W cią­gu ostat­nich 20 lat eks­port z Nie­miec do Chin wzrósł 10-krot­nie. Pań­stwo Środ­ka z 15. ryn­ku eks­por­to­we­go RFN wspię­ło się na 3. miejsce.

W pro­gra­mie Made in Chi­na 2025 Chiń­czy­cy wprost zapo­wie­dzie­li cel zdo­by­cia do 2025 r. domi­nu­ją­cej pozy­cji w prze­my­śle – zastą­pie­nia Niemiec.

Żądza zdo­by­wa­nia miliar­do­wych kon­trak­tów dla nabu­zo­wa­nej machi­ny eks­por­to­wej, chęć uciecz­ki na ryn­ki wscho­dzą­ce przed pro­ble­ma­mi stre­fy euro, dąże­nie do zba­lan­so­wa­nia wpły­wów Waszyng­to­nu rela­cja­mi z Peki­nem. I to wszyst­ko za fasa­dą wal­ki o moral­ne war­to­ści – demo­kra­ty­za­cję Chin poprzez zbli­że­nie eko­no­micz­ne. Tak moż­na opi­sać poli­ty­kę Nie­miec wobec Peki­nu ostat­nich dwóch dekad.

reklama

Brzmi jak dosko­na­łe prze­nie­sie­nie recept Real­po­li­tik Bismarc­ka do dzi­siej­szych czasów?

Może.

Jed­nak wbrew ocze­ki­wa­niom samych Niem­ców owo­cem tej ide­al­nie wycy­ze­lo­wa­nej poli­ty­ki wobec Chin sta­je się coraz więk­sze uza­leż­nie­nie od ryn­ku chiń­skie­go, hodo­wa­nie kon­ku­ren­ta sta­no­wią­ce­go poważ­ne zagro­że­nie dla nie­miec­kie­go prze­my­słu i nie­ste­row­ność Nie­miec w stra­te­gicz­nych kwe­stiach, a w efek­cie osła­bie­nie ich suwerenności.

 

Okres wza­jem­ne­go zauroczenia

Zaczę­ło się nie­win­nie w 1999 r. Nie mogło być ina­czej, jeśli zacie­śnia­niem sto­sun­ków z Chi­na­mi zajął się nie­miec­ki spe­cja­li­sta od szem­ra­nych poro­zu­mień – kanc­lerz Ger­hard Schröder. To on zapo­cząt­ko­wał nie­mal corocz­ne piel­grzym­ki nie­miec­kich sze­fów rzą­dów do Pań­stwa Środ­ka. Sam w cią­gu 7 lat urzę­do­wa­nia był tam 6 razy. Opła­ca­ło się. Wystar­czy­ło popie­rać poli­ty­kę jed­nych Chin, ape­lo­wać o znie­sie­nie embar­ga UE na eks­port bro­ni (nało­żo­ne­go po masa­krze na pla­cu Tia­nan­men), a juany zaczę­ły zasi­lać krwio­bieg nie­miec­kiej gospodarki.

W mgnie­niu oka chiń­ski pro­tek­cjo­nizm jak­by prze­stał obo­wią­zy­wać przed­się­bior­stwa znad Renu. Waru­nek był jeden – nie­miec­kie kon­cer­ny mia­ły wcho­dzić w spół­ki joint-ven­tu­re z wybra­ny­mi chiń­ski­mi part­ne­ra­mi. No i oczy­wi­ście nie­pi­sa­nym ele­men­tem poro­zu­mie­nia była rezy­gna­cja z ape­li do chiń­skich władz o demokratyzację.

Zresz­tą Niem­cy zna­la­zły wygod­ną wymów­kę. Przy­kry obo­wią­zek upo­mi­na­nia się o pra­wa czło­wie­ka zastą­pił dia­log z Chi­na­mi o pra­wo­rząd­no­ści. W koń­cu im wię­cej chiń­scy apa­rat­czy­cy nasłu­cha­ją się wykła­dów o dobro­dziej­stwach pły­ną­cych z demo­kra­cji, tym szyb­ciej porzu­cą ide­ały komunistyczne.

