Co to jest ten blues? To nie znaczy na niebiesko. Tylko melancholijnie, smętnie, depresyjnie, czy po prostu zwyczajnie smutno.  Tak jak po świętach bywa. Pół dnia sprzątałam po wigilii, pół dnia sprzątania po obiedzie świątecznym. Porcjowałam, ćwiartowałam, przekładałam do pojemników i to czego malutka rodzinka w tym roku nie zabrała, umiejętnie, z wyczuciem kształtu i przestrzeni, ułożyłam w zamrażalniku. Tyle tego, że mi do przyszłych świąt powinno  wystarczyć. Przesada? Wcale nie. Tradycyjnie na święta kupuje się za dużo – jak zwykle. A tu na dodatek rodzina mała, nie tak jak kiedyś kiedy to do wigilijnej wieczerzy zasiadało prawie 20 osób. Nakupowaliśmy tyle samo, nagotowaliśmy i przygotowaliśmy tyle samo co kiedyś – to i się wiele zostało. Nie pozwoliłam podczas modlitwy przed posiłkiem narzekać na trudny rok tylko dziękować Bogu, za otrzymane dary. Nie obyło się oczywiście bez istotnych zmian, bo przed każdym nakryciem był przygotowany opłatek. Opłatek indywidualny, do podzielenia się duchowego. No cóż, nie tylko opłatkiem dzielimy się inaczej. Pewnie już tak zostanie?  Tak jak przekazywanie znaku pokoju podczas mszy świętej przestało być, jeszcze przed pandemią, przekazem bezpośrednim przez podanie ręki drugiemu. Najczęściej jest to skinienie głowy i uśmiech. To i tak dobrze, bo pamiętam czasy, że chrześcijańskie braterstwo społeczności manifestowało się dopiero po wyjściu z kościoła. Więc co z tym poświątecznym bluesem? Ciężko jest. Co prawda za oknem biało, co zawsze poprawia nastrój – takie białe święta, ale ciężko. Historyczne święta covidowe. Już nie wiadomo co o tym myśleć, i nie wiadomo jak z tego wyjdziemy. Ja uparcie przekonuję kogo się da, i kto chce mnie słuchać, że jeszcze trochę i sytuacja się poprawi. Co prawda nie wiem już sama, czy w to wierzę. Ale co będę innym dolewać oliwy do ognia, jak mi mówią, że już nie wrócimy do normalności. No nie wrócimy. Tak jak po wojnie, czy po rewolucji nie wraca się, tak i my nie wrócimy do tamtego życia. W najlepszym przypadku, będziemy mieć te dwa lata wycięta. Ale jak mawiała moja babcia, bylebyśmy tylko przeżyli. A to już nie jest powodem do bluesa – smutku. Choć zapewne jest to związane z kolorem, bo kolor niebieski nie tylko uspokaja, ale wprowadza nas w nastrój smutku i wyciszenia. Więc tak: święta, święta i już po.  Ale jeszcze Nowy Rok, święto Trzech Króli, i choinka aż do Matki Boskiej Gromnicznej (7 lutego, 2021). Tak dla poprawy nastroju wystawiam i ubieram choinkę na początek adwentu – tak jak Kanadyjczycy, ale jej nie chowam zaraz po Bożym Narodzeniu, ale cieszę się nią po polsku, aż do Matki Boskiej Gromnicznej. Tym sposobem, mam krótszą zimę, bo umiloną kolorową choinką. Pięknie kolorową i bezpiecznie oświetloną. A pamiętam takie żabki na prawdziwe świeczki przypinane na gałęziach prawdziwych choinek. Ile z tego było pożarów! W te święta choinka będzie stała u mnie długo, ale jest to bez znaczenia, bo choinka nie jest przecież symbolem religijnym, a jedynie zwyczajowym (od 2-giej połowy 19 wieku). Taki jasny zielony symbol nadziei, której bardzo – szczególnie w tym roku – potrzebujemy. A ta wyczekiwana nadzieja już jest za rogiem i zaczyna do nas zaglądać. Wczoraj poszłam na spacer trochę później, bo zatrzymał mnie telefon, i już dało się odczuć nieco dłuższą jasność dnia. Nie na darmo mówią, że na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok. I jakby nie liczył, to prawie dwa miesiące zimy już za nami.

MichalinkaToronto@gmail.com

Toronto, 30 grudnia, 2020