pro­stu nie­sku­tecz­na, potra­fi­my jedy­nie olbrzy­mim kosz­tem wypłasz­czać krzy­wą zacho­ro­wań w nie­skoń­czo­ność. Jeże­li waszym jedy­nym pla­nem jest zacze­kać kil­ka lat na szcze­pion­kę, a następ­nie przy­mu­so­wo zaszcze­pić całą popu­la­cję, z koniecz­no­ści nie­zbyt dobrze prze­ba­da­nym środ­kiem, to lepiej już, żeby­ście nie mie­li żad­ne­go planu.

Czy kto­kol­wiek tam na górze zada­je sobie kla­sycz­ne pyta­nie: co widać, a cze­go nie widać? Widzi­my sta­ty­sty­ki mówią­ce o set­kach zaka­żeń dzien­nie i kil­ku­na­stu zgo­nach. A cze­go nie widzi­my? We wszyst­kich szpi­ta­lach są dzi­siaj obec­nie tyl­ko 1974 oso­by z COVID. Na respi­ra­to­rach znaj­du­je się obec­nie 74 pacjen­tów. Za to na kwa­ran­tan­nie prze­by­wa już 105 tysię­cy osób i z każ­dym dniem ta licz­ba będzie rosnąć, z fatal­nym skut­kiem dla gospodarki.

Reklama

Jakość sys­te­mu ochro­ny zdro­wia zale­ży w spo­rej mie­rze od nakła­dów finan­so­wych, któ­re zale­żą od sta­nu gospo­dar­ki. Prze­dłu­ża­nie kry­zy­su musi dopro­wa­dzić do obni­że­nia się jako­ści sys­te­mu ochro­ny zdro­wia. Nie mówiąc już o tym, że trwa­ją­ca i pogłę­bia­ją­ca się dez­or­ga­ni­za­cja całe­go sys­te­mu ochro­ny zdro­wia, po pro­stu nie może nie odbić się na naszym zdro­wiu. Dopie­ro co media poda­ły przy­pa­dek 28-let­niej kobie­ty w cią­ży, któ­ra zmar­ła, ponie­waż kolej­ne szpi­ta­le nie chcia­ły jej przy­jąć z powo­du bra­ku testu na covid. Gdzie indziej szpi­tal nie przy­jął z tego same­go powo­du dziew­czyn­ki ze zła­ma­nym bar­kiem. To jest para­no­ja. Jeże­li te szpi­ta­le zacho­wa­ły się zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi pro­ce­du­ra­mi, to trze­ba jasno powie­dzieć, że pro­ce­du­ry te pisa­li idio­ci. Nie chcę myśleć, co będzie jesie­nią, jeże­li nikt tych pro­ce­dur nie zmieni.

Jest prze­cież zupeł­nie oczy­wi­ste, że tele­po­ra­dy, brak badań i kon­tak­tu z leka­rza­mi może dopro­wa­dzić do wie­lu ofiar, któ­rych jed­nak w żad­nych sta­ty­sty­kach nie zobaczymy.

A jakie będą kon­se­kwen­cje fatal­nie zor­ga­ni­zo­wa­nej zdal­nej edu­ka­cji? Jak to wpły­nie na poziom kształ­ce­nia dzie­ci i mło­dzie­ży? Co ze stu­dia­mi? Część uczel­ni już teraz zapo­wie­dzia­ła, że jesie­nią nauka dalej będzie w try­bie zdal­nym. Czy kto­kol­wiek jest w sta­nie prze­wi­dzieć, jakie będą dłu­go­ter­mi­no­we kon­se­kwen­cje izo­lo­wa­nia mło­dzie­ży od sie­bie? Jak wpły­nie to na zdol­ność do zawie­ra­nia i utrzy­my­wa­nia przez nich relacji?

Nie mówiąc już o tym, że nasza oświa­ta dzia­ła w warun­kach wiel­kiej fik­cji. Poza­my­ka­li szko­ły, przed­szko­la dzia­ła­ją na pół gwizd­ka w jakimś cyr­ko­wym reżi­mie sani­tar­nym, w któ­rym dzie­ci nie mogą bawić się zabaw­ka­mi ani do sobie zbli­żać, zupeł­nie igno­ru­jąc, że te same dzie­ci resz­tę dnia spę­dza­ją razem na pla­cach zabaw. Stu­den­ci nie mogą iść na zaję­cia, ale wie­czo­rem mogą iść na piwo.

Media w oba­wie przed wiru­sem prze­sta­wi­ły się na zdal­ne dys­ku­sje poli­ty­ków i eks­per­tów, uda­jąc, że ci sami ludzie nie spo­ty­ka­ją się i nie roz­ma­wia­ją poza radiem i tele­wi­zją. Zupeł­na kome­dia to wysy­ła­nie osob­nej eki­py tele­wi­zyj­nej do każ­de­go zapro­szo­ne­go gościa. Prze­cież w takim wypad­ku licz­ba kon­tak­tów mię­dzy ludź­mi jest więk­sza, niż gdy­by zgro­ma­dzić gości w studiu.

Miesz­kań­cy Ślą­ska lepiej niż wszy­scy inni widzą absurd sytu­acji. Podział ich aglo­me­ra­cji na kolo­ro­we stre­fy ma mniej wię­cej taki sens, jak wpro­wa­dze­nie innych restryk­cji w War­sza­wie w Śród­mie­ściu, na Woli i na Pradze.

Całe pań­stwo uda­je, że wirus jest śmier­tel­ny tyl­ko w godzi­nach pra­cy w pla­ców­kach pań­stwo­wych, po połu­dniu moż­na zno­wu żyć w mia­rę nor­mal­nie. To jest ciem­no­ta i zabo­bon. Gdy widzę te absur­dy, zupeł­nie prze­sta­ję się dzi­wić, że tylu ludzi zaczę­ło kwe­stio­no­wać nawet ist­nie­nie wiru­sa. Poli­ty­cy i leka­rze tra­cą z każ­dym dniem reszt­ki swo­jej wia­ry­god­no­ści, ludzie prze­sta­ją im w cokol­wiek wierzyć.

Całe pań­stwo sta­je na bacz­ność i odma­wia wyko­ny­wa­nia swo­ich pod­sta­wo­wych zadań, w sytu­acji gdy mamy tyl­ko 74 cięż­kie przy­pad­ki. W małych miej­sco­wo­ściach prze­sta­ła funk­cjo­no­wać komu­ni­ka­cja auto­bu­so­wa, do leka­rza nie da się dostać, szko­ły i uczel­nie prze­sta­ły nor­mal­nie pra­co­wać, ale dalej musi­my pła­cić podat­ki, skład­ki i uda­wać, że wszyst­ko jest ok. Do tego już ponad 105 tysię­cy osób sie­dzi na kwa­ran­tan­nie, bo mie­li pecha zna­leźć się przez chwi­lę obok kogoś, komu wykry­to wirusa.

Trze­ba prze­stać zastra­szać spo­łe­czeń­stwo i zacząć żyć nor­mal­nie. Wirus jest i dalej będzie, magicz­nie nie znik­nie. Jedy­ne co może znik­nąć, to nasze nor­mal­ne życie, zastą­pio­ne przez para­no­icz­ną nową normalność.

Sła­wo­mir Ment­zen fb