Co cie­ka­we, w tym samym okre­sie odmien­ną dro­gę wybie­rał szcze­gól­nie nie­lu­bia­ny przez Niem­ców pre­zy­dent USA, Geo­r­ge Wal­ker Bush, któ­ry nie wahał się pięt­no­wać Chin za prze­śla­do­wa­nie mniej­szo­ści reli­gij­nych pod pre­tek­stem wal­ki z ter­ro­ry­zmem. Ale prze­cież Ame­ry­ka­nie nie mogli liczyć na takie przy­wi­le­je, jak Niem­cy. W koń­cu to nie­miec­kie biu­ro podró­ży TUI jako pierw­szy zagra­nicz­ny inwe­stor dosta­ło zgo­dę na uzy­ska­nie więk­szo­ścio­we­go udzia­łu w spół­ce zało­żo­nej na ryn­ku chiń­skim… Jakie ma to zna­cze­nie? Do Nie­miec zaczę­li maso­wo latać żąd­ni zaku­pów chiń­scy turyści.

 

Zwią­zek pra­wie idealny

Obroń­cy praw czło­wie­ka wie­le obie­cy­wa­li sobie po doj­ściu do wła­dzy Ange­li Mer­kel, cór­ki pasto­ra, któ­ra sama doświad­czy­ła życia w pań­stwie tota­li­tar­nym. Nie moż­na powie­dzieć, że pierw­sza kobie­ta na fote­lu kanc­le­rza Nie­miec nie pró­bo­wa­ła praw czło­wie­ka bro­nić. Jed­nak gdy tyl­ko chcia­ła wyjść poza ramy kon­wen­cji wyzna­czo­nej przez Schröde­ra, była bez­ce­re­mo­nial­nie kar­co­na przez stro­nę chiń­ską. Tak było w 2007 r., gdy Ange­la Mer­kel posta­no­wi­ła przy­jąć Dalaj­la­mę. Od razu odwo­ła­no sze­reg istot­nych nie­miec­ko-chiń­skich spo­tkań na wyso­kim szcze­blu. Gdy kanc­lerz chcia­ła się spo­tkać z chiń­ski­mi obroń­ca­mi praw czło­wie­ka w amba­sa­dzie Nie­miec w Peki­nie, reak­cja była podob­na – uczest­ni­cy spo­tka­nia „nie dojechali”.

Ange­la Mer­kel świet­nie rozu­mia­ła te sygna­ły – w koń­cu sama nie­mal 40 lat swe­go życia spę­dzi­ła w sys­te­mie komu­ni­stycz­nym, a jed­no­cze­śnie nigdy nie mia­ła natu­ry błęd­ne­go ryce­rza bez­względ­nie wal­czą­ce­go o demo­kra­tycz­ne ideały.

Pły­ną­ce z Chin miliar­dy, któ­re przy­czy­nia­ły się do dobro­by­tu jej roda­ków, zapew­ne łago­dzi­ły też wyrzu­ty sumie­nia. Spójrz­my zresz­tą na licz­by. W cią­gu ostat­nich 20 lat eks­port z Nie­miec do Chin wzrósł ponad 10-krot­nie z 9,5 mld euro do 96 mld euro. Pań­stwo Środ­ka z 15. ryn­ku eks­por­to­we­go RFN wspię­ło się na 3. miej­sce (za Fran­cją i USA).

Co wię­cej, Chi­ny są od 2009 r. naj­więk­szym ryn­kiem moto­ry­za­cyj­nym świa­ta, przy czym co czwar­te auto kupo­wa­ne przez Chiń­czy­ków pocho­dzi z fabryk nie­miec­kich kon­cer­nów. Bez tej ska­li suk­ce­sów w Chi­nach moto­ry­za­cja znad Renu nie mogła­by marzyć o tak sil­nej pozy­cji glo­bal­nej, jaką ma obecnie.

