Kanadyjczykom udało się ostatnio sporo zaoszczędzić. To dość dziwny efekt pandemii, związany częściowo z ograniczeniem okazji do wydawania pieniędzy. Bank of Montreal szacuje, że dodatkowe oszczędności Kanadyjczyków – czyli takie, których nie byłoby w “normalnym roku” – wyniosły na koniec trzeciego kwartału łącznie 150 miliardów dolarów, czyli około 7 proc. PKB.

“To sporo pieniędzy, które mogłyby się przyczynić do rozwoju gospodarki w przyszłym roku”, mówi główny ekonomista BMO, Doug Porter. Małe biznesy ledwo przędą, a budżety domowe w trzecim kwartale mają się całkiem dobrze. Obecnie dochód, którym dysponuje przeciętny Kanadyjczyk, jest o 10,6 proc. wyższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku, a wydatki wciąż są niższe niż przed rokiem.

Canadian Imperial Bank of Commerce również zauważa gromadzenie oszczędności i sugeruje, że wydatki mogą nastąpić w 2021, gdy będzie więcej okazji do zakupów.

Obecnie, mimo wzrostu PKB w trzecim kwartale o rekordową wartość 40,5 proc. w skali roku, i tak jesteśmy 5,3 proc. do tyłu względem roku 2019. W ostatnim kwartale wydatki Kanadyjczyków na dobra konsumpcyjne wzrosły o 46 proc. (w skali roku), a na dobra trwałe – o 7,7 proc. w porównaniu z sytuacją sprzed pandemii. Widać, że konsumenci kupują towary, a nie usługi. Wzięcie mają też nieruchomości.

Aby wydawać zaoszczędzone pieniądze, ludzie musza mieć ku temu okazję. We wtorek koalicja około 50 sprzedawców detalicznych wezwała premiera Douga Forda do zniesienia ograniczeń dotyczących sklepów uznawanych za nie-niezbędne. W liście otwartym handlowcy napisali, że zamknięcie Toronto i regionu Peel znacznie ograniczyło liczbę kupujących. Dlatego ich zdaniem należy jak najszybciej otworzyć wszystkie sklepy w prowincji, a w regionach z lockdownem wprowadzić ograniczenie liczby klientów do 25 proc. w przypadku biznesów, których funkcjonowanie nie jest konieczne.