Dla wielu, także dla mnie, schyłek lata zwykle zapoczątkowywała CNE – Canadian National Exhibition. Z reguły 15 sierpnia. Początkowo była to wystawa rolnicza, gdzie prezentowano dobytek żywy, taki jak konie, krowy, barany, świnki, kury, gęsi, kaczki, indyki i co tam jeszcze. Dobrze pamiętam te wystawy rolnicze zaraz po moim przyjeździe do Toronto (lata 80-te), bo wtedy kiedy moje dzieci jak szalone biegały po terenie gier (midway) i przejażdżek, jak oglądałam zwierzątka. A jak sobie patrzałam na te dorodne krowy, to miałam poczucie sytości, że przy takim dobytku nigdy w moim nowym kraju nie zabraknie ani mleka, ani mięsa. Z Polski wyjeżdżałam gdy brak było wszystkiego (oprócz wódki, octu i herbaty). No cóż porównywałam te dorodne, prezentowane do zwycięstwa i nagrody krówki, do naszych polskich krasul. Po kilku latach jak dorobiliśmy się samochodu, i zaczęli jeździć poza Toronto, przekonałam się, że nie wszystkie krowy są takie jak te na CNE, ale dalej były one roślejsze od naszych łaciatych.

Tak to już jest, że bieda odciska się także na dobytku. Opowiedział mi o tym Kubańczyk, kiedy zapytałam go czy to jest taka specjalna rasa małych koników na Kubie? Jeszcze przed rewolucją (1959) był kierowcą samochodu marki Ford. Był z tego niezmiernie dumny. Wspominał, że wtedy też konie były rosłe, takie jak w Stanach. Ale biedę na Kubie przetrwali tylko wytrwali i silni duchem, a także mniejsze zwierzęta. Po prostu mniej musiały jeść. Nie wiem czy są jakieś potwierdzenia statystyczne tego zjawiska malejących na Kubie koników, ale taka była prawda obserwacyjna mojego znajomego na Kubie. Oczywiście wszystko to mi powiedział prywatnie, upewniając się, że nikt nie podsłuchuje, po kilku latach znajomości. Niestety wystawy zwierząt na naszej torontońskiej CNE były coraz mniej popularne i mniejsze, aż w końcu ich nie było. Ale to jeszcze nic, bo w tym roku po prostu nie ma wystawy CNE. Z powodu Covid-19.

Wystawy także nie było w latach 2-giej Wojny Światowej. A zaczęła się w 1879 roku.

O rany, to skąd teraz będę wiedzieć, że to lata zmierzch?  A tak, było wiadomo. Nieustające reklamy ‘Let’s go to the Ex’ (chodź na wystawę). Jeszcze do niedawna była parada weteranów, w której nasi polonijni kombatanci maszerowali.  Niestety nie ma także w tym roku rolniczych wystaw (agricultural fair) w ontaryjskich rolniczych miasteczkach. Te jarmarki to takie dwu-trzydniowe dożynki. Bardzo lubię (a właściwie powinnam powiedzieć lubiłam) te jarmarki. Szczególnie pokaz i konkurs koni. A tu nie ma wystaw, nie ma jarmarków. I nie ma wielu innych rzeczy. To co teraz będzie wskazywać, że lato się kończy? Wiem: złota nawłoć (goldenrod). A tej jest i w Ontario, i w całej Kanadzie pod dostatkiem. W Polsce też. Po łacinie nazywa się ‘solidago’. A na pocieszenie posłucham utworu Obrazki z wystawy (Pictures from the exhibition) Modesta Musorgskiego. Musimy sobie znaleźć namiastki, i musimy czymś ukoić żal.  A nawłoć ma wiele właściwości leczniczych, więc nazbieram  i ususzę. W sam raz będą dobre ziółko w późniejszych porach roku, których na razie nie nazywam, żeby nie zapeszyć.

MichalinkaToronto@gmail.com