Ber­lin i Pekin paso­wa­ły do sie­bie ide­al­nie. Z jed­nej stro­ny indu­stria­li­zu­ją­ce się Chi­ny spra­gnio­ne wszel­kich środ­ków, a z dru­giej Niem­cy – potę­ga prze­my­sło­wa mają­ca w swo­jej ofer­cie know-how i wszel­kie urzą­dze­nia nie­zbęd­ne do budo­wy nowo­cze­snych fabryk.

Co wię­cej, gdy Chi­ny dyna­micz­nie rosły, sko­ko­wo ero­do­wa­ła potę­ga ryn­ków zachod­nich. Naj­pierw USA wpę­dzi­ły świat w glo­bal­ny kry­zys finan­so­wy, a wkrót­ce potem stre­fa euro zna­la­zła się na skra­ju roz­pa­du. To wpły­nę­ło na kal­ku­la­cje nie­miec­kich poli­ty­ków. W koń­cu czymś trze­ba było napę­dzać nie­miec­ki motor roz­wo­ju gospo­dar­cze­go, czy­li wiecz­nie nie­na­sy­co­ną machi­nę eks­por­to­wą. Zwłasz­cza że Niem­cy nie kwa­pi­ły się do pomo­cy stre­fie euro za wszel­ką cenę, lecz sta­wia­ły wygó­ro­wa­ne warun­ki pań­stwom Połu­dnia, co nie słu­ży­ło ich szyb­kie­mu powro­to­wi na ścież­kę dyna­micz­ne­go wzro­stu. Wybór był więc pro­sty – kurs na Chiny.

W 2010 r. Ber­lin zaini­cjo­wał regu­lar­ne kon­sul­ta­cje mię­dzy­rzą­do­we z Peki­nem, prze­pro­wa­dza­ne są do dziś. Był nawet goto­wy na wię­cej – w ramach tego dia­lo­gu zaczął się dzie­lić swo­imi wizja­mi roz­wo­ju gospo­dar­ki, jak np. doświad­cze­nia­mi kon­cep­cji Prze­my­słu 4.0. Chiń­czy­cy słu­cha­li z naj­wyż­szą uwa­gą. Ich nie­pi­sa­nym celem było w przy­szło­ści zdo­mi­no­wa­nie m.in. trans­por­tu, zie­lo­nych tech­no­lo­gii, nowych mate­ria­łów i prze­my­słu medycz­ne­go, a więc sek­to­rów, w któ­rych Niem­cy nale­ża­ły do gro­na liderów.

Do 2016 r. Niem­cy nawet jeśli dostrze­ga­li nie­po­ko­ją­ce ten­den­cje – jak np. sys­te­ma­tycz­ne wspi­na­nie się chiń­skich pro­du­cen­tów na coraz wyż­szy poziom tech­no­lo­gicz­ne­go zaawan­so­wa­nia – to zakli­na­li rze­czy­wi­stość. Może i Chiń­czy­cy są w sta­nie wyprzeć z ryn­ków zagra­nicz­nych Wło­chów i Fran­cu­zów, ale my, Niem­cy, ze wzglę­du na naszą sumien­ność, pra­co­wi­tość i inży­nier­ską pre­cy­zję zawsze będzie­my nad nimi góro­wać – takie oce­ny moż­na było wyczy­tać mię­dzy wier­sza­mi ana­liz nie­miec­kie­go biznesu.

Fir­my znad Renu narze­ka­ły wpraw­dzie na pro­blem kra­dzie­ży wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej i tajem­nic prze­my­sło­wych z fabryk w Chi­nach, jed­nak pocie­sza­no się, że cho­dzi o tech­no­lo­gie trze­cie­go sor­tu – w koń­cu naj­cen­niej­sze kom­po­nen­ty są pro­du­ko­wa­ne wyłącz­nie w Niem­czech. Taki był spo­sób myśle­nia nie­miec­kich poli­ty­ków, lecz nie­ko­niecz­nie lide­rów gospo­dar­ki znad Renu. Nie­miec­kie kon­cer­ny sta­wa­ły się na tyle uza­leż­nio­ne od Chin, że zaczę­ły tam budo­wać swo­je cen­tra badań i roz­wo­ju. W koń­cu trud­no two­rzyć inno­wa­cje z dala od swo­ich naj­waż­niej­szych fabry­ki i w ode­rwa­niu od swo­ich klu­czo­wych konsumentów.

 

Koniec roman­tycz­nych uniesień

Wresz­cie nad­szedł szok 2016 r., gdy chiń­ski smok poka­zał, na ile go stać i o co mu tak napraw­dę cho­dzi. Niem­cy po raz pierw­szy poczu­li, że sytu­acja zaczy­na im się wymy­kać spod kon­tro­li. Per­ła w koro­nie nie­miec­kie­go prze­my­słu, jeden z czo­ło­wych pro­du­cen­tów robo­tów prze­my­sło­wych świa­ta – fir­ma Kuka – zosta­ła prze­ję­ta przez Chiń­czy­ków. W dodat­ku nie było to wro­gie prze­ję­cie. Prze­ciw­nie, doko­na­ło się za zgo­dą zarzą­du fir­my, ale wbrew bez­rad­ne­mu rzą­do­wi w Ber­li­nie. Niem­cy nie byli zachwy­ce­ni tym, że ich „part­ner­stwo” z Chi­na­mi sta­je się coraz bar­dziej jed­no­stron­ne. Zwłasz­cza że Pekin wyka­zy­wał coraz mniej­szą goto­wość do otwie­ra­nia przed Niem­ca­mi kolej­nych sek­to­rów gospodarki.

W Ber­li­nie szyb­ko przy­po­mnia­no sobie opu­bli­ko­wa­ne w 2015 r. zało­że­nia stra­te­gii rzą­du w Peki­nie Made in Chi­na 2025, w któ­rej wprost zapo­wie­dzia­no uży­cie wszel­kich dostęp­nych instru­men­tów w celu zdo­by­cia do 2025 r. domi­nu­ją­cej pozy­cji w naj­waż­niej­szych sek­to­rach prze­my­sło­wych, a więc wła­ści­wie zastą­pie­nia Niemiec.

Nie trze­ba było dłu­go cze­kać na kolej­ne, coraz bar­dziej bez­ce­re­mo­nial­ne dzia­ła­nia Chin. W 2017 r. Pekin przy­jął prze­pi­sy o cyber­bez­pie­czeń­stwie, któ­re dawa­ły wła­dzom dostęp do danych przed­się­biorstw aktyw­nych w Chi­nach, co Niem­cy odczy­ta­li jako poten­cjal­ne usank­cjo­no­wa­nie szpie­go­stwa prze­my­sło­we­go. Z kolei w 2018 r. chiń­ski inwe­stor Geely, omi­ja­jąc prze­pi­sy nie­miec­kie­go pra­wa za pomo­cą zło­żo­nych sche­ma­tów inży­nie­rii finan­so­wej, nabył 10% udzia­łów w Daim­le­rze i stał się naj­więk­szym akcjo­na­riu­szem fir­my. Już wkrót­ce może dojść do sytu­acji, w któ­rej Chiń­czy­cy prze­kro­czą razem próg 20% akcji upraw­nia­ją­cy ich do weto­wa­nia klu­czo­wych decy­zji w kon­cer­nie. Inna chiń­ska fir­ma BAIC posia­da bowiem 5% akcji kon­cer­nu i chce zwięk­szyć swo­je udziały.

 

Mał­żeń­stwo wbrew woli?

Niem­cy zro­zu­mie­li powa­gę sytu­acji, ale było już za póź­no na gwał­tow­ne zmia­ny. W koń­cu Volks­wa­gen sprze­da­wał już w 2016 r. na chiń­skim ryn­ku nie­mal 4 mln samo­cho­dów, co sta­no­wi­ło 40% jego dys­try­bu­cji. Niem­cy przez okres kil­ku kolej­nych lat zwięk­sza­li kon­tro­lę pań­stwa nad inwe­sty­cja­mi w stra­te­gicz­ne sek­to­ry, jed­nak prze­pi­sy UE wią­za­ły im ręce przed głęb­szy­mi refor­ma­mi. Nie byli zado­wo­le­ni z efek­tów i musie­li się cza­sem ucie­kać do wybie­gów. Tak się sta­ło, gdy ist­nia­ło zagro­że­nia naby­cia przez Chiń­czy­ków od jed­ne­go z współ­wła­ści­cie­li nie­speł­na 20% udzia­łów (a więc poni­żej pro­gu upraw­nia­ją­ce­go rząd do blo­ko­wa­nia inwe­sty­cji) w nie­miec­kim ope­ra­to­rze sie­ci ener­ge­tycz­nych, 50Hertz. Wów­czas Ber­lin namó­wił dru­gie­go udzia­łow­ca tego przed­się­bior­stwa do sko­rzy­sta­nia z opcji pier­wo­ku­pu i do prze­bi­cia ofer­ty chiń­skiej, a potem odsprze­da­nia udzia­łów pań­stwo­we­mu ban­ko­wi KfW.

W obli­czu nie­sku­tecz­no­ści pra­wa kra­jo­we­go Ber­li­no­wi pozo­sta­ło zaostrza­nie reguł gry za pośred­nic­twem UE. Bruk­sel­ska machi­na biu­ro­kra­tycz­na dzia­ła wol­no, ale sku­tecz­nie. Po 3 latach debat w 2019 r. usta­no­wio­no mecha­nizm UE słu­żą­cy do moni­to­ro­wa­nia prze­jęć unij­nych firm przez inwe­sto­rów z zewnątrz. Nowy instru­ment wpro­wa­dzi moż­li­wość dokład­ne­go śle­dze­nia powią­zań kapi­ta­ło­wych pod­mio­tów wcho­dzą­cych do klu­czo­wych sek­to­rów państw człon­kow­skich UE. Roz­sze­rzy tak­że zakres spół­ek o zna­cze­niu stra­te­gicz­nym z wła­ści­cie­li i ope­ra­to­rów infra­struk­tu­ry kry­tycz­nej na przed­się­bior­stwa z obsza­ru nowych tech­no­lo­gii. Naj­waż­niej­szą zale­tą nowe­go roz­wią­za­nia będzie zrzu­ce­nie odpo­wie­dzial­no­ści za zablo­ko­wa­nie naby­cia fir­my przez inwe­sto­ra z zewnątrz na UE. Jest to korzyst­ne zwłasz­cza dla Ber­li­na, któ­ry jest nie­chęt­ny do wcho­dze­nia sam na sam w kon­fron­ta­cję z Peki­nem.  Pomi­mo pew­nych postę­pów Niem­cy zda­wa­li sobie spra­wę, że zakres ochro­ny nie­miec­kich firm jest nie­wy­star­cza­ją­cy, stąd jesz­cze w 2019 r. Mini­ster­stwo Gospo­dar­ki zapro­po­no­wa­ło stwo­rze­nie fun­du­szu umoż­li­wia­ją­ce­go prze­li­cy­to­wa­nie ofert inwe­sto­rów pró­bu­ją­cych naby­wać stra­te­gicz­ne przed­się­bior­stwa Niemiec.

 

Roz­wo­du nie będzie?

Praw­dzi­wy test aser­tyw­no­ści dopie­ro przed Niem­ca­mi. Bo co zro­bić, gdy fan­ta­stycz­ny świat otwar­tych i coraz bar­dziej libe­ra­li­zu­ją­cych się ryn­ków glo­bal­nych sta­le pożą­da­ją­cych nie­miec­kich dóbr zamie­nia się w pie­kło nie­ustan­nie rosną­cych obostrzeń wpro­wa­dza­nych przez dwie rywa­li­zu­ją­ce ze sobą potę­gi? W dodat­ku kogo wybrać – Chi­ny czy USA – gdy pierw­szy kraj zapew­nia 15% obro­tów dla 30 naj­więk­szych nie­miec­kich spół­ek akcyj­nych, a dru­gi – 22%.

Nawet jeśli Niem­cy chcie­li­by zamknąć oczy na rze­czy­wi­stość, ona i tak wyraź­nie o sobie przy­po­mni. A wła­ści­wie już przy­po­mnia­ła. Dyle­ma­tem przy­pra­wia­ją­cym Ber­lin o ból gło­wy od nie­mal dwóch lat jest kwe­stia wybo­ru dostaw­cy 5G – nowej gene­ra­cji Inter­ne­tu, któ­ry ma być dużo szyb­szy, o więk­szej prze­pu­sto­wo­ści. A przede wszyst­kim ruch w tego typu sie­ci będzie się odby­wał nie­mal w cza­sie rze­czy­wi­stym, a więc oka­że się ide­al­nym roz­wią­za­niem, np. dla samo­cho­dów auto­no­micz­nych, robo­tów i Inter­ne­tu Rzeczy.

Ofer­ta chiń­skie­go Huawei wyda­je się atrak­cyj­niej­sza niż dwóch euro­pej­skich czem­pio­nów – Eriks­so­na i Nokii. Nie­miec­cy ope­ra­to­rzy od lat bar­dzo ści­śle współ­pra­cu­ją z chiń­skim kon­cer­nem. Obec­nie oko­ło 45% z 75 tys. sta­cji bazo­wych w Niem­czech do 4G/LTE pocho­dzi od Huawei, pod­czas gdy udział tej fir­my w insta­la­cjach dla całej Euro­py to tyl­ko oko­ło 33%. Wyklu­cze­nie chiń­skie­go kon­cer­nu z nie­miec­kiej tech­no­lo­gii 5G to nie tyl­ko wyso­kie kosz­ty, ale też poten­cjal­nie znacz­ne opóź­nie­nia w jej wdra­ża­niu. Niem­cy nie mogą sobie na to pozwo­lić, chcąc pozo­stać lide­rem prze­my­sło­wym globu.

Ame­ry­ka­nie gro­żą, że wybór przez Ber­lin chiń­skiej tech­no­lo­gii będzie miał swo­je kon­se­kwen­cje. Waszyng­ton oba­wia się, że otwo­rzy to furt­kę do uwia­ry­god­nie­nia Huawei w całej UE, a potem do zdo­mi­no­wa­nia przez kon­cern ryn­ku świa­to­we­go. Zaan­ga­żo­wa­nie Chiń­czy­ków w budo­wę tak kry­tycz­nej infra­struk­tu­ry może przy­nieść trud­ne do osza­co­wa­nia zagro­że­nia dla bez­pie­czeń­stwa. Zresz­tą opi­nię tę podzie­la nie­miec­ki wywiad i MSZ. Wybór powi­nien być zatem prosty.

Nie w Niem­czech. Chi­ny sta­ły się ryn­kiem o zna­cze­niu stra­te­gicz­nym, a Pekin dosko­na­le zda­je sobie spra­wę z tego atu­tu. Gdy tyl­ko w Niem­czech zaczę­ły krą­żyć pogło­ski o moż­li­wym ogra­ni­cze­niu udzia­łu Huawei w nie­miec­kim 5G, ode­zwał się chiń­ski amba­sa­dor, nie pozo­sta­wia­jąc zbyt wie­lu nie­do­mó­wień. Wyklu­cze­nie chiń­skie­go kon­cer­nu z nie­miec­kie­go ryn­ku 5G nie pozo­sta­nie bez reak­cji. W koń­cu cie­plar­nia­ne warun­ki dla nie­miec­kiej moto­ry­za­cji w Chi­nach nie muszą trwać wiecz­nie. Dowo­dem na to, że furt­ka do udzia­łu Huawei w budo­wie 5G pozo­sta­je uchy­lo­na, jest opu­bli­ko­wa­ny 18 sierp­nia kata­log prze­pi­sów bez­pie­czeń­stwa dla dostaw­ców infra­struk­tu­ry dla Inter­ne­tu nowej gene­ra­cji. Kanc­lerz Mer­kel zapew­ni­ła w niej, żeby to ona jako gorą­ca orę­dow­nicz­ka współ­pra­cy z Chi­na­mi mia­ła osta­tecz­ny głos w kwe­stii uzna­nia okre­ślo­nych firm za wiarygodne.

Zresz­tą Chi­ny nie muszą ostrze­gać. Gdy w lip­cu br. Hong­kong został w peł­ni pod­po­rząd­ko­wa­ny Peki­no­wi, na zarzu­ty o bez­czyn­ność Nie­miec w tej spra­wie (w sto­sun­ku do aktyw­no­ści USA lub Wiel­kiej Bry­ta­nii) mini­ster gospo­dar­ki odpo­wie­dział, że Niem­cy nie są moral­nym nauczy­cie­lem świa­ta. Skąd ta powścią­gli­wość? W koń­cu tyl­ko w cią­gu ostat­nich kil­ku lat Ber­lin pouczał Donal­da Trum­pa, jak nie pro­wa­dzić poli­ty­ki glo­bal­nej, Bori­sa John­so­na, jak bez­sen­sow­nym pomy­słem jest Bre­xit, nie wspo­mi­na­jąc o kry­ty­ce dzia­łań nie­mal wszyst­kich państw Euro­py Środ­ko­wej. I nagle dla Xi Jin­pin­ga (ale też dla Puti­na) Niem­cy nie mają żad­nych rad.

W tych roz­ter­kach Nie­miec nie było­by nic nie­po­ko­ją­ce­go, gdy­by nie jeden fakt. Niem­cy są po pro­stu zbyt potęż­ne gospo­dar­czo i zbyt wpły­wo­we poli­tycz­nie w UE, żeby mil­czeć w istot­nych kwe­stiach i być zakład­ni­kiem swo­ich – czę­sto zbyt wąsko poję­tych – inte­re­sów gospo­dar­czych. A w przy­szło­ści mogą się wręcz oka­zać kluczowe.

USA bez UE może nie wygrać star­cia eko­no­micz­ne­go z Chi­na­mi, a naj­wię­cej kart w Euro­pie roz­da­je wła­śnie Ber­lin. Nie­po­ko­ją­ce już dzi­siaj jest to, że wie­lu nie­miec­kich ana­li­ty­ków na opi­sa­nie obec­nych cza­sów zaczę­ło uży­wać ter­mi­nu bez­kró­le­wia. Może to suge­ro­wać, że Niem­cy coraz poważ­niej zasta­na­wia­ją się, czy nie nacho­dzą rzą­dy nowe­go glo­bal­ne­go kró­la. Tyl­ko czy rze­czy­wi­ście był­by to świat lep­szy od porząd­ku Pax Ame­ri­ca­na? Już na pod­sta­wie ewo­lu­cji sto­sun­ków nie­miec­ko-chiń­skich moż­na mieć co do tego poważ­ne wątpliwości.

Kon­rad Popław­ski Klub Jagielloński

Arty­kuł (z wyłą­cze­niem gra­fik) jest dostęp­ny na licen­cji Cre­ati­ve Com­mons Uzna­nie Autor­stwa 4.0 Mię­dzy­na­ro­do­we. Zezwa­la się na dowol­ne wyko­rzy­sta­nie arty­ku­łu, pod warun­kiem zacho­wa­nia infor­ma­cji o sto­so­wa­nej licen­cji, o posia­da­czach praw oraz o kon­kur­sie „Dyplo­ma­cja publicz­na 2020 – nowy wymiar”. Pro­si­my o poda­nie lin­ku do naszej strony.

https://klubjagiellonski.pl/